Issuu on Google+

miesięcznik bezpłatny

Nr 47 • maj 2013 ISSN 2080-8429

Kuszenie widza Odkąd wprowadzono cyfryzację rośnie frekwencja, ale mimo to świeckie kino nie spoczywa na laurach i walczy o widza str. 4

Krajobraz po tornadzie

Wiosna w Starej Rzecze wygląda jak nigdy. Szokuje krajobraz po tornadzie z lipca ubiegłego roku str. 10

Krew i pot Niewiele dyscyplin budzi chyba takie emocje, jak walki MMA. Po co ludzie zamykają się w klatce i tłuką do krwi? str. 16

Reklama

Wejść i nie zginąć str. 8

2

kalejdoskop

maj 2013

www.oksir.eu

Kuźnia talentów

Prosto z mostu

U

ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

Był oberek, jest disco polo

N

ie lubię muzyki disco polo. Ani warstwa muzyczna, ani słowa piosenek jakoś nigdy nie przypadły mi do gustu. Bawią mnie też wokaliści w pseudo mundurach z epoletami i bogatymi zdobieniami, wzorowanymi chyba na uniformach noszonych przez generałów z Ameryki Południowej. Daleki jestem jednak od tego, żeby uważać, iż miejsce disco polo jest tylko na imprezach w wiejskich remizach. Sto lat temu ludzie tańcowali na weseliskach i na zabawach w karczmach przy skocznych oberkach i innych ludowych melodiach, pogardzanych przez ówczesne wyższe sfery. Teraz większość z nas robi to przy disco polo. I powiedzmy sobie szczerze – znaczna część tych, którzy nie zostawiają suchej nitki na tej muzyce, albo po

prostu nie przepadają za nią i nie włączają jej na co dzień w domu, podczas wesel bawi się do upadłego przy hitach Boysów czy Weekendu. To trochę tak, jak z jedzeniem. Lubimy wyszukane potrawy o bogatym smaku, ale czasami każdego z nas najdzie ochota, żeby się napchać chipsami, colą czy schabowym z ziemniakami. I chociaż za disco polo nie przepadam, to wolę już, jak lecą nasze rodzime kawałki, niż te zachodnich „gwiazd”, które nie uprawiają nic innego jak właśnie tamtejszą odmianę disco polo, tyle że w anglosaskim sosie. A my się tym zachłystujemy, bo muzyka fajna, a połowa z nas tekstów i tak nie rozumie. I może dobrze, bo niekiedy są tak żałosne, że słowa w discopolowych utworach to przy nich Szekspir.

Trzy pytania do...

BEATY SZYMAŃSKIEJ

dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Świeciu W ostatnim miesiącu oglądałam… … filmy nagrodzone w tym roku Oscarami, wśród nich jeden, który chciałabym polecić szczególnie. „Django” Quentina Tarantino to film, w którym szaleństwo miesza się ze scenami pełnymi humoru, a treści dużej wagi podane są tak, by nie dołować, a jednak pozostać w myślach. W filmach Tarantino nawet potężna dawka przemocy, oblanej hektolitrami krwi, nie do przyjęcia w normalnych sytuacjach, daje wrażenie oczyszczenia i pozbycia się złych emocji. A rola Christopha Waltza w „Django” – miód… Przeczytałam… … a właściwie czytam kilka rzeczy naraz, z czego polecam – książkę Ludwiki Włodek „Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów”. Autorka jest prawnuczką słynnego Jarosława

i pisze o nim z perspektywy członka rodziny, a nie odbiorcy dzieł autora obowiązkowych lektur. Czytam też rozmowę Doroty Kowalskiej z prof. Zbigniewem Mikołejko „Jak błądzić skutecznie”, bo lubię słuchać mądrych ludzi. A już dla czystej rozrywki przeczytałam kryminał z czarnej serii wydawnictwa Czarna Owca „Kaznodzieja” Camilli Läckberg – miłośnicy skandynawskich klimatów i zagadek sensacyjnych będę zadowoleni. Słuchałam… … Wojciecha Waglewskiego i to zarówno z płyt, jak i na żywo. Kwietniowy koncert w świeckim ośrodku kultury – świetny. Ale słucham też Lao Che i Marizy. A już naprawdę mocno przyczepiła się do mnie Sinéad O'Connor, może dlatego, że chciałabym być na jej koncercie, który już niedługo będzie we Wrocławiu. (ap)

Wydawca i redakcja: Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji ul. Wojska Polskiego 139, 86-100 Świecie, tel. 52 562 73 70 e-mail: terazswiecie@oksir.com.pl Redaktor naczelny: Andrzej Pudrzyński, e-mail: andrzej.pudrzynski@oksir.com.pl Reklama: tel. 661 504 850 Skład: Studio M&M GRAPHIC Druk: Express Media sp. z o.o. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń.

tarło się przekonanie, że dzieci i młodzież interesuje tylko telewizja i komputer, a zajęcia pozaszkolne, to dla nich strata czasu, albo przymus, narzucony przez rodziców. O tym, że sporo w tym przesady świadczy nie tylko frekwencja w Centrum Działań Plastycznych Akademia w Świeciu, ale także zaangażowanie młodych ludzi, którzy przychodzą tu na zajęcia. - To od razu widać po dziecku czy przychodzi z własnej woli, czy jest tu, bo tak kazali mu rodzice. U nas, i całe szczęście, mamy tylko tych pierwszych – podkreśla Hanna Kawecka, instruktor Akademii, działającej przy świeckim OKSiR. Malarstwo, grafika, rysunek, ceramika – to tylko niektóre formy sztuki, jakie poznaje tu blisko 50 dzieci w wieku od 5 do 14 lat. Z powodzeniem, o czym świadczą liczne nagrody na krajowych i zagranicznych konkursach plastycznych. W ostatnim, pod nazwą „Malo-

Laureaci konkursu „Malowane słowem”

wane słowem”, jury doceniło prace aż sześciu wychowanków Akademii. W kategorii klas I-III szkół podstawowych czwarte miejsce zajęła Magdalena Sień, natomiast wyróżnienia otrzymały Zofia Kalinowska i Julia Piechna. Z kolei w kategorii klas IV-VI na trzecim miejscu upla-

FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

sowała się Zuzanna Mykowska, na piątym Julia Chrostowska, a na siódmym Martyna Landowska. Wręczenie nagród, połączone z wystawą prac, odbędzie się pod koniec kwietnia w pałacu w Lubostroniu. ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

andrzej.pudrzynski@oksir.com.pl

Pojedynek na słowa

A

ż 86 uczestników wzięło udział w kwietniowych eliminacjach powiatowych Turnieju Słowa „Słownych inspiracjach – artystycznych kreacjach” w świeckim ośrodku kultury. W konkursie recytatorskim spośród uczniów klas I-III szkół podstawowych pierwsze miejsce zajęła Zuzanna Spychalska (GOKSiR w Górnej Grupie), drugie Julia Rządkowska (ZS w Jeżewie) i Natalia Buchaj (ZP w Warlubiu), a trzecie Wojciech Malecha (GOKSiR w Górnej Grupie). Wśród uczniów klas IV-VI pierwsze miejsce przyznano Wojciechowi Mokrzyckiemu (GOKSiR w Górnej Grupie) drugie Aleksandrze Chmarzyńskiej (SP w Osiu) i Sarze Balickiej (OKSiR w Świeciu), a trzecie Oliwii Kołodziejczak (SP w Osiu) i Marcie Muszyńskiej (SP w Bukowcu). Wśród gimnazjalistów w konkursie recytatorskim pierwsze miejsce

Uczestnicy i jury turnieju

zajęła Eliza Frankowska (Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Świeciu), drugie Aleksandra Jezierska (Gim. w Osiu) i Aleksandra Kosmalska (Gim. nr 1 w Świeciu), a trzecie Franciszek Szweda (Gim. w Warlubiu) i Martyna Dembek (Gim. w Warlubiu). Wykonawców

FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

oceniało jury w składzie Teresa Wądzińska, Mieczysław Giedrojć i Sławomir Jóźwiak. Zdobywcy trzech pierwszych miejsc w poszczególnych grupach wiekowych zaprezentują się na eliminacjach wojewódzkich w Lubostroniu 26-28 kwietnia. (ap)

Deszcz nagród dla Pauliny FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Świecianka Paulina Walendziak, uczęszczająca na zajęcia do Studia Piosenki OKSiR-u, została laureatką Ogólnopolskiego Festiwalu Interpretacji Piosenki Aktorskiej, który odbył się 20 - 21 kwietnia w Bydgoszczy. Zdobyła Grand Prix i nominację do finału Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie. Ponadto otrzymała nagrodę Bydgoskiego Portalu Internetowego i dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki w Bydgoszczy. Podczas konkursu Paulina zaśpiewała „Piosenkę dla kotka” do słów Jonasza Kofty i muzyki Michała Maciudzińskiego (instruktora OKSiR-u) oraz „To wszystko z nudów” (tekst Agnieszka Osiecka, muzyka Lucjan Kaszycki). (pa) FOT. RUDOLF STÝBAR

www.oksir.eu

reklama

maj 2013

3

4

wydarzenia

maj 2013

Kuszenie widza

W SKRÓCIE Daniec w Świeciu

Przed nami 1,5-godzinna dawka znakomitego humoru. 2 maja wystąpi w Świeciu Marcin Daniec z najnowszym programem kabaretowym. Przypomni w nim swoje kultowe monologi oraz, w różnych wcieleniach, skomentuje współczesne wydarzenia społeczne i polityczne. Satyrykowi towarzyszyć będzie zespół wokalny 4-mation, w skład którego wchodzą laureaci „Szansy na sukces”. Daniec to jeden z najpopularniejszych artystów kabaretowych w kraju, twórca serii „Marzenia Marcina Dańca”. Popularność przyniosły mu m.in. wcielenia Marcinka, Górala, Waldemara K. czy Pana Ignacego. Organizatorem majowego występu jest Agencja Impresaryjna DETE we współpracy z ośrodkiem kultury w Świeciu. Kabaret Marcina Dańca, czwartek 2 maja, godz. 20.00, sala widowiskowa ośrodka kultury. Bilety (50 zł) w Punkcie Informacji Kulturalnej OKSiR przy ul. Wojska Polskiego 139, tel.: 52 562 73 70 i 71.

Subtelna Kari

www.oksir.eu

Po dwóch miesiącach, odkąd w Świeciu zaczęto wyświetlać filmy w jakości cyfrowej, frekwencja nie maleje. Mimo to kino nie spoczywa na laurach i walczy o widza. Najnowszy pomysł to „Maraton filmowy z Tolkienem” w nocy z 3 na 4 maja.

K

onkurencja w postaci kin w Grudziądzu i Bydgoszczy nie śpi, dlatego szukamy nowych sposobów na przyciągnięcie widzów – mówi Marcin Traczyk, kierownik kina Wrzos w Świeciu. Traczyk nie ma wątpliwości co do tego, że zakup za 350 tys. zł sprzętu do projekcji cyfrowej był dobrą inwestycją dla Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji (blisko połowę tej sumy OKSiR pozyskał z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej). - Zdecydowanie wzrosła ilość widzów, a to przekłada się na znacznie wyższe wpływy z biletów – podkreśla.

Przyciągnąć młodzież Wzrost frekwencji nie dotyczy tylko kinowych hitów rodem z Hollywood, ale także filmów adresowanych do węższego grona odbiorców. Przykładem jest francusko-niemiecka „Miłość” Michaela Haneke. - Kiedyś na podobne filmy przychodziło mniej niż 10 osób, teraz mieliśmy ich 60 – mówi szef

Wrzosu. Średnia frekwencja to około 1400 widzów tygodniowo, trzy razy więcej niż przed cyfryzacją. Co najchętniej oglądamy? Bardzo popularne są filmy polskie. To zasługa tego, że w ostatnim czasie nasza kinematografia doczekała się kilku dobrych produkcji, takich jak „Układ zamknięty” czy „Drogówka”. Sporą część widowni stanowią dzieci. Tutaj hitami były „Ralph Demolka” i „Zambezia”, obydwa w wersji 3D. - Zauważyliśmy, że większość widzów to albo osoby powyżej 20 lat, albo dzieci. Chcemy więc poszerzyć ofertę o atrakcyjne filmy adresowane do młodych ludzi w przedziale wiekowym 14-20 lat. Nie oszukujmy się, ściągają oni głównie filmy z Internetu, ale oglądanie ich na monitorze komputera nie przebije tego, co oferuje kino cyfrowe, szczególnie w technice trójwymiarowej – zaznacza Marcin Traczyk.

Dinozaury i Tolkien Dlatego od 26 kwietnia, w dwudziestą rocznicę premiery, będzie

Hity cyfrowego kina w Świeciu: „Syberiada polska”

1044 widzów

„Ralph Demolka” 3D

653 widzów

„Układ zamknięty”

631 widzów

„Drogówka” „Zambezia” 3D

572 widzów 427 widzów

można zobaczyć „Park jurajski” w 3D. Film bije obecnie rekordy oglądalności w Stanach Zjednoczonych. We Wrzosie będzie grany przez dwa tygodnie. Pojawi się na ekranie w dniu ogólnopolskiej premiery. I to jest kolejna przewaga kina cyfrowego nad tradycyjnym analogowym. Zapewnia ono nie tylko doskonałą jakość obrazu, ale też pozwala błyskawicznie pokazywać nowości, na które kiedyś trzeba było czekać w Świeciu przez kilka tygodni. Kolejną propozycją dla młodzieży – i nie tylko - będzie „Iron Man 3”, grany od 10 maja. Wrzos zamierza przyciągać widza nie tylko nowościami filmowymi, ale także rozmaitymi wydarze-

niami, takimi jak „Maraton filmowy z Tolkienem” w nocy z 3 na 4 maja. - Trzy części „Władcy Pierścieni” i otwierający maraton „Hobbit” w wersji 3D to razem ponad 10 godzin filmowej uczty – zachwala Marcin Traczyk. Do godz. 4.00 czynna będzie kawiarnia Cafe Kultura, która zaopatrzy wygłodniałych i spragnionych w chipsy, popcorn i napoje. - Między filmami przeprowadzimy również konkurs-niespodziankę. Dla zmęczonych po bokach sali ułożymy materace. Warto zabrać ze sobą śpiwory, karimaty i poduszki - radzi kierownik Wrzosu. ANDRZEJ PUDRZYŃSKI andrzej.pudrzynski@oksir.com.pl

„Maraton filmowy z Tolkienem” 3 maja Prognozowana rozpiska godzinowa: 21.00 „Hobbit: Niezwykła Podróż” 3D dubbing 00.00 „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” 03.10 „Władca Pierścieni: Dwie Wieże” 06.20 „Władca Pierścieni: Powrót Króla” Bilet na maraton kosztuje 30 zł i 6 zł okulary 3D (okularów się nie zwraca, można je będzie wykorzystać podczas następnej wizyty w kinie Wrzos). Dodatkowe informacje na www.oksir.eu.

Mieszanka wybuchowa Kari Amirian, choć porównywana do Björk czy Lykke Li, wypracowała własny styl na polskim rynku muzycznym. Jej subtelne popowe piosenki, śpiewane doskonałą angielszczyzną, świetnie nadają się do słuchania wieczorem z lampką wina w ręku, kiedy chcemy wprowadzić się w marzycielski nastrój. Artystka potrafiła nawiązać kontakt z publicznością, wciągając ją do wspólnego nucenia. Tym bardziej, że frekwencja nie zawiodła – kawiarnia Cafe Kultura była wypełniona po brzegi. To kolejny koncert z rzędu „z dużą publiką”– z jednej strony dowód na udany dobór repertuaru przez świecki ośrodek kultury, a z drugiej na skutecznie prowadzoną promocję. (ap)

M

ówią o sobie, że ich muzyka wymyka się wszelkim próbom kategoryzacji. Faktycznie, twórczość grupy Pink Freud to mieszanka rock and rolla, jazzu, muzyki elektronicznej i improwizacji. W maju zespół usłyszymy w Świeciu. Pink Freud, założony w 1998 roku, to jeden z najoryginalniejszych głosów we współczesnej polskiej muzyce. Grają muzykę improwizowaną, co zbliża ich do jazzu. Z drugiej jednak strony bawią się etosem rockandrollowca, co daje prawdziwie wybuchową mieszankę gatunków muzycznych. - Powstaliśmy jako zespół bez ograniczeń stylistycznych. Naszym medium jest pozytywna energia. Co zabawne, ani jazzowi puryści ani rockowcy nas z początku nie akceptowali. Koniec końców dotarliśmy do szerszej niż obejmująca te dwie kategorie publiczności – mówi lider

z tras koncertowych m.in. z Japonii, Szwecji, Francji, Węgier i Polski.

Powstaliśmy jako zespół bez ograniczeń stylistycznych.

Pink Freud z powodzeniem bawi się różnymi gatunkami muzycznymi. W maju zespółwystąpi w Cafe Kultura FOT. ARCHIWUM ZESPOŁU

Pink Freud, założony przez Wojciecha Mazolewskiego (gitara basowa), tworzą świetni instrumentaliści i soliści – Tomasz Duda (saksofon), Adam Milwiw-Baron (trąbka, elektronika) i Rafał Klimczuk (perkusja). Podczas koncertu w Świeciu usłyszymy m.in. utwory z albumu „Horse & Power”. (ap)

grupy Wojciech Mazolewski w wywiadzie dla portalu JazzSoul. Rok 2012 to gorący czas dla zespołu, związany z premierą najno-

Pink Freud, sobota 18 maja, godz. 21.00, kawiarnia Cafe Kultura w Świeciu. Bilety (20 zł) dostępne w kawiarni.

wszego albumu „Horse & Power” oraz wielką trasą koncertową. Płyta zawiera 11 utworów, inspirowanych wspólnymi przeżyciami zespołu

wydarzenia

www.oksir.eu

maj 2013

Disco polo to nie wiocha

5

W SKRÓCIE Danuta Wałęsa o sobie

Dla jednych disco polo to obciach, inni nie potrafią sobie bez tej muzyki wyobrazić udanej imprezy. 29 maja w świeckim amfiteatrze odbędzie się pierwszy w naszym województwie Festiwal Muzyki Tanecznej. Jako gwiazdy wystąpią zespoły Boys i Weekend.

M

uzyka disco polo święciła triumfy w latach 90. Potem znikła z telewizji. Polsat zdjął nawet z anteny kultowe dla wielu programy „Disco Relax” i „Disco Polo Live”. Powodem miał był spadek zainteresowania tą muzyką, chociaż pojawiły się też głosy, że stacja chce odświeżyć wizerunek. W ciągu ostatnich paru lat moda na disco polo wróciła ponownie z rozmachem porównywalnym do tego sprzed dwudziestu lat, a kto wie czy nie większym. Stacje Polo TV i TV Disco należą do najchętniej oglądanych w kraju, a koncerty zespołów discopolowych przyciągają tłumy. Przykładów nie trzeba daleko szukać. W styczniu na Galę Muzyki Dance w świeckiej hali widowiskowo-sportowej z udziałem m.in. zespołu Weekend, znanego z przeboju „Ona tańczy dla mnie”, przyszło tysiąc osób.

Zespół Weekend w maju będzie jedną z gwiazd świeckiego Festiwalu Muzyki Tanecznej FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

- Ta muzyka zawsze miała wielu fanów, tylko stacje telewizyjne zaczęły lansować modę na zagranicznych wykonawców muzyki tanecznej. Wstydzono się polskich wykonawców. Teraz znowu zaczynają pu-

szczać disco polo, bo w telewizji zauważono, że można na tym zarobić duże pieniądze – uważa Jan Glaziński, zajmujący się promocją Festiwalu Muzyki Tanecznej w Świeciu. Glaziński od dziesięciu lat jest didżejem, a od trzech lat występuje w zespole discopolowym Euforia. - Nie ma teraz dyskoteki, w której nie urządzano by wieczorów disco polo. Przychodzą na nie tłumy – mówi. - Disco polo to nie wiocha, ale fajna muzyka, lekka, wesoła, porywająca do tańca. Tych, którzy je krytykują, zapytałbym czy byli kiedyś na weselu i przy jakich utworach bawili się najlepiej oni i inni goście. Jestem pewien, że przy discopolowych. Festiwal Muzyki Tanecznej w Świeciu ma być imprezą familijną. Od godz. 15.00 będą dostępne dmuchane place zabaw dla dzieci, a od 17.00 na scenie zaprezentują się debiutanci. Około godz. 19.0020.00 pojawią się gwiazdy festiwalu

– zespoły Boys i Weekend. Na zakończenie wystąpią wykonawcy, którzy mają na swoim koncie przynajmniej jeden nagrany teledysk lub płytę. W sumie pojawi się kilkanaście zespołów, w tym m.in. After Party, Kalimero, Euforia. - To pierwszy festiwal muzyki disco polo i dance w naszym województwie. Spodziewamy się tłumów z całego regionu. Nie zamierzamy na tym poprzestać, chcemy by była to coroczna, cykliczna impreza – zapowiada Jan Glaziński. Głównym organizatorem jest portal muzyczny CPN Skład. ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

andrzej.pudrzynski@oksir.com.pl

Festiwal Muzyki Tanecznej, środa 29 maja, początek około godz. 15.00, amfiteatr w Świeciu. Bilety (około 20 zł) do nabycia między innymi w punkcie informacji świeckiego ośrodka kultury przy ul. Wojska Polskiego 139.

Majówka na zamku

4

Podczas majówki nie zabraknie rycerskich popisów

FOT. MARCIN SALDAT

maja, z okazji 675 rocznicy nadania praw miejskich Świeciu, odbędzie się „Jubileuszowa majówka” na zamku. Na dziedzińcu będą trwały warsztaty rzemiosła średniowiecznego. Nadarzy się okazja, by zapoznać się z pracą garncarza i drukarza, a także zobaczyć, jak pieczono podpłomyki, czerpano papier i malowano herby. Będzie też można zwiedzić obozy rycerskie usytuowane pod świeckim zamkiem oraz samemu zrobić fragment kolczugi i ułożyć mozaikę. Nie zabraknie również pojedynków rycerskich O godz. 18.45 zostanie odegrana scenka historyczna, podczas wielki mistrz Dytrych von Altenburg wręczy burmistrzowi Świecia przywilej

Pop na surowo

S

oniamiki najpierw dała się poznać Niemcom, a dopiero potem po raz drugi spróbowała swoich sił na polskim rynku muzycznym. Urodzona w Zielonej Górze 30-letnia wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów, pięć lat temu wyjechała do Niemiec. W berlińskich wytwórniach nagrała w 2009 r. debiutancki album „7pm”. - Kiedy próbowałam wydać tę płytę w Polsce to się dowiedziałam,

że ta muzyka jest dziwna – powiedziała artystka radiowej Czwórce. W ubiegłym roku w Berlinie ukazała się jej druga płyta „SNMK”. Muzyka Soniamiki to ascetyczny, surowy pop. Chciałoby się napisać: alternatywny pop, ale czy to, że coś jest inne od muzyki w radiu musi oznaczać od razu alternatywność? To po prostu bezpretensjonalne, domowe piosenki, choć zarejestrowane w berlińskim studio. (ap)

Soniamiki, piątek 24 maja, godz. 20.00, kawiarnia Cafe Kultura w Świeciu. Bilety (10 zł) w kawiarni.

Soniamiki debiutancką płytę nagrała w Niemczech FOT. ARCH. ARTYSTKI

11 maja będzie gościć w Świeciu Danuta Wałęsa, żona byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Pierwsza dama będzie promowała swoją autobiografię „Marzenia i tajemnice”, w której opowiada o sobie, swojej rodzinie, niełatwym pożyciu z przywódcą Solidarności i burzliwej historii Polski ostatnich dekad. Wydana w ubiegłym roku książka natychmiast stała się bestsellerem. Autorka otrzymała za nią wyróżnienie Supergwarancja Kultury w kategorii Wydarzenie Roku przyznane przez redakcję TVP Kultura. Danuta Wałęsa przyjedzie na zaproszenie Jerzego Wójcik, przewodniczącego Rady Miejskiej w Świeciu. Spotkanie autorskie z Danutą Wałęsą, sobota 11 maja, godz. 12.00, sala widowiskowa Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu. Wstęp wolny.

„Pstryknij” nagrodę

lokacyjny. Wcześniej, jako zapowiedź wydarzenia, zabrzmią salwy z bombard oraz usłyszymy hejnał odegrany przez trębacza. Natomiast około godz. 19.15 rozpocznie się wielka bitwa o świecki zamek. Oprócz tego w programie konkurs historyczny i recytatorski, a także otwarcie wystawy fotograficznej „Świecie w obiektywie”. Imprezę zakończy około godz. 21.00 Teatr Świecie, który wykorzystując elementy teatru ognia przedstawi swoją interpretacją legendy o księciu Świętopełku. (ap) „Jubileuszowa majówka – 675 lat miasta Świecia”, sobota 4 maja, początek o godz. 15.00, zamek w Świeciu. Wstęp wolny.

500 zł nagrody czeka na zwycięzcę konkursu fotograficznego FotoSprint z okazji pierwszych urodzin Świeckich Spacerów Fotograficznych. Aby wziąć udział w konkursie należy nadesłać zestaw 3 zdjęć, dotyczących tematów „Człowiek”, „Czas”, „Świecie”. Do 27 kwietnia prace należy przynieść osobiście do punktu informacji OKSiR-u lub przesłać pod adresem Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji, ul. Wojska Polskiego 139, 86-100 Świecie z dopiskiem „Konkurs Fotograficzny FotoSprint”. Regulamin konkursu dostępny na www.nefthis.com.

Zagłosuj na Zydeco Flow Grupa Zydeco Flow, doskonale znana mieszkańcom Świecia z występów na licznych imprezach, została wybrana do finałowej dwudziestki konkursu Grand Prix Seven Festival w Węgorzewie pod patronatem radiowej Trójki. Do 26 kwietnia można oddać swój głos na zespół. To właśnie słuchacze Trójki zadecydują, które z kapel będą miały okazję zaprezentować się na festiwalowej scenie. Głosy oddawać można SMS-em pod numerem 71335 w treści wpisując: Zydeco Flow (koszt 1 zł).

6

wydarzenia

maj 2013

www.oksir.eu

Nie lubię chodzić

zawód lekarza to grozi mu za to więzienie, a jeśli ktoś udaje, że słyszy i zna się na muzyce to chodzi sobie wolny. Co to za krytyk muzyczny po szkole dziennikarskiej, albo po filologii polskiej? Żeby się zajmować tym fachem trzeba mieć solidne wykształcenie muzyczne, wiedzieć, co to jest fraza, frazowanie czy skala, a nie wypisywać bzdury. W takim razie jaka jest „Nowa płyta” według Wojciecha Waglewskiego? Album jest z jednej strony naszym powrotem do Wojtka Przybylskiego, pierwszego realizatora dźwięku, z którym pracowaliśmy. Ustaliliśmy, że zagramy tę płytę

tnik, kompletny introwertyk. Bałem się, że wymięknie na scenie. Kiedy po jakimś czasie zauważyłem, jak on się przepoczwarza z takiego sieroty w giganta na scenie, to byłem w szoku. Występowaliście też razem na scenie. Jak ojcu gra się z synami? Fajnie. To są, kurczę, dobrzy muzykanci. Zaczynali od hip-hopu, którego ja na początku nie kumałem. Jednak z czasem stali się wszechstronnymi muzykami. Tomek Stańko uważa, że Emade jest jednym z najlepszych perkusistów w Polsce. I to się słyszy. Dlatego świetnie się z nimi gra. Kiedy pracujemy razem, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Ja chyba jestem bardziej litościwy w stosunku do nich, niż oni dla mnie. Przy jednym ze wspólnych projektów Emade odrzucił mi bezczelnie kilka piosenek. Powiedział, że są do kitu. Nie ma zmiłuj się. To nie jest takie tam sobie dziamdzianie, gdzie wychodzi tatuś z synkami, żeby razem pograć przed publicznością i nie zwracają uwagi na to czy to będzie dobre wykonanie, czy złe. Oni

uwielbiają grać i to nas łączy, a ponieważ robią to bardzo dobrze, to świetnie nam się razem pracuje. Muzyczne plany i marzenia? Mamy już tak pełen grafik projektów, o których wcześniej bym nie pomyślał, iż się przydarzą, że nie śmiem nic planować. W ubiegłym roku siedzieliśmy sobie z naszym menedżerem i zastanawialiśmy się, co będziemy robić, bo „Nowa płyta” wyszła, potem trochę potrwa jej promocja i co dalej? Jednak w międzyczasie pojawiło się tyle nowych wydarzeń, że nie narzekamy na brak pracy. Najlepiej więc niczego nie planować. Bardzo mi się podobają takie koncerty, jak ten w Świeciu, nie w wielkich halach, ale w kameralnych warunkach z fajną publicznością. Byłoby super grać takie koncerty ciągle. Wiem jednak, że parę dużych wyzwań z najwyższej półki też nam się wkrótce przydarzy. Nie zamierzam z tego powodu narzekać. Ważne, że robimy to, co lubimy i są ludzie, którzy chcą tego słuchać. ROZMAWIAŁ ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

andrzej.pudrzynski@oksir.com.pl

FOT. RUDOLF STÝBAR

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Uważa pan się za osobę popularną? Powiedzmy, że jestem osobą rozpoznawalną. I to jest bardzo miłe. Muzyka, którą uprawiamy nie daje aż takiej sławy, żeby być zaczepianym przez fanów na każdym kroku. Czasami ktoś mnie zagadnie na ulicy, zapyta, co u mnie słychać, niekiedy mówią do mnie „panie Leszku”, bo niektórzy mylą mnie z Leszkiem Janerką. Zresztą bardzo się z tego cieszę, że nie jestem osobą nachalnie rozpoznawalną. Był taki okres, gdy byliśmy częściej w telewizji i wtedy przejawy dużej popularności były dość uciążliwe. To zupełnie nie jest moja bajka. W recenzjach, dotyczących „Nowej płyty”, ostatniego albumu Voo Voo, można przeczytać, że to najbardziej melancholijny i klasycznie rockowy krążek zespołu od lat, przypominający utwory z lat 60. i 70. Czaruje słuchacza analogowym, nieco „brudnym” brzmieniem bez sampli, skreczowania i innych współczesnych nowinek technicznych. Zacznijmy od tego, że nie ma obecnie w Polsce rynku krytyków muzycznych. A tych, którzy tak się określają, uważam za cymbałów. Dla mnie uprawianie krytyki muzycznej to przestępstwo o niskiej szkodliwości społecznej, dlatego nie jest karalne. Jeśli ktoś podszywa się pod

prawie na „setkę”, czyli że wszyscy członkowie grupy grają w studiu jednocześnie. Z drugiej strony to powrót do brzmień, od jakich zaczynaliśmy. Ale przede wszystkim ta muzyka od początku do końca jest nasza, bo korzysta z pewnego typu riffów i z charakterystycznych skal. Najbardziej interesuje mnie to, żeby to było żywe. Aby ta muzyka spowodowała, że będziemy w stanie porozumieć się z publicznością tak, jak podczas koncertu w Świeciu. Ma pan ojcowską tremę, kiedy występują na scenie pańscy synowie Fisz i Emade? Staram się nie chodzić na ich koncerty, żeby uniknąć tej tremy. Raz byłem i denerwowały mnie komentarze niektórych ludzi, albo to, że ktoś z publiczności cały czas gada ze znajomym podczas ich występu. A to strasznie mnie wkurza. Nie znaczy to jednak, że nie podglądam ich z boku i nie śledzę tego, co robią. Kibicuję im, tym bardziej, że nie wiedziałem, iż drzemią w nich takie talenty. Byłem zaskoczony, że tak sobie dobrze radzą. Zwłaszcza Fisz, bo wcześniej był to nieśmiały samo-

FOT. RUDOLF STÝBAR

Występuje na scenie od ponad trzydziestu lat. W kwietniu po raz pierwszy zagrał w Świeciu razem z legendarnym zespołem Voo Voo. Z Wojciechem Waglewskim o tym, dlaczego nie lubi krytyków muzycznych, o współpracy z synami i o nowym albumie rozmawia Andrzej Pudrzyński.

FOT. RUDOLF STÝBAR

na koncerty synów

reklama

www.oksir.eu

maj 2013

Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” 86-100 Świecie, ul. Chmielniki 2B, pok. nr 7, tel./fax (52) 33 01 832, email: lgdswiecie@op.pl www.lgdswiecie.pl

Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” jest partnerstwem trójsektorowym, utworzonym na obszarze siedmiu gmin powiatu świeckiego (Bukowiec, Dragacz, Drzycim, Jeżewo, Nowe, Świecie i Warlubie) dla realizacji Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) na lata 2007-2013 w oparciu o Lokalną Strategię Rozwoju (LSR), którą realizujemy od 2009 roku.

WYDARZENIA JARMARK WIELKANOCNY W PRZYSIEKU 23 marca 2013 r. braliśmy udział w Jarmarku Wielkanocnym w Przysieku. Celem jarmarku jest promowanie lokalnych i regionalnych tradycji, zwyczajów i dziedzictwa kulturowego, związanego z Wielkanocą oraz rękodzieła i sztuki ludowej. Lokalną Grupę Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” reprezentowały Koła Gospodyń Wiejskich z gminy Jeżewo oraz Paweł Piotrowski Deco-Flor z Gródka. Jak zwykle było kolorowo i świątecznie.

WYBRANE PROJEKTY Działanie: Różnicowanie w kierunku działalności nierolniczej Beneficjent: Przemysław Listewnik Całkowity koszt projektu brutto: 64 206 zł. Wartość dofinansowania z LGD netto: 26 100 zł.

ZAPRASZAMY 1. Przedsiębiorców oraz osoby zamierzające rozpocząć działalność gospodarczą do składania wniosków w ramach działania Tworzenie i Rozwój Mikroprzedsiębiorstw – od 13 maja do 27 maja 2013 r. 2. Rolników, domowników i małżonków rolników (ubezpieczonych w KRUS) do składania wniosków w ramach działania Różnicowanie w kierunku działalności nierolniczej – od 13 maja do 27 maja 2013 r. 3. Organizacje pozarządowe, osoby fizyczne, kościoły i związki wyznaniowe, jednostki samorządu terytorialnego do składania wniosków w ramach działania Małe Projekty – od 20 maja do 7 czerwca 2013 r.

W ramach operacji zakupiono sprzęt rolniczy – zestaw uprawowo-siewny. Beneficjant świadczy usługi w ramach działalności pozarolniczej.

ZAPRASZAMY NA SZKOLENIA Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” w związku z planowanym naborem wniosków o przyznanie pomocy w ramach działania „Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju”

operacji przez LGD, kryteria wyboru operacji przez LGD określone w Lokalnej Strategii Rozwoju.

w zakresie nowego przedsięwzięcia

Osoby zainteresowane mogą zgłaszać się w biurze LGD w Świeciu, ul. Chmielniki 2B, tel. 52 33 01 832

Wieś przyszłości – sposób na sukces L.p.

DATA

GODZ.

GMINA

1

24-04-2013

10:00

Świecie

2

29-04-2013

10:00

Świecie

3

07-05-2013

10:00

Bukowiec

4

09-05-2013

10:00

Nowe

5

13-05-2013

10:00

Świecie

w zakresie: ź Małych projektów ź Różnicowanie w Kierunku działalności nierolniczej ź Tworzenie i rozwój mikroprzedsiębiorstw

informuje, że na terenie działania LGD „Gminy Powiatu Świeckiego” przeprowadzone będą szkolenia dla potencjalnych wnioskodawców na temat zasad ubiegania się o dofinansowanie w ramach działań wdrażanych przez LGD, na których przedstawione zostaną szczegółowe informacje o zasadach przygotowania i składania wniosków oraz: wzór formularza wniosku o przyznanie pomocy, wzory formularzy niezbędnych do wyboru

MIEJSCE SZKOLENIA Świetlica wiejska w Terespolu Pomorskim Inkubator Przedsiębiorczości ul. Chmielniki 2b Urząd Gminy w Bukowcu ul. Dr Floriana Ceynowy 14 Świetlica Wiejska w Gajewie - Zabudowania Inkubator Przedsiębiorczości ul. Chmielniki 2b

Sfinansowano w ramach działania 4.31 „Funkcjonowanie lokalnej grupy działania, nabywanie umiejętności i aktywizacja” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 i środków Unii Europejskiej oraz Budżetu Państwa

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie

7

8

w cztery oczy

maj 2013

www.oksir.eu

Wejść na szczyt i nie zginąć

Z Ryszardem Bocianem, himalaistą z Osia, o pasji gór, ryzyku i zmaganiu z własnymi słabościami rozmawia Andrzej Bartniak. o rozgłos, jak obecnie. Muszą to robić, jeśli chcą pozyskać sponsorów, a w ślad za tym pieniądze, które pozwolą zorganizować wyjazd. Podobnie było w przypadku Broad Peak, który po raz pierwszy zdobyto zimą. Niestety, dwaj polscy himalaiści zapłacili za ten sukces najwyższą cenę. Takie historie zawsze spotykają się z zainteresowaniem i pewnie stąd tak wielkie zamieszanie i dyskusja, jakiej być może wcześniej nie było. Jednak gdy ginie himalaista, zwykle jest on przedstawiany jako heros, pokonany przez siły natury. A może nie jest on w niczym lepszy od kogoś, kto pędzi na motorze z prędkością 240 km na godzinę i rozbija się na drzewie? O tym ostatnim zwykle mówi się

„Idiota, zasłużył sobie na taki los”. A przecież obaj realizowali swoją pasję. Świadomie narażali życie. Skąd więc tak różna ocena? Nie wiem czy himalaiści są traktowani inaczej. Myślę, że większość ludzi uważa to, co oni robią za zupełnie niepotrzebne. Są przekonani, że trzeba być głupcem, żeby spędzać dwa miesiące na kompletnym odludziu i jeszcze wydawać na to masę pieniędzy. Na coś, co przecież nie przynosi żadnych medali ani dyplomów. Pewnie w przekonaniu większości jest to taka sama głupota, jak jazda wspomnianym motorem 240 na godzinę. Wanda Rutkiewicz, nasza wybita himalaistka, która też straciła życie w górach, zapyta-

Reklama

86-105 Świecie ul. Chełmińska 2a tel./fax: 52 331 09 65 mobile: 501 744 830, 504 259 191 e-mail: raf-mix@raf-mix.pl

www.raf-mix.pl

HURT - DETAL • • • • • •

SPRĘŻARKI • KOMPRESORY ZAWORY • ELEKTRODY • WĘŻE • SPAWARKI ODZIEŻ BHP • KAMIENIE SZLIFIERSKIE TARCZE • SZCZOTKI • PAPIERY ŚCIERNE WIERTARKI • OPALARKI • SZLIFIERKI • WKRĘTARKI ARTYKUŁY SPAWALNICZE

www.airpress.pl

RAFAŁ GÓRSKI

na czemu się wspina powiedziała: „Może dlatego, że przy ekstremalnym wysiłku w górach, niedotlenieniu wydziela się nieznany hormon?” Może to on uzależnia? Myślę, że większość z tych, którzy jeżdżą wysoko w góry nie potrafi jasno odpowiedzieć na pytanie, po co tam jeździ. A pan po co jeździ? Zacznijmy od tego, że nigdy nie brałem udziału w żadnej ekstremalnej wyprawie zimowej, która zawsze wiąże się z dużym ryzykiem. Mimo to, kilka razy spotkałem się z zagrożeniem życia. Chyba najbardziej ryzykowałem wspinając się na Pik Lenina. Każdy krok sprawiał wielką trudność. Zimno i rozrzedzone powietrze paraliżowały ru-

chy. Praktycznie w każdym momencie mogło się zdarzyć coś, co zakończyłoby moją przygodę z górami. Wiem, co znaczy przebywanie na dużych wysokościach i jak zachowuje się człowiek w takich warunkach. Mogę odpowiedzieć tylko znanym powiedzeniem: „Jeździ się w góry, bo są”. Trudno o lepsze stwierdzenie. Jest to jakaś pasja, walka ze sobą. W żadnym wypadku z naturą. Tej pokonać się nie da. Żony wielu himalaistów, zwłaszcza wdowy, mówią że to egoiści. Można tak pomyśleć, skoro zostawiają wszystko i na kilka miesięcy wyjeżdżają po to, by chodzić po górach. Wiadomo, że ktoś, kto zamierza zdobywać najwyższe szczyty, ma gdzieś wkalkulowane to, FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Do tej pory himalaizm zwykle przedstawiany był w kontekście heroizmu, zmagania się z własnymi słabościami, sprawdzianu ludzkiej wytrzymałości. Ostatnie wypadki, zwłaszcza te z udziałem Polaków, sprawiły że wspinaczkę zaczęto ukazywać w nieco innym świetle. Pojawiły się spostrzeżenia, że nie jest to żadna odwaga, tylko zwykłe ryzykanctwo, które co jakiś czas musi się źle skończyć. Ludzie od zawsze wspinali się po górach i zawsze ginęli. Pewnie częściej niż teraz. Tyle, że kiedyś nie mówiło się o tym. Media nie były tak wszechobecne. Inną rzeczą jest to, że przed laty himalaiści zamierzający zdobyć jakiś szczyt nie zabiegali tak

w cztery oczy

że może już nie wróci do domu. Co zrobić. Tej pasji nie da się porównać chyba z żadną inną. Co pan myślał w sytuacjach, gdy życie wisiało na włosku? Pojawiała się myśl „Jeśli przeżyję, to więcej już nie będę kusił losu i skończę z górami”? Takich myśli nie było, nawet w najgorszym momencie. Raczej analizowałem sytuację i starałem się dojść do momentu, w którym został popełniony błąd. Zrozumienie go to szansa na to, że kolejnym razem właściwa reakcja będzie szybsza. Przeciwnicy niebezpiecznych wypraw zimowych, w których Polacy mają spore sukcesy, zauważają, że nie mają one zbyt wiele wspólnego ze szlachetną rywalizacją. Inaczej niż na morzu, każdy myśli przede wszystkim o sobie. Dość niedawno wyszła na jaw historia z udziałem japońskich himalaistów, którzy przy okazji wspinaczki na jeden ze szczytów Himalajów natknęli się na wyczerpaną ekipę Hindusów. Mimo ich próśb o picie, jedzenie, jakąkolwiek pomoc, Japończycy nie zareagowali. Weszli na szczyt, a gdy schodzili przechodzili już obok zamarzniętych Hindusów. Takie historie mocno odbrązawiają ten sport. Nie można generalizować, że ludzie sobie nie pomagają. Obecnie jest bardzo dużo wypraw komercyjnych. Ludzie płacą duże pieniądze i potem za wszelką cenę chcą zdobyć górę. Nie jadą tam dla jakiejś idei, tylko chcą wejść na szczyt. To wszystko. Tak jak w biznesie, ofiary muszą być. Z racji dostępności himalaizmu nie wszyscy ludzie dostrzegają w tym piękno. Okoliczności śmierci Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego też są dość niejasne. Reklama

Dlaczego pozostała dwójka polskich alpinistów im nie pomogła? Rodziny i znajomi gubią się w domysłach. Byli zbyt wyczerpani, zabrakło umiejętności czy może jeszcze coś innego? Tego nikt nie wie. Należy pamiętać, że na takiej wysokości trudno jest pomóc komuś innemu. Człowiek jest tak potwornie wyczerpany, choćby z braku tlenu, że każdy krok sprawia ogromną trudność. A trzeba zostawić sobie jeszcze mały zapas na zejście. Można niepotrzebnie zrobić 10 metrów do góry, a potem zabraknie sił, żeby te 10 metrów zejść w dół. Tam nikt nie jest w stanie wziąć kolegi na plecy i znieść go kilkaset metrów niżej, gdzie są lepsze warunki. Czyli chcąc uprawiać ekstremalną wersję tego sportu trzeba być wyjątkowym egoistą i liczyć się z tym, że może kiedyś trzeba będzie zostawić przyjaciela na pewną śmierć? To nie egoizm, a realizm. Zdarzyło się kiedyś panu natknąć na martwych wspinaczy? Nie. Widziałem tylko pozostałości po obozach, w których prawdopodobnie wydarzyło się jakieś nieszczęście. Ile trzeba mieć pieniędzy, żeby uprawiać wspinaczkę wysokogórską? Trudno powiedzieć. Po Tatrach można chodzić tanio. Alpy też są dość dostępne. Duże wydatki zaczynają się, gdy myślimy o Himalajach. W Nepalu na wszystkie szczyty powyżej 6000 m trzeba mieć pozwolenie. Im wyżej, tym drożej. Będąc na miejscu też można rozwiązać to na wiele sposobów. Można wyruszyć własnym zespołem, albo wkręcić się do jakiejś nepalskiej agencji, która kompletuje skład i w momencie, gdy uzbiera się na przykład 10 osób,

maj 2013

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

www.oksir.eu

chcących zdobyć ten sam szczyt, wyprawa wyrusza. Moje wyjazdy można nazwać niskobudżetowymi. Wszystko organizujemy na własną rękę. Pomoc miejscowych agencji ograniczamy do absolutnego minimum. Zdobył pan już kilka sześciotysięczników i siedmiotysięcznik. O którym z ośmiotysięczników pan marzy? Na pewno nie jest to Mount Everest, za duży tam tłok. Chyba że od chińskiej strony, bo tam ze względu na trudności mało kto wchodzi. Może Cho Oyu. Niestety, tak wysokie szczyty wymagają nie tylko pieniędzy, ale też specjalnych przygotowań, które zajmują sporo czasu Sporo, czyli ile? Dla mnie jest to minimum pół roku. W tym czasie biegam, ćwiczę na siłowni, oswajam się z wysiłkiem. Tam kondycja jest niezwykle ważna. Rodzina boi się o pana, gdy pakuje pan plecak i wyrusza na koniec świata? Pewnie, że się boi. Ja też się boję. Nie jest tak łatwo, jak niektórym może się wydawać, że wsiadam do samolotu i mam wszystko w nosie.

Na ostatnim wyjeździe do Argentyny jakoś tak się dziwnie złożyło, że siedzieliśmy miesiąc w rejonie, w którym przez cały ten czas nie widzieliśmy żadnych innych ludzi. Mieliśmy telefon satelitarny, który nie działał i przez miesiąc nasze rodziny nie miały z nami żadnego kontaktu. Bliscy musieli przeżywać piekło. Jak też je przeżywałem wiedząc, co oni przechodzą. Nie powiadomili ambasady czy służb ratowniczych, że coś wam się stało? Przed wyjazdem zastrzegam sobie, że jeśli wyjeżdżam na miesiąc, to oczywiście będę się starał dać

9

jakiś sygnał, że wszystko jest w porządku, ale równie dobrze może nie być ze mną kontaktu, bo na przykład rozładują się wszystkie baterie. Dopiero po tym czasie mają prawo się niepokoić. Żona zaakceptowała to tak bezwarunkowo? To, że przez miesiąc lub dłużej może nie mieć żadnych wieści o tym, co się z panem dzieje? W dodatku wiedząc, że przebywa pan w jakimś odciętym od świata, nieprzyjaznym miejscu, tysiące kilometrów od domu? Akceptuje, chociaż nie jest to łatwe. Na szczęście ze mną nie jest tak źle. Góry to tylko hobby. Jak mi się udaje wyjechać raz w roku, to jest dobrze. Są ludzie, którzy spędzają w ten sposób pół roku i więcej. Wszystko podporządkowane jest górom. Ja traktuję to jako odskocznię od szarego życia. ROZMAWIAŁ ANDRZEJ BARTNIAK terazswiecie@oksir.com.pl

Ryszard Bocian, rocznik 1974, mieszka w Osiu. W swojej pasji, jaką jest chodzenie po górach, realizuje się od kilkunastu lat. Zdobył wiele szczytów w Tatrach, Alpach, Andach, Pamirze, na Kaukazie i Alasce. W 2010 r. uczestniczył w wyprawie, której celem był Kusum Kanguru (6367 m) w Himalajach. Podobnie jak wszystkim innym Polakom, nie udało mu się jednak dotrzeć do celu. Najwyższym szczytem, jaki zdobył jest Pik Lenina (7134 m) w Pamirze. Na co dzień Ryszard Bocian prowadzi stację kontroli pojazdów w Osiu.

Reklama

STS SOMAR

10

widziane z bliska

maj 2013

www.oksir.eu

Krajobraz po końcu świata Wiosna w Starej Rzece wygląda jak nigdy. Ciągle szokuje krajobraz po tornadzie, które przeszło tu 14 lipca ubiegłego roku. Mieszkańcy zdążyli naprawić domy, ale przyroda dopiero zaczyna się odradzać.

D

ziś już wiemy, jaka siła zmieniła tak krajobraz nad Wdą. Relacje świadków, nagrania wideo, a przede wszystkim rozmiar zniszczeń, zainteresowały wielu meteorologów i badaczy niezwykłych zjawisk w przyrodzie. Drogę i siłę „naszej” trąby ustalili z imponującą dokładnością. Powstała o godz. 13.00 przy polskiej granicy z Niemcami, ale po ich stronie, na wysokości Zielonej Góry. W godzinę nabrała mocy tzw. superkomórki burzowej. Wtedy jeszcze nie schodziła do ziemi. Pędziła w kierunku Starej Rzeki w gminie Osie, jako niezwykle ulewna chmura. Koło godz. 15.00 była w Pile, gdzie powaliła betonowy mur przy stadionie. Wichura ogarnęła województwo wielkopolskie i część zachodniopomorskiego. Pourywała tam linie energetyczne, pozrywała dachy, powaliła setki drzew. Po godz. 16.00 przesunęła się w stronę Borów Tucholskich. Na ziemię trąba zeszła kawałek za Tucholą. Potem wpadła w dolinę Wdy, do Łążka, Szarłaty i Starej Rzeki. Zraniła pięć osób, uszkodziła 58 budynków.

Reklama

Lej kategorii F2 Niektórzy byli wtedy w domach, między innymi Danuta Brodecka z Szarłaty koło Osia, która sądziła, że to wyjątkowo silna burza, dopóki nie zobaczyła błota chlustającego w okna. Odbijały się też o nie drobne kamienie. - Gdy huk ustał, w domu zrobiło się dziwnie jasno. Potem zrozumiałam, że znikł las, który rzucał cień na dom. Gdy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam wyjątkowo intensywną, malowniczą tęczę – wspomina. Widziała ją też Małgorzata Krupa z Łążka. Była w swoim lesie. Szukała grzybów, gdy zaczął do niej docierać dziwny jazgot. Sądziła, że to pociąg jedzie awaryjnym torem przez Szarłatę. Ale dźwięk szybko narastał i wtem ziemia zaczęła się jej osuwać spod nóg. - Myślałam, że to koniec świata – mówi. Położyła się twarzą do ziemi. Chwilę potem zaległa cisza, a niebo rozświetliły oślepiające słońce i piękna tęcza. Niektórym udało się uwiecznić to wyjątkowe zjawisko w Borach Tu-

Tornado spustoszyło las i uszkodziło 58 zabudowań w dolinie Wdy

cholskich. Na YouTube znajdziemy kilka ciekawych dokumentów. Na jednym z filmów widać, jak rozpędzony lej zbliża się do domku w Starej Rzece. Operator jest odważny. Nie poddaje się, kręci mimo huku i trzeszczących ścian. Widz ma wrażenie, że zaraz trąba wpadnie do jego domu. Są też filmy z drogi, kręcone w samochodach. Emocje na jednym z nich, na drodze do Łążka, wyraża krzyk dziewczyny, która błaga kierowcę, żeby przestał kręcić i wreszcie odjechał. Na tym filmie widać, jak lej oddala się na północ, w stronę Gniewu. Podnosił się i opadał. Około godz. 18.00 narobił jeszcze sporo szkód w Sztumie – pięć osób zostało rannych i zniszczeniu uległy 42 budynki. Nawałnica rozmyła się przed godz. 19.00, zanim doszła do Elbląga. Odcinek, który pokonała, mierzy

320 km, ale faktycznie trąba dotknęła ziemi na 80 kilometrach. Zniszczyła pas szeroki na cztery kilometry. Jej siła, mierzona w skali Fujity, wynosiła F2. Symbol ten oznacza wiatr wiejący z prędkością od 181 do 253 kilometrów na godzinę.

Szczęście w nieszczęściu Zaraz po trąbie, ale także dziś, do Starej Rzeki i Łążka przyjeżdżają turyści ciekawi widoku, jaki zostawia po sobie taka siła. Najdobitniej obrazują ją powalone, pogięte, czasem poskręcane drzewa. Z ustaleń Lasów Państwowych wynika, że żywioł spustoszył 650 ha lasu, niszcząc lub uszkadzając ponad 125 tys. metrów sześciennych drzew, głównie sosen w wieku od 40 do 100 lat. Straty w surowcu drzewnym oraz koszty

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

uprzątnięcia wywróconych i połamanych drzew, odnowienia zniszczonych lasów i naprawy infrastruktury oszacowali na około 20 mln zł. Las ma zacząć się odbudowywać dopiero w 2015 roku. Tegoroczne nasadzenia dodatkowo opóźniła długa zima. Tymczasem w samym Nadleśnictwie Trzebciny trzeba zasadzić ok. 4 mln sadzonek. I nie będą to tylko sosny. Lasy Państwowe odchodzą od tak zwanych monokultur, czyli lasów z przewagą jednego gatunku drzew. Zastępują je innymi. I tak miejsce sosen zajmą po trąbie dęby, buki, graby i brzozy. - Sosny również, bo Lasy Państwowe to także gospodarstwo, a sosna ciągle sprzedaje się najlepiej – uzupełnia Daniel Siewert, specjalista do spraw ochrony krajobrazu, war-

Autopromocja

Reklama w

to dobra inwestycja

Sprawdź nas! tel. 661 504 850

widziane z bliska

www.oksir.eu

tości historycznych i kulturowych Wdeckiego Parku Krajobrazowego w Osiu. Łyse wzgórza wokół Wdy przypominają wiosną o trąbie. Gdzieniegdzie widać wygięte pasma sosen, urwane czubki potężnych drzew. Niektóre pnie leżą przy korycie Wdy. Już w sierpniu ubiegłego roku, gdy tylko został wznowiony ruch na Wdzie, nie brakowało kajakarzy ciekawych otoczenia rzeki po kataklizmie. Zbliżający się sezon znowu może przynieść zwiększone zainteresowanie turystów. To jeden z nielicznych plusów trąby nad Wdą. Mogą też o nich mówić państwo Biliccy ze Starej Rzeki. Ich dom był jedynym, które tornado zmiotło do cna. Nie dało się go odbudować, bo miał prawie sto lat i był drewniany.

Powinno przybyć jeleni Bilickich spotkało podwójne szczęście. Po pierwsze, nie było ich w domu, gdy rozszarpała go nawałnica. Po drugie, na Boże Narodzenie dostali nowiusieńki, tak piękny, że turyści podpytują, za ile i od kogo można taki kupić. Zima w tym domu minęła im sympatycznie – ciepło i przytulnie. Rodzina szykuje się do lata. Już cieszą się na grillowanie na wygodnym tarasie z widokiem na wyłysiałe wzgórza rzeki. Prawdopodobne, że zobaczą na nich jelenie.

14 lipca Gabriela Bilicka ze Starej Rzeki myślała tylko o jednym: dobrze, że nikogo z jej rodziny nie było w domu, gdy zniszczyło go potężne uderzenie trąby powietrznej FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

- Polany oraz puste przestrzenie wśród drzew, takie jakie zostawiła trąba, to najlepsze rykowiska – mówi Daniel Siewert. - Mam nadzieję, że przełoży się to na wielkość populacji jelenia w Borach Tucholskich. Trąba była łaskawa dla najcenniejszych dzieł natury w tym miejscu. Ucierpiał tylko jeden z 50 pomników przyrody, nie ma też strat w zwierzętach. Śródleśny rezerwat przyrody, Jezioro Martwe, został w jednej części odsłonięty, ale nie traci przez to na wartości. W końcu to dzieło siły przyrody i ślad po niej w miejscu, gdzie w naturę celowo się nie ingeruje, podnosi wartość tego niezwykłego miejsca.

maj 2013

11

Rodzeństwo Ania i Mateusz Biliccy mówią, że zima w nowym domu minęła sympatycznie: ciepło i przytulnie FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Miejscowym bardzo żal jagodzisk, płodnych w Starej Rzece i Łążku. Wielu ludzi żyło ze zbierania jagód, ale już słychać, że są przecież miejsca, w które można się przenieść. Daniel Siewert uważa, że mieszkańcy Starej Rzeki, Łążka i Szarłaty sobie z tym poradzą: - Ludzie z Borów są zahartowani, trąbę przyjęli z pokorą. Raczej zabezpieczają się przed kolejnym uderzeniem niż drżą, że ono nastąpi. W końcu taka trąba w Polsce to rzadkość. Jej kolejne uderzenie w to samo miejsce wywróciłoby statystykę do góry nogami. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.com.pl

Żywiołspustoszył650 ha lasu, niszcząc lub uszkadzając ponad 125 tys. metrów sześciennych drzew, głównie sosen FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Reklama

rolety ¿aluzje

PROWADZIMY: • księgi rachunkowe • kpir • ewidencje VAT • rozliczenia z US, ZUS, GUS i PFRON • kadry i płace

plisse zas³ony rzymskie ¿aluzje pionowe zas³ony panelowe

Posiadamy certyfikat rzetelnego biura rachunkowego.

Na rynku od 10 lat! Kancelaria Rachunkowo Doradcza "ABAKS" Anna Wolicka-Arym ul. Chmielniki 2B, 86-100 Świecie Tel. 52 33 31 119 | Kom. 696 007 975 e-mail: biuro@arym-ksiegowosc.pl

www.arym-ksiegowosc.pl

moskitiery rolety zewnêtrzne SALON FIRMOWY Omega Rolety ul. Chmielniki 2B 86-100 Œwiecie tel. kom. 508 367 062 swiecie@omegarolety.pl

www.omegarolety.pl

-20% Promocja dotyczy rolet Impresja „dzień-noc” (wszystkie typy). Czas trwania promocji: 24.04.2013 - 17.05.2013. Promocja ważna tylko z poniższym kuponem promocyjnym.

12

maj 2013

Święto konstytucji

echo gminy

www.swiecie.eu

materiały informacyjne gminy Świecie

Rewitalizacja, markety i biblioteka - Trudno mi się zgodzić z zarzutem, że z powodu rewitalizacji starej części miasta upadają małe sklepy. Przyczyną jest to, że nie wytrzymują one konkurencji z marketami, nad czym boleję. Nie mamy jednak na to wpływu – mówi Tadeusz Pogoda, burmistrz Świecia

Burmistrz Świecia zaprasza mieszkańców oraz poczty sztandarowe do wzięcia udziału w obchodach Święta Konstytucji 3 Maja. Rozpocznie je msza w intencji ojczyzny w kościele p.w. Św. Andrzeja Boboli w Świeciu 3 maja o godz. 10.00. Po mszy na starym cmentarzu zostaną złożone wieńce i wiązanki kwiatów na mogile żołnierzy poległych w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Następnie delegacje przejdą ul. Gimnazjalną i Klasztorną na Duży Rynek w asyście Orkiestry Dętej Świecie. Po odegraniu hymnu państwowego przemówienie wygłosi burmistrz Świecia. Następnie zaplanowano wręczenie odznaczeń „Gwiazda Iraku” żołnierzom pełniącym służbę w tym kraju. Na zakończenie zostaną złożone wiązanki kwiatów pod pomnikiem na Dużym Rynku. Wystąpi też świecka orkiestra.

Wypowiedz umowę Właściciele nieruchomości powinni pamiętać o złożeniu wypowiedzenia z dotychczasowym odbiorcą odpadów komunalnych, ze skutkiem na dzień 30 czerwca 2013 r. Unikną w ten sposób ponoszenia podwójnych kosztów. Od 1 lipca 2013 r. gmina Świecie przejmie odpowiedzialność za odbiór odpadów komunalnych. W tym celu, gmina zawrze umowę z firmą, wyłonioną w drodze przetargu publicznego. W związku z powyższym, właściciele nieruchomości, aby uniknąć ponoszenia podwójnych kosztów, związanych z odbiorem odpadów, powinni wypowiedzieć dotychczas obowiązujące umowy zawarte z firmami, wywożącymi śmieci. Dlatego należy sprawdzić, na jaki czas została ona zawarta oraz termin jej wypowiedzenia (niektóre firmy mają długie np. 3 miesięczne okresy wypowiedzenia), a następnie złożyć dotychczasowemu odbiorcy odpadów pisemne wypowiedzenie świadczonych usług. W przypadku umów zawartych z Zakładem Usług Komunalnych wypowiedzenia można również wrzucać do specjalnie przygotowanej skrzynki w Biurze Obsługi Mieszkańców w holu Urzędu Miejskiego w Świeciu.

Aktualności o gminie Świecie na www.swiecie.eu

Czytając niektóre artykuły w lokalnej prasie można odnieść wrażenie, że jakość wykonania rewitalizacji starego miasta pozostawia wiele do życzenia. Rozumiem, że rolą dziennikarzy jest patrzenie władzy na ręce i wytykanie ewentualnych błędów. Szanuję to, bo to jeden z elementów demokracji. W tym jednak konkretnym przypadku nie mogę się zgodzić z takim twierdzeniem. Tym bardziej, że opinia wyrażana niekiedy w mediach często różni się od tej, jaką często słyszę od mieszkańców, którzy chwalą to, że Duży Rynek i okolice, prezentują się teraz dużo lepiej.

Przy tak dużej inwestycji zdarzają się drobne niedociągnięcia. Wiedzą to wszyscy ci, którzy budowali chociażby własny dom, a przecież tu skala przedsięwzięcia jest dużo mniejsza. Są to drobne usterki, jak luźna kostka na ulicy, ale natychmiast reagujemy na wszelkie takie sytuacje. Nie płacimy za to dodatkowo, bo mamy 3-letnią gwarancję od wykonawcy. Nie można jednak wyolbrzymiać i twierdzić, że wszędzie są tylko niedociągnięcia, z którymi nic nie robimy, bo to zwyczajna nieprawda. Wystarczy przejść się po Dużym i Małym Rynku oraz pobliskich ulicach, aby to samemu stwierdzić. Sporo uwagi media poświęciły fontannie. Podejrzewam, że jakakolwiek ona by nie była, to części osób by się podobała, a części nie. Nie słyszałem jednak krytycznych głosów dotyczących wyglądu fontanny w pierwszych tygodniach po oddaniu jej do użytku. Pojawiły się one dopiero, kiedy mieliśmy przejściowe problemy techniczne. Mam wrażenie, że w medialnych doniesieniach wzięły one górę i przy okazji siłą rozpędu skrytykowano też całą fontannę. Czytając niektóre wpisy na forach internetowych można odnieść wrażenie, że na rewitalizacji ucierpieli kupcy, którzy coraz częściej zmuszeni są zamykać sklepy na starym

mieście. Trudno mi się z tym zgodzić. Przyczyną jest to, że małe sklepy nie wytrzymują konkurencji z marketami, nad czym boleję. Nie mamy jednak na to wpływu. Na Mariankach nie przeprowadzaliśmy rewitalizacji, a tam także jest duża rotacja, jeśli chodzi o małe sklepy czy punkty usługowe. Jedne powstają, potem znikają po paru miesiącach, a w ich miejsce otwierają się nowe. Rozumiem rozgoryczenie handlowców, ale my jako gmina mamy związane ręce. Jeśli inwestor kupi od prywatnego właściciela działkę, tak jak to miało miejsce na terenie po byłej cukrowni, może na niej bez przeszkód postawić market do 2000 m kw. powierzchni sprzedaży. Nie wlicza się w to pomieszczeń magazynowych, biurowych czy socjalnych. Jedynie markety powyżej 2000 m kw. mogą powstać na gruncie, który decyzją rady miejskiej przeznaczono w planie zagospodarowania przestrzennego pod sklepy wielkopowierzchniowe. W Świeciu jednak żaden market nie ma ponad 2000 m powierzchni handlowej. Ostatnio sporo mówiło się o nowej bibliotece. Wiadomo już, że nie dojdzie do połączenia Miejskiej Biblioteki Publicznej z Biblioteką Pedagogiczną, która podlega Urzędowi Marszałkowskiemu w Toruniu.

To prawda. Przyczyną jest to, że pod jednym kierownictwem byliby pracownicy biblioteki miejskiej zatrudnieniu na umowę o pracę i pracownicy Biblioteki Pedagogicznej, których obejmuje Karta Nauczyciela. O tym, dlaczego gmina zdecydowała się na budowę nowej biblioteki, zamiast odkupywać na przykład byłą Galerię Kościuszki rozmawialiśmy już podczas ostatniego wywiadu. Ale przy okazji wyboru lokalizacji biblioteki przy ul. Sienkiewicza, niektórzy podnoszą argument, że w ten sposób zabiera się w tym miejscu miejsca parkingowe i osoby, chcące zrobić zakupy, nie będą miały gdzie zostawić samochodu. To płatny parking, gdzie parkowały przede wszystkim autobusy i samochody ciężarowe. Poza tym mamy 100 metrów dalej duży, bezpłatny parking koło hali, a kawałek dalej kolejne dwa – powyżej hali i przy stadionie Wdy. Co więcej, według wstępnych założeń, nowa biblioteka będzie dysponowała parkingiem na 34 miejsca. Myślę więc, że są to zarzuty mocno przesadzone. Rozmowa jest kontynuacją wywiadu, który ukazał się miesiąc temu w dodatku „Echo Gminy” w nr 46 miesięcznika „Teraz Świecie”.

Działka działce nierówna Wielu z nas marzy o własnym domku. Kupując jednak działkę warto sprawdzić, czy leży ona na terenie objętym planem zagospodarowania przestrzennego. Pozwoli to uniknąć późniejszych rozczarowań. wie decyzji o warunkach zabudowy. A to istotna różnica, bo tylko tam, gdzie jest plan zagospodarowania przestrzennego, gmina ma obowiązek zbudowania infrastruktury.

Pozorna oszczędność

- Niestety, coraz częściej przychodzą do nas osoby, które kupiły działki nieobjęte takim planem i domagają się od gminy budowy wodociągów, kanalizacji, dróg i oświetlenia – wyjaśnia Wiesław Ratkowski, kierownik Wydziału Budownictwa i Architektury Urzędu Miejskiego w Świeciu. - Tymczasem ich działki zostały wytyczone na podsta-

Często nabywcy są wprowadzani w błąd przez niektórych sprzedających, handlujących gruntami na większą skalę. Odkupują oni od rolników ziemię czwartej, piątej klasy, bo przy gorszych gruntach nie trzeba czekać parę lat na jej odrolnienie i dzielą ją na działki na podstawie decyzji o warunkach zabudowy. Często wyszukują gruntów rolnych położonych przy obszarze objętym planem zagospodarowania przestrzennego, bo dzięki temu mają już drogę dojazdową i media w pobliżu swojego terenu. - Potem, przy sprzedaży, niektórzy sugerują nabywcom, że gmina

pobuduje tu całą infrastrukturę. A to nieprawda, bo nie zobowiązują nas do tego przepisy. Chętnie byśmy to zrobili, ale nie możemy sobie pozwolić na budowanie dróg wodociągów i kanalizacji wszędzie tam, gdzie powstaną dwa, trzy domy, bo to bardzo kosztowne inwestycje. Nie stać nas na to, podobnie jak żadnej gminy w kraju – podkreśla Wiesław Ratkowski.

Sprawdź w urzędzie Ceny działek na gruncie z decyzją o warunkach zabudowy są średnio o 20 procent niższe niż na obszarze z planem zagospodarowania, chętnych więc nie brakuje. To jednak tylko pozornie atrakcyjna cena. Jeśli doliczy się do tego fakt, że trzeba będzie na własny koszt założyć wszystkie media, może ona być wyższa od ceny działki, objętej planem zagospodarowania.

- Przypadków tego rodzaju jest coraz więcej, między innymi ostatnio w Sulnowie. Dlatego przed nabyciem działki nieobjętej planem zagospodarowania, rozważmy czy warto ją kupować, mimo korzystniejszej ceny i potem ponosić samemu wysokie koszty budowy wszystkich niezbędnych mediów – zwraca uwagę Wiesław Ratkowski. Aby sprawdzić czy działka, którą chcemy kupić, znajduje się w planie zagospodarowania przestrzennego, należy udać się do wydziału budownictwa i architektury w urzędzie miejskim. Po złożeniu odpowiedniego pisma, w ciągu kilku dni otrzymamy zaświadczenie o przeznaczeniu działki. W naszej gminie znajduje się ok. 1000 działek pod zabudowę mieszkaniową, objętych planem zagospodarowania przestrzennego, między innymi po około 300 w Świeciu i Sulnowie oraz 250 w Grucznie.

Materiały informacyjne Spółdzielni Mieszkaniowej w Świeciu

maj 2013

S M

e-mail: sekretariatsm@smswiecie.pl, strona internetowa: smswiecie.pl tel. administracja: 52 33 11 909, tel. czynsze: 52 33 11 989, tel. sekretariat: 52 33 12 917, fax: 52 33 11 911

ŚWIECIE 1 9 0 5

NIP 559-000-45-32, REGON 000483576, KRS 0000173471

13

SPÓŁDZIELNIA MIESZKANIOWA W ŚWIECIU ul. Bolesława Prusa 1, 86-100 Świecie

Nie grzejemy powietrza Rozmowa z Dariuszem Zawadzińskim, prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej w Świeciu. Panie prezesie po raz pierwszy spotykamy się na łamach miesięcznika „Teraz Świecie”… Dziękuję za zaproszenie. Cieszę się, że mogę przedstawić nasze sprawy na łamach czasopisma, które dociera do tak szerokiego grona mieszkańców. Jeśli sprawdzi się ta formuła, liczę na kolejne zaproszenie. Przejdźmy do największej inwestycji, realizowanej w ostatnich latach przez Spółdzielnię Mieszkaniową w Świeciu – termomodernizacji budynków mieszkalnych. Na jakim jest ona etapie? W ubiegłym roku zakończyliśmy proces termomodernizacji, przyjęty przez Walne Zgromadzenie Spółdzielni Mieszkaniowej na lata 2007-2012. W tym czasie ociepliliśmy 59 bloków w Świeciu, 2 w Osiu i 4 w Gródku. Nie zamierzamy jednak na tym poprzestawać. Kolejnym krokiem jest docieplenie kamienic przy ul. Słowackiego i Krasickiego. To zadanie jest o tyle trudniejsze, że inwestycje musiały uzyskać zgodę konserwatora zabytków. Początkowo spotkaliśmy się nawet z odmową z jego strony. Dopiero po sporządzeniu przez nas opinii i dokumentacji, zapewniających zachowanie zabytkowego charakteru budynków, otrzymaliśmy zgodę. Dociepliliśmy już dwie kamienice przy ul. Krasickiego 1 i Słowackiego 7. W trakcie realizacji są inwestycje w budynkach przy ul. Słowackiego 2, 3 i 5. W ciągu dwóch najbliższych lat zakończymy prace w kamienicach przy ul. Krasickiego 3 oraz Słowackiego 4, 6, 8 i 10. Na etapie przygotowywania dokumentacji jest również budynek przy Krasickiego 5, którym zarządzamy

w imieniu wspólnoty mieszkaniowej. W ramach tych inwestycji są nie tylko docieplenia, ale także inne niezbędne prace remontowe. Kiedy patrzy pan z perspektywy czasu – warto było inwestować w termomodernizację? Przytoczę kilka cyfr. Obecnie zużycie ciepła na cele grzewcze jest o 25-30 procent mniejsze niż byłoby, gdybyśmy nie wykonali termomodernizacji. Najprościej mówiąc, użytkownicy lokali mieszkalnych nie grzeją powietrza. Mieszkańcy praktycznie nie odczuwają kosztowo przeprowadzonej termomodernizacji, gdyż wyżej wymienione oszczędności pozwalają spłacać zaciągnięte kredyty. Ponadto część zadań wykonaliśmy ze środków własnych funduszu remontowego oraz udało się nam pozyskać na dzień dzisiejszy w formie premii termomodernizacyjnych i dotacji około 3,7 mln zł. W trakcie rozpatrywania są kolejne nasze wnioski. Kiedy spaceruje się po Świeciu, łatwo odróżnić bloki spółdzielni od innych po odnowionych elewacjach. To prawda. Naszym zamiarem było, aby dzięki termomodernizacji bloki były nie tylko cieplejsze, ale także wyglądały bardziej estetycznie. Nie straszą już brudne i zniszczone elewacje – jest schludniej i bardziej kolorowo. Osiedla nie przypominają już ponurych blokowisk. Tym bardziej, że inwestujemy także w infrastrukturę – chodniki, place zabaw, utwardzamy teren, odnawiamy nasadzenia zieleni. Wciąż jest jeszcze sporo do zrobienia. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale staramy się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom lokatorów i z roku na rok poprawiać zagospodarowanie terenów przy naszych blokach.

Problemem wielu spółdzielni jest zadłużenie lokatorów. Zdarzają się i u nas takie sytuacje, ale w porównaniu z wieloma innymi spółdzielniami, sytuacja wygląda dobrze. Mamy tylko 6-procentowy wskaźnik zadłużenia. Skuteczne działania windykacyjne prowadzą do tego, że nie wzrasta ilość zadłużonych użytkowników lokali. Od pewnego czasu ich ilość utrzymuje się na podobnym poziomie. Druga sprawa to lokale użytkowe, wynajmowane na prowadzenie działalności gospodarczej. Widać, ze kryzys i konkurencja marketów nie pozostają bez wpływu na kondycję drobnych i średnich przedsiębiorców, którzy mają kłopoty z utrzymaniem swoich sklepów czy firm usługowych. Nie pozostajemy jednak bierni i poszukujemy nowych najemców. Inwestujemy również w lokale użytkowe, zarówno samodzielnie, jak i we współpracy z ich użytkownikami.

OGŁOSZENIE

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Świeciu przy ul. B. Prusa 1, posiada do wynajęcia lokale użytkowe. Informacje na temat lokali można uzyskać pod numerem telefonu 52 33 11 909, 693 460 440.

Lokal użytkowy przy ul. Wyszyńskiego 10a

138,26 m

2

Lokal użytkowy przy ul. Wyszyńskiego 15

Lokal użytkowy przy ul. Wyszyńskiego 15

(na parterze)

(na piętrze)

653,00 m 109,60 m

2

2 (pow. piwniczna)

301,20 m

2

14

społeczeństwo

maj 2013

www.oksir.eu

Sądy nie ufają ojcom Po rozwodzie sądy najczęściej przyznają opiekę nad dziećmi matce. Wielu ojców nie może przebić się przez ten stereotyp. Rola ojca w społeczeństwie się zmienia, a mimo to sądy ciągle ich dyskryminują.

Na 37,5 tys. orzeczeń w 2011 roku, sądy powierzyły opiekę nad dziećmi tylko 1641 ojcom

O

la ze Świecia i Bartek poznali się w technikum. Ola zaszła w ciążę po studniówce, ślub był po maturze. Zamieszkali z jej rodzicami. Jej ojciec, były wojskowy, garnął się do dzieci. Miał zajmować się Danusią, gdy Ola wróci do pracy. Ale zakład, w którym pracowała, nie dotrwał do końca jej macierzyńskiego. Została w domu i razem z ojcem zajmowała się Danusią. Biedy nie było, ale samochód by się przydał i czas pomyśleć o własnym kącie. - Grafik komputerowy powinien dobrze zarabiać. Chyba, że jest słaby – przytyki teścia bolały Bartka coraz bardziej. Gdy Danusia miała trzy latka, postanowił wyjechać, żeby zarabiać. Do Irlandii. Naprawiał palety. Robił to solidnie, nie jak większość rodaków, co zawyżali normę ponad 200 procent. Ale ich palety wracały do naprawy, a Bartka nie. Jego szef, Hindus, szybko rozpoznał solidnego fachowca. Po dwóch latach pracy zrobił go szefem zmiany i dał mu zarobić tyle, co Irlandczykom.

Ola ma kochanka Ola była zadowolona. Kupiła citroena i lokowała pieniądze na mieszkanie. Uspokajała męża, że u nic h wszystko w porządku. Że dobrze im z rodzicami, że dziadek szaleje na punkcie Danusi. Bartek najpierw nie uwierzył, gdy jego brat Tomek napisał mu w emailu: „Ola ma kochanka”. Dotarło do niego dopiero wtedy, gdy przysłał mu zdjęcie Oli z facetem. Wsiadali do

citroena: „Widuję ich coraz częściej, w ogóle się nie ukrywają, raz jechali z Oli ojcem” – dorzucił Tomek. To przeważyło szalę. Do drzwi mieszkania Oli zapukał kolega Bartka. Gdy ona otworzyła mu drzwi, Bartek wepchnął się jak złodziej. Wszedł podstępem, bał się, że Ola nie wpuści go do mieszkania teścia. Nawet nie był w nim zameldowany. Ola podniosła krzyk na całą klatkę. Szybko ukryła Danusię w pokoju dziadka. Gdy Bartek zabierał swoje rzeczy, książki, wieżę i komputer, teściowa wezwała policję krzycząc do słuchawki: „Złodziej, złodziej!” Rozwód był błyskawiczny. Dziadek zeznał, że Bartek zdradzał Olę już w Polsce, a tam w Irlandii to dopiero się rozpuścił! Nie przyjeżdżał do domu, nie interesował się dzieckiem. I według niego to dobrze, że Ola poznała Krzysztofa, bo jest odpowiedzialny, dobry materiał na ojca, nauczyciel. A Danusia? Danusia nie pamięta taty. Ola dba o to, żeby wymazać Bartka z jej pamięci. Nie kryje przed nim, że chce zmienić nazwisko małej, na nazwisko jej drugiego męża – Krzysztofa. Gdy Bartek stawia się po Danusię, mała zawsze jest chora. Dwa razy sama wyszła na klatkę i kazała mu iść. Raz krzyczała na niego, że teraz ma innego tatę. Bartek odchodził, po tygodniu zaciskał zęby i wracał odzyskać Danusię. Zawsze go przepędzali. Ostatnio spróbował, gdy Danusia szła do pierwszej komunii świętej. Nie było go na liście gości. Prezent wręczył Oli. Pod kościołem, bo Danusia schowała

się za dziadka. Bartek przestraszył się zamieszania. Nie chciał robić Danusi przykrości w jej święto. Wycofał się zmieszany, jakby był nagi, albo właśnie wyszedł z więzienia. Dotarło do niego, że stracił Danusię. Ola mu go zabrała.

Zemsta za porzucenie - Taka postawa matek jest rzadkością – ocenia Roman Jonac, psycholog z Poradni PsychologicznoPedagogicznej w Świeciu. - Większość z nich jednak jakoś się z ojcami dogaduje, szanują decyzję sądu. W minionym roku w Świeciu było 79 rozwodów. W większości małżeństw, zawartych po 2000 roku, z małymi dziećmi. Wiele z nich straciło jednego z rodziców przez złośliwość drugiego albo obojga. Czasem była to zwykła zemsta, najczęściej za porzucenie. Roman Jonac opisuje jedną z takich sytuacji. - Dziecko stało się kartą przetargową. Jego dobro przestało być ważne. Matka postawiła twarde warunki, a ojciec też nie ustąpił. Nie chciał wejść do mieszkania odebrać syna, tylko trzeba mu go było wyprowadzić na klatkę o określonej godzinie i wydać jak przedmiot. Tak nie można – zaznacza Jonac i podkreśla, że chociaż rozumie upór ojców, stereotyp przyznawania przez sądy dzieci matkom jest jak najbardziej uzasadniony. - Chodzi o emocjonalną więź i bezwarunkową miłość. Świat bez mamy dla małych dzieci nie jest łatwy – tłumaczy. A jak na dodatek ojciec kojarzy się z policją, która pyta, dlaczego dziecko nie może się widzieć z ojcem, dystans

do niego staje się nie do pokonania. Niektóre matki mają w tym istotny udział. Zdarzają się kobiety, które sprytnie wykorzystują niebieskie karty dla rodzin z problemem alkoholowym czy pedofilię. Niektóre skutecznie manipulują środowiskiem, żeby tylko odebrać ojcu prawa rodzicielskie. Jednak sędziowie czasem to dostrzegają. Ostatnio w Świeciu sędzina upomniała matkę, która uparcie odmawia ojcu kontaktów z córką, mimo że ma prawo widywać się z nią w weekendy. Powiedziała, że jej też może za to ograniczyć prawa rodzicielskie.

Sądy wolą matki Jeszcze większą elastyczność sądom ma umożliwić ostatnia poprawka w kodeksie rodzinnym. Informuje o tym Fundacja Ojców Pokrzywdzonych Przez Sądy. Na ich stronie internetowej czytamy, że nowa regulacja pozwoli na większą skuteczność egzekwowania prawa wobec matek i ojców, którym drugi rodzic utrudnia spotkania z dzieckiem. Nowe przepisy mają wręcz zobowiązywać oboje rodziców do kontaktów z pociechą i są już one zaakceptowane przez Radę Ministrów. Sędziowie będą mieli do dyspozycji więcej instrumentów prawnych, np. będzie im wolno ograniczyć kontakty do telefonów albo listów, czego wcześniej nie mogli zasądzić. Zyskają też prawo do obarczenia matki albo ojca kosztami dojazdu do dziecka, jeśli spotkanie z winy drugiej strony nie dojdzie do skutku. Prawo do widywania wnuka zyskają także dzia-

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

dkowie. Nowela w kodeksie rodzinnym ma służyć scaleniu rodziny. Dostrzega ona rolę dziadków i poszerza prawa ojców. Rola ojca w społeczeństwie się zmienia, a mimo to sądy ciągle ich dyskryminują. Dowodzi tego raport Centrum Praw Ojca i Fundacji Batorego, sporządzony w 2009 roku. Według niego ojcowie są przez sądy traktowani instrumentalnie, wręcz arogancko. Na 37,5 tys. orzeczeń w 2011 roku, sądy powierzyły opiekę nad dziećmi tylko 1641 ojcom. Przyczyną były z reguły tak skrajne przypadki, jak prostytucja matki, alkoholizm lub przemoc fizyczna. Ojcowie poszkodowani przez wymiar sprawiedliwości działają skupieni w kilku organizacjach społecznych. Są wśród nich: Fundacja Praw Ojca i Dziecka, Stowarzyszenie Dzielny Tata, Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy, Centrum Praw Ojca i Dziecka. Wszystkie podkreślają, że obecność ojca w życiu dziecka służy budowaniu autorytetów. - Bo to ojciec stanowi w rodzinie miary i zasady – przyznaje Roman Jonac. - Rozwój moralny dzieci, wartościowanie i ocenianie ojciec warunkuje w nie mniejszym stopniu niż matka. Jest też przewodnikiem w odkrywaniu świata, gdy matka drży o dziecko. Ojciec orientuje się w układach między ludźmi, w obowiązkach, ograniczeniach, zakazach i nakazach. Uczy posłuszeństwa i odpowiedzialności, panowania nad sobą, znoszenia bólu i cierpliwości. To nie są cechy przypisane tylko matkom. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.com.pl

społeczeństwo

www.oksir.eu

maj 2013

15

Na lewo od Kościoła

Zdaniem Racji Polskiej Lewicy Kościół świadomie szkodzi Polsce i Polakom. W jaki sposób? Uważam, że ta organizacja wyznaniowa powinna się skupiać na wychowywaniu w wierze, a nie zagłębianiu się w politykę. Obecnie struktury Kościoła katolickiego w Polsce, zresztą inne wyznania również, podjęły szeroką działalność gospodarczą, która jest poza wszelką kontrolą Skarbu Państwa. Często prowadzą tę działalność na niezrozumiałych zasadach. To mocno uderza w inne podmioty gospodarcze, które nie mają dostępu do tych przywilejów. Wzrasta uczucie nierówności w prawach. Wyraźnie widać faworyzowanie jednych i niedocenianie innych. Jeżeli mamy równość prawa, to niech wszyscy, którzy prowadzą jakąś działalność, podlegają tym samym zasadom. Jednak gdyby nie zaangażowanie Kościoła w politykę pewnie socjalizm w Polce trwałby znacznie dłużej. Trudno przecenić rolę wielu duchownych, którzy na różne sposoby wspierali opór wobec minionego systemu. Z perspektywy tych dwudziestu kilku lat mogę powiedzieć, że przełom, jaki dokonał się w 1989 roku nie spełnił oczekiwań, zarówno moich, jak i wielu innych ludzi. Ruch społeczny, jaki się zawiązał w latach 80. miał na celu polepszenie sytuacji bytowej robotników. Dziś widzimy, gdzie znalazła się klasa robotnicza. Na marginesie życia społecznego i gospodarczego. Wielu ludzi uważa, że tamten czas nie został dobrze wykorzystany. Ale chyba winą Kościoła nie jest to, że transformacja okazała się procesem znacznie bardziej bolesnym niż się wszyscy spodziewali. Z uwagi na to, że byłem uczestnikiem tamtych wydarzeń od samego początku, czuję moralne prawo do oceny minionego ćwierćwiecza. Nie-

stety, moja ocena jest negatywna. Nie należało rujnować tego, co stworzyły całe pokolenia, tylko reformować. Może nawet tamten system udałoby się jakoś uratować. Wielu młodych ludzi, którzy nie pamiętają minionych czasów, używa sloganu o upadku komunizmu. W Polsce nigdy nie było komunizmu. Był socjalizm, a to bardzo duża różnica. Oczywiście nie jest też prawdą, że na półkach były tylko ocet i papier toaletowy. Niektóre dziedziny być może zyskały na wprowadzonej swobodzie gospodarczej, ale trzeba też podkreślać, że znaczny dorobek pokoleń powojennych został zmarnotrawiony przez karierowiczów politycznych, którzy dorwali się do władzy. O co walczy Racja Polskiej Lewicy? Walczymy przede wszystkim o rozdział państwa od Kościoła. To jest fundamentalna zasada. Państwo powinno być świeckie. Oczywiście nie negujemy istnienia organizacji religijnych, niech sobie funkcjonują, jeśli znajdą wyznawców, ale powinno się to odbywać z dala od państwa. Wiele zła przynosi też tak wyraźna dominacja katolicyzmu, ponieważ nie sprzyja to wolnemu wyborowi religii, jaką chce się wyznawać. Nie mam wrażenia, że Kościół katolicki utrudnia komukolwiek religijne spełnianie się w jakimkolwiek wyznaniu. To, że większość mniej lub bardziej świadomie wybiera katolicyzm, uwarunkowane jest historycznie i obyczajowo. To wynika przede wszystkim z wpływów politycznych. Chrześcijaństwo w Polsce wprowadzono siłą. Cała chrystianizacja opierała się na morderstwach i grabieżach. Dążono wszelkimi sposobami do wykluczenia wyznawców innych religii i narzucenia tej jedynej słusznej. Ten błąd przez pokolenia powtarza się i pokutuje do dziś. To powinno być zmienione. Podobnie jak podpisany

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

- Nie negujemy istnienia organizacji religijnych, niech sobie funkcjonują, jeśli znajdą wyznawców, ale powinno się to odbywać z dala od państwa – przekonuje Sylwester Salwierz ze Świecia, działacz partii Racja Polskiej Lewicy w rozmowie z Andrzejem Bartniakiem.

za sprawą premier Hanny Suchockiej konkordat, który jeszcze długo będzie odbijał się czkawką. Dość wątłe szeregi członków Racji Polskiej Lewicy mogą świadczyć, że bardzo niewielki odsetek Polaków zgadza się z tymi poglądami. Mamy wielu sympatyków. Przychodzą na spotkania, przytakują, ale nie mają wewnętrznej odwagi, żeby się ujawnić, wyjść na ulicę, wziąć udział w naszej demonstracji, by otwarcie przedstawić swoje poglądy. Wielu z nich kłóci się ze swoimi rodzinami na przykład o posyłanie dzieci na religię, która zaczyna się już w przedszkolu. Przecież to jest zbrodnia na psychice dziecka. Chrześcijaństwo pod tym względem w niczym nie różni się o innych religii. Wychowywanie w duchu określonych wartości rozpoczyna się od najmłodszych lat. Nie znam bliżej innych religii. Byłem wychowywany w religii katolickiej i z tego, co pamiętam, to Jezus miał 12 lat, gdy po raz pierwszy został zabrany do świątyni. I właśnie w tym wieku powinna się odbywać inicjacja religijna. Pana partia dość blisko współpracuje z Ruchem Palikota. Co was łączy? Z Ruchem Palikota łączy nas idea laickości struktur państwowych i gospodarczych. Faktyczny rozdział

od Kościoła. W Ruchu dostrzegamy sojuszników w tej walce. Mamy nadzieję na dłuższą współpracę. Chcecie połączyć siły w czasie najbliższych wyborów? Na pewno będziemy współpracować przy tworzeniu list kandydatów. Wierzy pan w powrót silnej lewicy? Lewica dużo straciła ze względu na postawę SLD w czasie przemian, których nie potrafiono właściwie przeprowadzić. Partia nie umiała chwalić się swoimi osiągnięciami. Co zatem powinna zrobić, żeby odzyskać starych i zyskać nowych sympatyków? Polska jest tradycyjnie związana z lewicowym nurtem, nie tylko ze względu na przekonania polityczne znacznej części Polaków, ale także usytuowanie na wschodzie Europy. To ostatnie decyduje też o tym, że nasza lewicowość jest zupełnie inaczej rozumiana niż na Zachodzie. Sądzę, że słabość lewicy w dużej mierze bierze się stąd, że Polacy wciąż pamiętają, jak wyglądała Polska przed 1989 rokiem i kto za to odpowiadał. Nie należy tego zapominać. Należy nawet pamiętać, co było w czasie wojny i po jej zakończeniu. Kto się przyczynił do wyzwolenia kraju. Nie był to rząd przedwojenny, rząd na uchodźstwie ani tzw. cichociemni czy też Żołnierze Wyklęci. Oni się do

tego nie przyłożyli. Polskę wyzwoliło dopiero polskie wojsko sformowane na Wschodzie wraz z sojuszniczą Armią Czerwoną. Trzeba to podkreślać podczas spotkań z młodymi ludźmi, że sojusznicza armia nam pomogła, jak nikt inny. Na naszej ziemi ginęli rosyjscy żołnierze, którym należy się szacunek. Dlatego odwiedzam znajdujący się w Świeciu cmentarz wojskowy w rocznicę Dnia Zwycięstwa i wyzwolenia Świecia. Można by się spierać czy Związek Radziecki był bardziej naszym wyzwolicielem, czy kolejnym okupantem. O tym, co działo się w Polsce po 1945 roku w żadnym wypadku nie możemy mówić jak o okupacji. Pamiętam, jak jeden z nauczycieli Zespołu Szkół Zawodowych w Świeciu opowiadał o tym, jak w czasie okupacji niemieckiej, gdy rozmawiał w kościele po polsku, ksiądz Krause boleśnie wytargał go za uszy i wyrzucił na dwór. Za to, że używał języka polskiego. Dzięki sojuszniczej armii, która pokonała hitlerowskiego najeźdźcę, znowu mogliśmy używać bez szykan polskiej mowy. Co do granic, o których kształt niektórzy mają pretensje, nie mieli na to wpływu ani Polacy, ani zwykli żołnierze rosyjscy. Decyzję podjęły wielkie mocarstwa i trzeba się było im podporządkować. ROZMAWIAŁ ANDRZEJ BARTNIAK

terazswiecie@oksir.com.pl

16

obyczaje

maj 2013

www.oksir.eu

Krew, pot i testosteron Niewiele dyscyplin sportowych budzi tak skrajne emocje jak MMA. Po co ludzie zamykają się w klatce i tłuką do krwi? eby się sprawdzić i poczuć emocje, jakich nie zagwarantują boks, zapasy czy nawet sztuki walki – podkreśla Andrzej Piątkowski, którego zwycięstwo podczas ostatniej gali w Świeciu oklaskiwała tysięczna widownia. - Kiedyś biłem się na ulicy, ale skończyłem z tym. Teraz robię to tylko na macie. Aby wejść do klatki i móc myśleć o wygranej konieczny jest długotrwały trening. - Sama siła mięśni to za mało – mówi Piątkowski. - Trzeba poznać odpowiednie techniki, bez których nie da się wygrać. W ostatnim roku bardzo wiele nauczyłem się od Aleksandra Fishera, który jest świetnym instruktorem – zachwala kolegę z klubu Gerke MMA Świecie. Spora część zawodników MMA, czyli mieszanych sztuk walki, ma naturę zawadiaków. To się przydaje. Trafiają się jednak oazy spokoju. Taką może się wydawać Tomasz Stożek, strażnik miejski ze Świecia. Do tej pory utożsamiany był przede wszystkim z aikido. Pokazy z jego udziałem oraz zawodników prowadzonego przez niego klubu wielokrotnie stanowiły jedną z atrakcji imprez rozrywkowych. Jednak od pewnego czasu jego zainteresowania biegną coraz mocniej w kierunku brazylijskiego jiu-jitsu. Znajomość tego stylu to podstawa, którą powinien opanować zawodnik chcący ćwiczyć MMA. To właśnie za sprawą Tomasza Stożka odbyły się w hali widowi-

Ż

Reklama

Andrzej Piątkowski: - Kiedyś biłem się na ulicy, ale skończyłem z tym. Teraz robię to tylko na macie

skowo-sportowej w Świeciu wszystkie trzy gale „Wieczoru Gladiatorów”, czyli walk MMA. Prawdopodobnie będą kolejne, bo już podjął rozmowy w sprawie budowy klatki, która do tej pory była wypożyczana na czas turnieju. Jak tłumaczy, pociąga go pewna nieprzewidywalność tej dyscypliny. O ile w przypadku większości sztuk walki można przewidzieć, co się będzie działo na ringu czy macie, to w MMA wszystko jest dużą niewiadomą. Cała walka może

się odbywać w stójce, w parterze, albo na przemian raz tak, raz tak. - Każdy ma swoje mocniejsze strony i stara się to wykorzystać – tłumaczy Stożek. - Zawodnicy z przeszłością zapaśniczą często są chwytaczami i będą dążyć do tego, aby jak najszybciej zejść do parteru i zastosować chwyt lub dźwignię, która da im zwycięstwo. Ktoś, kto wcześniej ćwiczył boks, kick-boxing czy karate raczej jest stójkowiczem. Każdy pojedynek jest inny.

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Turniej w Świeciu odbywał się według formuły pride, stanowiącej najbardziej ekstremalną formę MMA, zezwalającą między innymi na kopanie leżącego. Andrzej Piątkowski jeszcze tydzień po walce odczuwał skutki starcia. - Dostałem sporo silnych kopnięć w głowę – mówi. - W wadze ciężkiej są one bardzo bolesne. Miałem nos zalany krwią. Gdy próbowałem później tę krew wydmuchać to zmieniło się ciśnienie i zamknęło mi się oko,

które mogłem normalnie otworzyć dopiero po kilku dniach. Nie jest to miłe, ale takie rzeczy się zdarzają. Ważne, że wygrałem. Byłem bardzo zdeterminowany. Chciałem jak najlepiej wypaść przed własną publicznością. Chociaż trudno w to uwierzyć, Piątkowski twierdzi, że nie słyszał wrzawy na trybunach podczas walki. Nie ma pewności czy dlatego, że słowa zlewały się w niezrozumiały hałas, czy też wszystkie jego myśli były skupione na czymś zupełnie innym. - Gdy człowiek wchodzi do klatki, zdany jest tylko na siebie – wyjaśnia. - Wszystko dzieje się błyskawicznie. Jeden głupi błąd i jest po walce. O tym, że tak właśnie może być wie najlepiej Tomasz Stożek, którego przegrana była sporym zaskoczeniem. Początek walki zapowiadał zupełnie inny finał. - Chciałem zakończyć to jak najszybciej – wspomina. - Pięć dni wcześniej, podczas treningu złamano mi nos i bałem się, że w czasie „Wieczoru Gladiatorów” znowu się to powtórzy. W zasadzie w takim stanie mogłem nie walczyć, ale wiem, że byłoby to źle odebrane. Myślałem, że mimo tego urazu jakoś się uda wygrać. Do przegranej przyczyniło się też zbyt gwałtownie zbijanie wagi. Żeby dopasować się do przeciwnika musiałem szybko stracić 6 kg. Takie efekty można osiągnąć tylko odwaniając organizm. Problem jest taki, że wraz z wodą „odpływa” energia. Starcza jej na

terazswiecie@oksir.com.pl

Reklama

17

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

Tomasz Stożek (po lewej) przyznaje, że pociąga go nieprzewidywalność walk MMA

Wiele walk kończy się poprzez nokaut lub poddanie się przeciwnika

FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

kilka minut ostrej walki, a potem jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z gniazdka. Teraz wiem, że w przyszłości muszę to rozwiązywać inaczej. Przegrana ani złamany nos nie zniechęciły go do MMA, które swoją popularność zawdzięcza relacjom telewizyjnym turniejów federacji KSW. Widowiskowość tych bitew przyciąga liczną widownię. Wraz z nią idą w parze pieniądze sponsorów. To właśnie honoraria za wygrane sprawiają, że wielu utalentowanych zawodników rezygnuje z zapasów czy judo na rzecz MMA. Ci najlepsi, ukierunkowani na karierę sportową, często wyjeżdżają za granicę, np. do Wielkiej Brytanii, gdzie stawki są znacznie wyższe niż w Polsce. Stożek ma sporo znajomych, którzy w ten sposób zarabiają na życie. Są jednak i tacy, dla których od pieniędzy ważniejszy jest ten dreszczyk emocji, jak dla Andrzeja Piątkowskiego. Podkreśla, że w jego przypadku od doświadczeń zapaśniczych, czy zwykłego walenia w worek treningowy w piwnicy, ważniejsza okazała się szkoła, jaką zapewniło rugby. - Nauczyło mnie bycia twardym. Tego, że trzeba wytrwać do końca – zaznacza. - To nic, że nie masz już siły i właśnie złapał cię skurcz łydki. Musisz wytrzymać, bo to za mało, żeby pęknąć. ANDRZEJ BARTNIAK

maj 2013

W MMA jest duży zakres dozwolonych ciosów i technik. Nie wolno jednak gryźć rywala, wkładać mu palców w usta, oczy i nos czy uderzać w genitalia i krtań

FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

obyczaje

www.oksir.eu

18

sylwetki

maj 2013

PIGUŁA

www.oksir.eu

w kombinacie

Miała szyć ubrania, ale wolała zszywać ludzi, nakłuwać ich i podawać im tlen. Modliła się, żeby nie trafić do przemysłowej służby zdrowia, jednak los chciał inaczej i od 40 lat jest pielęgniarką w przychodni świeckiej Celulozy.

N

ie dlatego trwam tu, że marzyłam o pracy przy kombinacie, przeciwnie. Za nic w świecie nie chciałam pracować w przemysłowej służbie zdrowia. Jako uczennica Liceum Medycznego w Grudziądzu miałam praktyki w Fabryce Narzędzi Rolniczych Unia. Nudziłam się tam, bo chciałam ratować życie, asystować przy operacjach – mówi Elżbieta Szymczyk. Ale w 1973 roku świeżo upieczona pielęgniarka z Drzycimia musiała udać się do dyrekcji Zakładu Opieki Zdrowotnej w Świeciu, wtedy przy ul. Waryńskiego, obecnie św. Wincentego i odebrać skierowanie do pracy. - Pamiętam, że wręczyła mi je kadrowa, pani Gwizdała, na którą wszyscy mówili Gwizdalanka. Gdy je przeczytałam, rozpłakałam się. 20-letnia Ela przestraszyła się, że nie spełni się jej marzenie z dzieciństwa o asystowaniu przy operacjach. Tyle zachodu kosztowało ją dotarcie do tego momentu. Musiała walczyć o swoją pasję, bo jej rodzice nie chcieli, żeby została pielęgniarką. Miała być krawcową, bo to konkretny fach. Uszyjesz – zarobisz, mówił jej ojciec. Dlatego sądziła, że będzie szyć ubrania, dopóki tata nie zabrał jej do państwa Augustyniaków. - Oni byli lekarzami w Drzycimiu,

mieszkali przy ul. Dolnej, a my obok, przy Kwiatowej – wyjaśnia Elżbieta Szymczyk. - Tata oglądał u nich w telewizji „Kobrę” albo boks, a ja zaglądałam do ich gabinetu i tam pierwszy raz zobaczyłam strzykawkę. Wtedy zrozumiała, że musi zostać pielęgniarką. - Ale moi rodzice długo trwali przy swoim. Gdyby nie ksiądz Piotrek, który porozmawiał z nimi, żeby dali mi szansę, nie pozwoliliby mi złożyć papierów do szkoły w Grudziądzu. Dojeżdżałam tam z Drzycimia przez pięć lat. Musiałam wstawać bardzo wcześnie na pociąg, późno wracałam do domu. Biegłam z dworca do szkoły przy ul. Marcinkowskiego i na dworzec też wracałam biegiem. Ale nie żałuję, to mnie zahartowało – przyznaje.

Lekko nie było Jednak pierwszy dzień w Celulozie nie był nudny. - Trwała akcja zbierania krwi dla dwóch poparzonych elektryków – wspomina. - Niestety, nie udało się ich uratować. Potem trafiła do zabiegowego. Pracowała po południu i w nocy, gdy nie było lekarza, a zakład produkował non stop, dlatego musiała sama decydować, co podać pacjentowi. - Szybko się uczyłam, bo musia-

łam. Dobrze pamiętam, jak doktor Karczewski położył przede mną metalowe skrzynki z kartotekami i kazał wyselekcjonować osoby do badań profilaktycznych. Od razu rzuciłam się w wir pracy. Miała też okazję uczestniczyć w projektach specjalistycznych. - Poznałam prof. Świątkowskiego z Bydgoszczy. Z prof. Bartuzim prowadzili badania pracowników szczególnie narażonych na utratę zdrowia. Ludzi z naszych najbardziej uciążliwych wydziałów, jak EC, kocioł sodowy i regeneracja, wywozili autokarami do szpitala akademickiego w Bydgoszczy. W sumie narażonych były około dwa tysiące pracowników, stąd częste kontrole na ich stanowiskach, badania pomiaru natężenia hałasu, stopnia zapylenia i toksyczności pomieszczeń. Pracownikom dokuczał także smród. Żalili się na to w „Głosie Celulozy”. Na łamach gazety wypowiedział się w tej sprawie mgr inż. Stanisław Kojczyk. Tłumaczył, że kotły sodowe, uruchomione w 1967 i 1972 roku, nie odpowiadają wymogom ochrony środowiska, bo ich elektrofiltry są wyeksploatowane. Pocieszał czytelników, że w 1986 roku rozpocznie się budowa trzeciego kotła sodowego z elektrofiltrem. Główny specjalista do spraw ochrony środowiska Zakładów Celulozy i Papieru zapewniał, że dzięki

W latach 70. byłobowiązek noszenia czepków. Elżbieta Szymczyk żałuje, że został zniesiony, bo pacjenci stracili czytelną wskazówkę, kto jest pielęgniarką, a kto lekarzem FOT. ARCHIWUM PRYWATNE

temu zmaleje emisja gazów złowonnych.

Czepek pod kluczem

Elżbieta Szymczyk pracuje w przychodni Celulozy od 40 lat. Od 10 lat jest jej współwłaścicielką.

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Tak też się stało. Z roku na rok zakład przechodził kolejne zmiany. Dało się je odczuć także w służbie zdrowia. Od 2003 roku przychodzi do gabinetu jako współwłaścicielka Prywatnego Ośrodka Medycyny Pracy. Korzystają już z niego nie tylko pracownicy Mondi. - Jednak to nadal nasz podstawowy chlebodawca – zaznacza Elżbieta Szymczyk, która przywiązała się do ludzi pracujących w Celulozie. Były momenty, że przychodnia obsługiwała 4 tysiące papierników. Dziś liczba ta skurczyła się do półtora tysiąca, dlatego tym bliżsi są jej ludzie zatrudnieni w papierni od lat. Nie musi zerkać w kartoteki, żeby wiedzieć, któremu co dolega. Martwi ją, że coraz częściej przepracowują się. - Nie potrafią zwolnić tempa.

Opamiętują się dopiero po zawale – ubolewa. Elżbieta Szymczyk doskonale zna swoich pacjentów, bo nadal robi to, co czterdzieści lat temu, czyli pobiera krew, wykonuje EKG. - Tę pracę mam we krwi – tłumaczy. - W takich zadaniach spełniam się najlepiej. W grudniu 1990 roku Samorząd Pielęgniarek i Położnych uchylił obowiązek noszenia pielęgniarskich czepków. Elżbieta Szymczyk pamięta, że wielu pacjentów buntowało się przeciwko tej decyzji. Uważali, że zostali pozbawieni czytelnego znaku o tym, od kogo mogą oczekiwać pomocy. - Ostatecznie przyznano czepkowi rolę symbolu i zastąpiono go miniaturowym czepkiem noszonym w klapie munduru – wyjaśnia. - Ale ja jestem bardzo przywiązana do mojego czepka. Trzymam go w szafce pod kluczem. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.com.pl

www.oksir.eu

reklama

maj 2013

19

20

bez retuszu

maj 2013

www.oksir.eu

Kwestionariusz Prousta, czyli sami o sobie Główna cecha mojego charakteru: wytrwałość i konsekwencja w działaniu Cechy, których szukam u kobiety: czułość, własne zdanie, spontaniczność Cechy, których szukam u mężczyzny: opanowanie i dobra organizacja życia Co cenię najbardziej u przyjaciół: szczerość, po latach dogadywanie się niemal „bez słów” Moja główna wada: zbyt duża ufność w stosunku do ludzi Moje ulubione zajęcie: praca wśród ludzi, spotkania ze znajomymi przy gitarze

Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: mieszkańcem buszu lub dżungli Kiedy kłamię: ...po jakimś czasie i tak mówię prawdę Słowa, których nadużywam: „no” i „słuchaj” Ulubieni bohaterowie literaccy: cała „Drużyna Pierścienia” Ulubieni bohaterowie życia codziennego: z polskich Jurek Owsiak i Wojciech Mann, z zagranicznych Jeremy Clarkson Czego nie cierpię ponad wszystko: chamstwa i prostactwa

Moje marzenie o szczęściu: kochająca żona, dwoje dzieci, dom nad jeziorem

Moja dewiza: zapisana jest w utworze „Autsajder” Dżemu

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: wysokość, o ile nie mam przy sobie jakiejś asekuracji

Dar natury, który chciałbym posiadać: uwolnienie od wszelkich chorób

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: choroba i śmierć najbliższych

Jak chciałbym umrzeć: szybko, bezboleśnie, najlepiej we śnie

Reklama

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE

Ariel Stawski, animator kultury, współorganizator Maratonu Piosenki Osobistej Nocne Ś piewanie, szef świeckiego sztabu WOŚ P

Obecny stan mojego umysłu: zaburzony przez ból zatok Błędy, które najłatwiej wybaczam: błahe, nie raniące mnie w jakiś szczególny sposób NOTOWAŁ ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

Kwestionariusz Prousta to rodzaj zabawy towarzyskiej, popularnej w salonach mieszczan i arystokracji od drugiej połowy XIX wieku. Wbrew nazwie, nie wymyślił go francuski pisarz Marcel Proust (1871 – 1922). W młodości był tylko jednym z „przepytywanych”. To jednak wystarczyło, by z czasem, gdy stał się sławny, kwestionariuszowi nadano jego nazwisko. Pozornie błahe pytania stanowią jeden z pierwszych testów osobowości, pozwalających poznać m.in. upodobania, zainteresowania i marzenia drugiego człowieka.

felietony

www.oksir.eu

uczestniczą w święcie ludu pracującego miast i wsi. Transmitowano pochody z wielu większych miast Polski i zajmowało to spokojnie połowę telewizyjnego dnia.

Kątem oka

Majówka

D

MAŁGORZATA BRANDT

P

amiętają Państwo dawne pochody pierwszomajowe? Starsi Czytelnicy muszą pamiętać, bo takich „chwil” się nie zapomina. Pamiętam i ja, bo jeszcze za moich szkolnych czasów były one nieodłącznym elementem tego miesiąca i zwłaszcza w klasie maturalnej (ze względów oczywistych) nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby nie stawić się na miejscu zbiórki. Miałam tę okoliczność pobiera-

nia nauki w toruńskiej szkole średniej, a Toruń w tamtym czasie był miastem wojewódzkim, więc zdarzało się, że toruński pochód, jak i wiele innych, transmitowany był w telewizji, bo trzeba było przecież czymś zapchać ramówkę. Władzy zależało, by naród zobaczył w swoich czarno-białych telewizorach lub tzw. kolorowych i często płonących „Rubinach 714p” ( kolor dominujący był jeden – zielony, czerwony lub fioletowy, w zależności od odbiornika), jak licznie i „chętnie” obywatele

Pesel 85

My kontra Oni

Z

o dziś pamiętam nasz opór (nastolatek wówczas, bo była to szkoła zdominowana przez płeć żeńską, niestety), kiedy na miejscu zbiórki pojawił się Żuk ze szturmówkami. Wiadomo, dla nastolatków wszystko, co wymyślą i usiłują wprowadzić w życie dorośli, jest obciachem. Dla nas wtedy kolosalnym był już sam udział w pochodzie, a tu jeszcze szturmówki. Trzeba było wykonać kilka uników żeby „dać szansę” niesienia ich innym. Zanim przyszła w końcu jednak nasza kolej zapas się wyczerpał, w związku z czym napięcie w szeregach opadło…. by po chwili wzrosnąć maksymalnie, ponieważ okazało się, że w porę dotarł drugi Żuk ze świeżą dostawą. Przywiózł szturmówki, ale w kolorze tylko czerwonym! Dyskusja z nau-

w rodzinnej atmosferze, że może warto byłoby spróbować zmiany corocznych tematów przy stole, żeby najzwyczajniej przez święta odpocząć. Myślę, że to dość dobitnie świadczy o tym, jak udaje nam się doskonale ze sobą porozumieć. Wychodzi więc wprost, że przez te ostatnie parę lat nie zmieniło się wiele, żeby nie powiedzieć nic.

W

SZYMON WACŁAWIK

abrałem się wreszcie za wiosenne porządki... Zacząłem wywalać wszystko z szaf, regałów i półek, aż tu nagle trafiłem na stosik „Teraz Świecie”. Sporo tego było, bo zbieram kolejne numery już od blisko trzech lat, ale postanowiłem poprzeglądać wszystkie, żeby przypomnieć sobie co tam się dawniej działo. Przy okazji przeczytałem też wszystkie dotychczasowe felietony, które miałem przyjemność napisać i doszedłem do pewnych spostrzeżeń...

maj 2013

Mianowicie zauważyłem, że dotychczas zwykle pisałem o tym, że mam uwagi do tego jak ze sobą żyjemy, my zwykli ludzie, sąsiedzi, współpracownicy, Polacy, że nie potrafimy się ze sobą dogadać, że bardzo łatwo głupiejemy i za obronę swojego zdania oddamy wszystko, że łatwo ulegamy podziałom, że zawsze muszą być MY i ONI i zawsze jedni z drugimi muszą się zwalczać. Rozbawiło mnie, że nawet media przed świętami Wielkanocy zapraszały do studia psychologów, którzy apelowali, by święta przebiegały

porządku, więc po co był ten wstęp? Otóż okazało się, że przez ten czas moje podejście się zmieniło dość zasadniczo i dziś jestem wielkim orędownikiem podziału na TYCH i TAMTYCH. Ostatnie miesiące były niesamowicie obfite w tematy, które świetnie dzieliły: jak nie aborcja, to in vitro, eutanazja lub homofobia, a przypominam, że mamy kwiecień, więc na kanwie 10-go też niejeden podział uda się stworzyć. Zatem trzeba się przygotować, że kolejne miesiące i lata upływać nam będą pod znakiem sprzeczek, kłótni i wojenek. Tyle tylko, że nie widzę powodu, dla którego miałbym do kogokolwiek w jakiejkolwiek spra-

czycielem na temat braku motywacji do wymachiwania czerwonym suknem nie miała sensu, bo były to czasy, kiedy z nauczycielami się nie dyskutowało, tylko wykonywało ich polecenia (ale też wtedy nikomu nie przyszłoby do głowy założyć belfrowi kosz na głowę, nawet temu niewzbudzającemu sympatii mówiąc oględnie). Tak więc przyszło nam pochwycić mężnie w dłonie szturmówki w kolorze źle się wówczas kojarzącym i tak manewrować, żeby nie załapać się w oko telewizyjnej kamery.

T

oruń miasto duże, więc i odcinek do przejścia był konkretny. W Świeciu szło się krócej. Na rynku tworzyły się zwarte szeregi, ustawiały się zakłady pracy, instytucje, szkoły, by rytmicznie (dzięki orkiestrze) przejść narzucony odcinek i zakończyć go parówką w amfiteatrze. Ciekawie było – kolorowo, ciepło i gwarnie, tylko szkoda, że… przymusowo. 1 maja 1986 roku był mniej rado-

wie wyciągać rękę i chcieć się porozumieć, porozmawiać, czy dojść do kompromisu. Dlaczego musi być tak, że to JA (być może MY, jeśli jest nas więcej), muszę się godzić z racjami innych, muszę się ugiąć i przyjąć do wiadomości, że skoro taka jest wola większości, to muszę ją szanować? Dlaczego nikt nie chce słuchać MNIE (NAS)? Dlaczego jako koronny argument w każdej dyskusji używa się argumentu „tak bo tak” lub „nie bo nie”? To MNIE (NAS) obraża i godzi w MÓJ (NASZ) intelekt. Nie chcę powiedzieć, że mój sposób myślenia jest najlepszy, że jestem wyjątkowy i na wszystkim najlepiej się znam, ale nie przywykłem (a chyba muszę) do tego, że jako kontrargument w dyskusji toczy się pianę z pyska i wyciąga zaciśnięte pięści! Odnoszę również wrażenie, że zapominamy o tym, że próba wymuszenia na kimś swojego zdania narusza i ogranicza jego wolność, a już John Stuart Mill zauważył, że „Geniusz ludzki może oddychać swobodnie tylko w atmosferze wolności”. Dlaczego zatem na siłę

sny, bo „brat” zza wschodniej granicy kilka dni wcześniej „sprezentował” nam po cichu chmurę radioaktywną z Czarnobyla i ci, którym udało się go dostać, zajęci byli łykaniem płynu Lugola. U nas w internacie też każdy dostał po łyku. Jak wyczytałam w Internecie: Był to jeden z przypadków w PRL, kiedy władze polskie mimo początkowych oficjalnych zaprzeczeń strony radzieckiej podjęły działania wbrew ich zaleceniom, ale w interesie własnych obywateli. Świadomość polityczna wtedy dopiero wypuszczała u mnie pędy, ale podskórny opór, by nieść czerwoną szturmówkę słuszny był. Dziś, w dobie bezrobocia, pochody ludzi pracy byłyby nawet pewnym nietaktem w stosunku do tych, którzy o pracy marzą. Kiedyś pracę miał każdy, a czy rzeczywiście pracował to już inna sprawa, dziś wielu mogłoby się wykazać, ale możliwości brak. Aż trudno uwierzyć, że aż tak się pozmieniało…

próbujemy ją sobie odebrać zmuszając się wzajemnie do przejścia na jedną lub drugą stronę?

N

a co zwalić winę za obecny stan rzeczy? Może to wizerunek medialny wielu ludzi „ze świecznika” sprawił, że zaczęliśmy usprawiedliwiać chamstwo i głupotę? Może poczucie bezkarności za gesty i słowa powoduje, że łatwiej nam lżyć i obrażać innych, a może to przez Internet, gdzie każdy anonimowo może napluć komuś w twarz, siedząc wygodnie przed monitorem? Nie wiem, ale nie umiem uwierzyć w to, że tacy jesteśmy z natury. Kurczę, tak strasznie bym chciał, żeby coś drgnęło, żebyśmy potrafili znowu po ludzku gadać, umieć wysłuchać rozmówcy i odnieść się do jego słów, żebyśmy mogli patrzeć na pozytywne przykłady, żebyśmy traktowali się po partnersku. Cóż... najwyraźniej, te kilka lat pisania felietonów na łamy niniejszego czasopisma nie zmieniły we mnie jednego – nadal jestem idealistą, ale to już zupełnie mój prywatny problem.

Reklama

studio

druk

cyfrowy/offsetowy

internetowe

PROJEKTOWANIE: materiałów reklamowych, druków firmowych, druków użytkowych, opakowań, skład graficzny gazet, czasopism...

DRUKOWANIE: wizytówek, papierów firmowych, ulotek, plakatów, folderów, broszur, katalogów, teczek firmowych, kalendarzy... małe i duże nakłady

banery reklamowe, strony firmowe, galerie, sklepy on-line...

graficzne

Studio M&M GRAPHIC ul. Klasztorna 16 • 86-100 Świecie • tel./fax 52 332 46 90

www.mmgraphic.pl /

www.mmgraphic.com.pl

strony

e i n e z r o Tw as kreci! n

21

22

recenzje

maj 2013

ANDRZEJ BARTNIAK

MARIUSZ HEINRICH

Muzyka Duma narodowa Kukiz, „Siła i honor”, Sony Music 2012

P

aweł Kukiz, ostatnio pojawiający się w mediach głównie jako zagorzały przeciwnik Platformy Obywatelskiej i orędownik jednomandatowych okręgów wyborczych, przede wszystkim jest muzykiem. W dodatku bardzo zdolnym. Płyta „Siła i honor” w pełni odzwierciedla nie tyle jego aktualne poglądy polityczne, co stosunek do współczesnej historii Polski. Na krążku nie ma prześmiewczych piosenek, znanych z płyt zespołu Piersi. Jest za to gorzki komentarz, szczególnie wyraźny w utworach „Heil Sztajnbach” i „17 września”. Album jest dość nietypowy w warstwie muzycznej. Przypomina kabaret lub słuchowisko radiowe. Kukiz brawurowo balansuje między poezją śpiewaną, punkiem i brzmieniem, charakterystycznym dla Rammstein. W dwóch przypadkach sięgnął po teksty Włodzimierza Wysockiego. Świetnie wypadła zwłaszcza „Obława” do muzyki Jacka Kaczmarskiego. Miłośnicy cięższych brzmień na pewno docenią „Boa”, chyba najlepszy kawałek na płycie, którą muzyk zadedykował generałowi Sławomirowi Petelickiemu, twórcy i pierwszemu dowódcy specjalnej jednostki wojskowej GROM.

Nowy głos legendy Elvis Presley, „Elvis 30 # 1 hits”, RCA/BMG 2002

T

a niezwykła składanka 30 hitów, które w latach 195676 dotarły do pierwszych miejsc list przebojów w Stanach Zjednoczonych, ukazała się w 25. rocznicę śmierci króla rock and rolla. Nie jest to jednak zwykłe „the best of”. Pracujący nad kompilacją dotarli do oryginalnych taśm, które często przeleżały w pudełkach 40 lat. Niektóre, ze względu na swój stan, dały się odtworzyć tylko raz. Wystarczyło. Po co to wszystko? Ano po to, aby przy pomocy współczesnej techniki, jaką dysponują najlepsi na świecie fachowcy od masteringu, cyfrowo „odrestaurować” prawdziwy głos Presley’a. Niektóre z osób, pracujących nad materiałem, były przerażone efektami, bo Elvis brzmiał nieco inaczej niż na powszechnie dostępnych nagraniach. Taki sam szok przeżywali też zagorzali fani, którzy jednocześnie zyskali wyjątkowy materiał do porównań. Bynajmniej płyty nie przygotowano wyłącznie z myślą o tych, którzy wciąż wierzą, że Elvis żyje i tylko dobrze się ukrywa. Powinien po nią sięgnąć każdy, kto kocha dobrą muzykę w prawdziwie mistrzowskim wykonaniu. Mimo upływu lat, wciąż można rozpływać się słuchając: „Love me tender”, Can't help falling in love” czy „In the ghetto”.

TOP 3

www.oksir.eu

TOMASZ KARPIŃSKI

Film Koncert dwóch serc „Miłość”, reż. Michael Haneke, Austria/Francja /Niemcy 2012

N

ie chcę pisać, że „Miłość” to arcydzieło, którego nie wypada nie obejrzeć. Ani też, że mnie osobiście film szczególnie poruszył. Obie te informacje do samego obrazu Michaela Haneke mają się jakoś niespecjalnie... Reżyser portretuje starość, chorobę i śmierć – jeżeli tak można się wyrazić. W tym portrecie nie ma chaosu, za to jest harmonia dwojga ludzi. Harmonia przerwana chorobą. Chciałoby się i trzeba powiedzieć, że to wprost niezwykłe, jak choroba cudownie potrafi współgrać z człowiekiem. Jak go doskonale ubezwłasnowolnia, wdrażając swoje porządki, zanim nie nadejdzie koniec. Ostatecznie i tak umrzemy – na to nie ma rady. Co najwyżej są środki. Role Emmanuelle Rivy oraz Jean-Louis Trintignanta na pewno pozostają wartością samą w sobie. Uroda aktorów wręcz onieśmiela, pokazują tę swoją nie - młodość tak, że oczu oderwać nie można. „Miłość” to cichy, intymny koncert na dwa serca i fortepian. To także swego rodzaju epitafium dla miłości, a nawet i śmierci... Film, któremu nie można zapomnieć tego, że został nakręcony.

Nawracanie pastora „Jabłka Adama”, reż. Anders Thomas Jensen, Dania/Niemcy 2005

Z

wolniony warunkowo z więzienia Adam trafia na wiejską parafię, gdzie poznaje tamtejszego pastora. I tyle. Oraz tyle, że pastor przejawia niewyobrażalną wiarę w dobro, tym samym nie dopuszczając do siebie własnych traum. Brzmi osobliwie, ale wziąwszy pod uwagę, że film Jensena to w dużej mierze po prostu czarna komedia, nie pozostaje nic innego, jak tylko wejść w świat głównych bohaterów. Reżyser oczywiście nie stroni od przejaskrawień. Dzięki temu przez niemal 90 minut dzieje się ta „rozhuśtana na grozie wesołość”, cytując fragment wiersza „Komedyjki” Wisławy Szymborskiej. Adam ma za zadanie upiec szarlotkę, co okazuje się arcytrudne za sprawą żerujących na przykościelnej jabłoni szkodników. Poza tym – jak się okaże – Adam wybiera nieco inną drogę, mianowicie postanawia „zresocjalizować” pastora, by ten w końcu przestał zaprzeczać istnieniu zła. Cel osiąga – pastor „uwierzy”, co w konsekwencji doprowadzi niemal do jego śmierci. „Jabłka Adama” to film tragiczny, zabawny, nieobliczalny i na pewno wart uwagi.

HITY KWIETNIA

FILM 1. „Układ zamknięty”, reż. Ryszard Bugajski, Polska 2. „Krudowie” 3D, reż. Chris Sanders, Kirk De Micco, USA 3. „G.I.Joe: Odwet” 3D, reż. Jon M. Chu, USA/Kanada

KSIĄŻKI 1. „Anna German o sobie”, Mariola Pryzwan, Wydawnictwo MG 2. „Dowód”, Eben Alexander, Wydawnictwo Znak 3. „Intruz”, Stephenie Meyer, Wydawnictwo Dolnośląskie

Dane na podstawie kwietniowej sprzedaży biletów w kinie Wrzos w Świeciu.

Dane na podstawie kwietniowej sprzedaży w księgarni Matras w Świeciu.

Książki Korzenie nienawiści Alina Cała, „Żyd – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła”, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2012, s. 868

A

ntysemityzm w Polsce? Wielu mówi, że coś takiego nie istnieje. Wielu argumentuje, że jedyne co istnieje, to niechęć dla niektórych osób, bez względu na wyznanie. Być może tak jest. Jak jednak wytłumaczyć, że w Świeciu i innych miastach, na murach pojawiają się gwiazdy Dawida na szubienicach? Dlaczego w języku potocznym nadal żywe są zwroty: „ty Żydzie!”, „żydzisz”, etc.? Na te i wiele innych pytań odpowiada nowa książka doktor Aliny Całej, antropologa i historyka. Autorka sięga do najdawniejszych czasów, by znaleźć, omówić i wyjaśnić źródła antyjudaizmu. Cofamy się więc w czasie do starożytności, kiedy to – jak twierdzą niektórzy historycy – wszystko zaczęło się do konfliktu między hellenizmem a monoteizmem. Studia kolejnych epok przynoszą obraz Żyda w każdej z nich. Jaki to wizerunek? Bardzo złożony i w wielu odmianach: ludowej, świeckiej, kulturowej, religijnej i politycznej. Wszystko poparte fotografiami, faksymiliami różnego rodzaju dokumentów z archiwów, kopiami obrazów, rzeźb oraz wypisami z dzieł literackich i wycinkami z gazet. Znam kilku Żydów. Jeden – ze Świecia. Drugi – z Torunia. Kilku mieszka za granicą. Wiele od nich słyszałem o tym, czego doświadczyli, mimo że… nie piekli macy z krwią katolickich dzieci, nie skąpili pieniędzy i nie zajmowali się handlem. Książka Aliny Całej pozwala mi, w bardzo szerokim kontekście i z wielu stron, spojrzeć na te wszystkie zaszłości, mity i – nie obawiam się tego napisać – zło, które dosięga Żydów.

Filozofki czasu terroru Sylvie Courtine - Denamy, „Trzy kobiety w dobie ciemności. Edith Stein, Hannah Arendt, Simone Weil”, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2012, s. 352

N

ietzsche, James, Nabert czy Simmel, to jedni z największych filozofów XX wieku. Mężczyźni. Czy kobiet – filozofek nie było? A i owszem, były. Tu wymienić należy: Edith Stein, Hannah Arendt i Simone Weil. Trzy kobiety pochodzenia żydowskiego i wybitni naukowcy. I to o nich jest wspaniała książka francuskiej filozofki – Sylvie Courtine – Denamy. Wydawnictwo rozpoczyna się od opisu dzieciństwa i lat szkolnych, kiedy to było wiadomo, że wszystkie trzy są nieprzeciętnie inteligentne i wrażliwe. Z tego czasu szybko wpadamy w tytułowy okres ciemności – czyli lata przed i wojenne. Dowiemy się między innymi: dlaczego Stein wstąpiła do zakonu, gdzie pracowała Arend, by zdobyć środki do życia, jak bardzo podatną na wpływy osobą była Weil? Pierwsza zginęła w obozie w Auschwitz, jako święta katolicka. Dwie pozostałe przeżyły. Wyjechały do USA. Arendt tam została. Weil przeniosła się do Anglii, gdzie mieszkała do śmierci. Wiele je łączyło. Różnic też było sporo. Warto przeczytać tą fascynującą książkę, by poznać ich życie i poglądy na to, co się wydarzyło w pierwszej połowie XX wieku.

reklama

www.oksir.eu

maj 2013

23

UNIA EUROPEJSKA EUROPEJSKI FUNDUSZ SPOŁECZNY

Wyzwolić aktywność Ponad 100 osób bierze udział w tegorocznej, szóstej już edycji „Programu Aktywizacji i Wsparcia w Gminie Świecie”. Prawie jedna czwarta z nich pochodzi z terenów wiejskich. W marcu 2013 roku Ośrodek Pomocy Społecznej w Świeciu rozpoczął realizację VI edycji projektu systemowego współfinansowanego przez Europejski Fundusz Społeczny w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki pn. „Program Aktywizacji i Wsparcia w Gminie Świecie”. Na jego dofinansowanie OPS otrzymał prawie 400.000 zł z Unii Europejskiej. Wkład własny wyniósł ponad 46.000 zł. - Projekt adresowany jest do podopiecznych naszego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wszyscy uczestnicy są w wieku aktywności zawodowej i mieszkają na terenie gminy Świecie – wyjaśnia Lidia Lemańska, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Świeciu i koordynator projektu. Są to przede wszystkim osoby bezrobotne, w tym długotrwale, osoby niepełnosprawne, rodziny z problemami opiekuńczo-wychowawczymi, w tym matki samotnie wychowujące dzieci, osoby zatrudnione o niskich dochodach. Beneficjentami są głównie kobiety – 68 osób oraz 38 mężczyzn, 24 procent osób pochodzi z terenów wiejskich. Główne problemy tych osób wynikają zarówno z braku kompetencji społecznych, jak i zawodowych, które wpływają bezpośrednio na ich marginalizację. Osoby te nie są w stanie własnym staraniem zaspokoić swoich podstawowych potrzeb

życiowych, znajdują się w sytuacji wpływającej na ich zubożenie, co uniemożliwia im w znacznym stopniu uczestnictwo w życiu społecznym, zawodowym i rodzinnym. Ponadto bariery natury zawodowej m.in. brak wiedzy o poruszaniu się na otwartym rynku pracy, brak wiedzy o swoich możliwościach, predyspozycjach oraz potencjale dodatkowo utrudniają podjęcie pracy. Ubóstwo dotkliwie odczuwają dzieci, wychowujące się w rodzinach dotkniętych pauperyzacją. Dzieci często uczą się biernej postawy wobec swojej sytuacji, która najczęściej przeradza się w postawę roszczeniową wobec instytucji pomocowych. Dlatego realizacja kompleksowego programu aktywizacji przy odpowiednim wsparciu zwiększa ich możliwości na usamodzielnienie i wyjście z kręgu ubóstwa. Takie możliwości stwarza EFS poprzez inwestowanie we wzmacnianie kapitału ludzkiego. Na projekt składa się szereg przemyślanych i starannie dobranych działań o charakterze szkoleniowo-edukacyjnym, społeczno-środowiskowym oraz aktywizacyjnym, zawodowym i działań wspierających otoczenie uczestników. - Na zakończenie cyklu warsztatów planujemy dla wybranej grupy uczestników zorganizować i sfinansować kursy zawodowe, które umożliwią im podjęcie pracy – mówi Lidia Lemańska. Wśród przeprowadzanych zajęć są między innymi warsztaty kompetencji społecznych.

- Moim głównym celem jest przekazanie wiedzy, która pomoże uczestnikom podnieść jakość swojego życia. Pokazuję też, jak tę wiedzę wykorzystać w praktyce – mówi psycholog Monika Długosz, prowadząca warsztaty. - W naszym planie zajęć jest mało teorii. Skupiamy się na ćwiczeniach, które mają uzmysłowić uczestnikom nowe rzeczy, nowy sposób myślenia o sobie i innych. Potem ich zadaniem jest wprowadzenie tego, czego się nauczyli do swojego codziennego życia. Jednym z uczestników tegorocznej edycji „Program Aktywizacji i Wsparcia w Gminie Świecie” jest Michał Kałdowski. - Pracy poszukuję od roku. Niestety, choruję, więc nie mogę podjąć się każdego zajęcia. Myślę o pracy w biurze, ale bardzo się stresuję na myśl o rozmowie kwalifikacyjnej. Liczę na to, że dzięki warsztatom nabiorę większej pewności siebie. Właściwie to już po pierwszych z nich zauważyłem różnicę w swoim podejściu do szukania pracy- zaznacza Michał Kałdowski. – Do udziału w projekcie nikt nie musiał mnie namawiać. Dostałem propozycję i z chęcią z niej skorzystałem. Nie żałuję, bo zajęcia prowadzą profesjonaliści, którzy wzbudzają zaufanie, a z pozostałymi uczestnikami tworzymy zgraną grupę – dodaje. Marioli Dołgowicz również nikt nie musiał namawiać do udziału w projekcie. - To dla mnie duża szansa. W moim wieku coraz trudniej znaleźć pracę, ale liczę na to, że dzięki poszczególnym zajęciom nabiorę doświadczenia i większej pewności siebie. Nie bez znaczenia jest dla mnie miła atmosfera, jaka panuje na zajęciach – podkreśla Mariola Dołgowicz.

24

maj 2013

reklama

www.oksir.eu


Teraz Świecie - maj 2013