Issuu on Google+

WWW.STARWAY.SZCZECINEK.PL

R O T K A O D NTR R O K KTO O D

BIŁ, BO NIE BYŁ OJCEM Na pytanie: dlaczego to zrobiłeś? Mężczyzna wykrzyczał tylko - To wszystko nieprawda! Niepodważalnym dowodem przemocy są jednak ślady pobicia, jakie znaleźli lekarze na ciele 10-miesięcznego dziecka. - Od poniedziałku cała prokuratura oraz policjanci zajmują się sprawą pobicia 10-miesięcznego chłopca - mówi Jerzy Sajchta ze szczecineckiej Prokuratury. - Postawiliśmy już zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem konkubentowi matki dziecka. Do tych bulwersujących zdarzeń dochodziło od stycznia tego roku, aż do momentu zatrzymania podejrzanych. W poniedziałek dziecko trafiło do szczecineckiego szpitala. Tam lekarz oddziału ratunkowego podjął decyzję o transporcie chłopca do Koszalina. W ocenie lekarzy, ten mały człowiek był kilkukrotnie bity. - Dziś już wiemy, że osobą, która zadawała ciosy, był konkubent matki. Lekarze stwierdzili wiele śladów po uderzeniach otwartą dłonią na twarzy oraz maleńkiej główce dziecka. Mężczyzna opuścił niedawno zakład karny, w którym odsiadywał niemal trzy lata za liczne przestępstwa. Po wyjściu dowiedział się, że nie jest ojcem biologicznym dziecka swojej konkubiny. Właśnie ten fakt był główną przyczyną agresji. Stanowczo zbyt często padały w tej rodzinie wyzwiska i razy wymierzane w niemowlę. “Bękartowi i tak nic nie będzie” - tym określeniem tłumaczył się mężczyzna, bijąc chłopca. (mt)

REKLAMA

>> strona 4 oraz 16

REKLAMA

tel.Ê94Ê372Ê15Ê78,Ê kom.Ê602Ê533Ê483

BEZPŁATNA KASACJA POJAZDÓW T R A N S P O R T G R AT I S ! P Ł A C I M Y Z A P O J A Z D Y Dobino 66, 78-600 Wałcz, tel. 67 258 73 79, kom. 500 170 290

REKLAMA

Zezwolenienie Wojewody Zachodniopomorskiego nr 4

Aktualności

Mijający tydzień był wyjątkowo obfity w róşnego rodzaju wydarzenia. Zaczęło się od niedzielnych wyborów do rad osiedlowych. Określając to precyzyjniej, do wyborów doszło w trzech spośród jedenastu rad. Poniewaş frekwencję wyşszą niş 10 procent, gwarantującą tym samym wybór do rady osiedla zanotowano jedynie w dwóch lokalach, dlatego „swoich� radnych będą mieli mieszkańcy Raciborek oraz ul. Koszalińskej i Kołobrzeskiej. Te dwie ulice, choć w rzeczywistości niewiele ze sobą mają wspólnego, wirtualnie czyli inaczej urzędowo, uwaşa się za jedno osiedle. W porównaniu z wynikiem sprzed czterech lat, to i tak postęp. No i jak to zwykle u mnie, zacząłem zbyt smutno i nostalgicznie, podczas gdy w naszych czasach kiedy dookoła od celów jest aş gęsto, aş się mnoşą te cele, aş jeden za drugim następuje, gdzie kolektyw obok kolektywu, i trzeba wymagać od pismaków jeszcze więcej optymizmu. Poprawiam się zatem czym szybciej, zupełnie jak w tutejszej, dworskiej telewizji: Moşemy śmiało, bez ogródek powiedzieć, şe nastąpił znaczny, bo stuprocentowy wzrost ilości rad w stosunku do poprzedniej kadencji. Mieliśmy jedną, teraz mamy aş dwie rady. W tym miejscu wypada napomknąć, şe kaşdego z nas (niekonieczne mieszkańca tych dwóch wymienionych wyşej osiedli) reprezentują równieş radni miejscy, juş o powiatowych i wojewódzkich nie wspominając. Uwaşam, şe jest im nieporównanie łatwiej wykonywać swoje obowiązki, które z godnością przyjęli juş w momencie układania list wyborczych. Kaşdy z nich przecieş całkiem sporą dietę i na dodatek są czteroletnimi właścicielami foteli. Tymczasem radni osiedlowi nie dość, şe nie mogą liczyć choćby na groszową gratyfikację, to nawet nie mają swego fotela! Powiem więcej. Oni nawet nie mają gdzie przycupnąć, aby podyskutować o nabrzmiałych problemach na przykład metodycznie podduszanych mieszkańców. W tym miejscu wyjaśniam, şe miejscowi wiedzą o co chodzi, zaś niemiejscowych zapraszam do Szczecinka, a juş na dworcu się dowiedzą w czym problem. Skoro juş zacząłem o podduszaniu, wypada teş wspomnieć o jeszcze jednym, waşnym w tym tygodniu wydarzeniu, jakim było przejęcie przez sejmik „Programu ochrony powietrza� dla Szczecinka i jego okolic. Program, o którym tylko jego autorzy mają dobre zdanie, został przyjęty większością radnych z PO. Dla ścisłości dodam, şe tutejszy wstrzymał się. Stało się jasne, şe tam gdzie interesy partyjne są wynoszone ponad interesy, jeśli nie ogółu, to z pewnością zdecydowanej większości mieszkańców, tam mamy do czynienia ze strefą wolną od rozumu. Przyjęty został zwykły bubel. Jego realizacja spowoduje dodatkowy drenaş kieszeni tutejszych podatników, a jakość powietrza jeśli się nie pogorszy, to na pewno nie poprawi. Dlaczego? Bo jego jakość tylko w nikłym stopniu zaleşy od od nich. Wystarczy choćby spojrzeć na dane dotyczące zanieczyszczenia pochodzące z automatycznej stacji przy ul. Przemysłowej. Kaşdy, nawet radny wojewódzki, moşe codziennie, ba, co godzinę zobaczyć w Internecie na własne oczy aktualne dane dotyczące zanieczyszczenia powietrza. Moşe zobaczyć, kiedy było najwięcej świństwa w powietrzu i skojarzyć z pogodą w tym dniu. To proste niczym konstrukcja cepa. Słowo daję, tak wysokich stęşeń nie mają nawet w centrum Szczecina, czy Koszalina. Śmiem powiedzieć, şe takiego „zgniłego� powietrza w Zachodniopomorskim nie ma nigdzie, rzecz jasna oprócz Szczecinka. W tym kontekście porównywanie nas z Krakowem, czy Nowym Jorkiem jest próbą wyłączenia rozumu. Podczas uchwalania programu jego autorzy posunęli się nawet do oszustwa, podając radnym jako przykład dane z jednego dowolnie wybranego przez nich dnia! Cel był oczywisty. Patrzcie panie i panowie, w Szczecinie jest po tym względem o wiele gorzej. Dobrze, şe na sali był wojewódzki inspektor ochrony środowiska - kłamstwo zostało natychmiast ujawnione. Dobrze się teş stało, şe w na sesji głos zabrali szczecineccy ekolodzy z Terry. To właśnie oni sprowokowali gorącą dyskusję, której nawet początkowo nie przewidywano. Oczywiście większości radnych ani słowo, ani zdjęcia, ani wykresy z monitoringu nie przekonały, bo teş nie ma takiej siły, aby partyjniactwo pogodzić z rozumem. Ps. Wszystko na to wskazuje, şe juş wkrótce w wielkim Szczecinie wybuchnie nie mniej wielka afera. I wówczas radni ze wszystkich opcji przekonają się, şe łączy nas nie tylko jedno województwo. Jerzy Gasiul

Maciej Gaca:

Pod paragrafem *** Nieźle obłowiły się dwie złodziejki, które pod przykrywką sprzedaşy narzut oraz pierza odwiedziły mieszkańca Białego Boru. Wykorzystując zainteresowanie oferowanymi produktami odwróciły jego uwagę i przeszukały mieszkanie. Z  barku, znajdującego się w jednym z pokojów zabrały gotówkę oraz złotą bişuterię, wartą ponad 3 tysiące złotych. Suma strat była jednak o wiele wyşsza, gdyş leciwy pan zgromadził w swoim mieszkaniu „na czarną godzinę� niemal 50 tysięcy złotych. Złodziejki bez skrupułów zabrały wszystko. *** Szczecineccy policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą postawili zarzuty oszustwa trzem męşczyznom, którzy sprzedawali nieistniejącą sól drogową. W ten niewyrafinowany sposób wyłudzili 43 tysiące złotych od klienta ze Szczecinka. Niewykluczone, şe oszukanych osób jest znacznie więcej. W styczniu tego roku jedna z firm działających na terenie Szczecinka znalazła w  Internecie ogłoszenie z ofertą sprzedaşy soli drogowej mówi mł. asp. Monika Wojnowska, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Szczecinku. - Właściciel firmy zamówił sto ton soli i na wskazane konto przelał 43 tysiące złotych. Po pewnym czasie męşczyzna zorientował się, şe został oszukany, poniewaş towaru nie otrzymał, a kontakt z sprzedawcą urwał się. O zaistniałym fakcie powiadomił szczecineckich policjantów. - Funkcjonariusze do walki z  przestępczością gospodarczą ustalili, şe firma oferująca sprzedaş soli drogowej miała mieścić się w Iławie. Jak się łatwo domyślić - firma taka w ogóle nie istnieje. Czynności operacyjne doprowadziły naszych funkcjonariuszy do trzech mieszkańców województwa kujawsko - pomorskiego w wieku 31, 40 i 41 lat, którzy brali udział w oszustwie. Dwóch z nich w na początku lutego usłyszało zarzuty. We wtorek został zatrzymany 40-letni męşczyzna i równieş usłyszał zarzut wyłudzenia pieniędzy. Wobec podejrzanych został zastosowany środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. Za popełniony czyn sprawcom grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. *** Kolejne pobicie policjanta. Tym razem miejscem dramatycznych scen było Borne Sulinowo. W nocy z soboty na niedzielę (5/6 marca), niemal w  centrum miasteczka pobity został funkcjonariusz policji, pełniący na co dzień słuşbę w Bornem Sulinowie. Napastnicy doskonale wiedzieli, kogo katują. - Faktycznie, takie zdarzenie miało miejsce w miniony weekend - mówi Jerzy Sajchta, zastępca Prokuratora Rejonowego w Szczecinku. - Napadnięty został policjant z komisariatu w Bornem Sulinowie, który po krótkim spotkaniu w gronie swoich znajomych wracał do domu. Była mniej więcej północ. Został zaczepiony przez dwóch męşczyzn w wieku około 20 lat. Młodzi ludzie zaczęli wyzywać funkcjonariusza, a następnie rozpoczął się atak. Dodam, şe policjant był po słuşbie. Miał wolną sobotę oraz niedzielę. - Policjant został powalony na ziemię, a napastnicy kopali go i bili po całym ciele. Upatrzyli sobie

foto:Jerzy Gasiul

Partyjniactwo, czyli rozum na kołku

*** Do bardzo groźnego wypadku doszło w  minioną sobotę (05.03) w  ciągu drogi krajowej nr 20 na wysokości osiedla Marcelin. Wszystko wskazuje na to, şe na łuku drogi, podczas gołoledzi i w sytuacji ograniczonej widoczności kierujący busem wyprzedzał inne pojazdy i zderzył się czołowo z nadjeşdşającym z naprzeciwka renault scenic. Wskutek tego zdarzenia ranne zostały dwie kobiety, podróşujące samochodem osobowym, na co dzień mieszkanki miast południa Polski. Młodsza z pań - 61-latka została po opatrzeniu wypuszczona do domu. Niestety, starsza z pasaşerek - 87-letnia kobieta odniosła szereg złamań i uszkodzeń organów wewnętrznych. Z stanie cięşkim przebywa na oddziale chirurgii szczecineckiego szpitala.

głównie głowę. Wydarzenie wyglądało bardzo dramatycznie. Dodam, şe ci młodzi ludzie doskonale wiedzieli kogo zaatakowali. Z wypowiadanych przez nich słów wynikało, şe zdarzenie miało związek z interwencjami podejmowanymi przez policjanta wobec rodziny jednego z nich. Na całe szczęście zajście zauwaşył przypadkowo przechodzący męşczyzna i odciągnął napastników. - Na miejsce została wezwana karetka pogotowia, która przetransportowała pokrzywdzonego do szpitala wojskowego w Wałczu. Obraşenia były rozległe i istniało zagroşenie uszkodzenia wzroku. Dziś juş wiemy, şe nie jest z nim źle. Doznał tylko ogólnych dość mocnych potłuczeń, otarć i rozcięć. *** Dwie dorosłe osoby zatrzymane, a  10-miesięczne dziecko z  obraşeniami ciała w  szpitalu to bilans wydarzeń, jakie rozgrywały się w Szczecinku od stycznia do marca tego roku. - Faktycznie, zachodniopomorska policja zatrzymała w miniony poniedziałek (07.03) dwoje mieszkańców Szczecinka - mówi Tematowi Przemysław Kimion, szef Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. - Sprawa jest powaşna, bo dotyczy pobicia małego dziecka. Zatrzymani to matka oraz jej konkubent. O sprawie powiadomili nas lekarze ze szpitala, którzy zauwaşyli na ciele dziecka zasinienia oraz ślady, mogące świadczyć o tym, şe wobec małoletniego uşywana była przemoc fizyczna. Poniewaş nie jesteśmy specjalistami o opinię poprosiliśmy biegłego. W środę (09.03) duşo pewniej wypowiadał się juş Jerzy Sajchta: W dniu wczorajszym postawiliśmy juş zarzuty konkubentowi matki 10-miesięcznego chłopca. Jest on podejrzany o znęcanie się nad maleńkim dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Sprawa jest bardzo delikatna, a zarazem wyjątkowo bulwersująca. Męşczyzna, który dopuścił się uşywania przemocy wobec dziecka wyşywał się na nim przez to, şe dowiedział się, iş nie jest jego biologicznym ojcem. Właśnie ten fakt powodował napady agresji, zwłaszcza w momentach upojenia alkoholowego. Dziecko było bi-

te głównie po główce, otwartą dłonią. Do tych zdarzeń dochodziło od stycznia tego roku. - Na chwilę obecną zarzuty postawiliśmy juş i matce i jej konkubentowi. W stosunku do męşczyzny wnioskujemy o tymczasowy areszt. Wróci tam, skąd całkiem niedawno wyszedł, po odsiedzeniu niemal trzech lat za róşne przestępstwa. Jeśli chodzi o matkę - objęta zostanie dozorem policyjnym, poniewaş po raz kolejny jest w ciąşy. To utrudnia jej aresztowanie. Dodam, şe jest to rodzina, której sądownie odebrano juş jedno dziecko. Od kilku miesięcy trwała teş procedura odebrania praw rodzicielskich do chłopca, który dziś jest pacjentem koszalińskiego szpitala. Rodzina była kontrolowana przez kuratorów sądowych i to właśnie dzięki ich interwencji wyszła na jaw sprawa znęcania się nad chłopcem. *** W minionym tygodniu policjanci podjęli 36 interwencji. Zatrzymali 3 poszukiwane osoby. 9 osób zostało osadzonych w Policyjnej Izbie Zatrzymań. Udało się schwytać 11 kierujących pojazdami na „podwójnym� gazie. Aş 19 sprawców przestępstw ujęto na gorącym uczynku lub w trakcie pościgu. Funkcjonariusze wylegitymowali takşe 566 osób. (mt)

SALONIK  PRASOWY KOLPORTER UL.  POLNA  51  "BIEDRONKA" w  ofercie:

.%$!       ORAZ:

.LOTTO .PRASA   . %       KLIENTA

.    .   .    .  

REKLAMA

Na wstępie

REKLAMA

List otwarty do dr. Andrzeja Grobelnego

foto:Jerzy Gasiul

Szanowny Panie Doktorze

Prezes PODIMED Paweł Szycko. W odpowiedzi na Pana oświadczenie pt. „Mówię o faktach” opublikowanym w poprzednim wydaniu „Tematu Szczecineckiego” przypominam Panu rzeczywiste fakty. Opinią z dnia 6 października ubr. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Szczecinku stwierdza, że Centrum Okulistyki i Chirurgii Oka ul. Kościuszki 38-38B nie spełnia wymagań fachowych i sanitarnych określonych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 10 listopada 2006 roku (Dz.U. Nr 213, poz.1568- z póź. zm.) „z uwagi na brak lub niekompletne wyposażenie w sprzęt, urządzenia i meble”. Jest to jedyne Pańskie postanowienie w tej sprawie i nie ma w nim słowa na temat trwających robót budowlanych. Kserokopię przekazuje redaktorowi TS. 7 października ubr., w związku z  zakończeniem instalacji sprzętu specjalistycznego oraz mebli, zwróciliśmy się z wnioskiem do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Szczecinku o wydanie opinii o spełnieniu wymagań przez nasz zakład. Od-

powiedzi na ten wniosek nigdy nie otrzymaliśmy. Kserokopię przekazuje redaktorowi TSz. Budynek obecnego oddziału okulistycznego jest częścią kompleksu połączonych z sobą trzech budynków, funkcjonalnie stanowiących jeden ośrodek szpitalny, diagnostyczny i lecznictwa ambulatoryjnego. W tych trzech budynkach znajdują się oddziały szpitalne. Zakładaliśmy i zakładamy korzystanie z dwóch bloków operacyjnych, jednego będącego własnością Szpitala w Szczecinku Sp. z o.o. oraz własnego, który zostanie oddany do użytku w najbliższych tygodniach. W dniu 26 października 2010 roku przedstawiłem opracowanie opisujące powiązania funkcjonalne budynków usług medycznych zlokalizowanych w Szczecinku przy ul. Kościuszki 38-38B oraz Kilińskiego 7, uwzględniające proponowane rozwiązania, pozytywnie zaopiniowane przez rzeczoznawcę do spraw sanitarnoepidemiologicznych mgr Elżbietę Kułagę. Kserokopię pisma wraz z opracowaniem przekazuje redak-

torowi TSz. Mimo tego, zwlekał Pan z wydaniem pozytywnej opinii. Po upływie kolejnych dni, w związku z  trwającym w  Narodowym Funduszu Zdrowia konkursie ofert i koniecznością złożenia dokumentu, którego Pan nie chciał wydać, brakiem jakiejkolwiek informacji ze strony Pana instytucji, w dniu 4 listopada ubr. wystąpiłem do profesora Mariana Sygita- Zachodniopomorskiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Szczecinie z wnioskiem o wyłączenie Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w  Szczecinku z przedmiotowego postępowania. Wniosek mój został uwzględniony i do prowadzenia sprawy wyznaczony został Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Koszalinie. W dniu 16 listopada 2010r. odebraliśmy pozytywne postanowienie o spełnieniu norm sanitarnoepidemiologicznych. Od stycznia pacjenci są hospitalizowani i przeprowadzane są zabiegi z zakresu chirurgii oka. W przedmiotowej sprawie zarzucam Panu że: 1. Wywierał Pan nieuprawnioną presję na rzeczoznawcę panią mgr Elżbietę Kułagę, telefonując do niej i wyrażając swoje niezadowolenie z jej opracowania. 2. Dopuścił się Pan rzeczy niesłychanej. Po odsunięciu Pana od prowadzenia sprawy, w  godzinach poprzedzających kontrolę Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Koszalinie, wy-

wierał Pan w bezpośredniej rozmowie presję na komisję (dyrektor, jego zastępca oraz kierownik działu epidemiologii SANEPIDu w Koszalinie), aby ta nie odebrała naszego ośrodka. 3. W trakcie trwania konkursu ofert w NFZ, interweniował Pan w tej instytucji, abyśmy nie otrzymali kontraktu. 4. Nie skorzystał Pan z kierowanych do Pana sugestii, aby Pan sam, w związku z podejrzeniami o brak bezstronności, wyłączył się z prowadzenia tej sprawy, a kiedy został Pan wyłączony to napisał Pan skargę do Głównego Inspektora Sanitarno- Epidemiologicznego w Warszawie. 5. W swojej publikacji w poprzednim wydaniu „Tematu Szczecineckiego”, dokonał Pan manipulacji przedstawiając zdjęcie i pisząc o  pomieszczeniach, które nie były przedmiotem Pańskiego odbioru. Podsumowując, zarzucam Panu, że wykorzystując stanowisko Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego zrobił Pan wszystko co było możliwe aby w Szczecinku nie zaistniało nasze Centrum Okulistyki, działał Pan chroniąc swoje prywatne interesy, ze szkodą dla pacjentów i mojego zakładu. Brak wydania pozytywnej opinii przez Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w  Szczecinku, budziło zdziwienie prof. Józefa Kałużnego - specjalisty w okulistyce, który sprawuje nadzór merytoryczny nad naszym ośrodkiem, cytowanego wcześniej rzeczoznaw-

cy, dr Beaty Łysiak specjalisty epidemiologii, dr. Adama Bielickiego specjalisty ginekologii i położnictwa oraz prezesa Szpitala w Szczecinku Sp. z o.o., innych lekarzy z naszego środowiska, którzy całe życie zawodowe spędzili na bloku operacyjnym, wreszcie samych pracowników SANEPIDu w Szczecinku.. Przedstawione fakty pozwalają mi sądzić, że jest Pan albo nieprzygotowany merytorycznie do pełnionej jeszcze do niedawna funkcji, albo kieruje się Pan niskimi pobudkami i jest stronniczy. Osobiście twierdzę, że w Pana przypadku istnieją obie okoliczności. Po przeczytaniu w ostatnim wydaniu „Tematu Szczecineckiego” Pana oświadczenia ze zdziwieniem i  przykrością przyjąłem fakt, że nie skorzystał Pan z możliwości niewypowiadania się w tej sprawie. List mój do Pana jest listem otwartym, w związku z tym zwracam się również z pytaniem do Prokuratury w Szczecinku, czy Pana postępowanie nie wyczerpuje znamion przestępstwa? Kończąc proszę pozwolić na osobistą dygresję. Nie wiem gdzie miał Pan oczy, że patrząc na wzrastające potrzeby zdrowotne naszych mieszkańców, samemu będąc okulistą, wcześniej sam nie zorganizował Pan takiego Centrum Okulistyki i Chirurgii Oka. Ale tak już jest, wszyscy patrzymy, nie wszyscy widzimy. Z poważaniem, Paweł Szycko

W niedzielę 6 marca odbyła się Msza św. za duszę śp. o. Marka Rybińskiego, salezjanina zamordowanego w Tunezji, którą celebrował ks. bp. Edward Dajczak w asyście księży szczecineckich

Każdą godzinę mierzy się jej jakością nie zmiotą ani porywy mody, ani kolejna informacja mniej lub bardziej prawdziwa. Którego nie zmiecie to, że ktoś inny mówi zupełnie inaczej a komuś coś się nie podoba. Wychować człowieka, który wie dokąd idzie, i wie, po co jest na tej ziemi - nie ma sprawy ważniejszej - mówił podczas swojej homilii ks. bp. Edward Dajczak. - Od młodości ten chłopiec czegoś szukał. Ciągle chciał być. Jak napisał w swoim podaniu do salezjańskiej wspólnoty, chciałby być w salezjańskiej młodzieży lub na misjach. Tak jak św. Jan Bosko. Jego pasją byli ludzie. Napisał z Tunezji, że wokół są tylko muzułmanie. To moi przyjaciele - nowi przyjaciele. (...) Pisał, że odwiedza miejsce męczeństwa św. Perpetui Felicyty. Mówił, jak nie myśleć o tych młodych kobietach, które nie bały się śmierci. One po prostu za Chrystusa oddały swoje życie. Potem dopisuje: „Czy ja miałbym tyle siły, by zrobić to samo?” I dopisał: „Nie dorastam temu Kościołowi świętych do pięt. I właśnie za to go kocham.” Potem napisał o pożegnaniu pani konsul. Ani mu się nie śniło, że kiedy jego będą żegnać, to na ulicę wyjdzie 15 tys. nie chrześcijan tylko muzułmanów, aby zaprotestować, że go zabili. Nie można być w takich chwilach w Szczecinku dlatego jesteśmy. (...) Nie mamy wpływu na długość naszego życia. Czas po prostu

mija. Każdą godzinę tę prawdziwą mierzy się po prostu jej jakością. Tym, co się z nią zrobiło i co się w niej zrobiło. Każda godzina mierzona jest miłością. (jg)

We Mszy św. za duszę śp. o. Marka Rybińskiego wzięła udział liczna rzesza tych, którzy go znali, a także ci, którzy nigdy się z nim nawet nie spotkali.

REKLAMA

W niedzielne południe w kościele pw. św. Rozalii odbyła uroczysta Msza św. za duszę śp. salezjanina o. Marka Rybińskiego. Celebrował ją wraz ze wszystkimi miejscowymi proboszczami ks. bp. Edward Dajczak. W modlitwie udział więzła rodzina tragicznie zmarłego kapłana, a także poczet sztandarowy szkoły do której niegdyś uczęszczał - I. LO im. ks. Elżbiety. W kościele pw. św. Rozalii z Palermo o. Marek był ministrantem. Tutaj tez udzielał się, pisując do wydawanego przez ks. Andrzeja Targosza „Posłańca”. W ostatnich miesiącach jest to już druga śmierć kapłana pochodzącego z naszego regionu. Przypomnijmy, że w grudniu w Ekwadorze zamordowano o. Mirosława Karczewskiego pochodzącego spod Kołobrzegu. Już na samym początku ks. Andrzej Targosz zaznaczył, że Msza jest sprawowana za naszego parafianina - jednego z nas. Uzupełnił go ks. bp. Dajczak, mówiąc, że o. Marek złożył najpełniejszą z możliwych ofiar. Nie można nikogo kochać bardziej jak się daje życie. Chcemy razem w Bogu tę tajemnicę przeżyć. To ważna chwila dla Szczecinka i diecezji. - Zbudować dom z dobrym fundamentem wychować człowieka, który jest jak dobra budowla oparty o taki fundament, który mu zawsze pozwoli być człowiekiem. Którego

REKLAMA

Felietony

Kryzys zaufania i jego odmiany Tomasz Czuk Tyle się w Szczecinku ostatnio wydarzyło - zresztą nie tylko u nas - że człowiek doprawdy sam nie wie jak to wszystko ogarnąć, a co dopiero sensownie opisać. I to bynajmniej nie dlatego, że mu zaufania do własnej wyobraźni zabrakło. Takie bogactwo tematów to wszak marzenie każdego felietonisty. Bywa jednak czasami i tak, że ów nieoczekiwany nadmiar zdarzeń, które aż proszą się o felietonowy komentarz, potrafi doszczętnie zdemolować dyscyplinę każdej pisarskiej wypowiedzi, dlatego też trzeba się mieć na baczności i po próżnicy, jak mawia mój sąsiad Zenek, inkaustu nie wylewać.

Bogdan Urbanek

Konstatacja może niespecjalnie odkrywcza, ale ciągle aktualna, zwłaszcza jeśli w lunaparku czytelniczych oczekiwań zetkną się ze sobą karuzela tematów i huśtawka nastrojów. Wtedy wszystko może się zdarzyć, nawet krzywe zwierciadło chybionego tekstu i przestrzelonej pointy. Mając to na uwadze, postanowiłem być czujny jak ważka i unikać nadmiernej dygresyjności. Ale się nie udało. Dlaczego? Z kilku zasadniczych powodów. Najważniejszy z nich to oczywiście destrukcyjny wpływ mojego sąsiada, który doskonale wie, jak podnieść mi ciśnienie. Ma po prostu kod dostępu do regulatora poziomu moich endorfin i nad wyraz skutecznie potrafi je obniżyć. Tak było w ostatni piątek, kiedy przyszedł do mnie i bezceremonialnie poprosił, abym

Ordynacja nade wszystko

Dobrze wam się powodzi, rzecze do mnie znajomek z Noyelles sous Lens, co roku organizujecie sobie wybory. Wpadłem na niego zupełnie przypadkowo na śródmiejskim deptaku, jeszcze w mroźnej końcówce zimowych ferii. Dość często przyjeżdża do Szczecinka, zwykle prywatnie jak i teraz. Chwilę siedzieliśmy przy kawie, wspominaliśmy stare miejsca, dawnych znajomych, sam zapytał o te ostatnie wybory i poprzednie, i jeszcze wcześniejsze. Wspólnie wyliczyliśmy i tak to nam wyszło, że od ładnych kilku lat organizujemy je właściwie co roku. Ale czy nam z tym dobrze? Zależy, jak komu. Wybory to przede wszystkim ordynacja. To

niby oczywiste, choć niekoniecznie dla niezorientowanych bądź obcokrajowców. Gdyby je pod tym kątem oceniać, to wydaje mi się, że najbardziej przejrzyste są te najważniejsze, znaczy bezpośrednie. Bo wybierając prezydenta, burmistrza czy wójta oddajemy swój głos na konkretnego człowieka, co znaczy, że teoretycznie, a i praktycznie - o wyborze może zadecydować nawet i jeden głos. Zupełnie inaczej gdy przychodzi nam wybierać rządzące nami ciało kolegialne parlament bądź taką czy inną radę. Bywa bowiem, i to dosyć często, że tu w mieście mandatu nie otrzyma ktoś, na kogo zagłosuje, powiedzmy, 300 wyborców, a zdobędzie go ten, który zgromadzi tych głosów cztery razy mniej. Wiadomo, przede

Zgubne skutki... Zenek ma głos Zgubne są skutki picia wódki! I inszego alkoholu też! - jak mawiał pisarz Sufronow. Ale jak tu nie pić? Jak zimno to mus napić się na rozgrzewkie, a jak gorąc jest to mus napić się dla ochłody, jak nam smutno to pijemy na wesołość, a jak nam wesoło to pijemy co by było nam jeszcze weselej. A to nie koniec, a wesela, a imieniny, urodziny, a jubileusze wszelakie? Że o życiu towarzyskim to ja już nawet nie wspomnę. No i pijemy, co ja ględzę, chlamy, do dna - flaszki łoczywiście. No i promilów przybywa a rozumu ubywa, o czym kilka lat temu przekonał się pewien radny naszego miasta pan R. Jubileusz w pracy po godzinach pracy obchodził, a że tego dnia ciepło było to się schłodził, a że do domu kawał drogi było, to w auto wsiadł co by szybciej do rodziny dotrzeć, a że pecha tego dnia miał, to nadział się na patrol policji. No i dmuchnął, no i było dużo za dużo.

No i się narobiło. W mediach zahuczało. Radny W.R. jechał na dwóch gazach. Pijany radny W.R. za kierownicą. Dyrektor, radny W.R. pijany zagrażał na drodze. Najbardziej dociekliwe artykuły w temacie nawalonego pana radnego W.R za kierownicą pisał znany powszechnie w naszym mieście redaktor R.W. Bo nie dość, że łopisywał to zdarzenie, to wypominał panu radnemu tak przy okazji jego inszy wyczyn z dziedziny sportowej a mianowicie - rzut bochenkiem chleba w ekspedientkę. Czas płynął pan W.R. przestał być radnym, przestał być dyrektorem, przestał być członkiem partii, utracił prawo jazdy i usunął się w cień życia publicznego, ale niewiele to mu pomogło, bo redaktor R. z całom mocom i siłom pióra swego łod czasu do czasu na łamach gazety powszechnie znanej, wyczyn byłego radnego opisywał - ku pamięci i ku przestrodze dla, inszych co by po pijaku za kółkiem nie siadali i chlebem w ekspedientki nie rzucali. Bo nigdy nie uwierzę, że redaktor kierował się jakimiś innymi przesłankami i że kopał leżącego, że

napisał coś o kolanie Małysza, a najlepiej o ręce Kubicy. Bo to teraz niby tematy na czasie, niczym papieskie relikwie, więc każdy to z przyjemnością przeczyta. Kiedy, wijąc się jak piskorz, delikatnie mu odmówiłem, niezrażony grudniowym chłodem mojej argumentacji stwierdził, że utracił do mnie zaufanie, gdyż najwyraźniej zawodzi mnie poczucie wspólnotowej więzi, a to już podejrzane. Dla jednych podejrzane, dla innych nie. Nie wydaje mi się jednak, w przeciwieństwie do wielu polskich dziennikarzy, aby ową więź można było zbudować jedynie na kolanie Małysza i ręce Kubicy, i zdania w tym względzie nie zmienię. Podobnie jak wewnętrznego przeświadczenia, że w czterdziestomilionowym państwie są ważniejsze sprawy niż trąbienie przez bity tydzień na pierwszych stronach gazet o zdrowotnych kłopotach naszych sportowców, choć dalibóg podziwiam ich obu i szanuję. Ale to taki szczegół, nad którym nie mam zamiaru się tu specjalnie rozwodzić. Z tą utratą zaufania to jednak Zenek przegiął, normalnie masakra jakaś

i jawna niewdzięczność. Po tylu latach wspólnego biesiadowania, niekończących się dyskusji i rytualnego dmuchania Małyszowi pod narty, coś takiego... Z drugiej jednak strony pomyślałem sobie, że to w naszym mieście teraz bardziej gorący temat, niż płomienie, które strawiły biurowiec Kronospanu, więc nad rewelacjami mojego sąsiada przeszedłem do porządku dziennego. W przeciwieństwie do internautów i lokalnych komentatorów życia politycznego, którzy z wrażliwością sejsmografu zareagowali na personalne tąpnięcie w naszym Sanepidzie. Po wielu latach nienagannej pracy zwolniono bowiem dyrektora szczecineckiego Sanepidu, do którego też nagle utracono zaufanie. Przez osiem lat co prawda nie było w tej materii żadnych zastrzeżeń, ale w końcu się okazało, że zaufanie, niczym łaska satrapy, chimeryczne jest i zmienne jak koło fortuny, a przecież nie od dziś wiadomo, że fortuna „kałem” się toczy i ochlapać może każdego. Nie chcę się w tym przypadku wdawać w żadne spiskowe dywagacje, broń Boże.

Mamy od tego w naszym mieście lepszych specjalistów, ale coś mi tu jednak śmierdzi. Jeszcze dokładnie nie wiadomo skąd się ten fetor ulatnia, ale już niedługo pewnie się przekonamy, a wtedy naprawdę zacznie się jazda. Dlatego też w przeciwieństwie do co bardziej krewkich znawców lokalnej polityki proponuję jednak daleko idącą wstrzemięźliwość, zarówno w komentarzach, jak i politycznym ubijaniu piany. Jedno jest w każdym razie pewne. Enigmatyczna formuła utraty zaufania, którą aż nazbyt często stosuje się w Polsce do usuwania z ważnych stanowisk niewygodnych ludzi, jest tak pojemna znaczeniowo, że można w niej zmieścić wszystko. Nie oznacza to jednak wcale, że samo jej istnienie pozbawione jest oznak racjonalności i uzasadnionego pragmatyzmu. Chodzi tylko o to, aby owa utrata zaufania, na którą jakże często w takich sytuacjach powołują się regionalni notable, nie stała się instrumentem permanentnie nadużywanym. A to niestety jest równie trudne do zrealizowania jak kolejne odcinki autostrad - i to bez względu na to, kto tasuje powyborcze karty.

wszystkim głosuje się na partie, ale tak czy inaczej niełatwo jest wytłumaczyć te zawiłości, nie tylko obcokrajowcom. Kiedyś, w dawnych czasach, gdy ojciec zabrał mnie na biesiadne spotkanie z mieszkającym od 1945 roku w Belgii i dawno niewidzianym współtowarzyszem okupacyjnej jenieckiej niedoli, miała miejsce jakby podobna sytuacja. Było to w latach 70. i gdy w trakcie rozmowy wspomnieliśmy, że u nas w Polsce nowe fabrycznie auta z talonowych czy asygnatowych przydziałów są tańsze niż te już przechodzone, giełdowe - omal nie zakończyło się to awanturą, bo zarówno nasz gość jak i jego już belgijski zięć najwyraźniej doszli do wniosku, że robimy sobie z nich jaja, ot co! A przecież tak było! Choć dziś, gdybym opowiadał o tym moim starszym uczniom, też może i popatrzyliby na mnie z bardziej lub mniej skrywaną troską, a jednak. A może ta nasza wyborcza klęska urodzaju także w jakimś stopniu powoduje, że coraz częściej mamy ich po prostu dosyć? Bo jakże inaczej wytłumaczyć choćby frekwencję, która systematycznie leci w dół, nie wspominając już o raczej

niechlubnych dla nas wyborach do rad osiedlowych, których najwyraźniej nie chcemy. Nie tak dawno słyszałem wyraźnie zatroskanych krajan, pytających - dlaczego tak niewielu ma wybierać tak wielu i z tak wielu? Złośliwi wnet pospieszyli z odpowiedzią, twierdząc niemalże autorytatywnie, że wyszłoby szydło z worka gdyby radni pełnili swój urząd społecznie. No właśnie, ciekawe jak to by było? W końcu każdy gdzieś pracuje, dopowiadają, i na swoje potrzeby raczej zarabia, więc niby dlaczego dodatkowo premiować dążność do społecznej aktywności, a zatem - jaka ona społeczna? Wiem, śliski temat, ale nie ma co udawać, że ludzi to nie obchodzi, no więc właśnie. Kiedyś przed laty całą lekcję przegadałem ze swoimi zdolnymi wówczas gimnazjalistami, dziś w komplecie studentami, o władzy pochodzącej z  wyboru i  jej późniejszej wobec wyborców wiarygodności. Była to wspaniała debata, więcej warta niż dziesięć byle jakich programowych lekcji razem wziętych. Było akurat tuż po wyborach samorządowych i nie spodobało im się,

że znany im doskonale a i bodaj całemu miastu działacz społeczny nie wszedł do rady, mimo że konkurentów rozłożył na łopatki. Byli wręcz oburzeni. Oczywiście, jedyny w tej sytuacji argument, że sprawiła to wyłącznie ordynacja wyborcza, bo ów kandydat na radnego przed wyborcami reprezentował sam siebie, skwitowali krótko - to do kitu z taką ordynacją, trzeba ją zmienić. No proszę, jakie to dla nich było proste, ba! Tak w ogóle, miało być wtedy dyktando, oczywiście przełożyłem je, w końcu miałem z nimi codziennie lekcje języka polskiego, więc jaka to różnica - czy napiszą je w poniedziałek czy w czwartek? Zresztą, terminowo każdą pracę pisemną z nimi uzgadniałem i nigdy nie przyszło mi do głowy, by upierać się przy „swoich” terminach. Mówili mi wtedy, że jestem wobec nich wiarygodny i doprawdy było to dla mnie czymś więcej niż tylko podzięką. Wyliczyłem, że w tym roku oni pójdą po raz pierwszy do urn wyborczych. Ja - nie wiem już po raz który. Ale pójdę, nawet na przekór ordynacji, która także mi nie odpowiada.

a może piwko było za zimne. I choć hasło„Żydzi na Madagaskar” nie padło, to coś tam o wracaniu za ocean było. Tak czy siak się narobiło! Były grube słowa, była szarpanina, pięści poszły w ruch w rezultacie czego znany powszechnie redaktor R. w niesławie i w stanie wskazującym na nadmierne spożycie, lokal opuścił. A w lokalnych mediach cisza.

A może redaktor R.W. to nie tak znana osoba jak były radny W.R? A może cisza, bo redaktor przecie już przeprosił. Póki co napisałem o tym ja i obiecuję, że ani za miesiąc, ani za dwa, ani za pół roku już o przypadku znanego powszechnie redaktora R. nie napiszę. No chyba, że mnie cóś i to bardzo podkusi.

o jego rodzinie już nie wspomnę, w to, to ja nigdy nie uwierzę. A życie płynęło dalej. A życie nie tylko z jubileuszy w pracy się składa. Bo jest jeszcze życie towarzyskie. Bo człowiek jest stworzeniem stadnym i do innych ludzi go ciągnie. Nie inaczej było w przypadku znanego powszechnie redaktora R. Kilkanaście dni temu do innych ludzi go ciągło i zaciągło go do jednego z lokali gastronomicznych w naszym mieście. I się nie zawiódł, bo insze ludzie tam też byli, a wśród nich pewien osobnik płci męskiej o ciut ciut ciemniejszej karnacji. Osobnik ten od lat kilku mieszka wśród nas. Podoba mu się Polska, podoba mu się Szczecinek i podoba mu się pewna mieszkanka naszego miasta, czemu się nie dziwię, bom ją widział. Pan W. bo o nim mowa, z dalekiego kraju pochodzi, w którym po hiszpańsku się mówi, zna też język angielski, mówi też po polsku, a przynajmniej usiłuje. Tego dnia przy stoliku rozmawiał ze swoim towarzystwem po angielsku. Redaktor R. widocznie usłyszał łobcom mowę, a że Polak z niego szczery to nim zatrząsło. Bo powszechnie przecie wiadomo - że Polacy nie gęsi... - że nie będzie Niemiec pluł nam w twarz... - że nie będzie dzieci nam germanił, że o ruskich to ja już nawet nie wspomnę. I w nerwy wszedł. A może wódka była za ciepła,

Środki na aktywizację bezrobotnych w  powiecie szczecineckim już są, ale jest ich bardzo niewiele. Dostaną je tylko najlepsi. Dużo trudniej będzie dostać się na staż, wziąć udział w szkoleniach oraz dostać różnego rodzaju dofinansowania. Uspokajamy jednak wszystko może się jeszcze zmienić na lepsze i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że tak właśnie się stanie. Zarząd Województwa Zachodniopomorskiego podzielił środki pieniężne w ramach Funduszu Pracy w 2011 roku przeznaczonych na finansowanie programów na rzecz promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej. Na liście beneficjentów znalazł się również powiat szczecinecki. Trafi do nas ogółem ponad 9 milionów złotych w trzech strefach: na rzecz promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej, na realizację projektów współfinansowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego oraz na finansowanie innych fakultatywnych zadań realizowanych przez samorządy powiatowe województwa zachodniopomorskiego. Na pierwsze z zadań otrzymaliśmy

5 370 400 zł, na drugie - 2 891 800 zł, a na trzecie - 923 300 zł. Pieniędzmi dysponować będzie i rozdzielać Wojewódzki Urząd Pracy w Szczecinie. - Niestety środków w tym roku mamy naprawdę niewiele - mówi Wiesław Kosmala, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Szczecinku. - W związku z tym naszych działań będzie również mniej. Dotyczy to zarówno szkoleń, jak i staży i innych form aktywizacji bezrobotnych w powiecie. Ubiegły rok był wyjątkowo bogaty. W tym niestety musimy się przyglądać uważnie, komu i na co przekazujemy środki i analizować efektywność ich wykorzystania. - Ograniczone zostaną szkolenia. W ubiegłym roku skorzystało z nich 597 osób. W bieżącym może to być około 250 osób. W związku z tym, po konsultacjach ze starostą Krzysztofem Lisem podjęliśmy decyzję, że będą to szkolenia wyłącznie indywidualne, czyli pod zapotrzebowanie konkretnego pracodawcy. Jeśli ktoś z bezrobotnych otrzyma zapewnienie, że uzyska zatrudnienie w firmie, po odbyciu jakiegoś kursu i taka informacja wpłynie też do nas, to przeszkolimy takiego bezrobotnego. Na takie indywidualne szkolenia wyślemy od około 150 osób. Nie będzie jednak szkoleń w takiej formie, jak dotych-

czas - no może z wyjątkiem tych, z  aktywnego poszukiwania pracy, bo pod tym kątem kilkadziesiąt osób przeszkolimy. - W tym roku nie będzie także szkoleń z „ABC Przedsiębiorczości”. Niestety nie ma na to środków, choć jeśli zajdzie taka potrzeba, to kilka osób trafi do Centrum Wspierania Biznesu, gdzie zostaną na naszą prośbę przeszkoleni z tego zagadnienia. Przyglądamy się zapotrzebowaniu i w razie potrzeby będziemy działać. - Podobne ograniczenia będą w stażach. W ubiegłym roku skierowaliśmy na nie 762 osoby, a w tym roku planujemy wysłać na nie tylko 80 młodych ludzi. Tu największe znaczenie będą miały zapewnienia pracodawców o możliwości zatrudnienia po odbyciu stażu. Ta ogromna różnica w ilości jest spowodowana tym, że obecnie nie mamy środków w Funduszu Pracy na ten cel. Są to tylko środki unijne, ale tak jak podkreślałem wcześniej - wszystko może się jeszcze zmienić. - W ubiegłym roku udzieliliśmy dotacji na rozpoczęcie działalności gospodarczej 340 osobom. W tym chcemy udzielić już tylko 50 takich dotacji. Ma się to odbyć w dwóch transzach. Składanie wniosków do pierwszej rozpocznie się pierwszego kwietnia, natomiast do następnej - 1 czerwca. Wnioski ocenia-

foto:archiwum

Kasa z PUP dla niewielu

Środki na aktywizację bezrobotnych w powiecie szczecineckim już są, ale jest ich bardzo niewiele. Dostaną je tylko najlepsi.

Aktualności

ne będą na zasadzie konkursu. Nie będzie się liczyła data wpłynięcia, a pomysł. Tylko najlepsze dostaną od nas dotację. Myślę, że wpłynie to dobrze na poziom wniosków i pomysłów, a co za tym idzie - na utrzymanie się firm na rynku i ich rentowność. - Kolejną formą pomocy będzie, jak co roku refundacja kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowisk pracy, ale i tu musieliśmy mocno ograniczyć ilość wniosków, jakie przyjmiemy. Zamierzamy wybrać tylko 12 najlepszych naszym zdaniem podań. Nie wykluczam, że będziemy mięli więcej pieniędzy. Wiemy, że w Ministerstwie Pracy jest jeszcze spora rezerwa i każdymi dostępnymi środkami będziemy walczyć o dodatkowe fundusze. Nie jestem w stanie powiedzieć ile ich będzie, ale na bieżąco będziemy się starać informować o nich na naszej stronie internetowej. Zainteresowanych zachęcam do jej spraw-

dzania, bo wstępne informacje o zwiększeniu środków już mam, choć nie są one jeszcze ostatecznie potwierdzone. Niestety, to nie koniec drastycznych ograniczeń. Jak podaje szczecinecki Powiatowy Urząd Pracy - do odwołania wstrzymane jest finansowanie: wszelkich prac interwencyjnych, przygotowania zawodowego dorosłych, refundacji kosztów opieki nad dzieckiem, kosztów poniesionych z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne w związku z zatrudnieniem skierowanego bezrobotnego, stypendiów w okresie kontynuowania nauki, kosztów studiów podyplomowych oraz wszelkich zwrotów kosztów przejazdu i zakwaterowania. Sytuacja ta jest spowodowana mocnym ograniczeniem ilości środków, pochodzących z Funduszu Pracy, będących w  dyspozycji Powiatowego Urzędu Pracy w Szczecinku. (mt)

Ole Karter już „na swoim” W miniony czwartek (03.03) w siedzibie Urzędu Miasta doszło do podpisania umowy dzierżawy budynku byłej stajni na potrzeby domu klubowego koszalińskiego stowarzyszenia. O  sprawie przyznania przez Radę Miasta zaniedbanego budynku pisaliśmy już kilkukrotnie. Zarośnięty i zaniedbany budynek straszył od co najmniej dziesięciu lat. Brakowało pomysłu na jego zagospodarowanie oraz chętnych na inwestowanie w tak stary obiekt. Chętni okazali się motocykliści, którym ostatecznie nieruchomość wydzierżawiono na dziesięć lat: - Jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno miejsca, jak i okolicy - mówi Piotr Czarnecki, prezydent Ole Karter Klub. - Kiedyś stały tu konie, a już niebawem zagoszczą tutaj te mechaniczne. Pracy przed nami ogrom, ale podejmiemy się

jej z uśmiechem na ustach, bo wizja posiadania własnego lokum jest niesamowita - podnosi nas wszystkich na duchu. - Już w najbliższy weekend chcemy rozpocząć prace porządkowe na całym terenie oraz pierwsze drobne remonty oraz naprawy. Po kolei będą tu przyjeżdżać członkowie klubu oraz nasi przyjaciele, którzy będą pomagali przywrócić świetność tego miejsca. Tak, jak mówiłem - pracy jest dużo, ale musimy się spieszyć, żeby do maja mój zaprosić tu pierwszych gości. Jestem pod wrażeniem i jeszcze raz dziękuję za zaufanie, jakim nas obdarzono. - Oficjalne otwarcie domu klubowego chcielibyśmy zorganizować jesienią i wtedy zaprosić kluby motocyklowe z całej Polski do zwiedzania tego miejsca oraz Szczecinka wraz z cała jego piękna okolicą. Będzie to miejsce przyjazne każde-

mu motocykliście. Miejsce, gdzie będziemy chcieli przekazać wszystkie pozytywne wzorce, jakimi kierujemy się na co dzień. Sam obiekt, to połączenie dwóch światów: XIX wiek - parter oraz nieco nowsze wnętrza na piętrze. Dół to typowa stajnia, czyli bruk, poidła i zapach minionych lat. Na piętrze znajduje się kilka, przygotowywanych już wczesniej (prawdopodobnie pod agroturystykę - dop. aut.) pomieszczeń oraz niezagospodarowana część poddasza. Jak podkreślają nowi właściciele: - Powstanie tam kilka pokoi mieszkalnych, sala klubowa oraz miejsce do spotkań członków klubu. Na dole być może niewielki warsztat. Na całkowite wyremontowanie obiektu potrzeba jednak około 2 lat i tyle właśnie dają sobie członkowie Ole Karter. Otwarcie sezonu motorowego, a co za tym idzie - spotkanie z mieszkańcami Szczecinka - już w maju. (mt)

Piotr Czarnecki, prezydent Ole Karter Klub podpisuje umowę dzierżawy.

MEBLE NA WYMIAR AKCESORIA MEBLOWE JEDYNE DOBRE CENY W MIEŚCIE!

REKLAMA

SKLEP MARAND UL. SŁUPSKA 23, TEL. 94 716 2003

Poseł dopytuje o konkursy

foto:Jerzy Gasiul

Muzealny eksponat

„Muzelany eksponat” - tytuł nie dotyczy marki samochodu, a tablicy przy ul. Baczyńskiego. Przy ul. Baczyńskiego - przy dojeździe na osiedle Marcelin - zachowała się historyczna już dzisiaj tablica. Jest to plansza informacyjno-promocyjna o sprzedaży w tym właśnie miejscu działek. O ile nam wiadomo, to działek jak się to fa-

chowo nazywa „do zbycia” po lewej stronie Baczyńskiego jest całkiem pokaźna ilość. Problem w tym, że owa tablica informacyjno-promocyjna ma naszym zdaniem pewien poważny mankament. Nie będziemy się czepiać, że wiele zim i wio-

sen zrobiło spore spustoszenie, i teraz zielono-białe dzieło plastyczne jest popękane a farba zaczęła nawet odpadać. Nawet nie o to chodzi, boć jak na swój wiek i tak dobrze wygląda. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie reklamy często maskują zapuszczone budynki. Tymczasem tutaj jest odwrotnie. Mimo braku dróg, osiedle stopniowo z roku na rok, staje się coraz ładniejsze. W tym stanie rzeczy, tego rodzaju plansza jest jego antyreklamą. Właściwie to nawet nie wiadomo dokładnie, do kogo plansza należy. Wprawdzie pod spodem tekstu widnieje napis: Zarząd Miasta Szczecinka, ale przecież każdemu wiadomo, że tego rodzaju „kolegialne ciało” przestało istnieć już kilkanaście lat temu. Niekatulany jest także numer telefonu. Pozytywem w tym jest to, że do dzisiaj istnieje widniejący tam adres. Jest to pl. Wolności 13. Z treści muzealnego eksponatu można wyczytać także datę jego powstania - lipiec 1998 r. Tak gwoli przypomnienia, mamy AD 2011. (jg)

Przy Polnej i Kosińskiego powstanie czwarty budynek TBS

Tak ma wyglądać najnowszy budynek TBS. Przy ulicy Kosińskiego stanie kolejny czwarty budynek TBS. Spółka ZGM TBS ogłosiła właśnie przetarg na jego budowę. Zadanie nosi tytuł: „Budowa budynku mieszkalnego wielorodzinnego B w stanie

deweloperskim wraz z infrastrukturą techniczną, budynkiem garażowym i zagospodarowaniem terenu”. Nowy, wielorodzinny budynek o powierzchni 2049,55 m2 i ku-

baturze 7054,976 m3 będzie miał w sumie 28 mieszkań jedno, dwu i trzypokojowych o łącznej powierzchni 1421,15 m2. W sąsiedztwie budynku powstanie również mała architektura, drogi, parkingi i chodniki. Roboty mają się rozpocząć wiosną tego roku a zakończyć 30 czerwca 2012 roku. Przypomnijmy. Przed laty na terenie pomiędzy ulicami Kosińskiego, Polna, Myśliwska i Kościuszki znajdowały się koszary. Żołnierze opuścili Szczecinek w 1998 roku a część powojskowe hektarów trafiło do miasta. Z czasem postanowiono w tym miejscu wybudować osiedle TBS. Dwa pierwsze bloki oddano do użytku wiosną 2009 roku. Obecnie trwa budowa trzeciego. Budynek ma być gotowy latem tego roku. (sw)

Dla spragnionych będzie więcej sklepów z alkoholem Punktów sprzedaży napojów alkoholowych w Szczecinku jest około 75. W sezonie będzie 90. Tak postanowili rajcowie na sesji Rady Miasta w poniedziałek, 7 marca. Co na to Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych? Jej członkowie radzili nad tym problemem i uradzili, że zaakceptują przedstawione zmiany. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że uchwałę podjęli niejednogłośnie przy 5 głosach „za” i 3 głosach „przeciw”. W uzasadnieniu „alkoholowej” ustawy napisano m.in.: „Limit punktów sprzedaży napojów alkoholowych zawierających pow. 4,5 proc. alkoholu (z wyjątkiem piwa) przeznaczonych do spożycia poza miej-

scem sprzedaży na terenie miasta wynosi 75 punktów. W chwili obecnej zezwolenia posiadają 73 punkty sprzedaży. Ponadto wpłynęły dwa wnioski o wydanie kolejnych zezwoleń oraz jeden wniosek o wygaszenie takiego zezwolenia”. I dalej: „Zainteresowanie przedsiębiorców sprzedażą napojów alkoholowych pow. 4,5 proc. jest w dalszym ciągu stosunkowo wysokie. Zatem proponuje się wzrost liczby punktów detalicznej sprzedaży napojów alkoholowych do 90”. Najsmakowitszy jest finał uzasadnienia: „Sieć placówek detalicznych posiadających zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych wykazuje tendencję wzrostową.

Szczecinek, jako miasto rozwijające się pod względem turystycznym, cechuje coraz większe zainteresowanie goszczących turystów. Wymusza to rozwój sieci sklepów o różnym standardzie, co z kolei wiąże się bezpośrednio ze wzrostem drobnej przedsiębiorczości w tej sferze usług”. Dalej czytamy: „Zwiększenie liczby punktów sprzedaży detalicznej nie spowoduje wzrostu spożycia napojów alkoholowych, natomiast nie będzie powodowało ograniczenia działalności gospodarczej w zakresie handlu detalicznego na terenie miasta”. (sw)

W rejonowych zarządach gospodarki wodnych PRL trwa w najlepsze. Trwa niemoc instytucji odpowiedzialnych m.in. za zarządzanie jeziorami i rzekami w Szczecinku i okolicy. Nie dość, że od ponad pół roku Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Poznaniu do spółki ze swoją centralą w Warszawie nie są w stanie wskazać podmiotu, który przez najbliższe lata gospodarzyć będzie na jeziorach szczecineckich, to wybuchła kolejna żenująca awantura. Tym razem chodzi o przedłużanie umów na gospodarowanie na jeziorach bez jakiegokolwiek konkursu. Dążą do tego spółki rybackie, także z naszego regionu. Ot, po prostu, tak sobie. Rzecz jasna, sprawa wywołała poruszenie i oburzenie nie tylko w Polskim Związku Wędkarskim. Interesują się nią również samorządy, tak jak szczecinecki, zainteresowali się również parlamentarzyści. Na ostatnim posiedzeniu Sejmu RP poseł Wiesław Suchowiejko wystąpił z sejmowej mównicy i nakreślił problem. Wystąpienie skierował do ministra rolnictwa i rozwoju wsi Marka Sawickiego. Cytujemy je w całości, bo warte jest lektury. Nasz poseł powiedział m.in.: „W PRL jeziorami zarządzały państwowe gospodarstwa rybackie. Po transformacji gospodarstwa te przeszły w ręce ich uprzednich pracowników jako prywatne przedsiębiorstwa rybackie. Te z kolei - niejako w spadku po swoich poprzednikach - przejęły od Agencji Nieruchomości Rolnych umowy na dzierżawienie wód, podpisane bez rozpisywania jakichkolwiek konkursów. W międzyczasie Agencja Nieruchomości Rolnych przekazała wszystkie wody, w tym także jeziora, we władanie poszczególnym regionalnym zarządom gospodar-

ki wodnej, nad działaniem, których czuwa Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej”. I dalej: „Rejonowe zarządy gospodarki wodnej dostały w spadku po swoim poprzedniku nie tylko wody, ale również obowiązujące umowy z  przedsiębiorstwami rybackimi. Okres, na jaki zostały zawarte te umowy dzierżawy, właśnie się kończy. Wydaje się nielogiczne, by przedłużać umowy dzierżawy na kolejne lata bez rozpisywania konkursów i wyboru najlepszej oferty, podtrzymywać tę możliwość. Przedłużanie umów przejętych od Agencji Nieruchomości Rolnych jest niewskazane również z innego powodu, a jest nim to, że operaty wykonywane bez potrzeby wzięcia udziału w konkursie nie uwzględniają szerokiego spectrum ichtiofauny, co przy wysokiej eksploatacji rybackiej prowadzi do degradacji zasobów, a w rezultacie powoduje przyspieszoną eutrofizację jezior i pogorszenie ich walorów turystycznych. Tego rodzaju problemy, panie ministrze, mamy w Szczecinku. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Poznaniu wciąż nie rozpisuje konkursów ofert na wolne obwody rybackie wokół miasta. Czekamy na rozwiązanie tego problemu. Mam w związku z tym pytania. Pierwsze. Czy istnieją podstawy prawne regulujące kwestie możliwości przedłużania lub nieprzedłużania umów z podmiotami, które uzyskały dzierżawę, nie startując wcześniej w konkursie ofert na dany obwód? Drugie. Czy poszczególne rejonowe regionalne zarządy gospodarki wodnej mają prawo przedłużać takie umowy, skoro nigdy nie były stroną przy ich podpisywaniu?”. (sw)

Strażnicy miejscy już na Zachodzie Szczecinecka Straż Miejska przeniosła się z ulicy Wiejskiej do nowej komendy przy ulicy Karlińskiej. Pomieszczenia dla strażników zostały zaadoptowane po byłej przychodni zdrowia. - Już się przeprowadziliśmy, teraz urządzamy. Trochę to potrwa, bo to nie tylko przeniesienie sprzętu, lecz także m.in. zgranie wszystkich systemów łączności - mówi „TS” komendant Grzegorz Grondys. Z sąsiedztwa straży miejskiej za-

dowoleni są mieszkańcy osiedla Zachód. Według policyjnych statystyk, ta największa sypialnia Szczecinka to jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc w  mieście. Dochodzi tam do dużej ilości przestępstw i wykroczeń. Na porządku dziennym jest też zakłócanie spokoju, szczególnie po zmroku i w godzinach nocnych oraz akty wandalizmu. Więcej na ten temat napiszemy w następnym numerze „TS”. (sw)

Galeria na galerii, a deptak zamiera Nasz Czytelnik zaalarmował nas, że kolejny sklep na deptaku w ciągu ulicy Bohaterów Warszawy zamyka podwoje. Chodzi o Multi RTV AGD. Co z ludźmi, gdzie teraz znajdą pracę? O wyjaśnienie sytuacji poprosiliśmy w zachodniopomorskiej centrali firmy, w Szczecinie. Wpierw budujecie galerię na galerii, a później się dziwicie, że wam deptak umiera - tymi słowami przy-

witał nas dyrektor zarządzający firmą Multi Janusz Karolczyk. - Teraz będziecie budować kolejną galerię w okolicy (Szmaragdowa?-dop. red.). Kto z drobnych czy nawet nieco większych handlowców wytrzyma taką konkurencję? Nikt. My zostaliśmy zmuszeni do działań „ratowniczych”. Likwidujemy sklep i  zmieniamy brend. Uspokajam, wszyscy nasi pracownicy znajdą zatrudnienie w nowej placówce. (sw)

Prostujemy Na stronie 14 w 556 wydaniu tygodnika Temat zamieściliśmy artykuł o drużynie hokejowej szczecineckiego Darzboru pt. „Bardziej obawiali się słońca niż przeciwników”. Do podpisu pod głównym zdjęciem, przedstawiającym drużynę, wkradło się sporo błędów, które teraz naprawiamy. Na zdjęciu od lewej: Leon Żukowski, Jerzy Rud, Zbigniew Biały, Józef Żeromski, Maciej Nowacki, Paweł Jazienicki, Zbi-

gniew Legan, Zenon Kozłowski, Roman Kozłowski, Tadeusz Książek, Zbigniew Siatkowski.

Co może kanar? W myśl założenia, miało być lepiej. Obowiązująca od 1 marca ustawa miała ułatwić pracę kontrolerom i ukrócić beztroskę autobusowych gapowiczów. Wszystko wskazuje jednak na to, że... wyszło, niestety, jak zawsze. Znowelizowana ustawa o prawie przewozowym, zamiast uporządkować istniejące braki prawne, może przyczynić się do nadużyć i błędnych interpretacji. Ale od początku. Wspomniana nowelizacja ustawy była konieczna, aby znacząco wzmocnić status kontrolerów. Ci, jak powszechnie wiadomo, nie cieszą się zbyt dużym szacunkiem społecznym. Być może „winowajcą” w tej kwestii jest nadal żywe przyzwolenie na jazdę bez biletów, które w myśl opinii wielu pasażerów komunikacji miejskiej, wcale nie nosi znamion oszustwa czy nawet kradzieży. Co w przypadku przyłapania pasażera na braku biletu mógł do tej pory zrobić kontroler? Wszystko zależało od tego, czy gapowicz dobrowolnie poddał się karze. Jeśli pasażer okazał się oporny czy na-

wet agresywny, kontroler musiał się nieźle postarać, by wyegzekwować choć okazanie dowodu. Jakie uprawnienia zyskali kontrolerzy dzięki znowelizowanej ustawie? Zdania są podzielone. Najwięcej kontrowersji wywołuje niefortunne sformułowanie, które mówi, że jeśli gapowicz nie będzie chciał się wylegitymować, kontroler ma prawo go „ująć” i niezwłocznie oddać w ręce policji. - Ten zapis to nadmierna ingerencja w wolność osobistą - przekonuje rzecznik praw konsumentów, Tadeusz Bobryk. Zdaniem rzecznika, pasażer powinien zostać wylegitymowany i wypuszczony. W przypadku nowych uprawnień nie można jednak mówić o zastosowaniu żadnego środka przymusu bezpośredniego, sprowadzeniu do parteru i zablokowania możliwości wykonania ruchu. - Jakiekolwiek użycie siły z pewnością nie jest dozwolone - zaznacza Tadeusz Bobryk. - Sformułowanie „ująć” nie daje podstaw do tego, aby kontroler mógł kogoś zatrzymać za rękę albo z kimś się szarpać. Osobliwy jest też zapis, że kontroler ma prawo zabronić niepokornemu pasażerowi opuszczenia pojazdu poprzez zasłonięcie wła-

snym ciałem drzwi od autobusu. No, bo jak to miałoby funkcjonować w praktyce? Co ważne, do tej pory o rzeczonym „ujęciu” była mowa w przypadku tzw. zatrzymania obywatelskiego, regulowanego przez kodeks postępowania karnego. Zgodnie z prawem, każdy ma prawo ująć (w tym przypadku kontrowersyjne słowo oznacza pozbawienie danej osoby wolności osobistej - dop. autora) osobę na gorącym uczynku przestępstwa lub wykroczenia. Sęk jednak w tym, że jazda bez biletu nie jest ani przestępstwem, ani wykroczeniem, tylko złamaniem obowiązującego regulaminu. Nowe uprawnienia kontrolerów w dalszym ciągu nasuwają więc wątpliwości z punktu widzenia wolności obywatelskich. - Nowe przepisy nie precyzują, co to znaczy „ująć” - dodaje Tadeusz Bobryk. - Ja to rozumiem tak, że kontrolerzy mogą „ująć” gapowicza słownie, czyli siłą słownej perswazji nakłonić go do wylegitymowania się lub poczekania na policję czy na inne organy porządkowe. Inne rozwiązania, w tym - siłowe, nie powinny mieć tu zastosowania. (sz)

Odszkodowanie w wysokości 300 tysięcy złotych Dziewczynka została uderzona huśtawką. Niestety, zmarła. Do zdarzenia doszło w 1997 roku na placu zabaw przy ul. Mickiewicza, obok Urzędu Skarbowego. Po latach ratusz musiał wypłacić odszkodowanie najbliższym dziecka. Łącznie z odsetkami i kosztami sądowymi to kwota około 290 tysięcy złotych.   - W lipcu 2010 roku sąd w Koszalinie zasądził odszkodowanie dla rodziców i dwójki rodzeństwa. Sąd uznał, na podstawie opinii biegłych, iż zgon uczennicy nastąpił w

wyniku tego właśnie uderzenia, a także uznał, że nastąpił błąd w nadzorze szkoły nad dziećmi. Miasto, które stało na stanowisku, iż był to nieszczęśliwy wypadek, odwołało się do sądu apelacyjnego w Szczecinie, sąd to odwołanie oddalił i nadał wyrokowi klauzulę natychmiastowej wykonalności. Miasto wypłaciło więc na początku lutego br. kwotę około 290 tys. zł (odszkodowanie wraz z kosztami procesowymi). Czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku, jak je otrzymamy,

wówczas rozważymy, czy będziemy składać wniosek o kasację do Sądu Najwyższego - mówi „TS” Konrad Czaczyk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta.   Przypomnijmy. W 1997 roku grupa uczniów z SP-3 w ramach zajęć lekcyjnych z wychowania fizycznego wyszła wraz z nauczycielką na plac zabaw, który funkcjonował w tym czasie obok US. Jedna z dziewczynek podczas zabawy została uderzona huśtawką i zmarła. Rodzina wystąpiła o odszkodowanie. (sw)

Honorowe odznaczenia na sesji RM

Barbara Koladka otrzymała Brązowy Krzyż Zasługi. Podczas ostatniej sesji RM miało miejsce wyjątkowe wydarzenie. W obecności wojewody zachodniopomorskiego, Marcina Zydorowicza dwóm mieszkankom Szczecinka wręczono honorowe odznaczenia. Jako pierwsza Brązowy Krzyż Zasługi odebrała Barbara Koladka. Panią Barbarę uhonorowano m.in. za działania społeczne na rzecz osób ubogich i bezdomnych. Z kolei Złoty Krzyż Zasługi przyznano znanej wielu szczecinecczanom, nieżyjącej już Wiesławie Dudzińskiej-Stankiewicz. Moment uroczystego nadania odznaczenia poprzedziła krótka, wzruszająca prezentacja, przypominająca sylwetkę pani Wiesławy. Kilka słów na temat uhonorowanej mieszkanki Szczecinka wygłosił także burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. (sz)

Za inwestycje nieco mniej Blisko 850 tys. zł zostało w kasie miasta po rozstrzygnięciu dwóch przetargów. Oszczędności uzyskaliśmy w ramach zamierzeń inwestycyjnych przebudowy ulicy Baczyńskiego na osiedlu Marcelin oraz termomodernizacji obiektów Szkoły Podstawowej nr 1 i Przedszkola Publicznego im. K. Makuszyńskiego. W pierwszym przypadku kosztorys inwestorski opiewał na 2.832.000 zł. Przetarg wygrał „Pol Dróg” z Człuchowa. Koszt budowy - 2.228.000 zł a jej zakończenie 30 listopada tego roku. W drugim przypadku (termomodernizacja) przetarg wygrał „Wisbud” ze Szczecinka na kwotę 670.000 zł. Kosztorys opiewał na 910 tys. zł. Zakończenie inwestycji do 15 sierpnia br., czyli jeszcze przed pierwszym dzwonkiem w nowym roku szkolnym 2011/2012. (sw)

Aktualności

Burzliwie na sesji Sprawa SzLOT, kolejna pożyczka, gospodarka odpadami oraz zwiększenie liczby punktów sprzedaży alkoholu - te kwestie najbardziej frapowały radnych podczas poniedziałkowej (7.03) sesji Rady Miasta. Temperaturę obrad już na samym początku podgrzały zmiany wprowadzane do Wieloletniej Prognozy Finansowej, związane z nowymi inwestycjami. O ile planowana budowa pętli autobusowej przy ul. Staszica nie budziła żadnych wątpliwości, tak II etap prac na Mysiej Wyspie nie przeszedł bez komentarza opozycji. - Ten teren został za darmo oddany do użytkowania SzLOT - zauważył radny Roman Matuszak. - Poza tym, trwa postępowanie prokuratorskie. Nie jest więc w tej chwili zasadne, aby tam inwestować. - Postępowanie nie toczy się przeciw SzLOT, dlatego insynuacje, że w stowarzyszeniu coś jest nie tak, nie są w porządku - odpowiedział burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. - SzLOT wykonuje zadania własne miasta. Takie rozwiązanie jest tańsze. Nie widzę związku, abyście Państwo nie głosowali w sprawie tej uchwały. W dalszej części dyskusji radny

Paweł Szycko zaznaczył, że inwestycja na Mysiej Wyspie jest konieczna, aby uruchomić dla turystów drugi brzeg jeziora. Radna Joanna Pawłowicz zapytała z kolei, czy miasto będzie ponosić konsekwencje finansowe związane z zerwaniem przez SzLOT umowy z firmą Alpinur. Radna odpowiedzi nie uzyskała. Jak uzasadnił swoją decyzję przewodniczący RM, Mirosław Wacławski, interesująca radną kwestia bezpośrednio nie dotyczyła podejmowanej uchwały. Gorąco było również przy debatowaniu na temat kolejnej podejmowanej przez miasto pożyczki. Tym razem chodziło o 14 mln zł. Choć uchwalony w grudniu budżet na rok 2011 przewidywał możliwość zadłużenia miasta do poziomu niespełna 48% (przy maksymalnym limicie 60%), radni opozycji ponownie dali wyraz swojego zaniepokojenia. Radny R. Matuszak zapytał skarbnika, jak przedstawia się wartość zamówienia, którym w tym przypadku byłoby zaciągnięcie wspomnianego kredytu. Radną J. Pawłowicz zaciekawiło natomiast tempo, w jakim miasto od początku roku się zadłuża. Burmistrz przekonywał, że jeśli

foto:Magdale-

Podczas debaty emocje wielokrotnie brały górę

chodzi o przywołane tempo zaciągania kredytów, to jest ono podyktowane czasochłonną procedurą przetargową. - Uchwała nie oznacza, że kredyt w takiej wysokości skonsumujemy - zapewniał dalej J.Hardie-Douglas. - Jeśli sprzedaż mienia pójdzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, wówczas nie będziemy brali aż tak dużego kredytu. Ale to nie wszystko. Radnych podzieliła także sprawa wstępnego na razie uporządkowania gospodarki odpadami. Wszystko za sprawą uchwały, która umożliwiałaby miastu wejście w porozumienie międzygminne w  zakresie realizacji w Koszalinie przedsięwzięcia pod nazwą „System gospodarki odpadami i budowa zakładu termicznego przekształcania odpadów dla miast i gmin Pomorza Środkowego”. Radny R. Matuszak zauważył, że Szczecinek nie ma aktualnego programu gospodarki odpadami: - W tej chwili nie wiemy, co będzie. Czy wszystkie odpady będą trafiały do spalarni, czy w Szczecinku będzie prowadzona segregacja? Jak to się przełoży na opłaty? Gdybyśmy znali odpowiedzi na te pytania, nie byłoby problemu z poparciem tej uchwały.

- Gdyby przedstawiciele klubu bywali na prezydium, nie musielibyśmy tych kwestii wyjaśnić - wtrącił M. Wacławski. Następnie, głos zabrał burmistrz: - Inaczej odpowiada się na pytania osobom, które temat rozumieją, a inaczej tym, którzy chcą zaistnieć w mediach. Program mamy gotowy, jednak został niedawno wycofany z obrad, bo nic nie mówi. Dwa lata temu nie wiedzieliśmy, jaki będzie kierunek gospodarki odpadami. Nie można też było przypuszczać, że będzie spalarnia w Koszalinie. W dalszej części swojej wypowiedzi burmistrz wyjaśnił, że jeśli w Koszalinie powstanie spalarnia, to będą do niej trafiać odpady wysokokaloryczne. Przybliżył też kulisy innych rozwiązań - a konkretnie powstawania składowiska w  Jeziorkach. - Dziś nikt panu nie powie, ile to wszystko będzie kosztowało. Przeciwko czemu chcecie głosować? - pytał. - Ja, głosując, chcę znać rzetelną informację, opartą na faktach - zaznaczyła J. Pawłowicz. - Jaki będzie efekt ekologiczny i ekologiczny tego przedsięwzięcia? Byłam na zebraniu Komisji Ochrony Środowiska i niestety, nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytania. Mamy prawo wiedzieć. To są decyzję, których konsekwencje będą ponosić mieszkańcy. Chcemy wiedzieć, jakie będą opłaty, żeby nie było tak jak z „Dorzeczem Parsęty”, z którym teraz mamy problemy. Emocje, które zawładnęły dyskusją, próbował ostudzić przewodniczący RM, a także Paweł Szycko. O zasadności podjęcia uchwały przekonywali też Wiesław Drewnowski oraz Janusz Rautszko. Na koniec głos zabrał prezes spółki PGK, Leszek Ogar. - Zgodnie z systemem gospodarki odpadami, w rejonie środkowopomorskim, do którego należy Szczecinek, ma powstać 5 zakładów utylizacji odpadów. Dla nas większym problemem niż budowa spalarni jest budowa

zakładu w Jeziorkach. Poza tym, nie ma jeszcze decyzji, czy my jako spółka PGK będziemy wozili śmieci do Koszalina, czy tamtejsza firma przyjedzie po odbiór odpadów do nas. Nie wiemy też, czy to my będziemy płacić, czy koszalińska firma zapłaci nam za to, że kupi od nas śmieci, czyli paliwo. Jeśli chodzi zaś o programy, to zgodnie z nową ustawą, będziemy działali nie o gminne czy powiatowe, ale w oparciu o programy krajowe i wojewódzkie. Choć wydawało się, że ostatnia część sesji przebiegnie już bez żadnych problemów, emocje znów sięgnęły zenitu, kiedy radni rozpoczęli dyskusję na temat zwiększenia liczby punktów sprzedaży alkoholu. Debacie radnych zatroskanych o zdrowie i „spokój” szczecinecczan przysłuchiwał się obecny przez chwilę na sesji wojewoda zachodniopomorski Marcin Zydorowicz. Jako pierwszy swoją dezaprobatę wyraził radny Wojciech Knapik: - Docierają do nas sygnały o tym, co się dzieje przy takich punktach. Ludzie proszą o ratunek! - zaznaczył. Zarówno burmistrz, jak i radny P. Szycko przekonywali, że tak naprawdę to wolny rynek powinien decydować o tym, ile w mieście jest miejsc sprzedaży alkoholu, a nie limity wyznaczane w uchwale. Z kolei radny R. Matuszak zauważył, że ponieważ jedne sklepy „znikają”, a w ich miejsca otwierane są inne, nie ma potrzeby zwiększania limitu. Radny W. Drewnowski zwrócił uwagę, że po poszerzeniu granic miasta, obowiązujące ograniczenia stały się dla handlowców zbyt ciasne. Natomiast radny J. Rautszko zaproponował całkowite uwolnienie rynku i uchwalenie trudnego do przekroczenia limitu, np. 500 punktów. Radni zdecydowali ostatecznie, że w Szczecinku sprzedaż napojów alkoholowych powyżej 4,5 proc. będzie prowadzona w 90 punktach. Warto jeszcze tylko dodać, że takich punktów do tej pory było 75. (sz)

Kiedy w duszy gra Irlandia Jak zaczęła się cała przygoda z muzyką irlandzką? Jakub Michalski: - Wszystko zaczęło się od audycji „Muzyka z Zielonej Wyspy”, która kiedyś była emitowana w radiowej Trójce. Tam usłyszałem naprawdę przepiękne ballady. Odpowiadały mi i muzycznie, i tekstowo. Postanowiłem więc je nagrać. Nawet nie wiedziałem wtedy, kto te utwory wykonywał. Ta audycja mnie zaraziła. Od tego momentu słuchałem coraz więcej takiej muzyki. Później był pobyt na Wyspach Brytyjskich. Trochę czasu spędziliśmy w Szkocji, śpiewaliśmy też w irlandzkich pubach i jakoś tak tą muzyką przesiąkliśmy. Skąd czerpiecie państwo inspiracje? Czy utwory, które wykonujecie, to staroangielskie kalki? Aneta Michalska: - Kompozycje, które mogliśmy usłyszeć podczas dzisiejszego koncertu, w warstwie muzycznej zostały zainspirowane źródłami irlandzkimi czy też angielskimi. Z reguły, najpierw powstaje muzyka, a potem tekst. Choć w swoim repertuarze mamy także piosenki, które są kompilacją, nawarstwieniem osobistych emocji i przeżyć. W naszym przypadku źródło inspiracji nie zawsze tkwi w określonej tradycyjnej muzyce. Inspiracje bywają naprawdę bardzo różne: to miejsca, nastroje, obrazy. Co wyróżnia muzykę irlandzką? A.M.: - Muzyka irlandzka ma charakterystyczną, rozpoznawalną melodykę. Można w niej również wy-

czuć specyficzny, taneczny rytm. W przypadku muzyki balladowej, na pewno wyróżnia się linia melodyczna. Jest ona typowa. No i instrumenty: harfa, rozmaite flety, gitara... J.M.: - Charakterystyczne wydaje się również to, że nawet we współczesnych utworach irlandzkich można zauważyć bardzo wiele motywów z muzyki dawnej. Kiedy posłucha się trochę utworów klasycznych, np. renesansowych i potem sięgnie się po współczesne piosenki irlandzkie, wówczas widać, że dawne elementy w tamtej muzyce przetrwały. Myślę, że to też stanowi o jej odrębności. Dla porównania, jak było w przypadku polskiego folku? A. M: - U nas to wyglądało inaczej. Muzyka rozwijała się dwutorowo. Była muzyka renesansowa, dworska i ta, którą wykonywano na wsiach. W przypadku muzyki irlandzkiej te dwie warstwy były spójne i przetrwały. Później wraz z migracjami zostały przeniesione na grunt amerykański. Ciekawostką jest, że właśnie amerykańska muzyka country ma w sobie bardzo dużo elementów muzyki irlandzkiej. Jak sami wspomnieliście, państwa zespół koncertował na Wyspach Brytyjskich. Jak zostaliście odebrani przez tamtejszą publiczność? J.M.: - Świetnie. Irlandczycy bardzo lubią się bawić, bardzo lubią

śpiewać, ich jeszcze łatwiej niż Polaków udaje zachęcić do wspólnego śpiewania. Powiem więcej, jeśli Irlandczycy znają jakiś utwór, to wręcz nie pozwalają muzykowi go wykonać, tylko chórem włączają się w piosenkę, zakrzykując niemalże wykonawcę. Są to rzeczy bardzo miłe. Irlandczycy okazali się być ludźmi bardzo otwartymi. Inaczej od Anglików. Irlandczycy choć trochę przypominają Polaków? J.M. - Podobieństwo jest, ale nie jest ono do końca pełne. Są też zasadnicze różnice. Inna sprawa, że jakoś tak udaje nam się znaleźć wspólny język i dobrze się dogadujemy. Koncertujecie państwo już ładnych parę lat. Co z perspektywy czasu zmieniło się w waszej twórczości? J.M. - Przez ten cały czas wciąż piszemy nowe piosenki, tworzymy. Mieliśmy też taki okres, pod koniec lat 90, przy wydawaniu naszej drugiej płyty, że często graliśmy koncerty w dużym składzie - z perkusją i elektryczną gitarą. Teraz to się zmieniło. Gramy najczęściej w duecie. Są to koncerty wyłącznie akustyczne i chyba już takie pozostaną. A.M. - Nasz repertuar w ciągu tych kilku lat też się trochę zmienił. Oprócz programu irlandzkiego, mamy też inne programy tematyczne. Są piosenki amerykańskie, są również nasze kompozycje autor-

Aneta i Jakub Michalscy podczas piątkowego koncertu w miejskiej bibliotece. skie. Repertuar, jaki dobieramy, zawsze zależy od charakteru danego koncertu. Jeśli chodzi o autorski repertuar, to w jaki nurt muzyczny się wpisuje? A.M. - Nasze autorskie piosenki trochę odeszły od muzyki anglosaskiej. Np. najnowsze piosenki męża oparte są o wydarzenia historyczne. We własnej twórczości staramy się podążać inną drogą. Natomiast wciąż obracamy się w obrębie muzyki literackiej. Gatunek jest niezmienny, zmieniają się tylko inspiracje. Muzyka folkowa, irlandzka jest wciąż popularna? J.M. - To jest muzyka, którą łatwo się zarazić. To też nie jest tak, że kto po raz pierwszy ją usłyszy, już od razu zostanie jej wielkim fanem, ale być może włączy ją w zakres swoich zainteresowań. Tej muzyki wciąż słucha bardzo wiele osób. Organizowane są festiwale, które mają

foto:Magdalena Szkudlarek

Tworzący zespół Cotton Cat, Aneta i Jakub Michalscy, 7 marca gościli w Szczecinku

niesamowitą atmosferę, gdzie występuje mnóstwo ciekawych wykonawców. Koncerty zwykle ciągną się do późna w nocy. Często odbywają się pod gołym niebem, pod gwiazdami, więc to jeszcze bardziej potęguje wrażenia. I choć nieraz potrafi być zimno, wciąż jest mnóstwo ludzi, którzy są w tę atmosferę wciągnięci, którzy tę muzykę przeżywają. Dlaczego warto być otwartym na różne gatunki muzyczne, w tym też na gatunki folkowe? A.M.: - Warto słuchać różnej muzyki, bo nigdy nie wiadomo, co się komu spodoba. J.M.: - Dla mnie to też nie jest takie oczywiste, że każdy, kto raz posłucha muzyki irlandzkiej czy ballad, to od razu wpadnie w zachwyt. Może akurat stwierdzi, że jemu akurat coś innego w duszy gra. Ale trzeba próbować. To człowieka wzbogaca. (sz)

Kultura Wernisaż malarski Jana Bociąga Kto lubi malarstwo na dobrym poziomie, prezentujące wyciszony obraz naszego świata, tę właśnie wystawę powinien obejrzeć. Choć ich twórca Jan Bociąga, mieszkający obecnie w Świnoujściu, na co dzień ma styczność z potężnym morskim żywiołem, jego obrazy tchną wewnętrznym spokojem i  mocno stonowaną kolorystyką. Tego rodzaju postawa cechuje zazwyczaj artystów dojrzałych, z dużym dorobkiem. Prezentowana wystawa mocno odbiega od od prac tych twórców, których jedynym celem jest wywołanie jeśli już nie

kilka lat temu również w salach Muzeum Regionalnego. On też wygłosił kilka słów do zgromadzonej publiczności: - Jest to jedno z nielicznych miast honorujących jeszcze artystów rasowych, którzy mają serce i dusze. Jestem urzeczony tutejszym klimatem. Dzisiaj nie ma dużo ludzi, ale latem jest ich jest znacznie więcej niż (na podobnych wystawach) w Szczecinie czy Katowicach. Tu po prostu ludzie kochają sztukę. Jestem pełen podziwu dla społeczności szczecineckiej - chwalił nas Jerzy Wołoszyn. O swoim koledze powie-

Malarstwo, które koi duszę skandalu to jak największej wrzawy. Jan Bociąga ma za sobą kilkadziesiąt wystaw nie tylko krajowych. Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Szczecinie, galeriach francuskich, a także prywatnych w tym m.in. w Niemczech, Szwecji, Norwegii, Danii Szwajcarii, Holandii i USA. - Nie są to obrazy abstrakcyjne, ale też nie są realistyczne - mówił autor, podczas wernisażu (4 marca, w piątek) w szczecineckim Muzeum Regionalnym. - Obrazy są między realizmem a fikcją. Każdy artysta maluje iluzję po to, aby opowiedzieć o swoich przeżyciach. Na wernisażu był również Jerzy Wołoszyn - artysta mieszkający w Szczecinie. Z jego twórczością mieliśmy się możliwość zapoznać

dział, że jego twórczość jest wprost modelowa - jak to ujął - rasowego malarza. Jego zdaniem, każdy artysta musi być rozpoznawalny. Jan Bociąga właśnie taki jest, nie interesuje go bowiem ani ilość, ani komercja. - To jest bardzo przemyślana intelektualna twórczość. Te obrazy są kojące. - Żeby być prawdziwym artystą trzeba malować samego siebie. Czyli swoje codzienne odczucia. Jeśli to są odczucia delikatne, takie będzie też malarstwo. Taka jest prawda. Nie chcę inaczej malować. Trzeba malować prawdę Czy w sztuce, czy gdziekolwiek trzeba przedstawiać prawdę - powiedział nam Jan Bociąga. Pytany o tematykę morską, odpowiedział: - Nie maluję morza tak

Joanna Kopterska z SAPiK i autor wystawy, Jan Bociąga. jak impresjoniści z natury. Lubię oglądać i naładować się. I kiedy to, co warte zapamiętania zostaje mi w pamięci, maluję. Mnie nie intersuje morze wzburzone. Ono mnie nie pobudza. Ajwazowskim nie będę. Lepiej od niego też nie namaluję, dlatego uważam, że nie ma sensu malować wzburzonego morza. Moje obrazy powstają długo. To nie jest tak, że maluję dwa trzy dni. Do obrazu wracam. Potrafię nieraz przemalować cały obraz. Artysta przyznał, że miejsce zamieszkania, choć nie zawsze, w jakiś sposób determinuje twórczość. (jg)

Tu po prostu ludzie kochają sztukę - chwalił nas art. Jerzy Wołoszyn.

ZBIÓRKA ODPADÓW WIELKOGABARYTOWYCH Z GOSPODARSTW DOMOWYCH NA TERENIE MIASTA SZCZECINEK

Liściaste

D

JA

9

MA

I

ZK IUS

C KOŚ

E

KA

KA

WS

SK

A

21ÊMARCA (PONIEDZIAŁEK)

NA

AR

14ÊMARCA (PONIEDZIAŁEK)

KA

NIC

OJ

CH

14ÊMARCA (PONIEDZIAŁEK) A ŻAN

Zbiórka jest nieodpłatna dla mieszkańców i wykonywana jest na koszt Urzędu Miasta

F

A

BÓR

LEŚN A ZA

R TO

GL

RNO

W

Z AS

A CZ

A ŻE

CZA

18ÊMARCA (PIĄTEK)

S AR

KL

J SÓ

ZY

POC

WY

WA NKO

KA

DZ

ŁÓ

ZNA RYC FAB

CA

ZI

AS ST

REKLAMA

ZIE LON A

MYŚLIWSKA

MIEROS ŁAWS KIEGO

KA IŃS RL KA

17ÊMARCA (CZWARTEK)

C

IEC

ES TRZ

GO

NA

Z AC

R AT

KIE ŃS

16ÊMARCA (ŚRODA)

WI

B

Y CZ BA

15ÊMARCA (WTOREK)

Nasi żołnierze uhonorowani Gwiazdą Afganistanu

Honory za walkę z terroryzmem Order Gwiazdy Afganistanu

OGŁOSZENIE

Dotyczy płukania sieci wodociągowej

foto:sw

Sierż. rez. Dariusz Białkowski i st. plut. rez. Mariusz Kucab - mieszkańcy Szczecinka, zostali odznaczeni Gwiazdą Afganistanu. Obaj pełnili służbę w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Islamskiej Republice Afganistanu. Pan Dariusz w II, pan Mariusz w IV zmianie. Uroczystość

foto:sw

Dlaczego żołnierze, mieszkańcy Szczecinka, po to, aby odebrać bojowe honory, musieli pojechać aż nad jez. Drawsko?

Stoją od lewej: plut. Mariusz Kucab, ppłk Jacek Papiewski i sierż. Dariusz Białkowski. Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w Szczecinku informuje, że od dnia 07.03.2011 roku do dnia 05.05.2011 roku prowadzone będą prace konserwacyjno - eksploatacyjne na sieci wodociągowej (płukanie sieci wodociągowej). W związku z tym może występować lokalne zabarwienie wody związkami żelaza oraz spadki ciśnienia wody. Wszystkich odbiorców za powyższe utrudnienia uprzejmie przepraszamy.

HARMONOGRAM PŁUKANIA SIECI WODOCIĄGOWEJ od dnia 07.03.2011 do dnia 11.03.2011

foto:sw

I Etap Bugno, Koszalińska do Kołobrzeskiej Kołobrzeska , Osiedle Kołobrzeska Koszalińska, Osiedle Koszalińska Polna

Nasi żołnierze na czaplineckim Rynku odbierają Gwiazdy Afganistanu. odbyła się w Czaplinku, w ramach obchodów 66. rocznicy zajęcia miasteczka przez wojska 3 Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta w marcu 1945 roku. Ordery naszym żołnierzom nadał Prezydent RP Bronisław Komorowski, a wręczył komendant Wojskowej Komendy Uzupełnień w Szczecinku ppłk Jacek Papiewski. Nasi żołnierze byli mile zaskoczeni honorami, choć nie ukrywali, że już od dłuższego czasu oczekiwali na ordery. Sierż. D. Białkowski przeprosił nas, nie chciał rozmawiać. Wybaczcie, ale nie chcę wracać do tamtych dni. Wspomnienia są dla mnie jeszcze zbyt bolesne, minie zapewne trochę czasu, nim zacznę tak na chłodno rozmyślać o tamtych wydarzeniach. Wtedy, obiecuję, porozmawiamy. Plut. Mariusz Kucab powiedział nam: - Było ciężko, bardzo ciężko. Nie oszukujmy się, nasza armia do tej misji, przynajmniej podczas jej pierwszych zmian, była kompletnie nieprzygotowana. - Wielokrotnie byliśmy pod ogniem, nasze konwoje były podchodzone przez talibów i ostrzeliwane. Gros czasu podczas czwartej zmiany spędziłem w bazie. Do moich obowiązków należało m.in. rozprowadzanie wartowników, także żołnierzy armii afgańskiej. Rozwoziłem też zaopatrzenie dla posterunków wartowniczych. Ten dzień jest dla mnie szczególnie wzruszający. Od szczęśliwego powrotu z misji z utęsknieniem czekałem na to bojowe odznaczenie. Dla nas „misjonarzy”jest ono po prostu bezcenne. Dzieci i wnuki będą z ojca, a później z dziadka zapewne bardzo dumne. Zapytaliśmy też pana Mariusza,

dlaczego, pomimo młodego wieku i prezentowanego, doskonałego wyszkolenia niezbędnego na współczesnym polu walki, zamiast szkolić młodych żołnierzy, „odpoczywa” w cywilu. Czy naszą armię stać na to, by tacy żołnierze - instruktorzy i dowódcy byli poza koszarami, w rezerwie? - Oddałem ojczyźnie swoich najpiękniejszych 18 lat życia. Dlaczego odszedłem? Proszę wybaczyć, ale wolałbym się na ten temat nie wypowiadać - od-

Oddałem ojczyźnie swoich najpiękniejszych 18 lat życia. Dlaczego odszedłem? Proszę wybaczyć, ale wolałbym się na ten temat nie wypowiadać ... rzekł żołnierz. Jak podkreślił w  wystąpieniu ppłk Jacek Papiewski, Gwiazdy Afganistanu to dowód uznania ojczyzny za nienaganną służbę w polskim kontyngencie wojskowym poza granicami kraju. Na awersie czteroramiennej gwiazdy obramowanej dwoma skrzyżowanymi mieczami i liśćmi wawrzynu widnieje napis RP oraz Afganistan, na rewersie znajdują się zaś łacińskie słowa „Paci servio”, czyli „Służę pokojowi”. Szczecinecka WKU zorganizowała w Czaplinku happening zachęcający młodych ludzi do podjęcia

służby zawodowej w siłach zbrojnych RP oraz wstępowania do Narodowych Sił Rezerwowych. Dlaczego w Czaplinku, a nie w Szczecinku? Dlaczego żołnierze, mieszkańcy Szczecinka, po to by odebrać bojowe honory, musieli pojechać aż nad jezioro Drawskie? - W Szczecinku nikt nas na podobną uroczystość nie zaprosił, ani starostwo, ani miasto. Później się dowiedziałem, że był jakiś miły incydent połączony ze złożeniem wiązanek kwiatów pod obeliskiem przy ul. 28 Lutego i na cmentarzu wojennym - powiedział nam ppłk Papiewski. - Jak się do rocznicy swojego wyzwolenia przygotował Czaplinek? Możecie to sami zobaczyć. Nic, tylko brać przykład. Rzeczywiście, uroczystości odbyły się z wielkim rozmachem. Było wszystko, co niezbędne, by młodych ludzi zachęcić do wstępowania w szeregi wojska. Punkty informacyjne, pokazowe, przedstawiciele wszystkich rodzajów sił zbrojnych, sprzęt bojowy, kompania honorowa 2 Brygady Zmechanizowanej Legionów w Złocieńcu, a nawet darmowa grochówka. Nic dziwnego, że rynek szczelnie wypełnili mieszkańcy Czaplinka i okolic. Co najbardziej cieszy, wśród nich dominowali młodzi ludzie. Czy w  niedalekiej przyszłości szczecinecka Wojskowa Komenda Uzupełnień zorganizuje podobną uroczystość nad Trzesieckiem. Na pewno. Pracujemy właśnie, by takie spotkanie głównie młodych ludzi z żołnierzami miało miejsce 3 maja, w Święto Konstytucji - zapewnia ppłk Papiewski. (sw)

II Etap Mierosławskiego Kościuszki od Mierosławskiego do Myśliwskiej Myśliwska, Kręta, Nowa Lelewela, Kilińskiego, Głowackiego Kościuszki od Myśliwskiej do Derdowskiego Kosińskiego, Wileńska Derdowskiego Krakowska

od dnia 14.03.2011 do dnia 18.03.2011 III Etap Grunwaldzka Malborska Gotycka, Mazurska, Warmińska Królowej Jadwigi ,Witolda ,Zawiszy Pułaskiego, Ziemowita, Jagiełły Lwowska, Kościuszki od Derdowskiego do Jagiełły IV Etap Polna od Kołobrzeskiej do Karlińskiej Osiedle Zachód I - Połczyńska - Białogardzka - Barwicka Osiedle Zachód II - Jagiełły - Budowlanych - Karlińska Osiedle Zachód III

od dnia 21.03.2011 do dnia 25.03.2011

V Etap 1. Maja Wiatraczna Koszalińska od Mierosławskiego do Bohaterów Warszawy Kościuszki od Mierosławskiego do Bohaterów Warszawy Zielona Jasna, Ordona Jeziorna Parkowa, Junacka, Drzymały Zamkowa, Piotra Skargi Bohaterów Warszawy, Ogrodowa, Podwale Szkolna, 1. Maja od Placu Wolności do Zielonej

od dnia 28.03.2011 do dnia 01.04.2011

VI Etap Kaszubska Osiedle Kaszubska Szafera Osiedle Rzeczna, Osiedle Jana Pawła II, Szewska, Podgórna 9. Maja Narutowicza od 1. Maja do Lipowej / rondo / Wodociągowa Osiedle Wodociągowa i Narutowicza Słupska od Narutowicza do Osiedla Marcelin Osiedle Marcelin

O kolejnych terminach będziemy Państwa informować na bieżąco. Bliższe informacje dostępne są na stronie internetowej www.pwik.szczecinek.pl oraz pod numerem telefonu 94 37 533 19.

Harcerze o sobie

Historia

Szczecinek na starych zdjęciach (29)

Zimowa Akademia Magii

foto:Archiwum

wisko, na którym mieliśmy kilka zadań, np. pokazać jak każda drużyna czaruje czy przejść nad liną zawieszoną 2 metry nad ziemią nie dotykając jej. Graliśmy także w kalambury i tańczyliśmy taniec belgijski. Trzeci dzień biwaku także był bardzo udany. Po śniadaniu dokończyliśmy zajęcia, a po obiedzie odbyła się gra terenowa. Każda drużyna w odstępie 10 minut wychodziła na trasę, na której można było spotkać Elfa mówiącego po angielsku, Goblina, Maga, Wodnicę, Ducha i Czarownicę. Aby dostać kopertę z wiadomością, u każdej postaci trzeba było wykonać jakieś zadanie. Po powrocie odbył się drugi mecz, tym razem decydujący. O pierwsze miejsce zagrali Wilki i Laufer, a o trzecie Łaziki i Eskulap. Lauferkom mało brakowało, ale chłopaki z Wilków pokonali je, zdobywając pierwsze miejsce. Natomiast trzecie miejsce zdobyli najmniejsi zawodnicy, czyli zuchy, pokonując w meczu najstarszych -Eskulap. Wieczorem odbyło się już ostatnie świeczkowisko podsumowujące, a po nim konkurs „Mam talent”. Niektórzy śpiewali, tańczyli, przedstawiali skecze, czy uprawiali gimnastykę. Było bardzo zabawnie. Każdy mógł pokazać swój talent, który oceniało jury. Wygrała mała zuchenka Klaudia. Po wieczorze pełnym śmiechu i zabawy, niektórzy poszli spać, a niektórzy zostali i bawili się w gry. Ostatniego dnia biwaku, zaczęliśmy sprzątać szkołę, a po porządkach zaczął się apel kończący biwak. Komenda rozdała dyplomy i nagrody, a potem wróciliśmy do Szczecinka. Tego biwaku nigdy nie zapomnimy i z wielką chęcią będziemy wracali do niego myślami. Oby za rok był jeszcze lepszy . Michał Zbożnik 13 GZ „Czarne Łaziki” Marta Zbożnik 99 ŻDH „Czarny Laufer”

foto:Jerzy Gasiul

Ten fragment dzisiejszej ul. Wyszyńskiego i tej dawnej z ok. 1930 Bismarckstrasse dzieli przepaść. Dzisiejsza ulica to obskurna i dziurawa jezdnia z nie mniej zaniedbanymi kamienicami. Niewiele wnosi pstrokata elewacja bloku, którego rodowód sięga lat sześćdziesiątych. Po prostu ulica jest szara i nijaka. Z dawnej przedwojennej zabudowy do wysokości ul. Powstańców Wlkp. zachowała się prawie bez zmian, pierzeja po prawej stronie. Zabrakło w niej jedynie parterowego, szachulcowego domku przy skrzyżowaniu z ul. Winniczną. W tym miejscu dzisiaj jest, oddzielone od ulicy wysokim murem podwórko. Za to kamienica przedwojennego dawnego domu towarowego Gustawa Ramelow - to ta z flagami reklamowymi, dzisiaj przedstawia opłakany widok. Po wojnie w ekskluzywnym domu towarowym zrobiono mieszkania, a na parterze restaurację „Polonia” przemianowaną, jako, że jej nazwa niewłaściwie się kojarzyła, na restaurację „Gryf”. W latach siedemdziesiątych jej wnętrze zostały gruntownie przebudowane. Przez jakiś czas był to najlepszy lokal w mieście. Potem było już tylko gorzej. Teraz po restauracji zostały już tylko wspomnienia. Cały parter, to różnego rodzaju sklepiki, boksy, punkty usługowe i hurtownie. Jeszcze w latach pięćdziesiątych w miejscu pięknych przedwojennych czterech kamienic tworzących uliczną pierzeję po lewej stronie ulicy, widniały zwały gruzu, osmalone kikuty ścian i poskręcane w piekielnym ogniu po bombie stalowe belki. W tym miejscu w latach sześćdziesiątych pojawił się blok ze sklepem odzieżowym „Galux” i „Delikatesami”. Był to jeden z pierwszych budynków, które powstały po wojnie w centrum miasta - drugi wybudowano przy ul. 9. Maja (księgarnia, drogeria i sklep gospodarstwa domowego). Z tej dawnej, przedwojennej pierzei zachowały się po tej stronie tylko trzy kamienice. Ze względu na swoją architekturę, należą do najładniejszych w mieście. Licząc od skrzyżowania z ul. Powstańców Wlkp. przez wiele lat w pierwszej na parterze mieścił się zakład naprawiający radia, w kolejnym budynku był sklep spożywczy (dzisiaj bar „Koko”) dalej sklep z tkaninami (dzisiaj komputery) sąsiadujący z zakładem zegarmistrzowskim pana Budźko (sklep „Tabac”) i komisem. (jg)

Zabawa z muzyką w przedszkolu „Tęcza”

REKLAMA

Tegoroczne ferie zimowe, były magiczne dla harcerzy i zuchów z 13 Czarnego Szczepu. Już pierwszego dnia ferii, 14 lutego, o godzinie 15.00 wszyscy spotkaliśmy się na dworcu PKS i razem pojechaliśmy do Gwdy Wielkiej na czterodniowy biwak. Po rozlokowaniu w salach lekcyjnych szkoły, zaczęliśmy się bawić w przeróżne gry. Po zabawach przyszedł czas na kolację, a po niej na świeczkowisko, podczas którego odbyło się oficjalne otwarcie Zimowej Akademii Magii oraz tańce i zabawy. Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy na trzynastokilometrową wędrówkę. Pomimo że słońce mocno świeciło, było bardzo zimno. Po drodze podziwialiśmy piękne krajobrazy okolic Gwdy. Wszyscy ucieszyli się, gdy zobaczyli szkołę i poczuli zapach obiadu. Popołudniu rozpoczęły się zajęcia dla harcerzy. Każda drużyna: Laufer, Wilki i Eskulap mieli w tym czasie inne. Jedni byli na zajęciach pt .”Starcia tytanów” inni na „Numerologii”, a jeszcze inni na „Pokazie mody dla stworów”. Podczas tych zajęć wszyscy byli w strojach elfów, czarownic, wampirów i  wilkołaków. Odbył się również „Sąd Czarownic”, na którym każdy miał za zadanie obronić czarownicę. Wszystkie zajęcia były bardzo interesujące i pełne śmiechu. Zuchy w tym czasie robiły magiczne kapelusze oraz uczyły się robić eliksiry mądrości. Po zajęciach odbył się długo wyczekiwany „Mecz Quiddicha”. Wszyscy zawodnicy grali na boisku w piłkę ręczną, a dwóch zawodników z każdej drużyny, tak zwani „szukający”, szukali po całej szkole złotego znicza. Ta drużyna, która go znalazła, otrzymywała dodatkowe 20 punktów. W tym dniu mecz zagrali Laufer z Łazikami oraz Eskulap z Wilkami. Po wyczerpującym meczu wszyscy przebrali się w swoje magiczne stroje i odbyło się drugie świeczko-

W ostatnią niedzielę lutego w przedszkolu niepublicznym Tęcza edukator oświaty z Warszawy, pani mgr Kama Palińska, przeprowadziła kurs pt. „Jak bawić się muzyką?” Adresatkami spotkania były były nauczycielki przedszkoli oraz edukacji wczesnoszkolnej. Licznie przybyłe grono pedagogów ze szczecineckich przedszkoli niepublicznych oraz szkół i przedszkoli z pobliskich miejscowości (Okonek, Barwice) doskonaliło swoje kwalifikacje zawodowe. Głównym celem zajęć było aktywizowanie dziecka poprzez śpiew, grę na instrumentach perkusyjnych, ruch i taniec. Pani Kama zaproponowała szeroki materiał utworów muzycznych w nowych, ciekawych aranżacjach. Tworzyła z  nauczycielkami opo-

wieści ruchowe do pięknej muzyki klasycznej i filmowej, akompaniując na instrumentarium Carla Orffa. Nowe, atrakcyjne formy nie tylko zintegrowały wszystkie uczestniczki spotkania, ale przede wszystkim zachęciły do twórczej pracy. Ca-

łe bogactwo nowych form i metod, które przekazała nam Pani Kama, przekazane zostanie równie twórczo i - mamy nadzieję - równie atrakcyjnie dzieciom. Nauczyciele z Przedszkola „Tęcza”

Reportaż Przez ostanie pięć lat Wiesław Kośla już pracy nie miał. Na morzach i oceanach przepracował w sumie 30 lat. Każdej nocy budzi się o 3.40. Po traumatycznych przeżyciach twierdzi, że oprócz morskiego żywiołu nie boi się już niczego.

Ja, chłopak z kieleckiego Zakotwiczył tutaj na stałe. Zreszt�� nie ma już potężnego armatora, jakim było w latach siedemdziesiątych Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich „Gryf”, pod którego banderą na wszystkich morzach kuli ziemskiej bujało się kilkadziesiąt statków. Na pytanie, kiedy zakończył pływać, Wiesław Kośla zżyma się: Ja nie skończyłem. Oni to rozp... i sprzedali za grosze. Z trzech tysięcy załogi zostało nas 360, resztę zwolnili. Tak prowadzili politykę, tak kombinowali, że rozsprzedali wszystko za grosze. Po 30 latach pracy dali nam trzymiesięczną odprawę po 600 zł. Żeby chociaż półroczną, ale nie... Tak nas, k...a, poniżyli. Mnie, bosmana. Najniższą krajową.

zę rybacką „Kaszuby”. Nim wzięli mnie do wojska, zdążyłem zrobić dwa rejsy. - Chodziliśmy do Bostonu na czyszczenie kotła, bo musiał być po mazucie czyszczony. Tam też braliśmy zaopatrzenie. W Bostonie w domu handlowym „Jordan”, który miał chyba 48 pięter, kupiłem radio stereo. Kiedy przyjechałem do siebie na wieś, chciałem skakać przez stodoły, bo wydawały mi się takie małe. Na wsi mieliśmy drewno i słomę - jak tutaj siedzę. Dopiero później zaczęli budować obory i stodoły. Zarobione w pierwszym rejsie pieniądze dałem mamie. Miałem kupę forsy. To było 38 tys. zł plus dodatek dewizowy za 5 miesięcy. Można było za to kupić we wsi ze siedem gospodarstw. Rozładowywaliśmy na statki bazy beczki. Jedna taka baza mogła pomieścić 120 tys. beczek - dlatego nazywaliśmy je beczkowozami. Napełnione beczki wracały do kraju. Tak było przez 19 lat.

Został się tylko maszt

Jego zawodowa kariera zaczęła się na „Kaszubach”, na parowcu przejętym po wojnie od Niemców - u nich nosił nazwę „Bismarck”. Z czasem parowiec otrzymał silnik dieslowski. Wiernie służył jako baza rybacka obsługująca statki łowiące na George Bank. Nim trafił na żyletki, przez długi czas kotwiczył przy Wałach Chrobrego w Szczecinie, służąc za szkolny budynek Liceum Morskiemu. Dzisiaj po starych „Kaszubach” pozostał jedynie maszt. Doskonale go widać z estakady, którą wjeżdża się do śródmieścia od ul. Gdańskiej. - Malowałem go tymi rękoma. To była wielka baza rybacka. Jak pierwszy raz tam zjechaliśmy, było tam ok. czterech tysięcy statków rybackich, w tym ok. 800 samych ruskich. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem! Statki łapały rybę nie zamrażając jej. Masa ryb się marnowała. Ucinali włoki ze złowionymi rybami, a było tego setki ton. Dlaczego tak robiono? - Ponieważ statki - bazy nie były w stanie takiej ilości przerobić. Dlatego też Amerykanie wprowadzili 200 milową strefę.

Jak chłopak z kieleckiego trafił na statek

- Mieszkałem w pobliżu Białobrzegów nad Pilicą. Teraz to jest mazowieckie, a  poprzednio było kieleckie. Mama wychowywała nas czwórkę. Mieszkaliśmy na siedmiu morgach. Pewnego dnia pomyślałem sobie, że jak nasz koń zachoruje, to ja będę musiał podciągnąć pług. Przeczytałem w gazecie, że szkoła w  Świnoujściu przyjmuje kandydatów z całej Polski. Zarobiłem na koszeniu żyta, wsiadłem w pociąg i pojechałem do szkoły. Dobrze się uczyłem. Za dobre wyniki w nauce dano mi nawet na zakończenie szkoły nagrodę. Ksiądz Barański z parafii Goździe na ambonie ogłosił, że mamy we wsi marynarza, który skończył szkołę morską i jeździ teraz po świecie. Od razu dostałem pracę w „Gryfie” szczecińskim. Zamustrowałem na ba-

- W Bostonie dobijaliśmy do nabrzeża Massachusetts Sport Autority. W tym samym miejscu, gdzie kiedyś przybijały statki z emigrantami. Wtedy modny był ruch Hare Kriszna. Wyglądali jak wariaty. Jak ich zobaczyliśmy, pomyśleliśmy, gdzie my jesteśmy? Do centrum Bostonu drałowaliśmy 12 km na piechotę, bo nikt z nas nie wiedział, że trzeba wziąć taksówkę, zresztą szkoda było na nią grosza. - Chłodniowce muszą wchodzić do każdego portu. Pływałem wtedy w Transoceanie. Byłem już sternikiem. W Argentynie w zatoce Bahia Blanca Puerto właśnie braliśmy paliwo. Nagle przychodzi rozkaz won. Wychodzimy z portu, a tu angielski „Norfolk”, „Schufold”, „Plymouth” obstawiają białego pasażera „Canberra”. Ten wielki pasażer woził argentyńskich jeńców. Ja to widziałem. - W latach dziewięćdziesiątych ze Stanów do Petersburga, w ramach darów amerykańskich, woziłem mięso. W Petersburgu wchodziliśmy na dwa dni, a staliśmy dwa tygodnie. Za drugim razem staliśmy miesiąc. Tam też przeżyłem szok. Jedziemy tramwajem do miasta, płacimy za bilet rubla. Wieczorem wracamy, a bilet kosztuje już 20 rubli. Wtedy w Rosji walnęła taka inflacja. Jak tu siedzę tak było. - W Nowym Jorku staliśmy zazwyczaj na Brooklynie. Siadaliśmy w metro i jechaliśmy na Broadway. W nocy nie wracaliśmy, szliśmy do kina porno siedząc tam do rana. Przez Brooklyn tylko głupi by wracał. Murzyni by go załatwili. To co oglądacie na firmach, to tak tam jest! Tam strach w nocy wyjść na ulicę. Cały Broadway zdeptałem. To tam, kiedy na ekrany wchodził „Ojciec chrzestny”, widziałem czterokilometrową kolejkę do kina. Potem to samo było, kiedy wystawiano musical „Hair”. - Byłem też na podniesieniu bandery na chłodniowcu „Kurpie” w Gdańsku. Wtedy też pierwszy raz opłynąłem świat. Proszę, tu mam dyplom. W sumie kulę ziemską opłynąłem osiem razy. Dwa razy miałem pod rząd dwie niedziele

foto:Jerzy Gasiul

Porty jak przystanki

Sternik Wiesław Kośla z żoną Zofią. i dwa razy środę. Za takie „podwójne” dni nie płacą.

Podróż na wschód

- Kiedyś, mając zmianę z Gdańska, polecieliśmy do Nachodki samolotem przez Moskwę. Przylecieliśmy na Wnukowo przejechaliśmy na Szeremietiewo. W Moskwie zamiast 2 godzin spędziliśmy 18. Wozili nas z lotniska na lotnisko, bo samoloty nie mogły startować. Zawieźli nas do Bracka. Tam silnik zdechł. Siedzieliśmy 18 godzin, a na lotnisku zimno! W końcu zawieźli nas do hotelu, a tam nie wiedzieli, było nas ok. 150 chłopa, co nam dać do jedzenia. Zostawiliśmy więc bagaże i poszliśmy do miasta do kawiarni. Akurat trafiliśmy tam na gruzińskie wesele. Jak się dowiedzieli, że jesteśmy Polakami, zaprosili nas na poczęstunek i w ten sposób żeśmy się najedli. Za to po powrocie do hotelu okazało się, że nie mamy kawy, kurtek skórzanych, nic. Wszystko to zostało ukradzione. - W Afryce są podobne zwyczaje. Ze wschodniego wybrzeża do Hiszpanii woziliśmy banany. W Bracku są największe na świecie zakłady celulozowe. Zbudowali je Japończycy. Tamtejsze osiedla mieszkaniowe są wielkości Warszawy. Słyną z tego, że w nocy pali się gdzieś tylko jedna żarówka - reszta ciemno. W Bracku widziałem też gułag z bramą i wieżyczkami. Po Petersburgu to był szok. - Przelecieliśmy do Władywostoku. Był listopad ciemno i do ra-

Świadectwo o pierwszym przekroczeniu równika. Było to 22 lipca 1975 roku, a swoje podpisy złożył kapitan i Neptun. na czekaliśmy na dworcu. Razem z nami czekali żołnierze SPECNAZ marynarka wojenna, jakieś ruskie oddziały marines. Jak to wszystko w nocy zaczęło się lać... krew, strzały... Przyjechała żandarmeria. Z rana przyjechał po nas autobus. Drzwi się nie zamykały więc jak dojechaliśmy do Nachodki, gile miałem tak wielkie, że do butów mi przymarzły. To był 92 czy 93 rok.

wieźliśmy polarnikom całą ładownię żywności, wodę i paliwo. Staliśmy tam ze dwa tygodnie. Trzeba było bardzo uważać na olbrzymie skuły. Korpus ma jak telewizor. Trzeba na nie uważać, bo jak złapie za kask czy czapkę to poniesie w diabły... Albo wejdziesz na ląd a tam wokół ciebie 100 czy 200 tys. pingwinów i wszystko to chodzi, i skubie człowieka...

Antarktyda

W sumie 30 lat

- W grudniu byliśmy na Antarktydzie. Tam wtedy jest lato. Pływałem wtedy jeszcze na „Kaszubach”. Za-

- Byłem na każdym kontynencie. Australia, całe wschodnie wybrzeże Japonii, Korea Pd. Kanada, Bo-

Tak mogło być z nami

„Możesz być wydalony z USA następnym statkiem...” Przepustka ważna 29 dni. Tak właśnie Amerykanie tratują polskich obywateli. ston, Nowy Jork, Filadelfia, Charleston, Miami, Hudson...Wyliczyłem, że w Miami byłem 22 razy. Dwa razy przepływałem przez Cieśninę Magellana. W domu byłem po 5-6 miesiącach. Za każdą sobotę i niedzielę były dwa dni wolnego i miesiąc w roku urlopu. Jak się nazbierało, to nieraz siedziało się cztery -pięć miesięcy. W sumie pływałem prawie 30 lat. Kupę lat byłem sternikiem. Tymi grabkami przeprowadzałem statki przez Kanał Panamski, Sueski. Ka-

pitanowie mieli do mnie zaufanie. Kiedy wchodziliśmy w kanał mówili: Wiesiek chodź na ster... Owszem był pilot, który wydaje komendy, ale to ja jadę. W innych flotach jest inaczej. Tam za sterem musi usiąść oficer. Często oficer usrany po pachy nic nie umiał. - Z Kolumbii przez 9 miesięcy woziliśmy do Miami banany. Byłem wtedy na kontrakcie. Za każdym razem w porcie statek poddawano szczegółowej kontroli, szukając

- Sztormy są zawsze pomiędzy 40 a 50 stopniami. Dwa razy już myślałem, że żywy z tego nie wyjdę. Za pierwszym razem sztorm złapał nas na zatoce Alaska na Pacyfiku. Pływałem wtedy na „Kurpiach”. Kapitan chciał przyśpieszyć i szybko przejść sztorm. W pewnym momencie jak pier...., od razu zeszliśmy z fali bokiem. Powaliło nas na prawą burtę. W kuchni wszystko powyrywało. Chłodniowce to były jednak bardzo dzielne statki. - Drugi raz było gorzej. Od tego czasu, kiedy przyjeżdżałem do domu żona mówiła, że jestem nerwowy. Szliśmy z Morza Ochockiego z tym samym kapitanem. Chcieliśmy skrócić drogę, bo kapitan twierdził, że sztorm w ten sposób ominie. Na wysokości Hakodate wjechaliśmy w depresję, która zeszła z Tybetu ogarniając całą Japonię z 1060 w ciągu 12 godzin zeszło do 965.

- Jak nas pognała fala, tośmy szli z nią jak gówno w kiblu. Wtedy zaginęły cztery Ruskie i dwa Chińczyki - taki był sztorm. W pewnym momencie - była 3.40 w nocy zdechł nam agregat, za nim zdechła maszyna, bo nie włączył się zapasowy agregat. Dostaliśmy trzy przechyły do czterdziestu stopni. Na dodatek nabraliśmy wody do wysokości burt. Brakowało niewiele, jeszcze jedno kiwnięcie... - Jeden się modlił. Drugi się zesrał, inny zeszczał. Inny mówi: Jezu. Mówię tak jak było! Pomyślałem - to wszystko w ułamku sekundy - o Zosi (żonie), dzieciach to już koniec. Już ich nie zobaczę. Wszystko przed oczami przeleciało, nawet to tak jak mnie mama masowała, jak karmiony byłem smokiem z cukrem, bo nie było co jeść. To wszystko w ułamku sekundy. Wtedy odzywa się „stary”: Panie Wieśku damy radę? Odpowiadam: Damy radę! I w tym momencie zaskoczył agregat. Wiesiek za ster, na kurs i hyc. Udało się! Ulga. Mokro w gaciach. Trwało to może z 5 minut. Każdy statek teraz ma na pokładzie specjalną boję. Wypływa na wierzch, znacząc miejsce zatonięcia statku. Myślę sobie tak mogło być z nami. Tu w rejonie Hakodate zatonął nasz statek. W tym miejscu jest 8 do 11 tys. metrów głębokości. Tak mogło być z nami...

Kto was tu wysłał?

- „Zondę” i „Tarę” Transocean kupił za grosze. Nie nadawały się do pływania poza Bałtykiem. Tymczasem w listopadzie wysłali nas do Durbanu po pomarańcze. Właśnie koło Durbanu powstają największe na świecie fale. Przeżyłem takie w dwutygodniowym sztormie. Fala dochodzi tam do 50 metrów wysokości i ponad 500 metrów długości. Właśnie tam, na takich falach łamią się tankowce. Na tym niestatecznym gównie nie mogliśmy wykonać zwrotów, bo groziło wywrotką do góry dnem. To nadawało się co najwyżej do pływania po makrele do Norwegii. Kiedy w pewnym momencie wykonałem zwrot. Na moich oczach kapitan przeleciał wraz ze swoim fotelem przez cały mostek. Jak walnął, to złamał sobie ra-

mię. Całe szczęście blisko już było do Durbanu i stacji ratowniczej. - Kiedy podczas sztormu wchodziliśmy do portu przyszła do nas pilotówka większa od nas! Pilota złapaliśmy w siatkę. Wszedł do nas i pyta kapitana: Kto was tu wysłał?

Wypadek

- W Arabii Saudyjskiej haratnął mi kręgosłup. Lina naciągnęła mi kręgosłup. Gdybym nie ćwiczył karate jeździłbym prawdopodobnie na wózku, albo leżał. Kapitan nie wiedział, co ze mną ma zrobić. Nie wysłał mnie do kraju, myśląc, że mam tylko nerwicę. - Potem lekarz z Lloyda powiedział mi, że miałem potworny ucisk na rdzeń, bo kręgi obróciło mi o 30 stopni. A ten palant nie wiedział co ze mną robić. Zostałem skierowany do lekarza w Kuwejcie. Trafiłem do hinduskiej dzielnicy. Obejrzał mnie i... wypuścił.

Byliśmy piątą flotą na świecie

- W tej chwili w Polsce nie istnieje już żadna rybacka firma. Teraz nie mamy ani jednego chłodniowca. Statki sprzedali za grosze. Komu? Ruskim. Wszedł syndyk i to on na tym zarobił. Taki kraj, jak Polska, powinien mieć cztery ekspresowe chłodniowce do wożenia bananów, grejpfrutów czy kiwi. Taka jest polityka rządu. Serce się kraje. „Warmię” zabrał francuski Bank Agrocol. Kosztował nas 35 mln dolarów oddano go za 4 mln. Drugi taki sam za 6 mln. - Mają teraz wille z basenami pod Gdańskiem. Nie ma żadnego polskiego armatora, a byliśmy przecież piątą flotą na świecie. Podczas stanu wojennego - byłem wtedy już sternikiem proponowano mi pracę w Kanale Kilońskim na holowniku, ale żona się nie zgodziła. Przez ostanie pięć lat już nie miał pracy. Codziennie o  17. można go spotkać na marszobiegu. Stale przemierza tą samą 8 km trasę pomiędzy mieszkaniem przy ul. Lipowej, parkiem do „małej” poczty i z powrotem. Co noc budzi się o 3.40. Jerzy Gasiul

REKLAMA

foto:Jerzy Gasiul

Paszport z wpisem urzędnika z Kuwejtu o pozwoleniu na wjazd do tego kraju. Odręczny wpis został umieszczony na dole po prawej stronie.

nielegalnych emigrantów i narkotyków. Emigranci dostawali się na statek wraz z ładunkiem. Najgorzej, bo po nich trzeba było potem posprzątać. W ładowni zawsze siedziało trzech - czterech. Na statku był areszt i złapanych odwoziliśmy z powrotem do Kolumbii. - Pływałem też na 157 metrowym chłodniowcu na trasie Meksyk do Taranto we Włoszech lub Trapani i Sardynię. Woziliśmy banany do Hiszpanii, a także do Libii i Syrii. Opłynąłem Horn latem, a więc było spokojnie. Dwa razy przepływałem przez Cieśninę Magellana. Z Valparaiso w Chile i do Manzanillo w Meksyku woziliśmy jabłka. Mancanillo po polsku znaczy Jabłonowo. - Na Filipinach byłem w Manili. W tamtejszym hotelu nocował papież. Widziałem tam największy na świecie kryształowy żyrandol. Manila ma ze 12 mln mieszkańców. W mieście są riksze. Postanowiliśmy w dzielnicy Kuboa i Machate pójść do kina na jakiś ciekawy film. Stoimy, czekając na rikszę. „No, ile jeszcze, kur..., będziemy tutaj stać?” Wtedy odzywa się dwóch stojących obok facetów: „No panowie, można grzeczniej.” Okazało się, że to polscy zakonnicy.

9 marca w sali POM-EKO odbyła się konferencja prasowa Andrzeja Grobelnego, zwolnionego ze stanowiska dyrektora szczecineckiego Sanepidu. Współgospodarzami była SIS Terra, a także PiS i SLD. Jak Andrzej Grobelny zaznaczył na początku swego wystąpienia, starosta skorzystał ze swoich uprawnień dotyczących powołania i odwołania inspektora sanitarnego bez podawania przyczyn. - Przyjąłem to do wiadomości. Eskalacja pomówień oraz insynuacji na mój temat, zmusiła mnie do dzisiejszego spotkania i zajęcia stanowiska i przedstawienie faktów. Zarówno pan burmistrz, jak i pan starosta opowiadają tak niewiarygodne historie na mój temat, że nie mogę ich nie sprostować. - Dowiedziałem się z wystąpienia burmistrza, że wygrałem konkurs w dziwnych czasach. Wygrałem konkurs dwukrotnie w różnych czasach, ale nie dla mnie, te obecne czasy są bardzo dziwne. Dotychczas moja praca w Sanepidzie nigdy nie spotkała się z krytyką i zastrzeżeniami przełożonych. Chcę sprostować pomówienia pana Douglasa, który sugeruje, że będąc konsultantem warszawskiej firmy MAVIT, odsyłałem pacjentów wymagających operacji do tej właśnie firmy. Ponoć otrzymywałem stamtąd niewiarygodne korzyści finansowe i dlatego powstanie oddziału okulistycznego w Szczecinku spowoduje, że mój biznes przestanie się kręcić. A. Grobelny oświadczył, że przez 10 lat pracy w warszawskiej firmie zarobił tam jedynie 500 zł. Pacjentów wysyłał dla ich dobra, a nie, jak to nazwał - swego biznesu. - Dla porównania i uzmysłowie-

nia sobie tego, co burmistrz nie dostrzega, według jego oświadczenia majątkowego, w 2007 r. w PODIMED-zie zarobił ponad 70 tys. zł, w 2008 r. - 63 tys. zł, a w 2009 - 89 tys. zł. Jak wynika z powyższych oświadczeń pan burmistrz jest związany z PODIMED-em zawodowo. Burmistrz pracuje tam, zarabiając kilkadziesiąt tysięcy rocznie, a ja w MAVICIE - 50 zł rocznie. Kto tutaj ma jaki biznes? - Pan doktor Douglas, będąc burmistrzem, lobbuje na rzecz prywatnego podmiotu. Jak sam przyznaje, rozmawiał na ten temat z dyrektorem NFZ. Przypominam, że w połowie jako burmistrz jest właścicielem szpitala szczecineckiego i należałoby oczekiwać, że będzie się głównie troszczyć o szpital, a nie o  prywatny podmiot. Popieram ideę powstania w naszym mieście oddziału okulistycznego. Burmistrz zarzuca mi, że nie odebrałem oddziału, bo nie udało mi się wynegocjować od pana dr. Szycko kosmicznych zarobków. Chciałbym to sprostować. Nigdy nie zgłaszałem się do dr. Szycko z propozycją podjęcia u niego pracy. Pierwszy raz zaproponowano mi tam pracę przed 2000 rokiem i już wtedy odmówiłem. To prezes PODIMED-u będąc 3-4 razy w Sanepidzie zadawał mi pytania dotyczącej mojej opinii o personelu, który on zatrudnia. Nigdy też nie było mowy, że będę tam pracował czy też cokolwiek organizował na oddziale. Nawiasem mówiąc, żaden specjalista ze Szczecinka nie pracuje w PODIMED-zie poza jednym chirurgiem. A ci, co pracowali, przeważnie potem mają problem. Dlatego też nie byłem zainteresowany pracą. W swoim wystąpieniu A. Grobel-

ny odniósł się do procedury związanej z odbiorem oddziału okulistycznego. Powtórzy to, co zamieściliśmy w  poprzednim wydaniu „TS”. - Myślę, że należało wykonać oddział zgodnie z projektem i nie trzeba było wymyślać potem historii spiskowych, a pan Paweł nie musiałby się wcielać w rolę agenta Tomka. Początkowe kontrole wykonywali moim pracownicy, ja w nich nie uczestniczyłem. Po jednej z kontroli zwrócił się do mnie starosta z prośbą o wspólną wizytę na oddziale. Po kontroli na osobności starosta powiedział mi, że jest on zainteresowany pozytywnym odbiorem, bo takie są oczekiwanie dr. Szycko i burmistrza. Nie spotkałem się przez 8 lat pracy w inspekcji z takim zaangażowaniem władz samorządowych dla załatwienia interesów prywatnego podmiotu. Podkreślam, że brak odbioru wynikał z niespełnienia wymagań. Ciszę się, że na naszym terenie powstał oddział okulistyczny. Jednak sposób realizacji tej inwestycji budzi mój niesmak. - Fakty są takie, że oddział nie był gotowy. Prezes PODIMED i burmistrz naciskali na starostę, starosta na mnie, a ja nie mogłem odebrać tego, co nie było zgodne z literą prawa. - Odbioru dokonywaliśmy na podstawie zaopiniowanego projektu, który potem został zmieniony na inny. Koszalin oceniał już zupełnie inny projekt. Początkowo mieliśmy odebrać wszystko - oddział salę operacyjną i poradnie. Później to się zmieniło, bo miała być dzierżawa ze szpitala. Podczas pierwszej kontrola trwały prace budowlane i nie było żadnego wypo-

foto:Jerzy Gasiul

Konferencja, okulistyka, kasa i zarzuty

Andrzej Grobelny podczas konferencji prasowej. sażenia. Kolejna to samo. Wydaliśmy negatywną opinię. Do dzisiaj nie jest odebrana sala operacyjna. Być może nie znam się na epidemiologii, jak sugeruje to burmistrz, ale na okulistyce tak. Każdy z oddziałów, m.in. w Wałczu, Koszalinie Kołobrzegu czy Bydgoszczy posiada salę operacyjną na własnym oddziale. Nasz oddział pod tym względem jest ewenementem. Byłem inspektorem niezależnym, nie można było u mnie załatwić niczego wbrew prawu i dlatego też nie wszystkim to odpowiadało. Tu nie chodzi o moje odwołanie, ale też o swego rodzaju demonstrację arogancji władzy, że miało się to odbyć z wielkim hukiem i tak się to odbyło. Nasze pytania do A. Grobelnego: Już we wrześniu PODIMED zwró-

cił się do pana o wydanie opinii. Dlaczego wydał pan opinię a nie decyzję - postanowienie? - My odbieramy urządzenia i pomieszczenia. Prawda była taka, tak w jednym piśmie zostało to napisane, że fundusz za wcześnie ogłosił postępowanie konkursowe. Ponieważ nie można tego było zrobić w tak krótkim czasie, próbowano to obejść w różnej formie. Pomieszczenia nie były gotowe i dlatego nie mogłem ich odebrać. Trwały tam jeszcze prace budowlane. - Opinia potrzebna była PODIMED-owi do tego, aby pokazać NFZ, że jest już gotowy oddział, aby można było otrzymać kontrakt z funduszem. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, ze chodzi o pieniądze, albo kobietę. Roczny kontrakt oddziału wynosi 614 tys. złotych. (jg)

Mamy (kulawy) Program Ochrony Powietrza Radni Sejmiku Zachodniopomorskiego przyjęli we wtorek Program Ochrony Powietrza dla powiatu szczecineckiego. „Za” głosowało 17 rajców z PO i PSL, „przeciw” było 11 z PiS i SLD, jeden wstrzymał się od głosu. Był nim radny Adam Wyszomirski (uczynił to jako jedyny radny PO), który wcześniej w dyskusji namawiał do przyjęcia programu. Przed rozpoczęciem obrad pod siedzibą sejmiku protestowali przedstawiciele SIS Terra. W  imieniu stowarzyszenia głos zabrała Małgorzata Sobczyk, przedstawiając argumenty podważające zasadność i rzetelność POP. Zdaniem naszych ekologów, przyjęcie programu nie rozwiąże problemu wysokich

wskaźników pyłów PM 2,5 i PM10 oraz rakotwórczego benzo(a)pirenu. - To bubel, a nie solidnie opracowany program mający na celu w rzeczywistości ograniczyć uciążliwości dla mieszkańców Szczecinka i okolic. Według autorów programu, za zanieczyszczenie w głównej mierze odpowiadają mieszkańcy Szczecinka. Oczywiście, wykorzystamy wszelkie dostępne nam drogi prawne do zaskarżenia dokumentu, łącznie z drogą sadową mówi „TS” Jacek Pawłowicz z zarządu stowarzyszenia. W czym problem? Historia prac nad szczecineckim programem mogłaby służyć za kanwę dobrej powieści sensacyjnej. Twórcy programu uważają (oparli się na wyni-

kach badań z 2007 roku), że głównym źródłem zanieczyszczenia naszego powietrza jest emisja powierzchniowa pochodząca z indywidualnego ogrzewania. Z  kolei szczecineccy ekolodzy wskazują na zakłady Kronospan. Jak zapewniał podczas obrad marszałek województwa Olgierd Geblewicz, przyjęcie programu pozwoli na wdrożenie działań, które w  finale doprowadzą zmniejszenia stężenia trujących substancji. Wdrożenie Programu pozwoli również na pozyskiwanie środków unijnych m.in. na wymianę starych pieców węglowych. Marszałek „zapomniał” przy tym dodać, że do środki unijne pokryją tylko część kosztów, za resztę zapłacimy z własnej kieszeni. (sw)

foto:Krzysztof Sobczyk

Głosowanie - 17:11, nasz radny wstrzymał się od głosu

Demonstracja TERRY przed Urzędem Marszałkowskim w Szczecinie.

Wybraliśmy dwie rady osiedli W jednej zabrakło frekwencji Swoich przedstawicieli do Rad Osiedlowych wybrali mieszkańcy osiedla Pilska - Raciborski i Koszalińska - Kołobrzeska. Tam frekwencja w niedzielnym głosowaniu wyniosła ponad wymagane 10 procent. Właśnie uczestnictwo mieszkańców w akcie glosowania było podstawą do wybrania rad. Niestety, sztuka ta nie udała się mieszkań-

com osiedla Kopernika - Winniczna. Do urn poszło zaledwie około 7 proc. uprawnionych do głosowania. To i tak postęp w stosunku do stanu obecnego, gdy w Szczecinku działała zaledwie jedna rada osiedlowa (Pilska - Raciborki). Radnymi Rady Osiedla Koszalińska - Kołobrzeska zostali: Maciej Kaźmierski, Marcin Kaszewski,

Paulina Kuczyńska, Marek Szydlak, Patrycja Drab, Dariusz Siubdzia, Radosław Żmuda - Trzebiatowski, Jacek Markiewicz, Anna Czykun, Kamila Pawłowska, Zbigniew Kram, Zbigniew Kołodziejczak, Adam Popławski, Adam Popko i Zbigniew Mazij. Z  kolei interesy mieszkańców osiedla Pilska - Raciborski reprezen-

tować będą: Stefania Sowa, Monika Małgorzewicz, Andrzej Pysz, Zbigniew Kalisz, Przemysław Cis, Józef Gocałek, Zbigniew Lis, Marian Radoła, Beata Jończyk, Robert Kozłowski, Wojciech Szwedowicz, Mirosław Luksemburg, Anna Sitkiewicz, Danuta Jurczak i Marek Woliński. (sw)

Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych TERRA zaprasza mieszkańców Szczecinka na wykład Pana Krzysztofa Masiuka - sekretarza Narodowej Rady Ekologicznej,członka Rady Nadzorczej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, doradcę głównego Inspektora Ochrony Środowiska. Tematem spotkania będzie „Rola organizacji pozarządowych w tworzeniu lobbingu ekologicznego”. Wszystkichzainteresowanych zapraszamy 16 marca (środa) godz.17. 00 - sala Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul 28 Lutego. Zarząd SIS TERRA

REKLAMA

REKLAMA

dy Nobla, w 1903 roku w dziedzinie fizyki wraz ze swoim mężem Piotrem Curie, zaś w 1911 roku otrzymała to cenne trofeum samodzielnie za osiągnięcia w  dziedzinie chemii. Jako że w tym roku mija sto lat od tego ważnego dla światowej nauki wydarzenia, Sejm Rzeczypospolitej ustanowił rok 2011 Rokiem Marii Skłodowskiej-Curie. Warto o tym wiedzieć. Przeczytałem u was ostatnio o parasolniku jako przykładzie zanikającego rzemieślniczego fachu - przypomina Marcin G. więc i ja w tym temacie chciałbym się wypowiedzieć. Co się stało z dosyć licznymi jeszcze nie tak dawno w naszym mieście zakładami krawiectwa męskiego? - pyta nasz Czytelnik - Kiedyś naprzeciwko kina „Wolność” (wówczas „Przyjaźń” - dop. mój) miałem swojego krawca, u którego dość regularnie szyłem garnitury, spodnie, czasami coś przerabiałem. Fakt, może w sklepach nie było wówczas takiej oferty, ale jeżeli nawet, jest to złudny wybór, bowiem na moją sylwetkę rzadko kiedy udaje mi się dopasować ubranie. Jak pasują spodnie, to można mieć zastrzeżenia do rozmiaru czy kroju marynarki. Z krawcem, co by nie mówić, była po prostu wygoda. Nasz kolejny czytelniczy sygnał jest jakby uzupełnieniem czy też swoistym dopiskiem do poprzedniego. Oto co na ten temat pisze Ryszard J. - Twierdzicie, że rzemieślnicze usługi, niekiedy bardzo potrzebne i wręcz poszukiwane, chylą się ku upadkowi. A jak może być inaczej, skoro czynsze za dzierżawione w naszym mieście lokale, właśnie pod handel czy usługi, osiągają horrendalne wręcz sumy? To przecież nienormalne - dodaje nasz Czytelnik i chyba trudno odmówić mu racji. Może to i osobliwa zachcianka, twierdzi na wstępie Norbert D., ale znalazłem się ze znajomymi w sytuacji, której prawdę mówiąc nie przewidywałem. Tak się bowiem złożyło, że w ubiegły czwartek 3 marca, chciałem swoich przyjezdnych gości podjąć dość wczesnym śniadaniem. I problem, bo okazało się, że znane i odpowiadające mi dotąd śródmiejskie lokale otwierane są zazwyczaj w południe. Stąd też musieliśmy się obyć naszym, powiedzmy, biznesowym śniadankiem. Właściwie, to o tej porze nawet kawy nie można się napić „na mieście” w jako takich warunkach - dodaje nasz Czytelnik. To fakt, wprawdzie są u nas czynne niemal całodobowo przyhotelowe bary czy restauracje, ale gdy chodzi o centralną część miasta, to istotnie - w grę wchodzi co najwyżej późne drugie śniadanie. Ostatnio na jednym z lokalnych reklamowych druków ulotnych zauważyłam dość istotny błąd adresowy - twierdzi nasza stała Czytelniczka - nie ma bowiem w Szczecinku ulicy Curie-Skłodowskiej. Oczywiście, jeżeli już, to - Marii Skłodowskiej-Curie (1867-1934), wielkiej polskiej uczonej, pierwszej kobiecie profesor Sorbony, współodkrywczyni polonu i radu, inicjatorce budowy Instytutu Radowego w Warszawie w 1927 roku. Od siebie dodajmy jest to czytelniczy sygnał absolutnie na czasie, nasza sławna rodaczka była dwukrotną laureatką nagro-

Jestem starszym, samotnym człowiekiem - pisze nasz kolejny Czytelnik. - Żyję właściwie z ołówkiem w ręku, utrzymuję się bowiem skromnej emerytury i raczej sam muszę o siebie zadbać. Obiady od lat jadam w szkolnej stołówce, pozostałe posiłki sam sobie przygotowuję, co sprawia, że jestem stałym klientem sklepowych stoisk spożywczych i wędliniarskich, wybierając oczywiście te najtańsze. No i właśnie, bo gdy poproszę o 10 dag krojonej wędliny czy sera, obsługujące je panie dość często stawiają mnie w kłopotliwej sytuacji pytając czy może tak pozostać, gdy kupowany przeze mnie produkt zaważy, powiedzmy, 15 dag. Niby niewielka różnica, ale nie w mojej sytuacji. Poza tym trapiące mnie dolegliwości żołądkowe sprawiają, że raczej nie przechowuję żywności w lodówce i robię te zakupy z dnia na dzień. Nie chcę przy tym uchodzić za starego zrzędę, ale jest to dla mnie jakiś problem, może „Spacerki” by mnie wsparły? Jasne, że wspieramy, bo to my jesteśmy dla Państwa, a nie odwrotnie. W tym przypadku szczególnie, bo także jesteśmy przekonani, że opisana sytuacja może wprawiać naszego Czytelnika w pewne zakłopotanie. Pozdrawiam serdecznie! Obchody 66. rocznicy zdobycia Szczecinka były w tym roku po prostu żałosne - twierdzi nasz długoletni Czytelnik, Stanisław R. - jedna skromna delegacja na cmentarzu wojennym dopełniła jedynie goryczy. Jakże okazale na tym tle wypadła 66. rocznica powrotu polskości na Pomorze, obchodzona w pierwszych dniach marca w Czaplinku (tak ją tam nazwano). Odbyła się msza w intencji Ojczyzny, capstrzyk z apelem poległych, parada pocztów sztandarowych, wiele imprez sportowo-rekreacyjnych, a nawet bieg uliczny. A u nas w dalszym ciągu mizernie! Kiedyś, gdy władza była podzielona, każdy świętował po swojemu albo i wcale, potem toczono historyczne spory - czy było to wyzwolenie, czy może zdobycie? To naprawdę mało poważne - kończy nasz Czytelnik dodając, że liczyć się powinien sam fakt zaistnienia w naszej obecnej Ojcowiźnie po 1945 roku i jeżeli już, to nade wszystko to właśnie powinniśmy świętować. Kingę Z. i Romana J. proszę o cierpliwość i obiecuję niebawem odnieść się do zasygnalizowanych przez Państwa kwestii. Co jak co, ale na pewno nie bagatelizuję sygnałów, mieszczących się w obszarze wszelkich językowych wątpliwości. Jak sami Państwo podkreślacie czasami oddaję im swoje stałe felietonowe łamy. No więc właśnie, znajdzie się tam na pewno miejsce na wyjaśnienie poruszanych w listach problemów, które istotnie - mogą sprawiać nie lada kłopoty i zgoda, że także nauczycielom. (ur)

Porady prawne

Kiedy przysługuje odprawa pieniężna z powodu zwolnień grupowych? Dla spełnienia wymogów zaliczenia określonego zwolnienia pracownika z pracy przez pracodawcę do zwolnienia grupowego musi być spełnionych kilka podstawowych warunków tj. pracodawca musi zatrudniać co najmniej 20 pracowników, przyczyna zwolnienia nie może leżeć po stronie pracownika, wypowiedzenia stosunku pracy musi dokonać pracodawca (może to być także porozumienie stron), łączny okres zwolnienia nie może przekraczać 30 dni, a zwolnienie obejmuje: 1) co najmniej 10 pracowników, gdy pracodawca zatrudnia mniej niż 100 pracowników, 2) 10% pracowników gdy pracodawca zatrudnia od 100-299 pracowników, 3) 30 pracowników, gdy pracodawca zatrudnia 300 pracowników lub więcej. Należy pamiętać, iż obowiązkiem pracodawcy jest skonsultowanie zamiaru przeprowadzenia grupowego zwolnienia z organizacjami związkowymi działającymi u danego pracodawcy. Jeżeli u danego pracodawcy nie działają organizacje związkowe, uprawnienia tych organizacji przysługują odpowiednio przedstawicielom pracowników wyłonionym w trybie przyjętym u danego pracodawcy. Pracodawca jest obowiązany zawiadomić na piśmie zakładowe organizacje związkowe (lub przedstawicieli pracowników) o przyczynach zamierzonego grupowego zwolnienia, liczbie zatrudnionych pracowników i grupach zawodowych, do których oni należą, grupach zawodowych pracowników objętych zamiarem grupowego zwolnienia, okresie, w ciągu którego nastąpi takie zwolnienie, proponowanych kryteriach doboru pracowników do grupowego zwolnienia, kolejności dokonywania zwolnień pracowników, propozycjach rozstrzygnięcia spraw pracowniczych związanych z zamierzonym grupowym zwolnieniem, a jeżeli obejmują one świadczenia pieniężne, pracodawca jest obowiązany dodatkowo przedstawić sposób ustalania ich wysokości. W terminie nie dłuższym niż 20 dni od dnia tegoż zawiadomienia, pracodawca i zakładowe organizacje związkowe zawierają porozumienie. Jeżeli nie jest możliwe zawarcie porozumienia ze związkami, zasady postępowania w sprawach dotyczących pracowników objętych zamiarem grupowego zwolnienia ustala pracodawca w regulaminie, uwzględniając, w miarę możliwości, propozycje przedstawione w ramach konsultacji przez zakładowe organizacje związkowe. Należy pamiętać, iż przy zwolnieniach grupowych nie stosuje się procedury konsultacji związkowej przewidzianej w kodeksie pracy, ani ochrony przed wypowiedzeniem w trakcie usprawiedliwionej nieobecności w pracy, ani innych przepisów odrębnych dotyczących szczególnej ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem stosunku pracy. Wyjątkowo jednak w razie niezawarcia ww. porozumienia ze związkami zawodowymi, stosuje się w pełni konsultację wypowiedzenia ze związkami zawodowymi zawartą w kodeksie pracy. Wypowiedzenie pracownikom stosunków pracy w okresie usprawiedliwionej nieobecności w pracy, jest dopuszczalne jedynie wówczas gdy czas urlopu pracownika trwa co najmniej 3 miesiące, albo czas innej usprawiedliwionej nieobecności pracownika w pracy, przewyższa okres uprawniający pracodawcę do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia. Wypowiedzenie pracownikom warunków pracy

i płacy w sytuacjach, o których mowa wyżej, jest dopuszczalne natomiast niezależnie od okresu trwania urlopu lub innej usprawiedliwionej nieobecności pracownika w pracy. Z mocy przepisu szczególnego w razie wypowiadania pracownikom stosunków pracy w ramach grupowego zwolnienia umowy o pracę zawarte na czas określony lub na czas wykonania określonej pracy mogą być rozwiązane przez każdą ze stron za dwutygodniowym wypowiedzeniem. Rozwiązanie z  pracownikiem stosunku pracy w ramach grupowego zwolnienia może nastąpić dopiero po upływie 30 dni od dnia zawiadomienia Powiatowego Urzędu Pracy o przyjętych ustaleniach dotyczących grupowego zwolnienia, a w przypadku gdy nie jest ono wymagane - dopiero po upływie 30 dni od dnia zawarcia porozumienia lub ustalenia regulaminu zwolnień grupowych. Zasady tej nie stosuje się do przypadków rozwiązania z pracownikami stosunków pracy w razie zakończenia działalności pracodawcy wskutek prawomocnego orzeczenia sądowego. Pracownikowi, w związku z rozwiązaniem stosunku pracy w ramach grupowego zwolnienia, przysługuje odprawa pieniężna w wysokości: 1) jednomiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy krócej niż 2 lata; 2) dwumiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy od 2 do 8 lat; 3) trzymiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy ponad 8 lat. Należy wspomnieć również w tym miejscu o prawie pracownika (zwolnionego w ramach grupowego zwolnienia) do podjęcia zatrudnienia u danego pracodawcy w ciągu roku od dnia rozwiązania z nim stosunku pracy, w razie ponownego zatrudnienia pracowników w tej samej grupie zawodowej Z mocy przepisu szczególnego odprawa pieniężna należy się również wówczas, gdy pracodawca zatrudniający co najmniej 20 pracowników rozwiązuje stosunki pracy z przyczyn niedotyczących pracowników pod warunkiem, że przyczyny te stanowią wyłączny powód uzasadniający wypowiedzenie stosunku pracy lub jego rozwiązanie na mocy porozumienia stron oraz zwolnienia w okresie nieprzekraczającym 30 dni obejmują mniejszą liczę pracowników niż wymieniona na wstępie tegoż artykułu (zwolnienia indywidualne). Przedmiotowa ustawa nie rozróżnia przy zwolnieniach grupowych czy umowa o pracę jest zawarta na czas określony czy nie określony. Ustawę tę stosuje się zatem do wszystkich pracowników (z wyjątkiem pracowników tymczasowych) bez względu na wymiar czasu pracy poszczególnych pracowników. Ww. akt prawny stosuje się również do wypowiedzenia zmieniającego warunki pracy lub płacy. Podstawa prawna: Ustawa z dnia 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Tomasz Wilicki radca prawny

Wasz Temat : owski” zieh c i c a d jM „Macie ba. Zamek to obciae Tak trz kulturowe i estaudzictwo łoby go nie odr środki y chem b ć, posiadając ej det rowywa we. Oponenci yedupomoco po prostu niew rowacyzji są a ich świat sp ucha i , kowani o pełnego brz d dza się ódki. taniej w

Przecież jesteśmy w UE Ta inwestycja budzi wiele emocji. Mowa o restauracji naszego najszacowniejszego zabytku - Zamku Książąt Pomorskich. W niedalekiej przyszłości była książęca siedziba nad jeziorem Trzesiecko ma „przemienić” się w centrum kongresowo-szkoleniowe. Zdaniem przeciwników inwestycji, to pieniądze wyrzucone w błoto, powodujące dodatkowo zbyt nadmierne zadłużanie miasta. Z kolei zwolennicy remontu zamku podkreślają, że powinniśmy zadbać o swój największy zabytek, bo jesteśmy to winni byłym i przyszłym mieszkańcom grodu nad Trzesieckiem. Co na to Czytelnicy naszej strony internetowej? „Maciej Macichowski”: Tak trzeba. Zamek to dziedzictwo kulturowe i obciachem byłoby go nie odrestaurowywać, posiadając środki pomocowe. Oponenci tej decyzji są po prostu niewyedukowani, a ich świat sprowadza się do pełnego brzucha i taniej wódki. „D.P” odpowiedział: Proszę zacząć myśleć. W gospodarce budżetowej i polityce finansowej pożądane jest dążenie do racjonalnego wydawania pieniędzy. Szczególnie należy właściwie planować inwestycje, które, mimo że są finansowane ze środków zewnętrznych, to pochłaniają duże koszty z budżetu miasta. Wspieranie się udziałem własnym pochodzącym z kredytów lub ze sprzedaży majątku miasta nie jest w obecnej dobie dobrym rozwiązaniem. Planowane inwestycje muszą być przede wszystkim przemyślane i potrzebne, odzwierciedlać potrzeby mieszkańców, jako szerzej rozumianego interesu publicznego, a nie partykularnych interesów wąskiej grupy wpływowej. „Red”: Od wielu już lat miasto funduje sobie obiekty, które miast zarabiać na siebie generują tylko coraz większe wydatki. Gdyby dochody miasta były wystarczające to pół biedy, ale tak nie jest. Miasto

ulega gwałtownemu zadłużeniu. Dochody własne gminy z roku na rok spadają. Zmierzamy prosto do katastrofy finansowej. Nad Trzesiecko zjechał marszałek województwa. Spotkał się z władzami Szczecinka, a później przybył, jak to w ratuszu światowo zapowiedziano - na briefing. Rzecz tyczyła, a jakże, ochrony środowiska ze szczególną troską m.in. o szczecineckie powietrze. - Zero polityki w naszych działaniach - podkreślił marszałek Geblewicz i dodał, że wojewódzki urząd jest właśnie w trakcie wydawania dwu decyzji dla zakładu Kronospan, jeśli chodzi o emisje. I dalej: - Myślimy również o tym, aby doprowadzić do ciągłego monitoringu emisji w tych zakładach. „WSX”: Towarzysze z ratusza robią kolejny spektakl. Żałosne i obrzydliwe. Wątek kontynuował „Trzeźwo myślący”: To kpina. Marszałek ma wydać następne czasowe zezwolenia na emisję pyłów i gazów. Ciekawe, jakich? „Masa”: Kawa czy herbata? Jak widać miłe posiedzonko, ubijanie piany i nadal nic nie zrobione. Brawo. Dodał „Bleee”: Niedobrze się robi. Jak zwykle debata na temat jak to otworzyć kominy na oścież. Szkoda gadać. „Ola” się dopytała: Dlaczego nie zaproszono Terry? Ponoć ratusz liczy się ze zdaniem mieszkańców, a co za tym idzie ze zdaniem członków tego stowarzyszenia. Szkoda, że zasługi naszych ekologów zauważają w Ministerstwie Środowiska, a burmistrz ich nie dostrzega. Ale to już tradycja. Odpowiedział „Mieszkaniec”: To, że ratusz nie dostrzega zasług stowarzyszenia, czyli zasług szczecineckiego społeczeństwa w ochronie powietrza, to nie sprawa polityczna? Dodał „Hes”: Przed wyborami PO odzyskuje chęć życia w czystym środowisku, do wyborów dotrwają obiecankami, a później zno-

wu pełna amnezja. Nasz poseł Wiesław Suchowiejko wystosował do Prokuratora Generalnego wniosek o ponowne podjęcie umorzonego śledztwa Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, w sprawie składowania przez Kronospan odpadów poprodukcyjnych na ulicy Leśnej i Waryńskiego. Szerokie uzasadnienie decyzji koszalińskich śledczych, do którego dotarliśmy po długich staraniach, opublikowaliśmy w  wydaniu papierowym, a później w internetowym naszej gazety. „Trzeźwo myślący”: Nie wierzę. Jeszcze niedawno pan poseł proponował Stowarzyszeniu Terra iść pod kominy i tam protestować przeciw uciążliwemu zakładowi. Tymczasem, będąc przewodniczącym rady miasta, nie uczynił żadnego kroku dla poprawy naszego powietrza. „Borz”: Co z Wami? Jak niedawno poseł interweniował w sprawie budowy nowej komendy policji, to na forum objechali go, że nie zajmuje się kominami. Teraz jak się zajął, to oczywiście kiełbasa wyborcza. A tak swoją drogą, to ciekawe, że jak ktoś spoza Szczecinka coś zrobi, to wszyscy zachwyceni. Ale jak nasz przedstawiciel zaczyna działać, to zapewne kręci. To jest jakaś masakra. „Zakonserwowana”: Pic na wodę. Czytałam ten „plik”. Na poziomie parlamentu, urzędów centralnych stosuje się pewne zasady. W pliku brakuje odręcznego zwrotu do pana ministra, brakuje odręcznego podpisu pana posła, brakuje potwierdzenia wpływu wniosku do kancelarii pana ministra. Jaka jest, więc gwarancja, że taki „dokument” wpłynął” do ministerstwa? „Kostek”: Ja znów nie rozumiem, o co chodzi. Pamiętam jak 12 lat temu przed wydaniem zgody na rozbudowę zakładu radni jechali autokarem do Wielkiej Brytanii na własne oczy zobaczyć, jak taki zakład funkcjonuje i przekonać się, że auten-

tycznie nie truje! Gdzie oni są teraz, jaki był skład tej delegacji? Chcieliśmy to mamy, więc o co chodzi? „PZPR”: Czy to już pasztet przedwyborczy? Bo kiełbasą trudno to nazwać. Powodzenia panie pośle, obym się nie mylił. Swoją opinię w rzeczonym wątku wyraził też „Edward Kiepski”: Koło fortuny ruszyło. Czas na start. Lecz nieważne, kto jak zaczyna, jak kto działa i krzyczy, kto z kim, i kto, przeciw komu. Ważny jest efekt końcowy. „Podpis”: Czy ja coś przespałem czy mi się przyśniło? Z tego, co pamiętam pierwszym głosem dobiegającym z równie poważnego stanowiska publicznego była interpelacja posła Czesława Hoca. Czy jestem w błędzie? „Maciej Macichowski”: No i super. Może uda się postępowanie wzruszyć z pozytywnym wynikiem. Dobrze, że się pan poseł znalazł, bo już

myślałem, że jego kadencja wsławi się tylko wymianą głowy Piłsudskiego na pomniku. „Wulkan”: Dziękuję Panie Pośle. Tym, którzy za chwilę powiedzą, że takimi posunięciami możemy stracić pracodawcę odpowiadam niech sobie stawiają kominy nawet i naprzeciw ratusza, byleby nie wypuszczali przez nie tego, co nas truje. A jest to możliwe tyle, że to kosztuje. „Lipa”: Niech pan zapyta, kogo trzeba, gdzie praca, za co ludzie mają zapłacić czynsz, za co kupić chleb, gdzie podstawy egzystencji? Dyskusję spuentował „Mieszkaniec”: Czy na tę firmę nie ma siły, która ją zamknie albo ucywilizuje? Przecież jesteśmy w UE. Panie pośle trzymamy kciuki. Z pana pisma wynika, że Baden Baden to Szczecinek nie jest. Na dnie jeziora jest cała tablica Mendelejewa. (wybrał i opracował: sw)

Za dwa lata zamek będzie jak nowy

Poznaniacy odrestaurują zamek

Komisja przetargowa Urzędu Miasta rozstrzygnęła konkurs na wykonawcę inwestycji pn.: „Odrestaurowanie zabytkowego skrzydła Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinku na Centrum kongresowo-szkoleniowe z zapleczem gastronomicznym i hotelowym”. Najkorzystniejszą ofertę złożyła firma CIEPŁOWNIK Spółka z Plewisk koło Poznania. Warto podkreślić, że o  prace w naszym najszacowniejszym zabytku starało się łącznie 10 firm i konsorcjów, m.in. ze Szczecina, Piły, Poznania, Torunia, Kłodawy, Głogowa, Wrocławia, Koszalina i Sopotu. Całkowity koszt inwestycji a mamy na nią ponad 11 mln zł, będzie znany po zawarciu umowy. Projekt jest współfinansowany przez Unię

Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach RPO WZ na lata 2007-2013. Wykonawca inwestycji praktycznie przebuduje wnętrze zabytku i przystosuje je do nowej funkcji. Projekt przewiduje utworzenie w zabytkowym skrzydle centrum kongresowo-szkoleniowe z niewielkim zapleczem gastronomicznym i hotelowym. Po przebudowie w piwnicy powstanie sala klubowa, na parterze sala do szkoleń, restauracja na I piętrze sale szkoleniowe na na poddaszu 5 pokoi. Prace będą prowadzone pod nadzorem konserwatora zabytków. Finał inwestycji ma nastąpić 14 czerwca 2013 roku. (sw)

Sprzedam

MONETY, banknoty, medale i starocie Tel. 698 737 560.

SUPOREKS, dobra cena. Tel. 602 390 558. SUSZARKA do bielizny, indesit sdd 51, 300zł. Tel. 604 472 324. SZAFĘ dużą z lustrem, 4 drzwiową, łoże do sypialni 160 x 200 cm, segment pokojowy. Tel. 603 984 517 . TANIO sprzedam buty i ciuszki dla dziewczynki i suknię ślubną! do sukni cos gratis. Tel. 721 021 972. KOMPUTER stacjonarny LG w bdb stanie, mało używany oraz męski kożuch góralski z owczej wełny, oryginalny .Tel. 884 163 821 DESKI dąb, 2,5m dł. x5 cm grub., szerokie, 3m3. Tel. 722 310 252 TANIO, narożnik, ława, fotel beżowy. Tel. 782 682 982. HARMONIJKA ustna laryadler profesional hohner, niemiecka, nowa. Tel. 604 472 324. SZAFE myśliwską na broń, 4 jednostki.Tel. 663 778 911. OPONY 900x20, przyczepka samoch. i ciągnikowa 1x2m, drzewo suche odp. ze stolarni. Tel. 502 867 720 . KAJAK dwuosobowy, cena 550 zł. Tel. 664 712 595 ALBA krótka 20zł, garnitur 140cm 80zł. Tel. 604 216 653. BUTY sportowe nike, stan bdb, rozm. 38,5, 50zł. Tel. 604 216 653. WÓZEK głęboki ze spacerówką, firmy Tako. stan db, 50zł Tel. 782 976 208. NOKIA 5230-idealny, gwarancja prawie 1,5 roku, 320 zl Tel. 725 568 987. BAGAŻNIK samochodowy na 3 rowery. Tel. 663 778 911.

Kupię

BIURKO komputerowe, za rozsądną cenę. Tel. 694 357 106. KAŻDE zboże.Ilość min 23t.Zapewniam transport, płacę w dniu załadunku. Tel. 509 942 079. ŁÓŻKO do sypialni, jedynie wymiar 160 X 200, masywne, zdjęcia na e-mail. Tel. 607 829 596.

Nieruchomości DZIAŁKĘ owocowo warzywną 540m2, altana murowana, ul. Wiatraczna. Tel. 608 870 700. DZIAŁKA rolno budowlana, 5300m2, Sitno k/ Szczecinka, rozpoczęta procedura przekształcenia Tel. 503 170 659. MIESZKANIE 47 m2, IIp, 3p, balkon, po generalnym remoncie, ul. Koszalińska, cena do negocjacji. Tel. 693 844 636. DOM jednorodzinny, 100m2, ul. Gdańska .Tel. 666 883 854. MIESZKANIE ul. Chełmińska 47m2, IVp, 3p, 130000zł. Tel. 605 211 925. MIESZKANIE własnościowe 47m2, 3p, IVp, ul. Mierosłwskiego, kuchnia w zabudowie, 2 szafy komandor, gotowe do zamieszkania. Tel. 604 713 141. DOM 100m2, budynek gosp. 50m2, działka 044 ha, strefa podmiejska Szczecinka - Tarnina 6 Tel. 691 274 470 MIESZKANIE M5, 4p, 69m2, os. Zachód, garaż lub zamienię na domek z dopłatą z mojej strony. Tel. 609 516 691. DZIAŁKA atrakcyjna k/ Szczecinka, nad rzeczką z lasem wszystkie media. Tel. 516 249 289. DOM parter, 130m2, bezczynszowy, kominek, działka 450m2, centrum. Tel. 501 545 845. MIESZKANIE do remontu 84m2, 2p, C.O., IIp, 1800zł/ m2. Tel. 798 583 347 lub 94 7127779.

KUPON WAŻNY DO 17 MARCA

KAWALERKA w Szczecinku, niskie opłaty miesieczne. Tel. 502 118 297. GARAŻ, os. Zachód. Tel. 94 374 59 41. LOKAL na biuro, usługi, gabinet lekarski, centrum, 34m2. Tel. 502 566 109. MIESZKANIE, Kołobrzeg 47m2, 2p, IVp, ul. Koszalińska, 800m od morza lub zamienię na Szczecinek 3p z balkonem. Tel. 607 781 884 lub 609 587 184. MIESZKANIE IIp, 48m2, ul. Słowiańska, 145000 zł. Tel. 602 255 930. DOM ul. A.Krajowej, 46a, 118m2, mieszkanie i garaż, piwnica, 300000zł . Tel. 606 837 475. SŁONECZNA kawalerka parter, 30m2, Borne Sulinowo. Tel. 663 434 893. MIESZKANIE 2p, umeblowane. Tel. 94 374 67 89. MIESZKANIE 3p, IVp, 63m2, garaż, os. Piłsudkiego lub zamienię na większe Tel. 604 566 432. DZIAŁKA bud. 954m2, Obr. Westerplatte, ładnie położona, ogrodzona, uzbrojona .Tel. 602 510 973. MIESZKANIE 58m2, 2pok, IIp lub zamienie na 3 pok do IIp na ul. Wodociągowej. Tel. 604 500 557. DOM w Parsęcku sprzedam lub zamienię na mieszkanie w Szczecinku 3-4p, do Ip. Tel. 603 805 963. MIESZKANIE Szczecinek 1p, IIIp. 40m2 poddasze. Niski czynsz, 110,000zł. Tel. 783 678 600. MIESZKANIE Ip, 2p, 47m2, wyposażone, nowy budynek, niski czynsz lub zamienię na Szczecin. Tel. 609 693 043. DZIAŁKI budowlane w Sporem k / Sczecinka od 1200-1500 m2. Tel. 609 079 757. DOM 112m2 na osiedlu Marcelin, 420.000zł do negocjacji. Tel. 606 231 993.

DZIAŁKĘ w Szczecinku, ul.Wypoczynkowa, 75zł/m2. Tel. 662 179 098. MIESZKANIE 65m2, 3p, parter, os.Zachód. Tel. 660 542 165. MIESZKANIE 54m2 , 3p, centrum,po remoncie, kuchnia na wymiar. Tel. 606 199 559. MIESZKANIE ul. Narutowicza 3, kawalerka, 30 m2, IIIp. Tel. 94 71 27 249 KAWALERKĘ 20 m2 i mieszkanie 3p 65m2, lub zamienię na mniejsze. Tel. 723 936 204 DZIAŁKI pod zabudowę 30zł/m2, Dom w Sporem. Tel. 604 802 099. MIESZKANIE 57m2, Ip, 3p, duży balkon, środkowe, okna PCV, oś. Piłsudskiego. Tel. 506 980 405.

MIESZKANIE 3p, ul. Chelminska do wynajecia od zaraz .Tel. 694 357 106. MIESZKANIE 36m2,na dłuższy okres, 2p, umeblowane, ul.Chełmińska Tel. 502 639 003. MIESZKANIE 3p, ocieplone balkon Tel. 694 357 106. LOKAL użytkowy o pow. 56m2 w centrum Szczecinka, lub sprzedam Tel. 697 184 445. POKÓJ dla kobiety Tel. 508 431 756 MIESZKANIE 3p 57m2 IIIp, od zaraz. Tel. 794 193 866 MAGAZYN- hala, 190m2, plac, Bugno 3 Tel. 604 484 632.

KAWALERKA 30m2, mieszkanie 2p, 47m2. Tel. 94 372 40 35.

MIESZKANIE niezależne 3p w domku jednorodz., osobne wejście. 1000 zł + niezależne liczniki, świeżo po remoncie Tel. 691 976 389

MIESZKANIE Bornym Sulinowie, 93m²,Ip,4pok, 1950złm²do neg. bomak@wp.pl .Tel. 0049 210473489

MIESZKANIE 84m2 2p, częściowo umeblowane. Tel. 798 583 347, 94 7127 779

MIESZKANIE 3p, w centrum Szczecinka 58m2 .Tel. 667 389 005.

GARAŻ - budynek gospodarczo garażowy 18m2, blisko PKS. Tel. 900 768 904

Do wynajęcia mam LOKAL 22m2, pl. Winniczny od strony netto. Tel. 608 720 238.

MIESZKANIE 2p, IIIp, 45m2, ul. Kopernika Tel. 792 274 240.

LOKAL 380m2, parter, z parkingiem, róg ul. Wyszyńskiego- Kamienna. Tel. 602 216 792.

KAWALERKA 600zł+liczniki+kaucja 1000zł. Tel. 666 963 377.

MIESZKANIE 2p, 45m2, ul. Kopernika 17, nowa kuchnia, szafa na wymiar .Tel. 661 567 722. POKÓJ dla kobiety. Tel. 508 431 756 LOKAL użytkowy 67m2, ul. Polna, 1000zł. Tel. 600 179 847. MIESZKANIE 2p, umeblowane, dla 3 osób, na dłuży okres Tel. 888 275 139. MIESZKANIE 3p, od zaraz ul. Chełminska . Tel. 694 357 106.

GARAŻ w centrum, za nonstopem Tel. 602 347 465.

Zamienię MIESZKANIE 65m2, pięknie położone, na mniejsze w Stargardzie Szczecińskim, starówka lub jej okolice. Tel. 795 161 336. MIESZKANIE w Kołobrzegu 47m2 2p IVp ul. KOszalińska ok. 800 m od morza, na Szczecinek 3p z balkonem, lub sprzedam Tel. 607 781 884, 609 587 184 MIESZKANIE zgm, 3p, 64m2, CO gaz, po remoncie+adaptacja stry-

JEEP cherokee, 2004r, diesel, automat, 4x4, klima, 88000km. Tel. 604 906 755. OPEL Corsa 1,4i benz.,rok prod.1995 189000 km cena 2700zł do negocjacji Tel. 600 850 055. BMW 520i, benz. + gaz, 1992r. Tel. 607 255 634. PRZYCZEPĘ z plandeką, 1300kg, towarowa 2500zł, bockmann Tel. 662 590 001. MERCEDES w210, 2,2 diesel,1997r. Tel. 663 778 911.

Różne ODDAM w dobre ręce pięknego, dużego psa. Znaleziony w lesie mieszaniec owczarka niemieckiego z colie, tylko do domu. Tel. 608 331 237 ZAGUBIONO legitymację studencką Politechniki Koszalińskiej, na nazwisko Piotr Makarewicz Tel. 503 179 943.

MATEMATYKA sprawia Ci problemy? Zgłoś się na korepetycje. Udzielam korepetycji na poziomie szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły średniej. Tel. 515 173 663.

CYKLINOWANIE, układanie podłóg, parkietów, paneli, lakierowanie, solidnie. Tel. 94 374 58 34 lub 880 165 586.

Praca

CYKLINOWANIE, układanie, parkiety, panele, deski, renowacja podłóg malowanych Tel. 888 151 889. PRZEWOZY międzynarodowe i krajowe, z adresu pod adres, powyżej 3 osób wyjazd w każdy dzień tygodnia, obsługa lotnisk i imprez Tel. 604 272 178. REMONTY budowlane Tel. 513 179 871.

Nauka NAUCZYCIEL j. niemieckiego udzieli korepetycji, przygotowanie do egzaminu gimnazjalnego i maturalnego Tel. 693 895 556.

PÓŁTUSZE WIEPRZOWE KUPUJ OD ROLNIKA OMIJAJ POŚREDNIKA, 513697349

ZAOPIEKUJĘ się dzieckiem, posiadam doświadczenie Tel. 507 112 621.

REKLAMA

MATEMATYKA- korepetycje, szkoła podstawowa, gimanzjum Tel. 889 272 610.

USŁUGI transportowe, przewóz mebli, przeprowadzki, złom wywiozę,bagażówka-plandeka.Tel. 608 809 335.

GLAZURA, gładzie, panele, malowanie, remonty kompleksowo Tel. 506 736 934 .

dla sierżanta Rafała P. i posterunkowego Piotra K. za profesjonalną postawę w dn. 20. 02. 2011 r.

KOREPETYCJE matematyka, fizyka, język włoski .Tel. 515 529 771.

PORADNIA "K" ul. Szczecińska 32, tel. 94 374 37 05

codziennie od. 9, umowa z NFZ, wizyty bezpłatne. Szczepienia przeciwko rakowi szyjki macicy i badanie cytologiczne. Poradnię prowadzi lekarz specjalista Stanisław Kocaj.

REKLAMA

Auto - moto

PRANIE dywanów, kanap, foteli, tapicerki samochodowej, sprzątanie, mycie okien Tel. 792 586 527 Email: abccleanservice@wp.pl abccleanservice.pl

ALE KURSY: paznokcie, fryzjerskie, przedłużenie włosów i rzęs, wizaż, kosmetyczne, piercing, masaż, dotacja na otworzenie salonu www.beutyvital.pl, 792 080 525.

PODZIĘKOWANIA

OPIEKUNKA środowiskowa zajmie się dzieckiem lub osobą starszą Tel. 518 111 274 . - Implantologia - Ortodoncja - Protetyka - Chirurgia

SZUKAM pracy, 38 latka,uczciwa,odpowiedzialna posprzątam twoje mieszkanie lub małe biuro. Tel. 785 547 733.

- RTG Pantomogram - Mikroskop - Stomatologia zachowawcza

Szczecinek, ul. Ogrodowa 3, tel. 791 345 330

WŁASNY BUS, szukam pracy lub zleceń Tel. 723 936 204.

Najlepsze Ubezpieczenia

POSPRZĄTAM mieszkanie, dom, biuro, umyję okna, zrobię zakupy. Tel. 607 286 644.

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaa aaaaaaa

Agent ubezpieczeniowy Dorota Bylicka aaaaaaaaaaaaaaaa

CHORUJĘ na nowotwor, szukam pracy chalupniczej w domu,prosze opomoc. Tel. 665 797 086.

REKLAMA

MIESZKANIE ZGM, ogrzew CO, 54m2, na jeden pokój, również z CO Tel. 669 508 275.

Usługi

SPECJALISTYCZNA, terapeutyczna pomoc w nauce uczniom kl. 1-4. Tel. 698 312 900.

REKLAMA

KAWALERKA własność, Ip, centrum, na większe do 50m2. Tel. 669 251 667.

WINDYKACJE Bezpośrednio. Wykup długów tel. 515-291-074

TYNKI maszynowe

POSADZKI

mixokretem tel. 509 768 811 505 010 054

Dziękujemy mieszkańcom osiedla Kopernika / Winniczna, którzy wzięli udział w wyborach do Rady Osiedla

SERWISÊOPON

Anna Jabłońska Jerzy Korowajczyk

REKLAMA

chu 40m2, na 3p do 50m2. Tel. 94 719 13 57.

REKLAMA REKLAMA REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA REKLAMA

Spółdzielnia Mieszkaniowa "Porozumienie" w Szczecinku, ul. Kołobrzeska 4

PROJEKT PLUS ul. Szkolna 8/1 ekspertyzy, adaptacja projektów, kosztorysowanie tel. 695 292 559 VINTAGE STUDIO DESIGN ul. Matejki 18/1 fotografia studyjna, reklamowa, plenerowa, projektowanie i aranżacja wnętrz tel. 664 495 120 , kontakt@v-sd.pl www.v-sd.pl ZAJAZD OSTOJA Sporysz, gm. Rzeczenica W Ostoi smaków zaplanuj biesiadę karnawałową z przyjaciółmi tel. 504231303, malgosialenio@o2.pl ostoja.szczecinek.com Anvil-Art Szczecińska 65 bramy, ogrodzenia, balustrady tel. 603 805 825 www.anvil-art.pl MERITON Michał Kursadowicz Szczecińska 20/3 Świadectwa energetyczne, kosztorysy budowlane, nadzory inwestorskie, projektowanie tel. 608 410 374 / 94 37 512 05 meriton.szczecinek.com

AUTO SERWIS HAMULCOWY ul. Słowiańska 17 serwis i obsługa układów hamulcowych, naprawa zawieszeń, wymiana opon tel. 609093239 a.butowicz@wp.pl dobrehamulce.pl STUDIO KOSMETYKI PROFESJONALNEJ "PAOLA"

ul. Wyszyńskiego 34 doskonałej jakości zabiegi kosmetyczne zarówno na twarz jak i na ciało tel. 94 3746707 salonpaola.pl BUD-SERWIS ul. Połczyńska 5 kompleksowe remonty mieszkań, domów, biur, obiektów przemysłowych, usługi ogólnobudowlane tel. 600 636 156 www.bud-serwis.com.pl OBSŁUGA INWESTYCJI SZYMON ZMACZYŃSKI Chodkiewicza 4/2 projekty domów, remontów, inwenaryzacje obiektów, naprawa uszkodzonych konstrukcji tel. 698 677 945 www.szymon.szczecinek.com SKLEP EROTICA ul. Jeziorna 3 ekskluzywna bielizna, afrodyzjaki, stymulanty, feromony, gadżety tel. 500162899 edi1974-33@o2.pl www.erotica.szczecinek.com

PPHU “STYL” DARIUSZ PODGÓRSKI 1 Maja 9 Sprzedaż detaliczna tapet rolety - sprzedaż i montaż, art. dekoracyjne tel. 697 790 017 www.tapety-rolety.pl

ALERT CCTV Wyszyńskiego 76/8 tv przemysłowa, instalacje alarmowe domy cyfrowe, zabezpiecznia tel. 500242185 www.alertcctv.pl VERTICAL Karlińska 9 rolety, żaluzje, markizy, moskitiery tel. (94)374 56 89 www.vertical-rolety.pl NEMO Autoserwis A. Krajowej 69 autoelektryka, diagnostyka komputerowa, alarmy tel. 601 932 699 www.autoserwis.nemo.pl INFOCOM S.C. 28 Lutego 2 komputery, notebooki, profesjonalne usługi teleinformatyczne, projektowanie stron internetowych tel. (94) 374 90 61 fax (94) 373 14 66 www.KomputerySzczecinek.pl

94 372 37 49 MEBLE NA MIARĘ Wilcze Laski 3 meble kuchenne, zabudowy, drzwi, meble nietypowe, schody tel. 886 679 416 meblenamiare.com.pl

DDD Szczecinek Wiśniowa 10 specjalistyczny salon wyposażenia wnętrz tel. (094) 37 550 09 www.ddd.com.pl

FHU NAVIBOCIAN Wyszyńskiego 45 nawigacje, radio kod, korekty liczników, chip tuning tel. 602686469 www.navibocian.pl M SOFTWARE Leszek Pawlewicz Mickiewicza 2 ochrona antywirusowa sieci komputerowych, komputerów w szkołach www.msoftware.pl/sklep +94 3743162, 94 3744049 i 508 388 459 LIS Usługi Remontowo Budowlane ul. E.Plater 14 / 1 wszelkie prace budowlane i wykończeniowe www.lis.info.pl tel. 604079607

FUH KRĄŻEK reklama lcd, projektowanie stron internetowych tel. 608 679 659 www.krazek1.pl

SANTE CLUB zdrowie, relaks , uroda Ziemowita 12 mikrodermabrazja, bio-lifting, masaż czekoladą, wizaż tel. 697 108 045 / 094 37 250 75 www.santeclub.pl

KRISMAR SC ul. Karlińska 7/6 usługi ogólnobudowlane, wykończenia wnętrz tel. 601097322 lub 884111153 marlot241@wp.pl

SZCZECINEK.com REKLAMA

REKLAMA

posiada w swoich zasobach do wynajęcia lokal użytkowy o pow. 138 m2, na działność usługową, handlową, biurową bądż na magazyn dla osób prywatnych lub firm

Sport

www.temat.net/sport

Raport z zimowych przygotowań drużyn piłkarskich cz. III cież graczy i to cieszy najbardziej. Akademia Piłkarska trampkarze rocznik 1996. Podopieczni Janusza Leszki, po ubiegłym, niezbyt udanym dla nich sezonie, jesienią spisywali się już znacznie lepiej i plasują się po rundzie jesiennej w środkowej części ligowej tabeli. Zimą, podobnie jak większość zespołów, dość intensywnie przygotowywali się do wiosennej rundy. Areną ich przygotowań były hale sportowe, gdzie trenują dwa razy w tygodniu, a także raz na niezawodnym boisku Orlik 2012. Trener Leszko przeprowadzał też treningi indywidualne dla niektórych zawodników lub całych formacji drużyny. Według słów trenera, zespół od poprzedniego sezonu poczynił dość wyraźne postępy i coraz bardziej poszczególni gracze wierzą w swoje umiejętności. A to musi cieszyć. Trener widzi też w swoim zespole 2-3 graczy, którzy mają szansę coś osiągnąć. O nazwiskach nie chce jeszcze mówić, ale ma nadzieję, że niedługo osiągną oni sukces. Akademia Piłkarska młodzicy rocznik 1999. Ekipa ta trenuje pod

okiem Krzysztofa Siemaszki. W rozgrywkach ligowych występuję jako drużyna młodzika młodszego. Trudno jej rywalizować ze starszymi od siebie zawodnikami, więc w tym wypadku chodzi głównie o ogrywanie i zapoznanie się z rywalizacją przez tych młodych zawodników. Zimą drużyna, podobnie jak wszystkie inne, większość czasu spędzała, trenując w halach. Treningi odbywają się trzy razy w tygodniu, a udział w zajęciach systematycznie bierze około 20 graczy. Głównym ich celem jest dogonienie w umiejętnościach innych zespołów, wśród nich tych najlepszych. Różnica między chłopcami ze Szczecinka, a czołowymi zespołami w województwie jest taka, że tamte drużyny mają większość graczy wyselekcjonowanych, u  nas zaś trenują na zasadzie grupy naborowej. Innymi słowy, tam są najlepsi z danego rocznika w konkretnym rejonie, u nas trenują praktycznie wszyscy, którzy się zgłoszą. W czasie zimowym zespół bierze udział w turniejach halowych. Jeden z nich w Sianowie już wygrano. W marcu ekipa trenera Siemaszki wybiera się na kolejny turniej do Kołobrzegu. (zp)

foto:Akademia Piłkarska

Akademia Piłkarska juniorzy młodsi. Drużyna trenera Piotra Sajdaka to młodzi gracze z rocznika 1995. Po rundzie jesiennej Ligi Wojewódzkiej Juniorów zawodnicy Akademii plasują się na 10 pozycji z dorobkiem 22 punktów. Zespół praktycznie nie miał przerwy w treningach, gdyż po zakończeniu rundy jesiennej, kilka zajęć przewidziano na tzw. roztrenowanie jeszcze na powietrzu, a potem rozpoczęły się zajęcia w hali. Systematycznie w drużynie trenuje 16-18 piłkarzy. Raz w tygodniu mają oni zajęcia na siłowni. W pierwszym tygodniu ferii zimowych młodzi gracze trenowali dwa razy dziennie. Raz w terenie, drugi raz albo w hali, albo na boisku Orlik. Rozegrali też do tej pory 3 mecze kontrolne, przegrali z juniorami Warty Poznań, wygrali z juniorami Olimpa Złocieniec 7:2 oraz pokonali „B” klasowych Błękitnych Wektra Szczecinek 6:2. Jak powiedział nam trener Sajdak, nie planuje na wiosnę jakichś konkretnych osiągnięć, gdyż wynik w tej grupie wiekowej jest sprawą drugorzędną. Najważniejszy jest ciągle postępujący rozwój tych młodziutkich prze-

Sukces Akademii Piłkarskiej w Koszalinie

Zwycięska drużyna Akademii Piłkarskiej w koszalińskim turnieju.

*** W kolejnym kontrolnym meczu piłkarze Darzboru pokonali Start Miastko 6:1. W meczu rozegranym na boisku w Złocieńcu gole dla zwycięzców strzelili: M. Szydlak 2 oraz K. Bernatek, G. Hałuszka, A. Jabłoński, W. Rubaszniak po 1. ***Piłkarze Wielimia także w Złocieńcu spotkali się z  Czarnymi Czarne. Pojedynek po dość ciekawym przebiegu zakończył się wynikiem nierozstrzygniętym 1:1. Gola dla Wielimia strzelił W. Gersztyn, a bramkarz Dominik Gruszka obronił rzut karny. *** Mistrzem powiatu w siatkówce chłopców szkół ponadgimnazjalnych został drużyna I Liceum Ogólnokształcącego (op. Paweł Skobel). Ekipa z „Ogólniaka” nie po-

foto:Zbigniew Ponichtera

W skrócie

Mistrz Powiatu w siatkówce szkół ponadgimnazjalnych: Drużyna siatkarzy z I LO. niosła w rozgrywkach ani jednej porażki. Kolejne miejsca w turnieju finałowym zajęły: ZS nr 6, ZS nr

2 oraz ZS nr 3. Najlepszym graczem całych mistrzostw uznano Konrada Poczobuta z ekipy zwycięzców.(zp)

Ponad 50 graczy z takich miejscowości jak: Bydgoszcz, Koszalin, Chojnice, Człuchów, Białogard, Złocieniec, Piła, Czarne i oczywiście Szczecinek wzięło udział w tradycyjnym turnieju tenisa stołowego z okazji 66. Rocznicy Zdobycia Szczecinka. Turniej rozgrywany był w trzech kategoriach wiekowych: do 18 lat, do 50 lat i powyżej 50 lat. Najszybciej swoją rywalizację ukończyli najmłodsi, a triumfował Karol Dzida, przed Grzegorzem Witkowskim (obaj Białogard), trzeci był Arek Madaliński (Szczecinek). W najliczniej obsadzonej kategorii do lat 50 wygrał ogólny faworyt Henryk Dzida (Białogard), ale już druga pozycja, która zajął Andrzej Mysłowski (Szczecinek), była ogromną sensacją. Trzecie i czwarte miejsca zajęli kolejni gracze ze Szczecinka: Mariusz Radziński (aktualny mistrz miasta) oraz wracający do dobrej formy Grzegorz Kaczała. Miejscowi pingpongiści zdominowali kategorię najstarszych graczy. W finale Antoni Biedziuk ograł

foto:Zbigniew Ponichtera

Pingpongiści uczcili zdobycie miasta

Zwycięzcy turnieju tenisa stołowego. Od lewej H. Dzida kat. do 50 lat, A. Biedziuk kat. powyżej 50 lat, K. Dzida do 18 lat. Andrzeja Krawczyka, a trzecią lokatę zajął Andrzej Witkowski z Białogardu. Podczas kończącej turniej miłej ceremonii nagradzania, najlepszym wręczone zostały puchary, statuetki oraz nagrody rzeczowe. Przy okazji wyróżniono też najmłodszą zawodniczkę, którą była 5-letnia Monika Lewandowska ze Szczecinka, najstarszym uczestnikiem był 88-letni Mieczysław Wiśniowski z Wałcza, a z najdalszej

miejscowości przyjechał Zbigniew Rekowski z Bydgoszczy. Jak zwykle przy takich okazjach grający mogli cały czas korzystać z zimnych i ciepłych napojów, mogli też pożywić się świetną zupą z wkładką oraz chlebem ze smalcem i ogórkiem wyrobu prezesa SzSMTS, Andrzeja Krawczyka. Zadowolona z organizacji i poziomu rywalizacji większość startujących obiecała pojawić się na tym turnieju za rok. (zp)

Ogromny sukces w 51. Halowym Turnieju Piłki Nożnej Dzieci im. Stanisława Figasa w Koszalinie odniosła drużyna Akademii Piłkarskiej z rocznika 1998. Szczecineccy młodzi gracze w swojej kategorii wiekowej zostali bezapelacyjnymi triumfatorami. Podopieczni trenera Rafała Glanca od początku rywalizacji prezentowali równą, wysoką formę. Bez większych problemów przebrnęli dwa etapy eliminacyjne i w rozgrywce finałowej stanęli na przeciwko faworyzowanym zespołom Bałtyku Koszalin i Sławy Sławno, a więc drużynom z którymi mają spore problemy na otwartym powietrzu. W hali jednak to gracze ze Szczecinka okazali się rewelacją turnieju, w którym udział bierze kilkadziesiąt drużyn z regionu koszalińskiego. W finale najpierw nasi młodzi zawodnicy ograli 3:1 Bałtyk po dwóch golach Karola Jabłońskiego i jednym Mateusza Bartolewskiego. W drugim meczu Akademia w takim samym stosunku 3:1 pokonała Sławę (2 gole strzelił Karol Jabłoński, a jeden Konrad Żur) i tym samym została triumfatorem dwutygodniowych zmagań. Dodatkowo gracz Akademii Mateusz Bartolewski został uznany najlepszym zawodnikiem całego turnieju. W nagrodę zwycięzcy oprócz pucharu i dyplomów dostali sprzęt sportowy. Ekipa Akademii w Koszalinie wystąpiła w składzie: Jakub Piatkiewicz, Mateusz Bartolewski, Karol Jabłoński, Tymon Prymon, Konrad Żur, Patryk Gacek, Mateusz Błażejewski, Mariusz Hawryluk, Rafał Gotowiec, Adrian Golański. Warto dodać, że w kategorii młodszej z roczników 2000/2001 drużyna Akademii (trener Bartłomiej Szwałek) po wygraniu pierwszej rundy eliminacyjnej, odpadła w półfinałach. O wrażenia z turnieju zapytaliśmy trenera zwycięskiej drużyny Akademii, Rafała Glanca: Start w tegorocznej edycji Turnieju im. Figasa nie był dla Ciebie jako szkoleniowca, pierwszym startem. Czy zwycięstwo w tym turnieju to największy sukces? Jest to na pewno duży sukces mój, jak i tego zespołu. Uczestniczyłem jako trener w tym turnieju już czwarty raz, ale wygraliśmy po raz pierwszy. Wcześniej dwukrotnie, jeszcze z Wielimiem, byliśmy na trzecich pozycjach. Były to drużyny z roczników 1995 i 96. Rok temu z drużyną Akademii z rocznika 1997 doszliśmy do półfinału. Powiem nieskromnie, że uważaliśmy się w tym roku za faworytów. O zwycięzcach się pamięta, o przegranych nie. Jaki był tegoroczny turniej i jaki poziom reprezentowali uczestnicy? Poziom z roku na rok chyba jest słabszy. Tak można wnioskować m.in. po rozmowach z innymi trenerami. Co do nagród to chłopaki dostali nagrody rzeczowe w postaci piłek, toreb, medali, a dla drużyny - okazały puchar. Szkoda tylko, że i organizatorów dosięgnął kryzys finansowy. W latach ubiegłych jedną z głównych nagród był m.in. wyjazd na mecz zagranicznych drużyn, choćby do Niemiec. Organizacje turnieju można uznać za w miarę solidną. W twoim zespole największą gwiazdą jest Mateusz Bartolewski. Czy masz w drużynie zawodników, którzy mu dorównują? Gwiazda to raczej za wielkie słowo. Mateusz jest wyróżniającym się graczem. Uważam, że na podobnym poziomie gra Karol Jabłoński. Kolejnych kilku młodych graczy z tego rocznika też ma odpowiednie predyspozycje, aby tym dwóm dorównać i z pewnością w ciągu jakiegoś czasu tak się stanie. Jest to z pewnością dobry rocznik.

sk a śli w My

APTEKA CENTRALNA

SZ

REKLAMA

PIT AL


557 / 10 marca 2011