Issuu on Google+

Podkarpackie

Nr 2(14)

Kwiecień Maj 2012

stylowe życie

TRENDY RZESZÓW - ŁAŃCUT

Wielka kulturalna majówka w Rzeszowie

51. Muzyczny Festiwal w Łańcucie moda SANOK Powrót Beksińskiego

ISSN 2080-9832

MODNY WIEK

Szkolnictwo Nowa jakość kształcenia dzięki UE

moto Samochody „szyte na miarę” Parafia niemal jak mała firma

KINEMATOGRAFIA

Rzeszowski dystrybutor głośnego filmu

„5 DNI WOJNY”

Od lewej: Richard Coyle i Grzegorz Boratyn. Brytyjczycy w Galerii Millenium Hall w Rzeszowie. Od 27 kwietnia w 50 kinach w całej Polsce, w Rzeszowie w Multikinie, oglądać można amerykańsko-gruziński obraz „5 dni wojny” z gwiazdorską obsadą. W filmie występują m.in.: Andy Garcia jako Micheil Saakaszwili, Val Kilmer oraz Richard Coyle. Film jest wyjątkowy z co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze, dystrybutorem filmu jest rzeszowska firma FT Films, której dyrektorem naczelnym jest Barbara Ziembicka. Jak nietrudno się domyślić, względy sentymentalne przesądziły o pierwszym w Polsce przedpremierowym pokazie filmu, który odbył się już 15 kwietnia w rzeszowskim Multikinie. Po drugie, film opowiadający o rosyjsko-gruzińskiej wojnie z 2008 r. zawiera w końcowych scenach archiwalne wystąpienia śp. Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Polski wspierającego Gruzję, i Kaczyńskiemu film jest dedykowany. Film, jak na dobry obraz wojenny przystało, ma wszystkie niezbędne elementy gatunku: są czołgi, żołnierze, samoloty, helikoptery, odważni dziennikarze i miłość. Do tego trzeba jeszcze dodać piękne gruzińskie plenery i wprawną rękę reżysera, Renny’ego Harlina, twórcy m.in. „Szklanej pułapki II”, „Łowców umysłów” i „Egzorcysty”. Inspiracją do powstania filmu „5 dni wojny” były prawdziwe wydarzenia, które rozegrały się podczas błyskawicznej, pięciodniowej wojny między Rosją a Gruzją w 2008 roku. Wojny bardzo dziwnej, bo wojny, którą nikt się nie zainteresował. Był to czas olimpiady w Pekinie, kryzysu finansowego w USA i mało kogo obchodziły wydarzenia gdzieś na krańcu świata. Naprzeciw siebie stanęły armie: pięciomilionowego narodu gruzińskiego oraz 30 razy większej Rosji. W filmie Rosjanie wkraczają i zajmują gruzińskie miasto Gori. Jest w tym jakaś straszna symbolika, bo właśnie w Gori urodził się Józef Stalin – największy dyktator sowieckiej Rosji. Gruzja ogłasza jednostronny rozejm. Rosjanie nawet nie za-

mierzają rozważać rozejmu i zajmują kolejne gruzińskie miejscowości. 12 sierpnia 2008 r. w centrum Tbilisi zbiera się 150-tysięczny tłum. Saakaszwili wygłasza przemówienie, a na wiecu jest obecnych pięciu europejskich prezydentów, m.in. Lech Kaczyński, który był inspiratorem wsparcia dla Gruzji. Trzy dni później Rosja i Gruzja podpisują zawieszenie broni. Te ostatnie sceny tłumaczą, dlaczego Renny Harlin, reżyser filmu, na festiwalu w Walencji zadedykował go pamięci Lecha Kaczyńskiego – inicjatora podróży i wsparcia dla Gruzinów. Z tego samego powodu w filmie znalazły się archiwalne zdjęcia wystąpień Kaczyńskiego. W USA obraz Harlina spotkał się z zarzutami, że jest efektem gruzińskiej propagandy, że brakuje w nim choćby z grubsza pokazanego punktu widzenia Rosjan na tę wojnę. Nie zmienia to jednak faktu, że film jeszcze przed wejściem do kin cieszył się w Polsce sporym zainteresowaniem mediów. Na pewno niecodziennym zdarzeniem był jego przedpremierowy pokaz w Rzeszowie, na który Richard

Coyle przemierzył 1000 kilometrów, jadąc z Wielkiej Brytanii na motorze. Towarzyszyła mu brytyjska ekipa telewizyjna oraz dwaj bracia. Spotkanie z Richardem Coyle’em, które na dziedzińcu galerii Millenium Hall poprowadził Grzegorz Boratyn, dziennikarz Telewizji Rzeszów, należało do jednych z najciekawszych, jakie w ostatnich miesiącach zdarzyły się w Rzeszowie. Sam Coyle wielokrotnie podkreślał swoje zadowolenie z udziału we wspomnianym obrazie i znakomicie czuł się w Rzeszowie. Jak to zwykle bywa, uwiodła go nasza gościnność. – „5 dni wojny” to nasz debiut w roli dystrybutora – mówi Barbara Ziembicka, dyrektor naczelna FT Films. – Wcześniej zajmowaliśmy się działalnością wydawniczą. Nie kryję, że wiążemy duże nadzieje z tym filmem. Bardzo będziemy się cieszyć, jeśli do kin pójdzie go obejrzeć co najmniej 200 tys. osób. ■ Tekst Aneta Gieroń Fotografie Tadeusz Poźniak (2), FT Films (1)

bez żartów

Trendomierz Kwiatka

Hormon szczęścia,

czyli co oznacza zwrot „niewielka ilość czekolady” W marcowo-kwietniowym numerze magazynu VIP Biznes&Styl opublikowaliśmy rozmowę z panią wojewodą Małgorzatą Chomycz-Śmigielską. Temat przewodni: kobiety aktywne zarówno w domu, jak i w życiu publicznym. Uchylając nieco drzwi do dziennikarskiej kuchni zdradzę, że miała to być rozmowa z dwiema kobietami z podkarpackiego świecznika. Oprócz pani wojewody, zaprosiliśmy do niej także Annę Kowalską, wicemarszałek województwa. Dzień wcześniej otrzymałem od rzecznika marszałka, Wiesława Beka, potwierdzenie, że wszystko jest aktualne. Kiedy, czekając już z panią wojewodą na panią marszałek, zaniepokojeni jej spóźnieniem zadzwoniliśmy do rzecznika, okazało się, że pani marszałek jednak nie przybędzie, bo jest na gali sportu i się z niej nie wyrwie. No i znów okazało się, że kobieta, nawet na stanowisku, zmienną jest – kiedy jednego dnia mówi, że przyjdzie, to wcale nie oznacza, że następnego dnia przyjdzie na pewno. Poza tym dostaliśmy nauczkę, że dwie kobiety ze świecznika, zgromadzone w jednym miejscu i czasie, to chyba o jedną za dużo. Pani wojewoda pewnie jakoś przeżyje afront ze strony koleżanki z Urzędu Marszałkowskiego. Szkoda jedynie, że już nie dowiemy się, ile zyskałaby nasza rozmowa dzięki udziałowi w niej pani Kowalskiej. Przy okazji odnotujmy, że zastępczyni naszej rozmówczyni, pani wice-

wojewoda Alicja Wosik odniosła poważny, wymierny sukces: zwyciężyła w kategorii „zaproszeni goście” podczas piątej edycji Potyczek Ortograficznych, które odbyły się w Jarosławiu. Sukces tym cenniejszy, że w Polsce, jak wiemy, (ortograficzna) ryba psuje się od Najwyższej Głowy. A tu, proszę, władza pokazała, że jednak potrafi. Gratulacje! Nie od dziś wiadomo, że prezydent Tadeusz Ferenc to człowiek z wizją. Nie zadowala się więc nową trybuną Stadionu Miejskiego, lecz marzy mu się większy cel: pełny owal wokół boiska piłkarskiego i toru żużlowego, przykryty dachem. Na 16 tysięcy miejsc. Za 100 mln zł. Z zapleczem full wypas. Panie Prezydencie, proszę nie zapominać o dojazdach do stadionu. Kolejka naziemna i strumień bus-pasów to pomysły jak znalazł. Władze gminy Baligród postanowiły zarobić na Karolu Świerczewskim, który zginął tamże w 1947 r. Teraz ten generał Armii Czerwonej w polskim mundurze, alkoholik, w pełni dyspozycyjny wobec Stalina, zbrodniarz sądowy odpowiedzialny za zatwierdzenie kilkudziesięciu wyroków śmierci na swoich podkomendnych, m.in. wywodzących się z AK, po wojnie kłamliwie wykreowany przez komunistyczną propagandę na bohatera, ma się stać atrakcją turystyczną. Szanowne Władze Gminy, ja wiem, mó-

wią, że „pecunia non olet”. Ale, na miły Bóg, uwierzcie, że są „pekunie”, które naprawdę śmierdzą! A jak nie macie innych pomysłów na promocję gminy, to może powinniście oddać pole bardziej łebskim następcom? Na koniec zmiana klimatu. Coś… smacznego. Niedawno w telewizji śniadaniowej „złowiłem” informację, która sprawiła, że przez cały dzień i kilka następnych intensywnie wydzielał się we mnie hormon szczęścia. Otóż, jak dowiodły badania, niewielkie ilości czekolady wpływają bardzo pozytywnie na nasz organizm, m.in. sprzyjają odchudzaniu. Problemem kluczowym w tej informacji było to, co oznaczają owe „niewielkie ilości”. Dla jednego będzie to kostka czekolady na miesiąc. Dla mnie, niepoprawnego łasucha, „niewielkie ilości” to, powiedzmy, pół tabliczki na dzień. Na swoją zgubę zacząłem szukać w Internecie więcej informacji na ten temat i natrafiłem na artykuł, który uściślał, co to znaczą owe „niewielkie ilości”. Okazało się, że chodzi o dwie kostki dziennie. Czar prysł, wydzielanie hormonu szczęścia zostało zahamowane. Phi, wypchajcie się z takimi newsami, podczas lektury których człowiek tak się zdenerwuje, że musi sięgnąć po… tabliczkę czekolady. Zwłaszcza, gdy akcja dzieje się 12 kwietnia, w… Dzień Czekolady. Mniam, mniam! ■ Jaromir Kwiatkowski

14

18 54 31 62

40

6 10 12 14 18 28 31 40 44 48 54 62

Wielka majówka. Rzeszów w objęciach kulturalnej majówki Ekologiczny biznes. Rometem 4E przejedziesz 100 kilometrów za… 5 złotych

12

Historia i turystyka. Twierdza Przemyśl Zamek w Sanoku. Powrót Beksińskiego Muzyka. Program 51. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie Podróże. Andrzej Piętowski: Niech każdy znajdzie swój Everest Parafia z bliska. Parafia niemal jak mała firma Hotele historyczne. Kryjówka „Damy z łasiczką” Mira Opalińska. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej Szkolnictwo. Nowa jakość kształcenia dzięki unijnym funduszom Moda. Modny wiek Motoryzacja. Samochody „szyte na miarę”

REDAKCJA redaktor naczelna zespół redakcyjny fotograf skład

Aneta Gieroń, aneta@trendyrzeszow.pl, tel. 17 862-22-21 Anna Olech, anna@trendyrzeszow.pl, Katarzyna Grzebyk, katarzyna@vipbis.pl Jaromir Kwiatkowski, jaromir@vipbis.pl Tadeusz Poźniak, tadeusz@trendyrzeszow.pl Artur Buk

10

ADRES REDAKCJI

REKLAMA I MARKETING dyrektor ds. promocji dyrektor ds. reklamy dyrektor marketingu biuro reklamy

Inga Safader-Powroźnik, inga@trendyrzeszow.pl, tel. 17 862-22-21 Adam Cynk, adam@trendyrzeszow.pl, tel. 17 862-22-21, 501 509 004 Przemysław Worwa, przemek@trendypodkarpackie.pl, tel. kom. 512 760 033 Grażyna Janda, grazyna@trendyrzeszow.pl, tel. kom. 502 798 600 Michał Michna, michalm@trendyrzeszow.pl, tel. kom. 504 402 210

ul. Cegielniana 18c/2 35-310 Rzeszów tel./fax 17 862-22-21

www.trendyrzeszow.pl e-mail: redakcja@trendyrzeszow.pl

WYDAWCA SAGIER PR S.C. ul. Cegielniana 18c/2 35-310 Rzeszów

Charytatywnie

Licytację dzieł sztuki poprowadzili Monika Szela i Artur Barciś.

Justyna Steczkowska i rzeszowianie na rzecz dziecięcego hospicjum

Justyna Steczkowska.

Dokładnie rok temu w Rzeszowie powstało pierwsze w Polsce stacjonarne hospicjum dla dzieci. Pierwsze urodziny udały się wspaniale. Fundacja Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci nie ustaje w zabiegach o wsparcie dla swoich podopiecznych. Na Wielkiej Gali Charytatywnej, zorganizowanej 18 kwietnia w Europejskiej Galerii Sztuki w Millenium Hall, dla rzeszowskiego hospicjum wystąpiła ambasadorka fundacji, Justyna Steczkowska. Rzeszowianie, którzy wzięli udział w imprezie, nie żałowali pieniędzy i po Gali na konto fundacji wpłynęły 34 tys. zł. Tyle w sumie udało się zebrać ze sprzedaży biletów oraz aukcji dzieł sztuki. Na Galę przyszło ponad 800 osób, które zobaczyły Justynę Steczkowską w świetnym spektaklu muzycznym „Alkimja”, miały też szansę kupić prace znakomitych artystów: Rafała Olbińskiego, Elżbiety Pazery, Witolda Pazery, Władysława Bartka Talarczyka, Jarosława Jaśnikowskiego, Kamili Bednarskiej, Magdaleny Uchman i Stanisława Kulona. Najdrożej, bo za 5,2 tys. zł, została sprzedana praca Rafała Olbińskiego. Sam wieczór, zorganizowany w Europejskiej Galerii Sztuki w Millenium Hall, był pod każdym względem nietypowy. Po pierwsze, był to debiut tak dużej imprezy w tym miejscu. Po drugie, wyjątkowa była publiczność, która w ciągu jednego wieczoru musiała umieć odnaleźć się w klimacie muzycznego widowiska, ludzkiego cierpienia i chęci pomocy drugiemu człowiekowi. Na pewno bardzo pomocna w całej Gali była sama Justyna Steczkowska, która w dniu

występu znalazła też czas, by spotkać się z podopiecznymi i rodzinami z rzeszowskiego hospicjum. Dzielnie wspierał ją też Artur Barciś, znany aktor, który wspólnie z Moniką Szelą, aktorką rzeszowskiego Teatru Maska, poprowadził Galę oraz znalazł czas na spotkanie w hospicjum. – Bardzo wiele zawdzięczamy bardzo wielu osobom – mówi Edyta Dedek z Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci. – Impreza nie miałaby szansy zaistnieć, gdyby nie wsparcie finansowe i organizacyjne pani Marty Półtorak, właścicielki Galerii Milenium Hall. Wdzięczni jesteśmy też firmie BWS Zaczernie, która wszystkich gości poczęstowała lampką wina, cukierniom Amaretto i Mikołaj, które na galę podarowały piękne, specjalne na tę okazję przygotowane wypieki oraz Rzeszowskiej SKOK. Pieniądze, które udało się zebrać na Gali, fundacja wykorzysta na zakup niezbędnego sprzętu dla dzieci: inhalatorów, tlenu, ssaków medycznych oraz

wszelkiego rodzaju rurek, które dzieciom wymieniane są co dwa tygodnie, a refundacja z NFZ obejmuje tylko jedną rurkę dla jednego dziecka na rok. Fundację Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci wsparł także magazyn VIP Biznes&Styl. W marcowym numerze zaprosiliśmy wszystkich darczyńców, szczególnie właścicieli firm i dyrektorów instytucji z Podkarpacia, do udziału w akcji „Miej serce, pomóż Dzieciom”. Dzięki ofiarności tych Państwa, którzy w marcowym numerze VIP-a zamieścili świąteczne życzenia wielkanocne, udało się zebrać pieniądze, które trafiły na konto fundacji. Życzenia tych Państwa, którzy zdecydowali się dołączyć do naszej akcji, oznaczone były specjalnym logo, my zaś 50 procent pieniędzy uzyskanych z publikacji życzeń przekazaliśmy na potrzeby rzeszowskiego hospicjum. Bardzo dziękujemy za hojność i  wsparcie dla dzieci. ■ Tekst Aneta Gieroń Fotografie Tadeusz Poźniak

Akcję magazynu VIP Biznes&Styl „Miej serce, pomóż Dzieciom” wsparli:

PGE Obrót S.A.

VIP Biznes&Styl

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA

TRENDY Podkarpackie

WIELKA MAJÓWKA Muzyczny Festiwal w Łańcucie.

Rzeszów w objęciach kulturalnej majówki Tak barwnego, zasłuchanego, zapatrzonego i pełnego zdarzeń kulturalnych Rzeszowa nie mieliśmy od dawna. Tegoroczny maj próbuje udowodnić, że można, a nawet trzeba umieć łączyć ogień z wodą, kulturę wysoką z kulturą masową, by otrzymać bardzo wyszukaną porcję smakowitej kultury. Tak imprezowego miesiąca jak maj w Rzeszowie w tym roku już mieć nie będziemy, w dodatku będzie to miesiąc, który momentami zaproponuje rozrywkę na światowym poziomie. 51. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie, którym żyje Rzeszów, i „Maskardy – Przeglądu Teatrów Ożywionej Formy”, organizowanego przez Teatr Maska, nie powstydziłyby się największe europejskie miasta. Tekst Aneta Gieroń Fotografie Tadeusz Poźniak

I choć kultura jest tematem trudnym w  realizacji i promocji, to jednak może przynosić spektakularne efekty. Bogdan Szymanik, właściciel leskiego wydawnictwa „BOSZ”, które od dwóch dekad odnosi duże sukcesy w Polsce i Europie w  trudnej branży wydawniczej, specjalizującej, się w ekskluzywnych albumach, nie ma wątpliwości, że to właśnie poprzez kulturę mamy szansę najszybciej i najmocniej zaistnieć w Polsce i na świecie. Można z tym polemizować lub nie, ale bezdyskusyjny pozostaje fakt, że Muzyczny Festiwal w Łańcucie, w tym roku organizowany już po raz pięćdziesiąty pierwszy, jest jednym z największych, najlepszych i najbardziej znanych muzycznych festiwali w Polsce. W tym roku być może zyska jeszcze większą

6 TRENDY kwiecień maj 2012

popularność, bo prolog festiwalu odbędzie się 13 maja na Zamku Królewskim w Warszawie. – Mamy się czym chwalić, mamy się czym szczycić – uśmiecha się prof. Marta Wierzbieniec, dyrektor Filharmonii Podkarpackiej, naczelny dyrektor 51. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie. – Koncert w Warszawie ma zwrócić uwagę na łańcucki festiwal i jego wieloletnią, świetną tradycję. W zamku Lubomirskich na przestrzeni lat gościliśmy największe gwiazdy muzyki klasycznej na świecie. W trakcie warszawskiego koncertu znakomity skrzypek, Konstanty Andrzej Kulka, oraz znany wiolonczelista, Tomasz Strahl, wykonają m.in. utwory ze zbiorów muzykaliów biblio-

teki Muzeum-Zamku w Łańcucie. A to nie koniec promocji łańcuckiej imprezy w  Polsce. W Krakowie i Warszawie pojawią się plakaty zapraszające na imprezę, które być może ściągną melomanów z różnych części Polski. Na nich oraz wszystkich tych, którzy od 19 do 26 maja uczestniczyć będą w 51. Muzycznym Festiwalu w Łańcucie, czeka w tym roku bardzo młoda, piękna i utalentowana grupa gwiazd. Jak co roku, początek festiwalu wyznaczy koncert plenerowy przed łańcuckim zamkiem, w którym udział wezmą ponad 3 tys. osób. W kolejnych dniach festiwalowych największymi gwiazdami będą m.in.: rosyjska pianistka Yulianna Avdeeva, zdobywczyni Pierwszej Nagrody w XVI Międzynarodowym ►

WIELKA MAJÓWKA

Noc Muzeów w Rzeszowie.

Konkursie Chopinowskim w 2010 r., fenomenalna skrzypaczka koreańska, Soyoung Yoon oraz znakomita polska śpiewaczka operowa Ewa Małas-Godlewska, której piękny sopran pamiętają wszyscy widzowie filmu „Farinelli – Ostatni kastrat”, do którego to filmu w partiach śpiewanych Godlewska użyczyła swojego głosu. Największą festiwalową gwiazdą może się jednak okazać Cameron Carpenter, genialny amerykański organista, który wystąpi ze swoim pierwszym koncertem w Polsce w bazylice oo. Bernardynów w Leżajsku. – Zainteresowanie festiwalem jest tak duże, że bez problemu gromadzimy kilkutysięczną widownię na koncercie plenerowym i gdyby sala balowa łańcuckiego zamku liczyła 2 lub 3 razy więcej miejsc, też bez problemu sprzedalibyśmy wszystkie bilety – dodaje prof. Marta Wierzbieniec. – Muzycznym świętem żyje cały Łańcut, a  Rzeszów jest nie mniej zainteresowany. Ranga imprezy jest tak duża, że jak powiedziano kiedyś, festiwal trwa tydzień, ale festiwalem żyje się przez cały rok. Pomysły na koncerty w Starej Ujeżdżalni czy bazylice oo. Bernardynów w Leżajsku, to właśnie takie ukłony w stronę otwarcia festiwalu dla jak największej liczby osób, które chcą brać udział w tej imprezie. 8 TRENDY kwiecień maj 2012

To, co zdaje się najistotniejsze w rozwoju kulturalnym miasta, to oferowanie jego mieszkańcom bardzo różnorodnych imprez kulturalnych i niezatrzymywanie się tylko na poziomie pikników oraz festynów. Dlatego już 3 maja rzeszowianie świętować będą istnienie najpiękniejszej ulicy w mieście – Paniagi, dziś ulicy 3 Maja, a przed laty Pańskiej. Impreza ma charakter ulicznego jarmarku. Obok siebie występują muzycy, kuglarze, portreciści, ale będzie też scena jazzowa przy pałacyku Lubomirskich, a na Rynku gala operetkowa z udziałem znanych śpiewaków: Bogusława Morki, Jana Zakrzewskiego i Eweliny Hańskiej. Jak to na masowych imprezach zwykle bywa, tłumy ludzi spacerować będą wśród stoisk z kiełbaskami, napojami, regionalnymi specjałami, naturalnymi kosmetykami, a wszystkiemu temu towarzyszyć będzie gwar i głośna muzyka. Ale Paniaga to nie koniec, a właściwie początek majowych imprez masowych w Rzeszowie. Już 6 maja w rytm piosenek Maryli Rodowicz rzeszowianie fetować będą otwarcie stadionu miejskiego w Rzeszowie. I … po tej imprezie długo nudzić się nie będą, bo już od 11 do 14 maja potrwa Festiwal Przestrzeni Miejskiej. W hali wtryskarek Zelmeru w pierwszy dzień festiwalowy wystąpią: Muzykoterapia i Niedźwiedź w Lesie, dzień póź-

niej – Sofa oraz brytyjski duet Smoove& Turrell. Festiwal odbywający się w samym centrum Rzeszowa, na terenach po fabryce Zelmer, będzie prawdziwym świętem sztuki ulicznej. Nie zabraknie multimedialnej zabawy, pokazów, wystaw, dyskusji i konferencji. Wprawdzie Rzeszów to nie Łódź i typowych starych terenów przemysłowych w centrum miasta nie mamy, ale obiekty po Zelmerze będą nienajgorszym tłem dla sztuki alternatywnej i sporej grupy młodych kulturalnych buntowników. W czasie, gdy jedni bawić się będą na stadionie lub Festiwalu Przestrzeni Miejskiej, inni mogą wziąć udział w bardzo dobrym przeglądzie teatralnym, jaki od 6 do 14 maja organizuje Teatr Maska. „Maskarada – Przegląd Teatrów Ożywionej Formy” odbędzie się w Rzeszowie już po raz trzeci. Impreza, która z  roku na rok rośnie w artystyczną siłę, w roku 2012 zapowiada się na jedno z największych wydarzeń teatralnych w Rzeszowie. Na pewno duża w tym zasługa dr.  Jacka Malinowskiego, p.o. dyrektora naczelnego i  dyrektora artystycznego Teatru Maska, reżysera, absolwenta i adiunkta Akademii Teatralnej w Warszawie, Wydziału Lalkarskiego w Białymstoku, który „Maskaradę” wymyślił i umiejętnie rozwija. Znany i ceniony w środowisku teatralnym młody reżyser współpracuje

WIELKA MAJÓWKA z najlepszymi. W przeglądzie będzie aż 18 spektakli dla dzieci i dorosłych w wykonaniu najważniejszych teatrów formy w Polsce. Cztery spektakle, na które wstęp będzie wolny, odbędą się na rzeszowskim Rynku. W niedzielę, 6 maja, ze spektaklem dla dorosłych „Planeta Lem” wystąpi Teatr Biuro Podróży. Dla rzeszowian tym większa to niespodzianka, że spektakl był jedną z kulturalnych wizytówek oglądanych w czasie niedawnej prezydencji Polski w Unii Europejskiej. Teatr Biuro Podróży oklaskiwano w Brukseli, Strasburgu, Berlinie, Kijowie i innych europejskich metropoliach, kilka miesięcy później jest szansa zobaczyć spektakl także w Rzeszowie. W czwartek, 10 maja, będzie „Hamlet” w wykonaniu Walny-Teatr. Także dla dorosłych 12 maja, w  sobotę, zaprezentuje się Teatr na Rozdroży z Bańskiej Bystrzycy ze spektaklem „Kubo”. Ostatni darmowy spektakl, tym razem dla dzieci, odbędzie się w niedzielę, 13 maja, kiedy to Teatr Lalek z Użgorodu wystawi „Skaczącą królewnę”. Za pozostałe spektakle, które wystawiane będą w  Teatrze Maska, widzowie już zapłacą, ale w znośnych granicach dla miłośników teatrów: 14 i 20 zł za bilet. Cena na pewno niewygórowana dla widzów najnowszego spektaklu „Anatomia psa” Teatru Wierszalin, premierowej sztuki „Sprawa Dan-

„Niech żyje cyrk” (Teatr Maska w Rzeszowie).

tona” Teatru Malabar Hotel, czy spektaklu „Księżniczka Angina” w wykonaniu Białostockiego Teatru Lalek. Komu jednak kultury nigdy dość, 19 maja jest szansa spędzić piękną, majową noc na VII Europejskiej Nocy Muzeów. W ubiegłym roku ponad 20 tys. rzeszowian dało się przyłapać na wizycie w muzeum. W tym roku też warto, bo wyjątkowe niespodzianki szykują: Mu-

zeum Okręgowe w Rzeszowie, Muzeum Etnograficzne, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa, Muzeum Dobranocek oraz Muzeum Diecezji Rzeszowskiej. Kto zaś wytchnienia od muzealnych wrażeń będzie szukał w kawiarnianych ogródkach na rzeszowskim Rynku, ten będzie świadkiem prezentacji zabytkowych pojazdów, które wezmą udział w  Rajdzie Nocy Muzeów. ■ Reklama

EKOLOGICZNY BIZNES Znany producent jednośladów z Podgrodzia k. Dębicy w czerwcu wprowadzi na rynek miejski pojazd z napędem elektrycznym

Rometem 4E

przejedziesz 100 kilometrów za… 5 złotych Electric, Economic, Ecologic, Easy. Elektryczny, ekonomiczny, ekologiczny i łatwy w obsłudze – to zalety, którymi reklamuje swoje najnowsze „dziecko” – samochód Romet 4E – firma Arkus&Romet Group z Podgrodzia k. Dębicy, znana dotychczas głównie jako producent jednośladów. – W czerwcu wypuścimy z  produkcji pierwsze kilkadziesiąt aut i udostępnimy je w naszej sieci handlowej – zapowiada prezes Wiesław Grzyb. – Zainteresowani klienci będą mogli je przetestować. Tekst Jaromir Kwiatkowski Zdjęcia Arkus&Romet Group

Romet 4E będzie miał napęd elektryczny. Będzie przystosowany zarówno do jazdy bardziej dynamicznej, jak i do ekonomicznej. – Przy jeździe bardziej dynamicznej będzie mógł rozwinąć prędkość do 65 km/h – informuje prezes Grzyb. – Będzie wyposażony w specjalny ogranicznik, umożliwiający przełączenie systemu jazdy na bardziej ekonomiczny, w którym będzie osiągał prędkość do 45 km/h. W jednym i drugim przypadku to optymalna prędkość dla warunków jazdy w mieście.

10 TRENDY kwiecień maj 2012

Szybciej i bliżej, wolniej i dalej W ekonomicznym systemie jazdy samochód będzie wprawdzie wolniejszy, ale będzie miał większy zasięg: na jednym ładowaniu baterii akumulatora przejedzie ok. 180 km, podczas gdy w systemie dynamicznym 100 do 120 km. Autko określane jest przez złośliwców mianem „skutera na czterech kołach”. W mediach pojawiły się także opinie, że Romet 4E będzie alternatywą dla skuterów i motocykli. Prezes Grzyb nie

do końca się z tym zgadza. – Klient może być różny – zastrzega. – Romet 4E to typowo miejskie, oszczędne autko, podobnej wielkości jak smart. Dwuosobowe, z dużym bagażnikiem na zakupy. Dwukrotnie tańsze od konkurencji Ekonomiczność autka również nie podlega dyskusji, jako że jego eksploatacja będzie rzeczywiście tania. Po trzech latach, jeżeli kierowca pokona w  tym czasie 70 tys. km, wartość samocho-

Stoisko Rometu na Targach Motor Show w Poznaniu.

du zwróci się w 60 - 70 proc. Pokonanie 180 km na jednym ładowaniu kosztuje ok. 8 zł. Tak więc przejechanie 100 kilometrów będzie kosztowało poniżej 5 zł, podczas gdy litr paliwa kosztuje ok. 6 zł. Najprostsza wersja Rometa 4E będzie kosztować ok. 20 tys. zł, model umożliwiający bardziej dynamiczną jazdę – ok. 30 tys. To przynajmniej dwukrotnie mniej niż wynosi cena innych, konkurencyjnych pojazdów na prąd, np. szwajcarsko-polskiego trójkołowca z Pruszkowa, sprzedawanego pod nazwą Re-Volt. Po 5 latach autko się zwraca Wytrzymałość baterii jest oceniana na 400 cykli ładowań, co daje 3 lata jej

żywotności (przy założeniu, że średni roczny przebieg będzie wynosił ok. 23 tys. km rocznie). Tak więc, biorąc pod uwagę koszt zużycia energii i koszt wymiany baterii w ciągu 3 lat oraz pokonanie w tym czasie ok. 70 tys. km, koszt utrzymania Rometa 4E w stosunku do małolitrażowego samochodu osobowego, przy jeździe w  warunkach miejskich, daje oszczędności ok. 18 tys. zł. – Reasumując: gdy użytkujemy pojazd przez 5 lat, przy założeniu, że średnioroczny przebieg będzie wynosił 23 tys. km, biorąc pod uwagę tylko oszczędności na kosztach eksploatacji, Romet 4E zwraca się nam w ponad 100 proc. – podkreśla prezes Wiesław Grzyb. ■

O firmie

Reklama

Firma Arkus w Podgrodziu k. Dębicy rozpoczęła działalność handlową w branży rowerowej w 1991 r. W połowie lat 90. rozpoczęła produkcję rowerów. W 1999 r. kupiła Zjednoczone Zakłady Rowerowe „Romet” S.A., stając się właścicielem legendarnej polskiej marki Romet, obecnej na rynku rowerowym od 1948 r., a motoryzacyjnym od 1958 r. W 2000 r. firma rozpoczęła eksport swoich produktów do Europy Zachodniej. W 2005 r. nastąpiło kapitałowe połączenie trzech fabryk: Arkus Podgrodzie, Romet-Jastrowie, Romet-Kowalewo Wlkp. w jedną grupę kapitałową Arkus&Romet Group. Dwa lata później firma uruchomiła Fabrykę Skuterów i Motocykli Romet Motors. Od 2012 r. jest również wyłącznym importerem motocykli koreańskiej marki Hyosung. Aktualnie Arkus&Romet Group jest liderem jednośladów w Polsce oraz uznanym partnerem biznesowym na świecie. Pozycja i znaczenie grupy na polskim i zagranicznym rynku branży rowerowej i motoryzacyjnej stale rośnie. Wg rankingu polskich firm, opublikowanego przez „Rzeczpospolitą” (firma znalazła się w nim kolejny raz), pozycja Arkus&Romet Group od ub. roku przesunęła się o  131 miejsc w górę. Jak zaznacza W. Romański z „Rzeczpospolitej”: „Liście 2000 polskich przedsiębiorstw jak co roku towarzyszy wybór Dobrych Firm. Dobrych to znaczy rozwijających się nie tylko dynamicznie, ale i efektywnie. Takich, które mogą się pochwalić znakomitymi wynikami nie na przestrzeni ostatniego roku, ale przynajmniej kilku kolejnych analizowanych lat i wyróżniają się na tle branży, w której działają”. (Źródło: Ranking „Rzeczpospolitej”: Polskie Przedsiębiorstwa „Lista 2000”, 25 października 2011 r.).

Historia i Turystyka

Twierdza

Przemyśl Fort „San Rideau” w Bolestraszycach.

Twierdza Przemyśl, jedna z największych twierdz w Europie – większe od niej są tylko twierdze w Antwerpii oraz Verdun – ma szansę stać się prawdziwą perełką turystyczną Podkarpacia. Przemyskie forty, znane i licznie odwiedzane przez pasjonatów historii, już wkrótce zmienią się nie do poznania. Związek Gmin Fortecznych w 2012 i 2013 roku wyda prawie 22 mln zł na rewitalizację fortów oraz budowę szlaków turystycznych w Twierdzy Przemyśl. Tekst Aneta Gieroń Fotografie Dariusz Delmanowicz

Zamek w Krasiczynie, arboretum w Bolestraszycach i forty – z tych atrakcji Przemyśl i jego okolice słyną od dawna. Każdy wymieniony zabytek jest magnesem ściągającym co roku tysiące turystów z okolic Przemyśla, Podkarpacia, w końcu Polski i Europy. Zwłaszcza forty, unikatowe fortyfikacje na skalę europejską. Budowle pamiętające czasy wojny krymskiej w połowie XIX wieku, gdy stosunki między Rosją a Austrią były napięte, mające chronić Bramę Przemyską na styku Kotliny Sandomierskiej i Karpat, którą od stuleci wiódł szlak handlowy z Polski i Rusi na Węgry, za prawie 22 mln zł zostaną zabezpieczone, wyremontowane i zrewitalizowane. Wszystko dzięki Związkowi Gmin Fortecznych, który powstał 4 lata temu, a do niego należą gminy: Bircza, Krasiczyn, Krzywcza, Medyka, Orły, Stubno, Żurawica oraz wiejska i miejska gmina Prze12 TRENDY kwiecień maj 2012

myśl. Na terenie każdej z gmin znajdują się obiekty związane z systemem przemyskich fortyfikacji, a samorządowcy od dawna zabiegali o pieniądze z Unii Europejskiej, które pomogłyby w zmodernizowaniu wyjątkowych zabytków, a tym samym ściągnięciu jeszcze większej liczby turystów do miejscowości położonych na wschodnich krańcach Polski, tuż przy granicy z Ukrainą. – Realizacja projektu rozpocznie się najprawdopodobniej w lipcu. Ciągle trwa jeszcze kompletowanie niezbędnych pozwoleń i opinii – mówi Beata Kop, dyrektor biura Związku Gmin Fortecznych. Ale czekać warto, program jest jednym z największych w Polsce projektów rewitalizacji terenów postmilitarnych i postindustrialnych. Jego wartość to prawie 22 mln zł. 10 mln zł dołoży Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego, ponad 7 mln wyłoży budżet państwa

i ponad 3 mln dodadzą gminy skupione w Związku Gmin Fortecznych. Zdaniem Beaty Kop, zainwestowane pieniądze jeszcze bardziej uatrakcyjnią Twierdzę Przemyśl. A ta ma długą historię. Po wojnach krymskich jej znaczenie wcale nie zmalało, lecz wzrosło. Pod koniec XIX wieku Przemyśl był ważnym węzłem kolejowym i  drogowym na trasie z Wiednia do Lwowa. W czasie I wojny światowej przemyskie forty były jednym z najpotężniejszych obiektów obronnych w Europie. Dwa pierścienie fortyfikacji po wybuchu I wojny światowej przez kilka miesięcy powstrzymywały armię rosyjską maszerującą na zachód i południe Europy. Dzisiaj twierdza to 45-kilometrowe pasmo 15 głównych i kilkudziesięciu pomocniczych fortów wokół Przemyśla i kilkanaście mniejszych obiektów militarnych w granicach samego miasta. Większość fortów jest dostępna dla zwiedzających. Niemal do każdego fortu można dojechać samochodem. – W ramach projektu do świetności przywrócone zostaną 24 obiekty – wylicza Beata Kop. Wśród nich forty, mosty, przeprawy drogowe, dwór w Babicach oraz pałac w Birczy. W pałacu w Birczy, pochodzącym najprawdopodobniej z 1. połowy XVIII w., który przed wiekami kontrolował drogi biegnące w kierunku Przemy-

Historia i Turystyka śla i Sanoka oraz na południe, w kierunku Węgier, ma powstać centrum konferencyjne. Piękny dwór w Babicach stanie się bazą noclegową dla turystów. Rewitalizacja obejmie drogi forteczne zespołu koszarowego w Siedliskach, Fortu XV „Borek”, leżącego na terenie gminy Medyka. Gmina miejska Przemyśl zagospodaruje trasę od Bramy Sanockiej Dolnej, przez obiekt forteczny Brama Sanocka Górna i mur obronny, Fortu Trzy Krzyże do Bramy na Zniesieniu. W gminie Stubno powstanie ścieżka historyczno-przyrodniczo-dydaktyczna Stubno – – Starzawa – Kalników. W gminie Orły powstanie kładka nad drogą nr  77 –  wszystko po to, by turyści piesi i  rowerzyści mogli bezpiecznie dostać się do fortu Duńkowiczki. Odnowiona zostanie też droga forteczna Kruhel Wielki – Prałkowce oraz przebudowane będzie ogrodzenie cmentarza wojennego żołnierzy austro-węgierskich w Brylińcu. ■

Fort „Borek” w Siedliskach.

Fort – budowla obronna polowa lub stała, budowana od XVII do początków XX w., przystosowana do obrony okrężnej. Forty zazwyczaj grupowane były w zespoły zwane twierdzami fortowymi i zdolne były do samodzielnej oraz długotrwałej obrony. Forty Twierdzy Przemyśl: Fort I „Salis Soglio” w Siedliskach. Fort artyleryjski jednowałowy. Powstał w latach 1882-1886 według projektu szwajcarskiego inżyniera Daniela Salis-Soglio. Klasyfikowany jako nietypowy fort artyleryjski. Fort II „Jaksmanice” koło miejscowości Jaksmanice. W latach 1854-1857 był to szaniec obozu warownego, przebudowany w latach 1878-1881 na artyleryjski fort jednowałowy. W 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl, wysadzony w powietrze. Częściowo rozebrany w latach 1920-1930. Fort III „Łuczyce” koło miejscowości Łuczyce. W latach 1854-1857 szaniec obozu warownego, w latach 1892-1900 zmodernizowany na jednowałowy fort artyleryjski. Fort IV „Optyń” koło miejscowości Pikulice. Początkowo w latach 1854-1857 szaniec obozu warownego, przebudowany w latach 1873-1878 i 18961900 na artyleryjski jednowałowy. Fort V „Grochowce” koło miejscowości Grochowce. Zbudowany w latach 1881-1887. Częściowo wysadzony w powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl.

Fort VI „Helicha” lub „Iwanowa Góra” koło miejscowości Kruhel Wielki. W latach 1854-1857 szaniec obozu warownego, przebudowany w 1878 na artyleryjski fort jednowałowy. Wysadzony w powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl. Fort VII „Prałkowce” koło miejscowości Prałkowce. Zbudowany w latach 1881-1887, rozbudowany w 1914. Wysadzony w powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl. Fort VIII „Łętownia” koło miejscowości Łętownia. Zbudowany w latach 1880-1887 według projektu Antona Wernera. Fort IX „Brunner” koło miejscowości Ujkowice. Zbudowany w latach 1892-1894 według projektu płk. inż. Maurycego von Brunnera. Fort X „Orzechowce” koło miejscowości Orzechowce. Zbudowany w latach 1881-1887, w latach 1896-1900 zmodernizowany. Częściowo wysadzony w powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl. Fort XI „Duńkowiczki” koło miejscowości Duńkowiczki. W latach 1854-1857 szaniec obozu warownego, w la-

tach 1881-1887 zbudowany na nowo, przebudowany w latach 1900-1903, wysadzony w powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl. Fort XII „Werner” koło miejscowości Żurawica. W latach 1854-1857 szaniec obozu warownego, zbudowany na nowo w latach 1881-1887 według projektu inż. Antona Wernera. Fort XIII „Bolestraszyce” lub „San Rideau” koło miejscowości Bolestraszyce. W latach 1854-1857 szaniec obozu warownego, przebudowany w latach 1873-1880. Częściowo wysadzony w powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl. Fort XIV „Hurko”. Zewnętrzny główny fort „Twierdzy Przemyśl”. Dzieło fortyfikacyjne północno-wschodniego odcinka obronnego Twierdzy, zbudowany ok. 1884-1986 r. jako fort artyleryjski dwuwałowy przebudowany w 1900 r. na fort jednowałowy. Fort XV „Borek” koło miejscowości Siedliska. Zbudowany w latach 1892-1900. Został częściowo wysadzony w  powietrze w 1915 r., po II oblężeniu Twierdzy Przemyśl.

Pisząc tekst, korzystałam z informacji zawartych na stronie internetowej Związku Gmin Fortecznych Twierdzy Przemyśl. kwiecień maj 2012 TRENDY 13

ZAMEK W SANOKU

Obrazy z „okresu fantastycznego”.

Miny Beksińskiego.

Powrót

Beksińskiego

W odbudowanym, południowym skrzydle sanockiego zamku powstała nowa Galeria Zdzisława Beksińskiego. Jest czynna od końca kwietnia. Uroczyste otwarcie wystawy zaplanowano na drugą połowę maja: w przeddzień Nocy Muzeów, nazwanej teraz Nocami Kultury Galicyjskiej. Tak po dziesięcioleciach do swego miasta wrócił artysta, który nigdy nie ruszyłby się stąd, gdyby władze nie nakazały rozbiórki jego rodzinnego domu. Tekst Antoni Adamski Fotografie Tadeusz Poźniak

Wspomnienie nieistniejącego domu rozpoczyna ekspozycję. Na fotografiach skromny parterowy budyneczek z drewnianym gankiem wychodzącym na zdziczały ogród. Jego wnętrze wypełniały rysunki, obrazy i fotografie. W sieni ustawiono pierwsze rzeźby artysty: ekspresyjne czaszki; w pokoju Hamlet w czerni. Naprzeciw zawieszono fotograficzne autoportrety w stylu Witkacego. Beksiński stroi błazeńskie miny: w marynarskiej czapce, w sowieckiej uszance z  ogromną czerwoną gwiazdą, w  zbyt małej czapce gimnazjalisty i naciągniętej na uszy włóczkowej z lichej dzianiny. Powagę zachowuje tylko na zdjęciu z fajką w ustach. Tylko że...Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego i autor ekspozycji, wyjaśnia: – Beksiński nigdy nie palił. Papierosy paliła jego żona, Zofia. Artysta, wówczas dyplomowany architekt z odpracowanym nakazem pracy, poważny pan inżynier – pracownik Autosanu – nie stronił od wygłupów. Może w ten sposób chciał podkreślić dystans wobec rzeczywistości, której nie dało się traktować na serio? Na krótko przedtem w Rzeszowie dostał wymó-

14 TRENDY kwiecień maj 2012

wienie po tym, jak złapano go na wykonywaniu rysunków w godzinach pracy. W  Sanoku „zaczepił się” w fabryce na pół etatu. Choć rodzina cierpiała niedostatek, artysta cieszył się, że mógł wreszcie zająć się twórczością. Zdjęcia sanockiego domu pochodzą z 1976 r. W rok później rodzina Beksińskich wyprowadza się do Warszawy. Przed przeprowadzką artysta spalił nieudane – jego zdaniem – obrazy i rysunki. Beksiński zabiera ze sobą serię obrazów na szkle, które ukryte pod meblościanką staną się później prawdziwym zaskoczeniem dla pracowników Muzeum Historycznego w Sanoku. Dziś zajmują osobną ścianę. Obok niewielka ekspozycja fotogramów z lat 50. i 60. Skrępowane sznurkiem ciało modelki to jedyny w swoim rodzaju „Akt”, leżąca na torach sylwetka samobójczyni – jak z  policyjnej kartoteki, twarze z wydartymi oczami i ustami, kalekie lalki... – Fotogramy Beksińskiego wyprzedzają eksperymenty światowej awangardy. Pomyśleć, że wykonywał je w prowincjonalnym, odciętym od międzynarodowej sztuki Sanoku – mówi dyrektor Banach.

Przed wejściem do przeniesionej do Zamku warszawskiej pracowni przy ul. Sonaty 6/314 wiszą dwie maksymy: Nie oszukuj się! Nikt nic nie widzi! oraz: Myślę więc mnie nie ma. Nie istnieję. Jestem wytworem myśli. To nie jest tak, że myśl rodzi się we mnie. To myśl mnie stwarza i wywołuje iluzję istnienia. W warszawskiej pracowni całą ścianę zajmował regał szczelnie wypełniony setkami kaset CD z muzyką poważną, która stale towarzyszyła artyście w czasie malowania. (Na ekspozycji zachowała się tylko jedna płyta gramofonowa. To IX Symfonia Gustawa Mahlera – nagranie renomowanej czechosłowackiej wytwórni Supraphon.) Na drzwiczkach meblościanki plakat z sanockiej wystawy malarstwa, który Beksiński bardzo lubił, oraz odbitki grafiki komputerowej. Na tylnej ściance – w widocznym miejscu koperta z testamentem, w którym ar-

ZAMEK W SANOKU Zdzisław Beksiński w swoim warszawskim mieszkaniu.

Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, w muzealnej replice warszawskiego mieszkania Beksińskiego. tysta cały swój majątek przekazał sanockiemu Muzeum Historycznemu. Centralne miejsce zajmują sztalugi z  niedokończonym obrazem. To objęta rękami, pozbawiona twarzy głowa anonimowego człowieka – stałego bohatera tego malarstwa. W przeciwległym kącie wysokie lustro, które służyło do tego, by w całości obejrzeć malowany obraz. – Pracownia była wąska, brakowało „odejścia”. Na sanockiej ekspozycji jest ona szersza o 1,30 metra niż w rzeczywistości – tłumaczy dyrektor W. Banach. Przy przenosinach nie zapomniano o żadnym szczególe. Na stole trzeba jeszcze rozlać trochę farby, aby jego powierzchnia wyglądała tak jak dawniej. Za oknem naturalnej wielkości zdjęcie wstrętnego gierkowskiego blokowiska, na które codziennie spoglądał Beksiński. Nie zwracał na ten widok uwagi. Dbał o to, by mieć spokojne miejsce do pracy. Porównywał je do skorupy ślimaka, z której ani myślał wychodzić. Gdyby nie zmusiły go do tego okoliczności (przymusowe wywłaszczenie domu pod miejską inwestycję), nigdy nie ruszyłby się z Sanoka. Przeżył ciężko nakazaną przez władzę przeprowadzkę. Nie znosił podróży do tego stopnia, iż nawet zrezygnował ze stypendium w USA. Nie chodził na przyjęcia i wystawy, odmawiał przyjazdu na wernisaże własnych ekspozycji. (Wyjątkiem były – ale też nie zawsze – te organizowane w Muzeum Historycznym w Sanoku). Na osobnej półce kolekcja aparatów fotograficznych. Jedna z dwóch cyfrówek Beksińskiego: niewielki, srebrzysty aparat firmy Fujifilm, który padł łupem morderców. Dyrektor Banach przywiózł go z więzienia, gdzie przechowywano dowody rzeczowe po procesie bandytów. Naprzeciw fotografia pojemnika na lekarstwa. Składał się on z sześciu przegródek, na których zaznaczono pory dnia, o których należało je przyjmować. Przegródki są puste. Tylko w ostatniej, z napisem: „kolacja”, leżał komplet pigułek. Beksiński nie zdążył ich przy-

jąć. Zdjęcie zostało wykonane 20 lutego 2005 r., w pięć dni po morderstwie. Dyr. Wiesław Banach: – Do dziś ściska mnie w dołku, kiedy patrzę na to wnętrze. Tędy prowadziło przejście na balkon, którym mordercy wlekli ciało. Nocowałem w tym mieszkaniu wielokrotnie, także po śmierci Zdziska. – Jak się śpi w mieszkaniu, gdzie popełniono morderstwo? – pytam. – To było mieszkanie pełne dobrych fluidów. Beksiński był pogodny, przyjazny, życzliwy wszystkim. Jego dobre uczucia emanowały z tego wnętrza, a nie zło, które wtargnęło tu niespodziewanie. Co nie zmienia faktu, iż zmywaliśmy jego krew z podłogi – odpowiada Wiesław Banach. Na dwóch niższych kondygnacjach zgromadzone zostały prace Beksińskiego ze wszystkich okresów twórczości: – Klucz chronologiczny w wypadku Beksińskiego zawodzi, jest wręcz nie do przyjęcia. Trzeba było znaleźć inny porządek – wyjaśnia autor scenariusza. Polega on na przenikaniu się różnych motywów, które wciąż na nowo opraco-

wywane towarzyszyły mu przez całe życie: ludzka postać i zbliżenie twarzy, fantastyczne krajobrazy i budowle: wieże, gmachy, lochy i zamki, motyw krzyża i  wiele innych. Na każdym piętrze ważne miejsce zajmuje twórczość z lat 70. To „okres fantastyczny” – jak określił go Wiesław Banach, dodając przy tym jeszcze jedno określenie: „mistyczny”. Bo jest to twórczość mistyczna w tym znaczeniu, w jakim była nią mroczna proza Franza Kafki. Pod koniec życia forma obrazów ulega uproszczeniu i zmonumentalizowaniu. Anonimowe głowy pozbawione są rysów twarzy, a postacie – cech indywidualnych. Przypominają ekshumowane z masowych grobów ciała pozbawionych nazwisk ofiar. Ta ekspozycja to wstrząsający „Labirynt Beksińskiego”. Wystawa Beksińskiego jest ekspozycją stałą. Towarzyszą jej czasowe wystawy artysty otwarte w Sandomierzu, Poznaniu i Wrocławiu, które zostaną przeniesione do Krakowa, Świdnicy i Zamościa. Reklamują one sanocką Galerię – jeden z najważniejszych projektów polskiego muzealnictwa. ■

Ostatni okres twórczości.

kwiecień maj 2012 TRENDY 15

Ranking VIP Biznes&Styl

Najbardziej wpływowi na Podkarpaciu 2012 Listę najbardziej wpływowych osób w naszym regionie magazyn VIP Biznes&Styl po raz pierwszy opublikował w styczniu 2012 r. Ranking od pierwszej edycji zdobył tak duże zainteresowanie i uznanie, że magazyn VIP postanowił rokroczOd lewej: Elżbieta Łukacijewska, nie publikować listę najbardziej wpływowych na Podkarpaciu, Jan Bury, Mirosław Karapyta. jednocześnie dzieląc konkurs na cztery kategorie, a zwycięzców obdarowywać statuetkami VIP, wykonanymi przez znakomitego podkarpackiego rzeźbiarza, Macieja Syrka. Wielka Gala VIP-a, połączona z wręczeniem statuetek oraz recitalem Lory Szafran, odbędzie się 24 listopada 2012 r. w Filharmonii Podkarpackiej. Nagrody przyznane zostaną w czterech kategoriach: VIP Polityka 2012, VIP Biznes 2012, VIP Kultura 2012 oraz VIP Odkrycie Roku 2012. W najbliższych wydaniach magazynu VIP oraz Trendy Podkarpackie zaprezentujemy 10 nominowanych osób w każdej z kategorii, z wyjątkiem Odkrycia Roku, które ma być największą niespodzianką w rankingu naszego magazynu. W tym numerze Trendów Podkarpackich w gronie pierwszych nominowanych prezentujemy nazwiska osób, które znalazły się na szczycie listy pierwszego rankingu VIP-a.

NOMINACJE VIP POLITYKA

VIP BIZNES

VIP KULTURA

Jan Bury, poseł, prezes podkarpackiego PSL. Prawnik i polityk, w obecnej kadencji Sejmu przewodniczący Klubu Parlamentarnego. Inicjator Forum Innowacji w Rzeszowie.

Marek Darecki, prezes „WSK-PZL Rzeszów”, pomysłodawca i prezes Stowarzyszenia „Dolina Lotnicza”, które skupia dziś na Podkarpaciu prawie 100 firm z branży lotniczej.

Lucyna Mizera, dyrektor Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli. Menedżerka kultury, która w nieco ponad 10 lat potrafiła w niewielkim mieście stworzyć znane i cenione w Polsce muzeum.

Elżbieta Łukacijewska, posłanka PO do Parlamentu Europejskiego. Przez 6 lat (2004-2010) była przewodniczącą, a następnie wiceprzewodniczącą Regionu Podkarpackiego PO.

Adam Góral, doktor nauk ekonomicznych, współzałożyciel i prezes Asseco Poland SA. Prezes Podkarpackiego Klubu Biznesu, współzałożyciel Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie.

Janusz Szuber, znakomity sanocki poeta. Autor wierszy, które stawiane są w tym samym szeregu, co twórczość Wisławy Szymborskiej i Adama Zagajewskiego.

Mirosław Karapyta, polityk PSL i samorządowiec, doktor socjologii, wykładowca wyższych uczelni. Od 2010 r. marszałek województwa podkarpackiego.

Janusz Zakręcki, prezes PZL Mielec. Absolwent Politechniki Krakowskiej, który sprowadził do Mielca produkcję legendarnych amerykańskich śmigłowców Black Hawk.

Tadeusz Ferenc, samorządowiec i polityk, od trzech kadencji prezydent Rzeszowa. Wcześniej był m.in. prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej Nowe Miasto w Rzeszowie.

Marta Półtorak, prezes Marma Polskie Folie, prezes sekcji żużlowej Stali Rzeszów, właścicielka Galerii Millenium Hall w Rzeszowie.

Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, twórca Galerii Zdzisława Beksińskiego. Sanocki zamek zawdzięcza mu największą na świecie kolekcję prac Beksińskiego. Jan Gancarski, dyrektor Muzeum Podkarpackiego w Krośnie. Odkrywca grodu z epoki brązu na Podkarpaciu. Twórca archeologicznego skansenu „Karpacka Troja” w Trzcinicy koło Jasła.

Także Czytelnicy Trendów Podkarpackich mogą typować i głosować we wszystkich czterech kategoriach, wysyłając zgłoszenia na adresy mailowe: ranking@vipbiznesistyl.pl oraz ranking@vipbis.pl. Tekst Aneta Gieroń Fotografia Tadeusz Poźniak

Sponsorzy główni Gali VIP-a:

Partnerzy medialni:

MUZYKA

Program 51. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie 13 V 2012, GODZ. 18.00 (NIEDZIELA) PROLOG MUZYCZNEGO FESTIWALU W ŁAŃCUCIE NA ZAMKU KRÓLEWSKIM W WARSZAWIE Zamek Królewski w Warszawie Utwory ze zbioru muzykaliów Biblioteki Muzeum-Zamku w Łańcucie Orkiestra Kameralna Filharmonii Podkarpackiej Vladimir Kiradjiev – dyrygent Konstanty Andrzej Kulka – skrzypce Tomasz Strahl – wiolonczela W programie: J.Elsner, L. Boccherini, J.R. Zumsteeg, F. Janiewicz

AB 19 V 2012, GODZ. 19.30 (SOBOTA) KONCERT PLENEROWY Park przed Muzeum-Zamkiem w Łańcucie Kazimierz Kowalski zaprasza W krainie opery, operetki, musicalu Małgorzata Kulińska – sopran Małgorzat Kustosik – mezzosopran Mirosław Niewiadomski – tenor Andrzej Niemierowicz – baryton cena biletu: 60 zł AB – koncert abonamentowy

TOMASZ STRAHL Najmłodszy profesor sztuk muzycznych w Polsce. Absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie w klasie wiolonczeli prof. Kazimierza Michalika. Jako stypendysta rządu austriackiego odbył roczne Studium Podyplomowe w Hochschule für Musik und Darstellende Kunst w Wiedniu. Studiował również kameralistykę u wybitnego skrzypka Krzysztofa Jakowicza, z którym występuje od wielu lat. Artysta jest laureatem ogólnopolskich i  międzynarodowych konkursów w Poznaniu, Warszawie oraz m.in. I Nagrody V Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. N. Zabaleta w San Sebastian w Hiszpanii. Otrzymał również Nagrodę-Stypendium Polsko-Japońskiej Fundacji JESC.

KONSTANTY ANDRZEJ KULKA Jeden z najwybitniejszych skrzypków swojego pokolenia, ojciec Gaby Kulki, profesor Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Już jako 17-letni student uzyskał dyplom z wyróżnieniem na Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. N. Paganiniego w Genui. Jednak jego międzynarodowa kariera rozpoczęła się od zdobycia I nagrody na Międzynarodowym Konkursie w Monachium. Wykonał ponad 1500 recitali i  koncertów z towarzyszeniem orkiestry na całym świecie. Gra ze słynnymi orkiestrami, występuje na festiwalach w Lucernie, Bordeaux, Berlinie, Brighton, Pradze, Barcelonie, w tym roku także na festiwalu łańcuckim. Dokonuje wielu nagrań płytowych, radiowych i telewizyjnych.

MUZYKA AB 20 V 2012, GODZ. 20.00 (NIEDZIELA) ORKIESTRA FILHARMONII LWOWSKIEJ Stara Ujeżdżalnia Aidar Toribaev – dyrygent Vadim Brodski – skrzypce W programie: H. Wieniawski, N. Paganini, P. Sarasate, F. Schubert Cena biletu: 60 zł

AB 21 V 2012, GODZ. 19.00 (PONIEDZIAŁEK) KWARTET AKADEMOS Sala balowa W programie: L. van Beethoven, Ch. E. Ives, B. Bartok Cena biletu: 40 zł

AB 22 V 2012, GODZ. 19.00 (WTOREK) YULIANNA AVDEEVA – RECITAL FORTEPIANOWY Sala balowa Cena biletu: 100 zł

AB 23 V 2012, GODZ. 18.00 (ŚRODA) FLORIPARI – ZESPÓŁ MUZYKI DAWNEJ Z ZAMKU KRÓLEWSKIEGO NA WAWELU Sala balowa

VADIM BRODSKI Rosyjski wirtuoz skrzypiec, potomek znakomitego Adolfa Brodskiego, pierwszego wykonawcy Koncertu skrzypcowego Piotra Czajkowskiego. Zwycięzca VII Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. Vadim Brodski gra na skrzypcach Gennaro Gagliano z 1747 roku. Jest jednym z nielicznych skrzypków w historii, który miał zaszczyt zagrać w 1998 r. podczas tournée z orkiestrą Simfonica di  Savona na słynnym instrumencie Il cannone Guarneri del Gesu, należącym do Niccolo Paganiniego. W swojej karierze otrzymał pierwsze nagrody na wszystkich międzynarodowych konkursach skrzypcowych, w których uczestniczył: Wieniawski (Polska 1977), Paganini (Włochy 1984), Tibor Varga (Szwajcaria 1984). Koncertował z wieloma znakomitymi orkiestrami: Filharmonia Moskiewska, Filharmonia Petersburska, Filharmonia Narodowa w Warszawie, Mexico National Symphony, London Philharmonic Orchestra, Jerusalem Symphony, New Jersey Symphony i Orchestre de la Suisse Romande w Genewie.

W programie: „Blaski i cienie miłości” – spektakl półsceniczny oparty na muzyce z czasów renesansu i baroku C. Monteverdiego, J. B. Lully’ego, J. Dowlanda, C. Negriego, F. Caroso, G. Ph. Telemanna, G. F. Haendla i innych europejskich twórców. Cena biletu: 40 zł

YULIANNA AVDEEVA Rosyjska pianistka, która naukę gry na fortepianie rozpoczęła w wieku pięciu lat w Szkole Muzycznej im. Gniesinych w Moskwie pod kierunkiem Eleny Ivanovej. Triumfatorka LXI Konkursu w Genewie w Szwajcarii (2006) i laureatka wielu międzynarodowych konkursów dla młodych pianistów: Grand Prix I Ogólnorosyjskiego Otwartego Konkursu „New Names” w Moskwie (2000), I nagrody w V Konkursie „Arthur Rubinstein in Memoriam” w Bydgoszczy (2002) i I nagrody w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. I. J. Paderewskiego w Bydgoszczy (2007). W październiku 2010 roku zdobyła I nagrodę XVI Międzynarodowego Konkursu Fryderyka Chopina oraz nagrodę Krystiana Zimermana za najlepsze wykonie sonaty Chopina. Pianistka koncertowała w Moskwie, w wielu innych miastach Rosji oraz kilkudziesięciu krajach, m.in.: w Austrii, Wielkiej Brytanii, USA, we Francji, w Niemczech, Izraelu, Belgii, Japonii, Grecji, we Włoszech i w południowej Afryce. W jej repertuarze koncertowym znajdują się utwory muzyki od baroku po XX wiek.

MUZYKA 23V 2012, GODZ. 21.30 (ŚRODA) KWARTET OPIUM I ANNA SENIUK Sala balowa W programie: „Wieczór w Teatrze Wielkim”. poemat Stanisława Balińskiego, w którym poeta żartobliwie, z przekąsem i sentymentalnie opisuje świat artystów, śpiewaków i muzyków. Spektakl dopełni muzyka kwartetu OPIUM. Cena biletu: 80 zł

AB 24 V 2012, GODZ. 19.00 (CZWARTEK) Bazylika oo. Bernardynów w Leżajsku Cameron Carpenter – organy „Od Bacha do Carpentera” Cena biletu: 70 zł

AB 25 V 2012, GODZ. 19.00 ( PIĄTEK) ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII PODKARPACKIEJ Sala koncertowa Filharmonii Podkarpackiej Gabriel Chmura – dyrygent Soyoung Yoon – skrzypce W programie: H. Berlioz, J. Sibelius Cena biletu: 60 zł

CAMERON CARPENTER 31–letni amerykański organista, który już w wieku 11 lat jako cudowne dziecko wykonywał Das Wohltemperierte Klavier Bacha, a w 1992 roku dołączył do American Boychoir School jako chłopięcy sopran. Cameron Carpenter, który w swej działalności wykorzystuje wszelkie możliwości drzemiące w organach piszczałkowych i wirtualnych, w repertuarze klasycznym czy popularnym zasłynął nie tylko jako odtwórca wielkich dzieł muzyki organowej, ale również jako kompozytor - jego własne utwory kładące nacisk na kolorystykę, świeckie wartości i swobodę wykonawczą, podążają śladami takich artystów jak Percy Grainger, Sigfrid Karg-Elert czy Leopold Godowsky. Carpenter nazywany jest Lisztem organów z powodu fenomenalnej techniki gry. W swoim repertuarze posiada utwory mistrzów muzyki barokowej, aranżacje utworów Chopina, Godowskiego, Liszta, Schumanna, Rachmaninowa oraz kompozycje własne. Za swój pierwszy album pt. Revolutionary, wydany przez wytwórnię Telarc, jako pierwszy organista w historii uzyskał nominację do nagrody GRAMMY w kategorii album solowy.

SOYOUNG YOON Koreanka, zwyciężczyni XIV Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu, jest uważana za jedną z najwybitniejszych skrzypaczek swojego pokolenia. Artystka naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w wieku pięciu lat i szybko stała się gwiazdą w swojej ojczyźnie. Soyoung Yoon ujmuje publiczność i muzyków swoimi hipnotyzującymi występami w najlepszych międzynarodowych konkursach skrzypcowych. Jest zwyciężczynią trzech najbardziej prestiżowych konkursów na świecie: Indianapolis International Violin Competition (2010), Queen Elisabeth Competition in Brussels (2009) i Tchaikovsky Competition (2007) w Moskwie. Soyoung Yoon jest wybitną solistką występującą z takimi orkiestrami jak: Moscow Virtuosi Orchestra, Zurich Chamber Orchestra, London Mozart Players, Sinfonieorchester des Norddeutschen Rundfunks, National Radio Orchestra of Kiev, Russian National Orchestra, Belgian National oraz współpracującą z najlepszymi dyrygentami: Gilbert Varga, Saulus Sondetzki, Muhai Tang i Justus Frantz.

MUZYKA AB 26V 2012, GODZ. 19.00 (SOBOTA) Sala balowa Ewa Małas- Godlewska – sopran L’Ensemble Hyacinthus W programie: słynne arie operowe G.F. Haendla Cena biletu: 100 zł

EWA MAŁAS-GODLEWSKA Polska śpiewaczka operowa, sopran liryczno-koloraturowy. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej we Wrocławiu w klasie prof. Danuty Paziukówny. Na początku kariery występowała w Warszawskiej Operze Kameralnej, gdzie śpiewała partie Noriny w „Don Pasquale” Donizettiego i Rozyny w „Cyruliku sewilskim” Rossiniego. Od kilkunastu lat mieszka we Francji, gdzie występowała w takich teatrach jak: Opera Paryska, L’Opera Comique, Le Theatre du Chatelet, Théâtre des Champs Élysées, Des Amandiers Theatre in Nanterre i Opéra Bastille. Jej głos, zmiksowany z głosem amerykańskiego kontratenora Dereka Lee Ragina, został wykorzystany w filmie Gérarda Corbiau „Farinelli – Ostatni kastrat”.

Bilety na 51. Muzyczny Festiwal w Łańcucie są w sprzedaży od 10 kwietnia w kasie Filharmonii Podkarpackiej. Cena karnetu obejmującego 8 koncertów festiwalowych wynosi 430 zł. Reklama

LOTNISKO W JASIONCE

Od lewej: Zbigniew Rynasiewicz, poseł PO; ks. biskup Kazimierz Górny, ordynariusz diecezji rzeszowskiej; Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa; Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister infrastruktury.

Oficjalne otwarcie portu lotniczego Rzeszów-Jasionka.

Od lewej: kapitan Tadeusz Wrona; Mirosław Karapyta, marszałek województwa podkarpackiego; Teresa Kubas-Hul, przewodnicząca Sejmiku Województwa Podkarpackiego.

NOWY terminal

Krystyna Skowrońska, posłanka PO; kapitan Tadeusza Wrona.

i siedem nowych połączeń

„Nasze okno na świat”, „Podkarpacie nie leży w Polsce B” – takie zdania najczęściej padały podczas uroczystości otwarcia nowego terminalu na lotnisku w Jasionce. Nie ma w nich przesady. Terminal należy do najpiękniejszych i najnowocześniejszych w Polsce, a z lotniska już jesienią będzie można dotrzeć do kolejnych miast w Europie: Monachium, Dortmundu, Paryża, Hamburga, Rzymu, Amsterdamu i Oslo. Teraz – by ułatwić pasażerom sprawne dotarcie do Jasionki – pozostaje jeszcze połączyć lotnisko z koleją i autostradą. Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografie Tadeusz Poźniak

Nowy terminal przedstawia się imponująco: 250 pomieszczeń na 4 kondygnacjach, 250 kamer monitorujących terminal, 17 stanowisk do odprawy pasażerów, wreszcie – warunki pozwalające na obsłużenie 700 osób w ciągu godziny. Terminal ma około 90 tys. m sześć. kubatury i prawie 14 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Pierwsi pasażerowie zostaną tu odprawieni 8 maja. Do samolotu wsiądą i wysiądą, nie dotykając butem płyty lotniska. Umożliwi to specjalny rękaw łączący terminal bezpośred24 TRENDY kwiecień maj 2012

nio z samolotem. Tego właśnie rękawa może Jasionce pozazdrościć wiele lotnisk krajowych. Budowa, która pochłonęła ponad 100 milionów złotych, trwała 15 miesięcy. Odpowiedzialna była za nią firma Skanska, mająca na swoim koncie wykonanie terminali pasażerskich, m.in. w Pradze, Budapeszcie, Sztokholmie i w Bostonie. Co nieczęsto się zdarza przy tak wielkich inwestycjach, wykonawca wywiązał się z umowy w terminie. Od stycznia w budynku trwały prace kosmetyczne i przy-

gotowania do oficjalnego otwarcia, na które zaproszono ważne osobistości. Wprawdzie prezydent Bronisław Komorowski nie mógł przyjechać, ale VIP-ów nie brakowało. W otwarciu terminalu udział wzięli m.in. Cezary Grabarczyk, wicemarszałek Sejmu; Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister transportu; Michał Marzec, dyrektor generalny Przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze; konsul generalny USA, ambasador Ukrainy, samorządowcy z Węgier, Chorwacji, Rumunii, Ukrainy i Słowacji, lokalni

LOTNISKO W JASIONCE

Od lewej: Mirosław Karapyta, marszałek województwa podkarpackiego; Stanisław Nowak, prezes spółki Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka.

Michał Marzec, dyrektor Przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze. Dariusz Młotkiewicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Renata Butryn, posłanka PO, z Mieczysławem Kasprzakiem, posłem PSL. Od lewej: Bogdan Rzońca, poseł PiS; Andrzej Matusiewicz, senator PiS; Paweł Baj, burmistrz Głogowa Małopolskiego.

Cezary Grabarczyk, wicemarszałek Sejmu.

politycy oraz regionalni biznesmeni. Imprezę prowadzili Magda Mołek i Mariusz Zieliński, z recitalem wystąpiła Sylwia Grzeszczak. Gościem honorowym był kapitan Tadeusz Wrona, absolwent Politechniki Rzeszowskiej, który odebrał tytuł honorowy i odznakę „Zasłużony dla województwa podkarpackiego”. Nowa wieża kontroli lotów, hangary dla samolotów Z nowym terminalem ma komponować się, budowana także przez firmę Skanska, nowa wieża kontroli lotów. Nowa wieża w Jasionce będzie trzykrotnie wyższa od starej. Cały obiekt będzie mierzył 33 m. Budynek zostanie powle26 TRENDY kwiecień maj 2012

Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, z żoną Danutą. czony blachą tytanowo-cynkową, z wyciętymi przeszkleniami, zaś lotnisko zostanie wyposażone w urządzenia, które umożliwią włączenie go w system kontroli ruchu lotniczego w kraju i w Europie. Prócz tego, za ponad 40 milionów złotych wybudowane zostaną dwa hangary dla samolotów wraz z płytą postojową. Wykonawcą tego przedsięwzięcia jest portugalski koncern Mota Engil Central Europe. Prace przy tej inwestycji mają potrwać do końca maja 2013 roku. Do Paryża, Rzymu, Oslo i na Kos Tuż przed oficjalnym otwarciem terminalu, prezes Portu Lotniczego „Rzeszów-Jasionka” Sp. z o.o. Stanisław No-

wak, ujawnił plany rozwoju połączeń. Od 29 października OLT Express będzie obsługiwał połączenia z Jasionki do Monachium (2 razy w tygodniu), Dortmundu (3 razy w tygodniu), Paryża (3 razy w tygodniu), Hamburga (2 razy w tygodniu), Rzymu (3 razy w tygodniu), Amsterdamu (2 razy w tygodniu) i do Oslo (2 razy w tygodniu). Bilety już można rezerwować na stronie przewoźnika. Z Jasionki można polecieć do: Barcelony-Girony, Birmingham, Bristolu, Dublina, East Midlands, Frankfurtu, Londynu, Manchesteru, Warszawy, Gdańska i Katowic. Odbywają się również loty czarterowe do Egiptu (od stycznia także zimą), Grecji, Turcji i Tunezji. Latem będzie można polecieć także na Kos. ■

Podróże

Andrzej Piętowski, zdobywca Rio Colca:

Niech każdy znajdzie swój

Everest

Marsz solidarności z Solidarnością, Lima, 28 grudnia 1981 r.

Andrzej Piętowski w kanionie Colca.

ie. ości w Lim ny Solidarn ro b i O sk tu ń e li Komit Piotr Chmie sta. Spotkanie Piętowski, j e nobli rz d n A j: , późniejszy sa Od lewe lo L s a rg rio Va i pisarz Ma W Wielką Sobotę przez kilka godzin gościł w Rzeszowie Andrzej Piętowski – kajakarz, podróżnik, odkrywca, kierownik wyprawy Canoandes’79, podczas której w 1981 r. kilku śmiałków, studentów krakowskiej AGH (wśród nich Piotr Chmieliński, pochodzący ze Słociny, dziś dzielnicy Rzeszowa) przepłynęło dziewiczą rzekę Rio Colca w Peru oraz dokonało eksploracji jej kanionu – najgłębszego na Ziemi. Ten wyczyn został w 1984 r. wpisany do Księgi rekordów Guinessa. Został także opisany przez prestiżowy magazyn „National Geographic”, a amerykańskie pismo „Paddler” uznało go za jedno z  największych osiągnięć eksploracyjnych XX wieku. W kanionie kajakarze spędzili ponad miesiąc, z czego 16 dni na wodzie. To było kilkanaście dni walki na śmierć i życie z żywiołem. – O ile duch nasz był silny, a my byliśmy gotowi stanąć „wszyscy za jednego, jeden za wszystkich”, o tyle brakowało nam odpowiedniego sprzętu i narzędzi – opowiada Piętowski. – W każdej chwili nasza wyprawa mogła się źle skończyć. Jakimś cudownym zrządzeniem losu wyszliśmy z tego cało – przyznaje. W Peru polskich kajakarzy został stan wojenny. W grudniu 1981 r. Piętowski wraz z kolegami założyli w Limie Komitet Obrony Solidarności, w którego skład wszedł m.in. późniejszy noblista, pisarz Mario Vargas Llosa. 28 grudnia zorganizowali w Limie Marsz solidarności z Solidarnością. – Tego, czego CIA 28 TRENDY kwiecień maj 2012

nie dokonała milionami dolarów, my dokonaliśmy przez ten marsz, bo dla przeciętnego Peruwiańczyka sprawa Polski stała się tak klarowna, że tamtejsza partia komunistyczna rozbiła się na cztery frakcje, które już nigdy się nie połączyły. Sami się zneutralizowali – śmieje się podróżnik. Zorganizowanie Komitetu zamknęło podróżnikom drogę do Polski na 9 lat. Osiedlili się w USA. Piętowski mieszka w Chicago. Matematyk z wykształcenia, na co dzień uczy tego przedmiotu w  liceum miejskim E. G. Foreman H.S. Od 2004 r. kieruje letnią szkołą języka angielskiego w Dolinie Colca, dzięki której miejscowi, zwłaszcza młodzież, mogą lepiej wykorzystać turystyczne walory tego miejsca (dotychczas brak znajomości języka stanowił w tym względzie poważną barierę). Ale przepłynięcie Rio Colca to nie jedyne podróżnicze osiągnięcie Piętowskiego. Jako pierwszy przepłynął kajakiem najwyższą część rzeki Apurimac w  Peru, która daje początek Amazonce. W 1987 r. zdobył Mount McKin-

ley (6194 m n.p.m.) na Alasce. W 1998 i  1999 r. zorganizował i poprowadził dwie rekonesansowe wyprawy rowerowe do źródeł Amazonki. W następnym roku, pod patronatem Towarzystwa National Geographic i Instytutu Smithsonian w  Waszyngtonie, zorganizował i  poprowadził międzynarodową ekspedycję „Source of the Amazon 2000”, która ustaliła z matematyczną dokładnością położenie najdalszego źródła Amazonki w  masywie Nevado Mismi w Peru. W 2002 r. zdobył wulkan Chimborazo (6320 m n.p.m.) w Ekwadorze i przez tydzień wędrował przez las równikowy w towarzystwie Indian Shuar (Jivaru) – legendarnych „łowców głów”. Jest członkiem prestiżowego The Explorers Club w Nowym Jorku. Zapytany o radę dla tych, którym marzą się wyprawy i odkrycia, niechby i na mniejszą skalę, odpowiada przewrotnie: – Unikajcie „all inclusive”. Tych sztucznych, „plastikowych” ośrodków, gdzie człowiek jest jakby „uwięziony”. Róbcie coś na własną rękę. Druga część odpowiedzi to cytat z Piotra Chmielińskiego, który niedawno w programie „Kawa czy herbata” w TVP1 powiedział: „Niech każdy znajdzie swoją Amazonkę, swój Mount Everest”. ■ Jaromir Kwiatkowski Fotografie Zbigniew Bzdak

MOŻESZ POMÓC

W ciągu kilku miesięcy trzeba zebrać 80 tys. euro na leczenie dziewczynki za granicą

Pomë‘my chorej Liliance

Ryszard Wójtowicz z córką Lilianną.

3-letnia Lilianka Wójtowicz z Rzeszowa choruje na nowotwór złośliwy. Szansą na wyzdrowienie jest specjalistyczne leczenie za granicą. Niestety, jest ono drogie: rodzice dziewczynki muszą w ciągu kilku miesięcy zebrać 80 tys. euro. Liczą w tym na pomoc wszystkich ludzi dobrej woli, w tym Czytelników „Trendów”. W styczniu ub.r. u Lilianki zdiagnozowano w nadnerczu guza wielkości mandarynki. Został on szybko usunięty w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. – Rokowania były dobre – opowiada Ryszard Wójtowicz, ojciec dziewczynki, adiunkt w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Lilianka dostawała chemię, leczenie miało się zakończyć do czerwca, a później miała powoli wracać do normalnego funkcjonowania i powracać do szpitala tylko na kontrole. WARSZAWA, KRAKÓW I… NIEMCY Niestety, w czerwcu ub.r. okazało się, że Lilianka ma wznowę: w miejscu pooperacyjnym są już dwa guzy, nastąpiły także przerzuty na kości. – W Warszawie na onkologii zastosowano mocniejszą chemię, inne procedury – opowiada ojciec dziewczynki. – Po pół roku okazało się, że chemia częściowo zadziałała i nie ma dalszych przerzutów. Ale guz nie reagował tak, jak by życzyli sobie tego lekarze. 3 marca tego roku zdecydowali się na następną operację, już ratującą życie – tracheotomię nerki. Uratowali jeszcze nerkę, ale okazało się, że od kilku miesięcy ona już nie pracuje. Usunięto więc guza oraz nerkę wraz z węzłami chłonnymi. To wszystko, co mogli zrobić w CZD, bo przy od-

dziale onkologii nie ma tam oddziału hematologii. Okazało się, że dalsze leczenie jest możliwe w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. – Tam leczą inną metodą, polegającą na zastosowaniu tzw. maksymalnej chemii. Stosuje się ją do momentu, aż szpik kostny już się nie odbudowuje. Od chorego pobiera się zdrowe komórki macierzyste w takiej ilości, by starczyło na autoprzeszczep szpiku – opowiada Ryszard Wójtowicz. – Jest to metoda opracowana przez p. prof. Walentynę Balwierz, kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Krakowie-Prokocimiu, we współpracy z ośrodkami europejskimi i światowymi Ten zabieg jest refundowany przez NFZ. – Ale żeby leczenie mogło zakończyć się sukcesem, musi nastąpić ostatni, trzeci etap: leczenie antygenem GT2 – podkreśla ojciec Lilianki. Niestety, nie jest ono w Polsce refundowane. – A daje ponad 90-proc. szansę, że nie będzie wznowy – mówi pan Ryszard. – W USA takie operacje odbywają się od prawie 20 lat, w Europie od kilku, np. w Niemczech i we Włoszech. MUSIMY ZDĄŻYĆ DO WAKACJI Problem polega na tym, że koszt takiego leczenia w Niemczech wynosi ok.

80 tys. euro, co oczywiście przekracza finansowe możliwości rodziców Lilianki. A czas nagli. – Gdy wszystko będzie szło zgodnie z procedurą i nie nastąpią żadne komplikacje, to leczenie w Krakowie powinno zakończyć się w czerwcu-lipcu – informuje Ryszard Wójtowicz. – Tak więc dobrze by było, by operacja w Niemczech odbyła się na wakacjach. Każdy miesiąc zwłoki to ryzyko, bo komórki nowotworowe szybko się odbudowują. Dziewczynka obecnie niemal cały czas spędza w szpitalu, z krótkimi przerwami na pobyty w domu. – To żywe dziecko – opowiada tata. – Gdy się lepiej poczuje, chciałaby wyjść na zewnątrz, a nie może, bo jest przykuta do łóżka. Czas po chemii jest bardzo ciężki, bywa, że Lilianka przez kilka dni nie może nic przełknąć, wtedy jest karmiona pozajelitowo. 31 maja skończy 3 lata, lecz nie wie, co to jest przedszkole, zabawa. Szpital jej nie przeraża, bo właściwie nie zna innego życia. Metoda tzw. maksymalnej chemii jest ryzykowna. – Ale musimy ryzykować, bo nie ma na co czekać – podkreśla ojciec Lilianki. Rodzice dziewczynki wierzą, że w walce z chorobą córki nie zostaną sami. ■ Tekst Jaromir Kwiatkowski Fotografia Tadeusz Poźniak

Drodzy Czytelnicy! Jeżeli ktoś z Państwa chciałby wesprzeć finansowo walkę rodziców Lilianki o życie i zdrowie córki, może dokonać wpłaty na konto Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” Bank Pekao S.A. I O/Warszawa nr 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 lub Bank BPH S.A. nr 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615, z dopiskiem „16079 Wójtowicz Lilianna”

30 TRENDY kwiecień maj 2012

PARAFIA Z BLISKA Proboszcz musi być nie tylko dobrym gospodarzem, ale coraz częściej pracodawcą, a nawet specjalistą od funduszy unijnych

Parafia

niemal jak mała firma

Ks. Stanisław Cebula, proboszcz parafii w Żołyni.

– Życie każdej parafii to nie tylko nabożeństwa, lecz także spoczywająca na proboszczu i pozostałych księżach dbałość o jej mienie materialne – przypomina ks. Kazimierz Franczak, proboszcz parafii w  Niwiskach w diecezji rzeszowskiej. Czasami pochłania to sporo czasu. – Z drugiej strony też nie przesadzajmy: materialna strona funkcjonowania parafii to tylko część pracy kapłańskiej. Można i trzeba ją pogodzić z pracą duszpasterską – dopowiada ks. Stanisław Cebula, proboszcz parafii w Żołyni w archidiecezji przemyskiej. Tekst Jaromir Kwiatkowski Fotografie Tadeusz Poźniak

kwiecień maj 2012 TRENDY 31

PARAFIA Z BLISKA Podstawowy majątek każdej parafii to kościół wraz z otoczeniem, często zabytkowy, z cennym wyposażeniem, plebania oraz – zwłaszcza na wsiach – cmentarz. – Na co dzień muszę, jak dobry gospodarz, doglądać tego wszystkiego – opowiada ks. Cebula. – Jeżeli widzę np. urwany kawałek rynny, to nie mogę przejść obok niego obojętnie, bo za chwilę nastąpi destrukcja budynku. Potwierdza to ks. Franczak: – Wiadomo, że ciągle coś tam się psuje, coś trzeba naprawić, więc życie parafii to nie tylko nabożeństwa, lecz dopilnowanie tego wszystkiego. Jak również dbałość o to, by np. zapłacić w terminie podatek od nieruchomości czy gruntów, zapłacić za prąd, ogrzewanie itd. Jak w każdym gospodarstwie.

Trzeba publicznie rozliczyć się ze składek Kościół pw. św. Jana Kantego w Żołyni. Reklama

Tuż przed naszym spotkaniem ks.  Cebula był na cmentarzu, gdzie doglądał prac przy odnowieniu ogrodzenia, które się zawaliło. – Muszę być z ro-

PARAFIA Z BLISKA botnikami, postać z nimi, porozmawiać. Pańskie oko konia tuczy – śmieje się. Kościół w Żołyni nie jest wpisany do rejestru zabytków, nie korzysta więc z funduszy z Urzędu Marszałkowskiego czy od konserwatora zabytków. Nie korzysta też z bankowych kredytów. – Na co dzień, z niedużych środków, które zbieramy na tacę, finansujemy drobne remonty – mówi proboszcz. Zdarza się jednak, że na większe prace trzeba ogłosić składkę. Jak mówi ks. Cebula, nie ma z tym problemu. – Jednak aby pozyskać pieniądze składkowe, trzeba zdobyć zaufanie parafian – podkreśla. – Ludzie muszą widzieć, że robota idzie. Potem publicznie się z tych prac rozliczam, tzn. podaję do wiadomości parafian, ile zebrano, ile kosztowały prace, ewentualnie ile jeszcze brakuje. Takie sprawozdanie składam po zakończeniu każdej roboty i zawsze na koniec roku.

Kurs ekonomii dla duchownych Ks. Cebula podkreśla, że korzystanie ze środków własnych ma tę zaletę, iż ► Reklama

PARAFIA Z BLISKA może sobie dobierać firmy, niekoniecznie spośród tych wysoko wyspecjalizowanych, a jednocześnie bardzo drogich. Obaj księża mają w swoim życiu kapłańskim okresy, kiedy kierowali parafiami z zabytkowymi kościołami i starali się o pozyskiwanie funduszy zewnętrznych, także unijnych, na ich remonty. Przed przyjściem do Żołyni ks. Cebula był proboszczem przemyskiej archikatedry – zabytku bardzo wysokiej klasy – którą objął w 1996 r. – Kiedy przyszedłem do Przemyśla, otworzyły się możliwości starania się o dotacje z różnych funduszy – wspomina. – Korzystałem z pieniędzy Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, bo fundusze unijne były jeszcze w powijakach. Nauczyłem się rozliczać te pieniądze, bo my, księża, nie potrafiliśmy tego. Nauka polegała na tym, że brałem pod pachę wnioski o dofinansowanie i prosiłem zaprzyjaźnione osoby, by pomogły mi je wypełnić. Dziś nie dałoby się tak funkcjonować, musiałbym korzystać z doradców finansowych. W 1997 r., w gronie 5 osób z Przemyśla, ks. Cebula wziął udział w szkoleniu w USA na temat rewitalizacji staReklama

rych miast. – Tam szkolono nas m.in. jak pozyskiwać pieniądze, jak przygotowywać biznesplany, jak rozmawiać z bankami – opowiada. – To szkolenie bardzo mi się przydało. Nawet nie w tym sensie, że zastosowałem te rozwiązania. Po prostu poszerzyło moje horyzonty.

Proboszcz – fachowiec od funduszy unijnych Ks. Franczak, zanim objął parafię w  Niwiskach, w latach 2005-2010 był proboszczem parafii w Binarowej koło Biecza, z ponad 500-letnim, późnogotyckim kościołem drewnianym, wpisanym w 2003 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO. – Prace przy takim zabytku wiążą się z poważnymi wydatkami, bo muszą być zrobione fachowo – opowiada. – Od parafian można było pozyskać niewiele pieniędzy, bo tamtejsza parafia jest niewielka, a bezrobotnych sporo. Dlatego musieliśmy szukać funduszy gdzie indziej.

Podczas kadencji ks. Kazimierza udało się pozyskać ponad 100 tys. zł z  Regionalnego Programu Operacyjnego Woj. Małopolskiego, trochę u konserwatora zabytków, ok. 200 tys. zł z Ministerstwa Kultury i 40 tys. zł z Funduszu Kościelnego. – Może wydawać się, że to niewiele, ale dla tak małej miejscowości to były duże pieniądze, za które można było wiele zrobić – podkreśla ks. Franczak. Przyznaje, że kiedy przychodził do Binarowej, nie miał żadnego pojęcia, jak starać się o dofinansowanie z różnych funduszy. – Musiałem się podciągnąć, co pochłaniało wiele czasu i wysiłku – opowiada. – Trzeba było się zorientować, kiedy są i jakie nabory. Jeździłem na szkolenia dla duchownych i  świeckich, jak pozyskiwać fundusze unijne na kulturę, turystykę itd. Czytałem podręczniki, szukałem informacji w Internecie. Szukałem również pomocy u osób, które zajmują się pisaniem wniosków o dofinansowanie unijne. Czasami udzieliły mi jakichś wskazówek. W końcu tak się podciągnąłem, że jeden wniosek do Ministerstwa Kultury przygotowałem sam i dostałem dofinansowanie – śmieje się. ►

PARAFIA Z BLISKA Wnętrze kościoła pw. św. Jana Kantego w Żołyni.

W Niwiskach, obecnej parafii ks. Franczaka, znajduje się kościół z 1880 r., z murem oporowym z przełomu XIX i XX w. – W zeszłym roku robiliśmy remont i konserwację tego muru, dzwonnicy i elewacji kościoła – opowiada proboszcz. – Pozyskaliśmy pieniądze z Programu Operacyjnego Rozwój Obszarów Wiejskich. Korzystaliśmy z refundacji, tzn. trzeba było prace wykonać, zapłacić, rozliczyć i dopiero czekać, aż nam zwrócą 75 proc. wydatków z  programu operacyjnego. Potrzebny był więc wkład własny. Częściowo były to składki od parafian. Wzięliśmy też 110 tys. zł kredytu bankowego, bo tyle nam brakowało. Samo załatwienie kredytu pochłonęło wiele czasu i energii. Ale refundacja jest, kredyt został spłacony, a w przyszłym roku znów będziemy próbowali korzystać z  dofinansowania, bo prac do wykonania jest jeszcze sporo, np. związanych z konserwacją ołtarzy.

Proboszcz musi podjąć decyzję sam Czy zarządzając parafialnym budżetem proboszczowie korzystają z głosu doradczego świeckich, np. członków Rady Duszpasterskiej? – Ten, kto ma kasę, planuje wydatki – mówi ks. Cebula. – Tak się składa, że składki są w gestii proboszcza. Oczywiście, radzę się różnych ludzi, ale decyzję muszę podjąć sam. Muszę poszukać, gdzie można kupić tańszy materiał, wynegocjować cenę. Tego nikt za mnie nie zrobi. Inaczej potrzebny byłby w parafii ekonom, który by się tym zajmował, ale to system zachodni. Czy ludzie świeccy dorośli już do takiego zaangażowania? Mam wątpliwości. – Oczywiście, Rada Duszpasterska ma głos doradczy. Problem w tym, że nie mamy tam fachowców od finansów,

Reklama

PARAFIA Z BLISKA więc często muszę szukać pomocy gdzie indziej – przyznaje ks. Franczak. – Gdyby tacy ludzie byli, na pewno by to odciążyło duszpasterzy. Członkowie rady są natomiast bardzo pomocni, gdy trzeba gdzieś zadzwonić, pojechać, zawieźć pismo itd.

Parafia jak mały pracodawca

Parafie, zwłaszcza większe, pełnią często rolę niewielkiego pracodawcy. W  Żołyni zatrudnieni są: kościelny na cały etat oraz gospodyni i organista na pół etatu na umowę o pracę, z ubezpieczeniem. – Mamy obowiązek tych ludzi ubezpieczyć, zresztą biskup bardzo pilnuje tych spraw – mówi ks. Cebula. – Więcej osób nie zatrudniamy, bo nie ma takiej potrzeby. Okazjonalnie zatrudniam na umowy – zlecenia firmy do konkretnej pracy.

Proboszcz z Niwisk nie zatrudnia nikogo. – Kościelny i organista na co dzień pracują gdzie indziej, tam są ubezpieczeni, a w parafii pracują jako wolontariusze, otrzymując zwyczajowe ofiary, np. przy okazji pogrzebów – opowiada ks. Franczak. – To mała parafia, nie ma tyle nabożeństw co w mieście, więc ich zatrudnienie byłoby dla nas ogromnym obciążeniem. Generalnie jednak trend jest taki, by zatrudniać ludzi na etatach. ■ Reklama

FINANSE

Pod względem przeciętnych zarobków jesteśmy na przedostatnim miejscu w kraju

Na Podkarpaciu zarabiamy średnio

poniżej 3 tys. zł brutto

2910,76 zł – tyle, według danych Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego, wynosiło w lutym na Podkarpaciu przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw (w dniu pisania tego tekstu danych za marzec jeszcze nie było). To o ponad 1500 zł mniej niż w województwie mazowieckim (4470,81 zł). Choć poza Podkarpaciem jeszcze w czterech województwach przeciętne wynagrodzenie nie osiągnęło 3 tys. zł, to za naszym województwem znalazło się tylko warmińsko-mazurskie (2835,65 zł). Tekst Jaromir Kwiatkowski Fotografie Tadeusz Poźniak

– Musimy pamiętać, że ta przeciętna płaca dotyczy przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 osób – podkreśla dr Krzysztof Kaszuba, ekonomista, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie. – Na Podkarpaciu mamy ponad 100 tys. podmiotów gospodarczych zatrudniających poniżej 9 osób. Gdyby nie było tego progu, to przeciętna płaca byłaby jeszcze niższa. Ale już te dane oznaczają, że mieszkaniec Podkarpacia dostaje „na rękę” przeciętnie ok. 2 tys. zł. Z moich kontaktów wiem jednak, że dla wielu pracowni38 TRENDY kwiecień maj 2012

ków, w tym z wyższym wykształceniem i sporym stażem pracy, nawet ta kwota jest trudna do osiągnięcia. ZAROBKI SĄ WYŻSZE TAM, GDZIE JEST PRODUKT FINALNY Skąd się wzięły takie dysproporcje pomiędzy Podkarpaciem a Mazowszem, gdzie przeciętna płaca jest najwyższa, a  oba województwa dzieli wręcz przepaść – różnica wynosi ponad 1500 zł?

Krzysztof Kaszuba zwraca uwagę, że tak wysoką przeciętną płacę generują na Mazowszu Warszawa i okolice, gdzie zarobki są rzeczywiście wysokie. Na „prowincji” jest już o wiele gorzej. Po drugie, przedsiębiorstwa zlokalizowane w naszym regionie zajmują się głównie montowaniem wyrobów czy produkcją detali i podzespołów, a nie produktu finalnego. – A wszędzie tam, gdzie wytwarza się produkt finalny, zarobki są wyższe – podkreśla ekonomista. Wreszcie, wiele przedsiębiorstw działających na Podkarpaciu ma swo-

Dr Krzysztof Kaszuba, ekonomista, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie. je centrale poza naszym regionem, np. właśnie w Warszawie. – Tam są zarządy firm, specjaliści, marketing, tam więc zarobki są znacznie wyższe niż w produkcji – tłumaczy rektor WSZ. Pewnym pocieszeniem dla mieszkańców Podkarpacia może być fakt, że mimo iż w Warszawie jest największa liczba firm, tam znajdują się siedziby największych pracodawców i pensje są znacznie wyższe niż w innych regionach kraju, to z drugiej strony są tam o wiele wyższe koszty życia (np. opłaty za mieszkanie, koszty spędzania wolnego czasu itd.). W SEKTORZE PUBLICZNYM ZARABIAJĄ LEPIEJ NIŻ W PRYWATNYM Na Podkarpaciu więcej zarabiają pracownicy sektora publicznego niż prywatnego. W lutym przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wynosiło dla tego pierwszego 3205,66 zł, dla drugiego – 2881,70 zł. – Przedsiębiorstw sektora publicznego jest już na Podkarpaciu bardzo niewiele – wyjaśnia dr Kaszuba. – Sądzę, że do badań zostały wzięte głównie przedsiębiorstwa z większościowym udziałem skarbu państwa, np. energetyczne czy gazowe. I to one „zrobiły” lepszy wynik niż w przypadku sektora prywatnego, bowiem – ze względu na ich specyfikę – zarobki są w nich wyższe niż przeciętna w kraju. Jak wynika z danych statystycznych, w odniesieniu do lutego ub. roku największy wzrost przeciętnego wynagrodzenia (o 23,1 proc.), odnotowano w sekcji „działalność profesjonalna, naukowa i techniczna”. – Do centrów naukowo-badawczych przerzuca się lepszych pracowników, o wyższych kwalifikacjach, bardziej kreatywnych, a zatem lepiej zarabiających. Prawdopodobnie też zachęca się nowych pracowników wyższymi płacami – komentuje dr Kaszuba. – Tak wysoki wzrost przeciętnego wynagrodzenia wskazywałby, że takich firm jest niedużo, ale jednocześnie rośnie zatrudnienie w tych firmach. Inne sekcje, w których dokonał się znaczący wzrost wynagrodzeń, to: dostawa wody, gospodarowanie ściekami i rekultywacja (o 9 proc.), administrowanie i działalność wspierająca (o 8,3 proc.), przetwórstwo przemysłowe (o 7,3 proc.). Wynagrodzenia uległy obniżeniu m.in. w budownictwie (o 2 proc.). – W branży budowlanej obserwujemy proces stabilizacji, by nie rzec stagnacji – uważa rektor WSZ. – Ostatnio spadła aktywność na rynku budowlanym, co miało wpływ na wysokość zarobków. Poza tym zauważmy, że jesteśmy eksporterem usług budowlanych poza Podkarpacie: na dobre kontrakty poza regionem firmy wysyłają lepiej wykwalifikowanych, a przez to droższych pracowników. Wreszcie wielu pracowników o wyższych kwalifikacjach uciekło do pracy za granicę. ■

HOTELE HISTORYCZNE Pałac w Sieniawie.

Damy z łasiczką Kryjówka

Pałac w Sieniawie słynie znamienitymi nazwiskami swych właścicieli - rodów Sieniawskich i Czartoryskich. Gościli w jego murach: Tadeusz Kościuszko, Julian Ursyn Niemcewicz, Juliusz Kossak, Aleksander I Romanow – car rosyjski. Tu ukrywano arcydzieła: „Damę z łasiczką” Leonarda da Vinci, „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta oraz „Portret młodzieńca” Rafaela Santi. Pałac położony we wspaniałym 30-hektarowym parku jest dziś luksusowym hotelem dla biznesmenów i myśliwych. Tekst Antoni Adamski Fotografie Tadeusz Poźniak

Dzieje pałacu łączą się z rodem Sieniawskich, fundatorów miasta. Wybudowali oni rezydencję przekształconą i  poszerzoną w XVIII i XIX stuleciu. W 1713 r. Sieniawa przeszła na własność Czartoryskich. Książę Adam Kazimierz – komendant Szkoły Rycerskiej, jeden z twórców Komisji Edukacji Narodowej, popierał Konstytucję 3 maja i powstanie kościuszkowskie. Jego żona, Izabella z Flemingów Czartoryska, była twórczynią polskiego muzealnictwa i słynnego Muzeum Czartoryskich. W czasie I wojny światowej pałac pełnił rolę szpitala dla austriackich żołnierzy, a później zaczął popadać w ruinę. Ostatnim właścicielem i ordynatem sieniawskim był Józef Augustyn Czartoryski, żonaty z infantką hiszpańską Marią de Los Dolores Wiktorią Bourbon. Aresztowani przez gestapo, zostali deportowani do Hiszpanii w końcu 1939 r. Żyjący w Wielkiej Brytanii jego syn – ostatni męski potomek rodu – założył w 1991 r. w Kra40 TRENDY kwiecień maj 2012

kowie Fundację Książąt Czartoryskich. Najstarsze w kraju Muzeum wraz z Biblioteką Czartoryskich, zarządzane przez Fundację, mają odtąd „po wsze czasy” służyć narodowi. W pałacu w Sieniawie dwukrotnie ukrywano perły Kolekcji Czartoryskich. Po raz pierwszy w czasie powstania listopadowego najcenniejsze obrazy: Leonarda, Rembrandta i Rafaela zamurowano w alkowie, gdzie przechowywano je przez osiem lat. W czasie Wiosny Ludów w 1848 r. obrazy przewieziono do hotelu Lambert w Paryżu – siedziby Adama Jerzego Czartoryskiego, a stamtąd do Krakowa. W czasie pierwszej wojny światowej wywiezione na przechowanie do Galerii Drezdeńskiej, wróciły do Krakowa dopiero w 1920 r. W sierpniu 1939 r. zapakowane do przygotowanych zawczasu cynowych skrzyń skarby malarstwa znów znalazły się w Sieniawie, ukryte w pałacowej oficynie. Niemcy wkroczyli do Sie-

niawy 15  września. W trzy dni później Zofia Szmit – gospodyni Czartoryskich, poszła obejrzeć skrytkę. Ściana maskująca schowek była zburzona, skrzynie rozbite, a jubilerskie precjoza wywiezione. Na podłodze walały się obrazy Rafaela i Rembrandta. Na „Damie z łasiczką” widać było ślad podeszwy wojskowego buta. Miejsce ukrycia zdradził hitlerowcom miejscowy młynarz Sauer, który później podpisał volkslistę. Pani Szmit wywiozła ocalałe skarby na zachodni brzeg Sanu. Gdy 27 września Armia Czerwona wkroczyła do Sieniawy, cenne obrazy były już w Pełkiniach. Tam przejęło je gestapo. Arcydzieła miały trafić do Muzeum Rzeszy organizowanego przez Hitlera w Linzu. Ostatecznie znalazły się jednak na Wawelu, w siedzibie generalnego gubernatora Hansa Franka. W czasie jego ucieczki w 1945 r. skarby Czartoryskich trafiły do Bawarii. „Dama z łasiczką” Leonarda i „Krajobraz...” Rembrandta wróciły do Polski.

HOTELE HISTORYCZNE Losy portretu Rafaela do dziś są nieznane. Może spoczywa w klimatyzowanym bankowym sejfie lub wisi w rezydencji jakiegoś milionera na wyspie u wybrzeży Australii? Tam bowiem wiodą ostatnie niepotwierdzone ślady. Sieniawa miała znamienitych gości. W 1792 r. na zaproszenie Izabeli Czartoryskiej przyjechał tu Tadeusz Kościuszko, ceniony nie tylko za patriotyzm i męstwo, lecz także za zalety charakteru. Jego pobyt przypomina kamień z napisem: „Na pamiątkę dni szczęśliwych w Sieniawie 28.10.1792”, ufundowany przez gospodarzy. Nosi on nazwę „kamienia szczęścia” i podobno temu, kto na nim usiądzie, szczęście przynosi. W  Sieniawie życie kulturalne rozkwitło na początku XIX stulecia. Bywał tu Julian Ursyn Niemcewicz, adiutant Kościuszki, pisarz, poeta i publicysta, przyszły członek Rządu Narodowego w powstaniu listopadowym. Odwiedził Sieniawę Juliusz Kossak, świetny malarz – batalista, który pozostawił akwarelę przedstawiającą ówczesny wygląd pałacu. Przed rozbudową w latach 1879-82 była to budowla parterowa, nawiązująca do bryły tradycyjnego dworu polskiego z alkierzami. Pamiętny dla Sieniawy był dzień 28 grudnia 1818 r., kiedy wracając z Akwizgranu zatrzymał się tutaj Aleksander I  Romanow, car Rosji. „Nigdy nie widziałem tak świetnego zgromadzenia ani piękniejszych postaci... Tysiące świec jaśniało w całym pałacu” – wspominał Konstanty Prek, który wydarzenie utrwalił na płótnie. Adam Jerzy Czartoryski był wcześniej doradcą i ministrem spraw zagranicznych liberalnego cara. Zrezygnował z urzędu, gdy car podpisał

sojusz z Prusami, a marzenia Czartoryskiego o niepodległej Polsce okazały się mrzonką. Do dziś zachowała się sypialnia cara z jego gabinetem, które tworzą obecnie najciekawszy z apartamentów historycznych. Po II wojnie zniszczony pałac popadał w ruinę. Na gzymsach wyrastały brzozy-samosiejki. Straż pożarna uczyła się gasić pożary na jego murach. Zdziczał zarośnięty chwastami park. Dopiero w latach 80. XX w. remontu podjął się Kombinat Rolno-Przemysłowy „Igloopol” z Dębicy, zlikwidowany jako pozostałość socjalizmu. W połowie lat 90. obiekt przejęła Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, która w latach 1998-2003 wykonała kolejne prace konserwacyjne i remontowe, adaptując zabytek na reprezentacyjny hotel. Dziś na-

Oficyna – tu w 1939 r. była zamurowana „Dama z łasiczką”.

leży on do Agencji Nieruchomości Rolnych Oddział Rzeszów, zaś od połowy ubiegłego roku dzierżawi go Badford International Sp. z o.o. z Katowic. Pałac położony w malowniczym 30-hektarowym parku jest dziś luksusowym hotelem dla biznesmenów i myśliwych, którzy przyjeżdżają tu z wielu krajów Europy. Wokół Sieniawy rozciąga się bowiem obfity w zwierzynę, trzeci co do wielkości kompleks leśny w kraju. Hotel dysponuje 60 pokojami (w tym 6 apartamentami) w sumie dla 135 osób. Pokoje zlokalizowane są nie tylko w pałacu, lecz także malowniczo położonych w parku w pawilonach: w Belwederze, dworze marszałkowskim, dworkach: myśliwskim i generalskim. W komnatach pałacowych jest sześć sal konferencyjnych. Największa to Cesarska dla 200 osób, najmniejsza Gabinet Aleksandra I – dla 20. Klubowa Sala Churchilla dysponuje bilardem, dobrze zaopatrzonym barkiem i kolekcją cygar. Kuchnia serwuje dania kuchni myśliwskiej (np. comber z dzika z kurkami i szafirową kapustą) oraz dworskiej (np. wykwintna kaczka z jabłkami). W oficynie dworskiej – gdzie w 1939 r. mieściła się kryjówka „Damy z łasiczką” – znajduje się restauracja i winiarnia. ■

RĘKODZIEŁO

Martyna Śliwa i Michał Nabgło.

Buzzuje w nas miłość do piękna Jedni marzą o pracy w korporacji, inni o niezależności. Wiek, wykształcenie nie mają tu znaczenia. I może to zaskakujące, ale coraz więcej młodych osób z dużych miast, z dobrym wykształceniem postanawia parać się rękodziełem artystycznym. Co z tego wyniknie? BuzzArt, czyli targi rękodzieła artystycznego, pięciu ambitnym, pracowitym dziewczynom z Rzeszowa i okolic już się udało zorganizować. Niewykluczone, że Rzeszów, określany przez gości z Polski jako miasto słynące z kościołów i galerii handlowych, wkrótce zasłynie jako zagłębie rękodzieła artystycznego. Choć łatwo nie będzie, bo tradycje targowe w mieście wojewódzkim mamy niebogate. Tekst Aneta Gieroń Fotografie Tadeusz Poźniak

Małgosia Chlebek, Basia Kociuba, Ewa Bursztyka, Beata Cieszyńska-Kraus oraz Ewelina Mazur są zapalnikiem zdarzeń, które wyjątkowo atrakcyjnie zaczynają wpisywać się w mapę możliwości Rzeszowa. Panie kilka miesięcy temu wpadły na pomysł organizowania targów rękodzieła artystycznego, a plan zmaterializował się błyskawicznie. Tuż przed Bożym Narodzeniem w Liceum Sztuk Plastycznych w Rzeszo-

42 TRENDY kwiecień maj 2012

wie odbyły się pierwsze targi, na które przyszło ponad 400 osób. Kilka miesięcy później nie mniej chętnych spacerowało wśród ponad 50 straganów ustawionych tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Pierwsi goście, trochę ostrożni, czy aby na pewno targi oferują tradycyjne, piękne wyroby, czy może tandetną „chińszczyznę”, szybko się zdumieli, jak rękodzieło może być przydatne w domu; funkcjonalne i piękne. Targi mają w so-

bie coś z ludowego kiermaszu i designerskich prezentacji. Obok siebie w pełnej harmonii leżą malowane, z prawdziwego drewna skrzynki na biżuterie, albo wieszaki na klucze, a tuż obok piękne lampy z drutu, oryginalne skórzane torby, lub lniane fartuszki niczym sukienki z kolekcji najlepszych krawców. Aneta Pfajfer-Boczkowska, absolwentka filologii angielskiej, warszawianka, dobrych kilka lat temu osiadła

RĘKODZIEŁO w domu na wzgórzu w niewielkiej wsi Przybówka niedaleko Krosna. W rękodziele znalazła dla siebie sposób na życie. Szyje zabawki, torby, robi breloki. Jej gałgankowe koty zachwycają wielu, zwłaszcza że do każdego czworonoga Aneta dołącza niecodzienną opowieść o kupionym właśnie kocie. Wszystkie jej zabawki mają imiona i historie, które w rękach kolejnych właścicieli zaczynają żyć nowym życiem. Czy można się z tego utrzymać? – Bywa trudno – odpowiada Aneta Pfajfer-Boczkowska. – Rękodzieło wymaga czasu, skupienia, zaangażowania. Ja w nie wierzę, założyłam własną firmę, stronę internetową, przez którą mam coraz więcej klientów i mam nadzieję, że moda na rękodzieło dopiero się w Polsce zaczyna.

Od lewej: Pola Słomińska, Aneta Pfajfer-Boczkowska i Klaudiusz Boczkowski.

Rękodzieło w rodzinie od pokoleń Martyna Śliwa i Michał Nabgło żyją z rękodziełem i z rękodzieła. Ona kończy właśnie studia – wychowanie plastyczne na Uniwersytecie Rzeszowskim. On dzielnie podtrzymuje targowe tradycje, jakie wyniósł z rodzinnego Olkusza. – Dużych pieniędzy z tego nie ma, ale satysfakcja ogromna – mówi Marta. – Ja maluję moje skrzynki, Michał robi okucia. Tak od 3 lat próbujemy rękodziełem zarazić wszystkich dookoła. – Szkoda, że w Rzeszowie nie ma długich tradycji targowych, straganów w pobliżu rynku, zamiłowania do tradycyjnego rzemiosła, ale powoli, powoli zaczyna się to zmieniać – tłumaczy Michał Nabgło. – W galeriach handlowych systematycznie organizowane są kiermasze rękodzieła, a klienci coraz liczniej przekonują się, że nie o „cepeliadę” w tym wszystkim chodzi, ale o  oryginalne produkty, pojedyncze egzemplarze wykonane z naturalnych surowców. Wszędzie na świecie ręcznie robione przedmioty użytkowe osiągają wysokie ceny, a liczba ich nabywców ciągle rośnie. Michał Nabgło przyznaje, że gdyby nie był pasjonatem rękodzieła, już dawno zacząłby szukać pracy na etat, zamiast jeździć po całej Polsce, wystawiając towary na kiermaszach, a tym samym podtrzymując rękodzielnicze tradycje już w trzecim pokoleniu swojej rodziny. – Chcemy promować sztukę użytkową, rękodzielników jest bardzo wielu, ale jakoś nie podejmowali dotychczas usystematyzowanych działań, nie promowali zbiorowo swoich prac – mówi Małgorzata Chlebek, jedna z pomysłodawczyń BuzzArtu. – Teraz chcemy to zmienić, skupić wokół Składu Rękodzieła Artystycznego utalentowane osoby i wspól-

nie tworzyć stronę internetową, galerię, imprezy promujące lokalnych twórców. Wielu z nich ma własne strony internetowe, ale te bez większej reklamy nie są masowo znane. Teraz w ramach Składu Rękodzieła Artystycznego chcemy skatalogować i rozpropagować rękodzieło wszystkich twórców z nami związanych. Bardzo dużo informacji jest już na stronie www.rekodzielorzeszow.pl. Założycielki BuzzArtu na każdym kroku podkreślają, że stawiają na jakość, tradycję i dobrą atmosferę. Występują w obronie piękna i kreatywności, na przekór bylejakości! – Chcemy udowodnić, że tradycja w nowej, atrakcyjnej formie jest przedmiotem zainteresowania i jest  chętnie kupowana przez klientów w każdym wieku, którzy cenią sobie oryginalność i którym zależy na własnym, niepowtarzalnym stylu – dodaje Małgorzata Chlebek. Młoda założycielka BuzzArtu wie, co mówi. Sama jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej, ale jakoś nigdy nie widziała siebie wciśniętej w garsonkę, całe dnie spędzającej na spotkaniach biznesowych. Mogła robić karierę w  Warszawie, gdzie pracowała w ambasadzie Szwajcarii, ale nie. Zobaczyła, spróbowała i podziękowała. Wróciła do Rzeszowa, tutaj wyszła za mąż za młodego, zdolnego rzeźbiarza, Pawła Chlebka, i tutaj próbuje swoich sił w biznesie. Od kilku miesięcy Małgosia Chlebek wspólnie z koleżankami z BuzzArtu wynajmuje biuro i pracuje na własną rękę. – Szeroko pojęta dekoracja to dla mnie, absolwentki Liceum Sztuk Pla-

stycznych w Rzeszowie, prawdziwy żywioł – śmieje się Małgosia Chlebek. – Zajmuję się aranżacją lokali prywatnych, ale też użytkowych: hoteli, restauracji, SPA. Dekoracją wnętrz, marketingiem, reklamą, działalnością PR-ową zajmują się wszystkie założycielki BuzzArtu. Bo choć Skład Rękodzieła Artystycznego jest ich ukochanym dzieckiem, to ciągle jeszcze raczkującym i przynoszącym więcej satysfakcji niż pieniędzy. ■

Lampy z drutu.

kwiecień maj 2012 TRENDY 43

MUZYKA

WSZĘDZIE DOBRZE,

ALE W DOMU

najlepiej z Mirą Opalińską rozmawia Elżbieta Lewicka

Mira Opalińska,

rocznik 1982, podobno bardzo dobry rocznik. Zodiakalny Wodnik, którego cechami charakterystycznymi są: upór, dążenie do celu, ciągłe poszukiwanie nowego, dobroć i szczerość. Wodniki bywają też utalentowane muzycznie, czego dowodem jest artystyczna działalność Miry i jej partnera, Douglasa Whates’a, także zodiakalnego Wodnika.

 SKAZANA NA MUZYKĘ Mira Opalińska talent muzyczny ma we krwi. Rodzina Magoniów od strony mamy jest bardzo muzykalna. Czterej bracia mamy i ich dzieci cały czas mają mniejszy lub większy kontakt z muzyką. Mira jest absolwentką Liceum Muzycznego w Rzeszowie. W 1997 r. wujkowie Miry: Wiesław i Zdzisław Magoniowie, założyli w Łańcucie zespół o nazwie Big Family Band. Z tym zespołem Mira wystąpiła w 2002 r. na scenie Filharmonii Rzeszowskiej, choć jej koncertowy debiut miał miejsce o wiele wcześniej. Jako 11-letnia uczennica zagrała przed występem słynnej pianistki Tatiany Szebanowej oraz na koncercie najlepszych dyplomantów szkoły muzycznej I stopnia.

44 TRENDY kwiecień maj 2012

MUZYKA W rzeszowskim Liceum Muzycznym Mira zaczęła słuchać nagrań słynnych big-bandów i koncertów jazzowych w rzeszowskiej Bohemie. Ukończyła liceum w klasie fortepianu klasycznego, ale z powodu pewnych konfliktów z nauczycielem prowadzącym postanowiła, że nie będzie studiować fortepianu klasycznego, lecz jazzowy. Aby zdobyć pieniądze na prywatne lekcje u jednego z najlepszych pianistów jazzowych, Wojciecha Niedzieli, Mira sama udzielała lekcji gry na fortepianie i za zarobione w ten sposób pieniądze mogła raz w miesiącu, w Katowicach, odbyć lekcję u świetnego jazzmana. Podjęła też decyzję o nauce muzyki improwizowanej w słynnej, warszawskiej szkole przy Bednarskiej. Tam uczyła się pod kierunkiem samego Andrzeja Jagodzińskiego. Mira, ku swojemu i profesora zadowoleniu, robiła duże postępy w nauce trudnej sztuki improwizacji, ale w połowie drugiego roku studiów na przeszkodzie stanęła kontuzja ręki. Mimo konsultacji u kilku lekarzy, nikt nie potrafił powiedzieć, czym owa kontuzja była spowodowana. W rezultacie nastąpiła roczna przerwa w grze na fortepianie. Kiedy udało się przywrócić sprawność ręki, pojawiła się propozycja wyjazdu za granicę, do pracy w musicalu. I tak 21-letnia dziewczyna wyjechała na 8 miesięcy, aby grać w Austrii, Szwajcarii i Niemczech musical „Abba i Beatlesi”. Po zakończeniu tej trasy dyrygent orkiestry zaproponował Mirze kolejny, 5-miesięczny kontrakt. Mira chciała jednak wrócić do nauki jazzu. Okres urlopu zdrowotnego dawno się niestety skończył, a miejsce u A. Jagodzińskiego nie mogło czekać w nieskończoność. Aby wrócić do Policealnego Studium Jazzowego na Bednarską, Mira zmuszona była ponownie zdawać egzaminy wstępne. Na szczęście były profesor przyjął ją serdecznie. Jazzową edukację w Warszawie zwieńczył koncert Miry w słynnym klubie Tygmont.

 I CO DALEJ? Dla Miry odpowiedź przyszła z zagranicy. Tato, który pracował w Glasgow, odwiedził tamtejszy University of Strathclyde, na którym istnieje wiele kierunków edukacji, także kierunki muzyczne, w tym jazzowy. Mira najpierw myślała o edukacji jazzowej w Katowicach, ale studia w Szkocji pociągały ją nie tylko ze względu na zmianę środowiska, ale także z powodu „przymusowej” nauki języka angielskiego. W październiku 2006 r. Mira Opalińska została studentką szkockiego uniwersytetu, a już miesiąc później wystąpiła w cotygodniowym programie BBC Radio Scotland. Audycja nosiła tytuł „Jazz House”. Mira pamięta z tamtego występu „na żywo” najbardziej to, że kompletnie nie rozumiała, co do niej mówią inni uczestnicy programu. Ideą audycji było opisywanie muzyką przedmiotu, który każdy uczestnik audycji wylosował z przepastnego „worka dyżurnego”. Mira trafiła na termos! Prowadzący program zadawał Mirze pytania i prosił, aby zagrała coś na temat termosu, a Mira... opowiedziała na antenie radiowej o tym, że nie lubi fortepianu elektrycznego, na którym kazano jej grać w tym programie. Jako pianistka, zdecydowanie preferuje fortepian akustyczny i tej wersji się będzie trzymać! Tu należy dodać, że Mira już co nieco mówiła po angielsku, natomiast zupełnie nie rozumiała, o co pyta prowadzący program. ►

Mira Opalińska i Douglas Whates.

kwiecień maj 2012 TRENDY 45

MUZYKA

 SZKOŁA ŻYCIA Początkowo Mira mieszkała ze swoim tatą. Aby dojechać na uczelnię, codziennie musiała tracić na dojazd do szkoły 90 minut w jedną stronę. Z sali z fortepianem korzystać mogła tylko na uczelni, więc spędzała tam większość swojego „zagranicznego” życia. Z perspektywy czasu Mira ocenia pierwsze dwa lata w Szkocji jako w pewnym sensie stracone ze względu na brak znajomości języka. W każdy weekend koleżanki umawiały się na spotkania towarzyskie, a Mira – z powodu bariery językowej – nie brała udziału w tych imprezach. Wspomina jednak dużą życzliwość, jaką okazywali jej koledzy i koleżanki z roku – choć nie było tam ani jednego Polaka! Koleżanki pisały na przykład na kartce, kiedy jest sprawdzian, przypominały o ważnych terminach i pytały, czy Mira rozumie. Tak więc w bardzo krótkim czasie Mira przeszła intensywny kurs nauki angielskiego i szkockiego. Dzięki coraz lepszej komunikacji werbalnej z otoczeniem, powoli zaczęła też poznawać scenę jazzową w Glasgow. Dużą pomoc od początku studiów okazywał też Stewart Forbes, wykładowca w klasie saksofonu. Mira zaczęła otrzymywać propozycje akompaniowania przy egzaminach innych studentów oraz grania w klubach. W tej sytuacji bardzo przydała się znajomość klasycznej literatury muzycznej. Mira zaczęła być osobą rozpoznawalną.

 URODZENI W RZESZOWIE Steward Forbes, dobry duch University of Strathclyde, postanowił, że Mira jako jedyna Polka grająca w Glasgow jazz, powinna supportować występ Tomasza Stańki na Glasgow Jazz Festival. Dużym argumentem dla organizatorów był fakt, że zarówno Mira, jak i sława europejskiej trąbki jazzowej, Tomasz Stańko, urodzili się w Rzeszowie. Stewart grał w pierwszym składzie zespołu, który Mira skompletowała na potrzeby festiwalowego koncertu. Od tamtej pory przez grupę firmowaną nazwiskiem pianistki przewinęło się sporo muzyków, choć od początku gra z nią kontrabasista i kompozytor, Douglas Whates, który jest także partnerem życiowym artystki. Zespół o nazwie Mira Opalinska International Quartet zaczął występować w szkockich klubach Glasgow i Edynburgu, dał też kilka koncertów w Polsce, a w 2009 i 2010 roku zagrał już samodzielne koncerty na Glasgow Jazz Festiwal. Mimo krótkiego istnienia, skład zespołu zmieniał się już kilkakrotnie, ponieważ Mira... dziękuje za współpracę kolejnym muzykom, którzy nie spełniają jej oczekiwań artystycznych. Jest osobą o mocnym charakterze. Wciąż poszukuje optymalnych rozwiązań dla muzyki, którą tworzy. Efektem tych poszukiwań jest jej współpraca z najnowszym perkusistą kwartetu, który gra w sekcji rytmicznej samego Tomasza Stańki! To pochodzący z Finlandii Olavi Louhivuori, jeden z najbardziej interesujących jazzmanów europejskich młodego pokolenia. Na wiosnę 2011 r. Mira Opalinska Quartet zagrał trasę Glasgow- Edynburg- Londyn, która zaowocowała kolejnym zaproszeniem, tym razem do Afryki. W listopadzie 2011 r. zespół Miry (znów w nieco zmienionym składzie) wyjechał do Nigerii. Od pierwszego pomysłu na kwartet współpracuje z Mirą kontrabasista i kompozytor, Douglas Whates, skromny i utalentowany muzyk. Mira, pytana jak to się stało, że jedynie Douglas nie został przez nią „wymieniony” na innego basistę, podkreśla, że każdy muzyk w jej zespole nie tylko musi podążać za liderką artystycznie, ale też powinien budować dobre relacje pomiędzy pozostałymi członkami grupy. Jeżeli któregoś z tych elementów zaczyna brakować, Mira szybko kończy współpracę.

 NAJWAŻNIEJSZE TO TRZYMAĆ PION! Wynajmowane w Glasgow mieszkanie było w typowym, angielskim stylu, na parterze. Bez trudu „wjechał” tam fortepian, który Mira do dziś jeszcze spłaca. Początkowo sąsiedzi cieszyli się z towarzystwa młodej pianistki, ale nagle zaczęli wyznaczać godziny, w których Mira mogłaby ćwiczyć. Okazało się też, że właściciel mieszkania zamierza je sprzedać. Mira i Douglas stanęli przed dylematem: czy za wszelką cenę wynająć coś nowego i płacić 1000 funtów miesięcznie (które nie zawsze mogli zarobić jako muzycy), czy może przyjechać na Podkarpacie. Mama Miry zaakceptowała ten pomysł, a tato Douglasa wynajął olbrzymiego vana, na który spakowali cały swój szkocki dorobek i... fortepian! Podróż promem do Amsterdamu trwała 14 godzin, nie licząc dalszej drogi. Fortepian bez najmniejszego szwanku przejechał pół Europy i stanął dumnie na środku salonu rodzinnego domu Miry. Od niedawna Mira i Douglas mieszkają w Kraczkowej. Jak przystało na artystów, nie oddzielają życia rodzinnego od zawodowego. Cały czas trwają dyskusje o muzyce i próby do kolejnych projektów. Mieszkanie w tej części Europy w ogóle ich nie przeraża. Uważają, że nie ma znaczenia, czy wyjeżdża się na koncerty z Glasgow, czy z Kraczkowej. Najważniejsze, aby te koncerty były, zwłaszcza że są lepsze i gorsze miesiące, ale taki już jest los artystów. Najważniejsze to wiedzieć, czego się chce. Pod koniec 2011 r. Mira i Douglas nagrali w Filharmonii Podkarpackiej płytę „Lumière”. Miesiąc temu promowali ją na koncercie. Marzeniem obojga jest dołączyć do grona najlepszych muzyków reprezentujących nurt o nazwie european jazz, który z powodzeniem od lat uprawiają np. Skandynawowie. Kiedy grają w duecie, stapiają się w jeden instrument, proces twórczy pochłania ich całkowicie. Doceniają znaczenie ciszy i niuansów brzmieniowych. Granie i komponowanie jazzu dało Mirze nieograniczone poczucie wolności, podobnie jak jej nietypowe hobby.

 JAZZ A MOTOCYKL Jazda na motocyklu wciąga Mirę zupełnie tak samo, jak granie jazzu. Tu też pojawia się to cudowne poczucie wolności. Poza tym Mira jest urodziwą kobietą, a wystający spod kasku długi warkocz dopełnia niezwykłego widoku dziewczyny, która kieruje srebrną maszyną. Jest tylko jeden problem: delikatne dłonie pianistki nie mogą zmarznąć podczas jazdy, a plany na ten sezon są rozległe: poznanie podkarpackiego Szlaku Architektury Drewnianej, podróż nad Solinę i koniecznie jazda wielką pętlą bieszczadzką. Douglas na razie występuje w roli zadowolonego pasażera, ale Mira obiecuje, że niebawem sam będzie prowadził motocykl. Wyjazdów, w tym koncertowych, szykuje się sporo. Mira marzy, aby zawojować muzycznie Słowację i Czechy – to na początek! ■

46 TRENDY kwiecień maj 2012

TARGI PRACY

Praca dla studentów

i nie tylko

Podczas VIII Uniwersyteckich Targów Pracy niektóre stoiska przeżywały prawdziwe oblężenie. Młodzież, studenci oraz osoby poszukujące pracy miały okazję porozmawiać bezpośrednio z przedsiębiorstwami i instytucjami, szukającymi w ten sposób przyszłych pracowników. Wśród nich były m.in. duże firmy jak WSK - „PZL Rzeszów”, firmy z sektora bankowego, firmy specjalizujące się w pośrednictwie pracy oraz przedstawiciele służb mundurowych. Zwiedzający mogli także skorzystać z cyklu szkoleń kształtujących umiejętności przydatne na rynku pracy. Dla wielu osób znalezienie pierwszej poważnej pracy okazuje się nie lada wyzwaniem. Uczestnictwo w targach pracy uważane jest za jedno z efektywniejszych form poszukiwania zatrudnienia. Według organizatorów, z samego założenia niweluje problem selekcji ofert pracy i dostosowania ich do potrzeb i zainteresowań kandydatów. Studenci, nawiązując bezpośredni kontakt z pracodawcą, mogą zadać pytania i poznać specyfikę firmy, co z pewnością pomoże przy konstruowaniu dokumentów aplikacyjnych na określone stanowisko. – Targi pracy organizujemy już ósmy raz głównie dlatego, że z roku na rok te same firmy, oraz nowe, zgłaszają chęć zaprezentowania swoich ofert na targach. Studenci również chcą w taki nieformalny sposób spotkać się z przyszłymi pracodawcami. Te nieformalne rozmowy pozwalają uzyskać informacje, które trudno znaleźć w Internecie – mówi Paweł Du-

bis, p.o. kierownik Biura Karier Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Potrzebę targów wymusza także sytuacja na rynku pracy. Ofert pracy, niestety, jest mało. Zwiedzający targi mogli dowiedzieć się od specjalistów z Wojskowej Komendy Uzupełnień w Rzeszowie, na czym polega nabór i jakie etapy rekrutacji musi przejść osoba, która marzy o pracy żołnierza zawodowego. Zainteresowanych służbą w  wojsku nie brakowało, ponieważ służba ta wiąże się z pewnymi przywilejami. Jednak specjaliści z rzeszowskiej WKU zaznaczali, że do tej specyficznej pracy trzeba mieć pewne predyspozycje oraz umiejętności (np. kurs prawa jazdy kat. C). Oprócz WKU, do rekrutacji zachęcali przedstawiciele innych służb mundurowych – izby celnej i policji. Paweł Dubis przyznaje, że targi przynoszą efekty. – Wprawdzie nie gromadzimy statystycznych danych, ale docierają do nas sygnały, że niektóre firmy

znalazły swoich pracowników właśnie na organizowanych przez nas targach. Oferta Uniwersyteckich Targów Pracy skierowana jest nie tylko do studentów i absolwentów, ale też do osób w każdym wieku poszukujących pracy. Na targach obecni byli m.in. przedstawiciele: Wojskowej Komendy Uzupełnień, Podkarpackiego Banku Spółdzielczego, Alpha Personal Service, Protrader, Banku Zachodniego WBK, WSK „PZL-Rzeszów”, Carlson Wagonlit Center Polska, Grupy Pracuj, a także Wojewódzkiego Urzędu Pracy, Powiatowego Urzędu, Państwowej Inspekcji Pracy oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Podczas VIII Uniwersyteckich Targów Pracy odbył się również cykl szkoleń z zakresu autoprezentacji, metod poszukiwania pracy i zakładania własnej działalności gospodarczej. ■ Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografie Tadeusz Poźniak

kwiecień maj 2012 TRENDY 47

SZKOLNICTWO WYŻSZE Uczelniane centrum kryminalistyki w WSPiA w Rzeszowie.

NOWA JAKOŚĆ KSZTAŁCENIA

DZIĘKI UNIJNYM FUNDUSZOM CO ŁĄCZY UCZELNIANE KOMPLEKSY NAUKOWO-BADAWCZE, NOWE KIERUNKI STUDIÓW ŚCIŚLE ZWIĄZANE Z POTRZEBAMI RYNKU, PŁATNE STAŻE DLA STUDENTÓW, STAŻE NAUKOWE W OŚRODKACH AKADEMICKICH NA CAŁYM ŚWIECIE DLA UCZELNIANYCH KADR I NOWOCZESNE POMOCE DYDAKTYCZNE? FAKT, ŻE SWOJE ISTNIENIE ZAWDZIĘCZAJĄ FUNDUSZOM UNIJNYM. DZIŚ PRAKTYCZNIE TRUDNO SOBIE WYOBRAZIĆ FUNKCJONOWANIE UCZELNI WYŻSZYCH BEZ WSPARCIA UNIJNEGO. FUNDUSZE TE SĄ OGROMNĄ SZANSĄ NA PODNIESIENIE JAKOŚCI KSZTAŁCENIA, A PRZEZ TO POZWALAJĄ BYĆ KONKURENCYJNYM W BRANŻY EDUKACYJNEJ. Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografie Tadeusz Poźniak

Każda uczelnia jeżeli chce się rozwijać, unowocześniać i efektywniej kształcić studentów, musi sama zabiegać o dodatkowe wsparcie finansowe. Możliwości takie stwarzają konkursy pozwalające na zdobycie funduszy unijnych na pełne finansowanie albo współfinansowanie w kwotach, jakie jeszcze kilkanaście lat temu były nie do zdobycia. Stąd wiele uczelni na przestrzeni ostatnich lat pokusiło się o rozbudowę dotychczasowych obiektów, budowę nowoczesnych centrów czy unowocześnienie dydaktyki.

48 TRENDY kwiecień maj 2012

NOWE CENTRUM POLITECHNIKI Reprezentacyjną inwestycją powstałą dzięki pieniądzom unijnym jest Regionalne Centrum Dydaktyczno-Konferencyjne i Biblioteczno-Administracyjne Politechniki Rzeszowskiej. W jego skład wchodzi Zespół Dydaktyczno-Konferencyjny oraz Zespół Biblioteczno-Administracyjny. Centrum służy m.in. do organizacji niekomercyjnych spotkań, odczytów, konferencji i sympozjów przeprowadzanych w ramach współpra-

cy ponadregionalnej, podczas których naukowcy dzielą się m.in. z przedsiębiorcami wiedzą. Wyposażenie obiektu w nowoczesną aparaturę umożliwia podniesienie jakości kształcenia i pozyskanie wykwalifikowanej kadry atrakcyjnej dla przedsiębiorstw. Politechnika Rzeszowska może pochwalić się jeszcze innymi inwestycjami finansowanymi z pieniędzy Unii Europejskiej. Są to m.in.: Laboratorium Badań Materiałów dla Przemysłu Lotniczego, gdzie realizuje się projekty ►

SZKOLNICTWO WYŻSZE

Uniwersytet Rzeszowski. naukowo-badawcze o  wielomilionowych nakładach, które mają duże znaczenie w  przemyśle lotniczym i  obronnym; prężnie działający Preinkubator Akademicki, wreszcie 11 kierunków zamawianych na czterech wydziałach. NOWOCZESNA BIBLIOTEKA W KATOWICACH Po pieniądze unijne chętnie sięga Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach. Dzięki nim powstał tu jeden z najokazalszych, najnowocześniejszych i  najpiękniejszych budynków w Polsce – Cen-

Politechnika Rzeszowska.

50 TRENDY kwiecień maj 2012

trum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka (całość kosztowała ponad 79 milionów zł, z czego prawie 53 miliony to dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej; to wspólna inwestycja z Uniwersytetem Śląskim). Centrum zapewnia bezpłatny dostęp do światowych zasobów profesjonalnych źródeł wiedzy najwyższej klasy i jest jedyną w regionie biblioteką „hybrydową”, która udostępniać będzie równolegle materiały drukowane i elektroniczne, na miejscu oraz w trybie zdalnym przez Internet. –W ramach projektu Pro-Roz, największego z projektów dydaktycznych

realizowanych na uczelni (o wartości 12 mln zł) uruchomione zostały nowe kierunki kształcenia: finanse i zarządzanie w ochronie zdrowia oraz gospodarka i  zarządzanie publiczne z możliwością skorzystania z dodatkowej oferty, jak np. wyjazdy studialne, kursy i szkolenia, zajęcia z praktykami, e-konsultacje. W ramach projektu odbyły się również liczne szkolenia dla kadry dydaktycznej i pracowników administracji – mówi prof. Jan Wojtyła. – Tylko w ramach tego projektu wykorzystanych zostało ok. 500 płatnych praktyk i 70 staży absolwenckich. Są osoby, którym firmy zaproponowały umowy o pracę. Uniwersytet Ekonomiczny wraz Akademią Sztuk Pięknych w Katowicach realizuje też nowatorski projekt „Nowe media i technologie wiedzy w programach studiów ekonomicznych – synergia teorii i praktyki”. Jego celem jest stworzenie nowych kierunków studiów licencjackich, magisterskich i podyplomowych, które poza wiedzą teoretyczną zagwarantują studentom szeroko rozumianą praktykę. Proponowane kierunki kształcenia wynikają z zapotrzebowania rynku na specjalistów w dziedzinach: informatyka (inżynieria wiedzy), zarządzanie kulturą, e-administracja i e-zdrowie. Dr hab. Czesław Puchalski, prorektor ds. rozwoju i polityki finansowej

SZKOLNICTWO WYŻSZE Uniwersytetu Rzeszowskiego, przyznaje, że uczelnie, chcąc być konkurencyjne na rynku, muszą starać się o granty europejskie. Dlatego Uniwersytet Rzeszowski nie ustaje w zabieganiu o takie dotacje. Obecnie realizuje 15 projektów – grantów dydaktycznych podnoszących jakość kształcenia o wartości ponad 135 mln zł oraz projekty inwestycyjne, których celem jest poprawa warunków kształcenia (np. budowa nowych kompleksów naukowo-badawczych, w tym laboratorium mikroelektroniki i nanotechnologii). – W ramach dydaktyki, by wzmocnić kształcenie na kierunkach zamawianych, zakupiliśmy pomoce dydaktyczne za ok. 6,5 miliona złotych. Dzięki tym projektom zapewniamy płatne praktyki i staże, przyznajemy specjalne stypendia, obejmujemy wsparciem studentów niepełnosprawnych, także podnosimy kwalifikacje kadry uczelnianej, organizując wyjazdy i staże do wiodących ośrodków akademickich na całym świecie – mówi dr hab. Czesław Puchalski. Dzięki funduszom unijnym na uniwersytecie powstało wiele nowych kierunków i specjalności, podyktowanych potrzebami gospodarki. – Same dotacje

z  budżetu nie pozwalają zaspokoić potrzeb dydaktycznych. Żeby wzbogacać i uatrakcyjniać ofertę, musimy być aktywni i brać udział w konkursach o pieniądze unijne. Rywalizujemy w tych konkursach z takimi gigantami jak Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Jagielloński, i  bardzo dobrze sobie radzimy – dodaje prorektor Uniwersytetu Rzeszowskiego. SPEKTROKOMAPARATOR I WARIOGRAF W LABORATORIUM KRYMINALISTYCZNYM Przemysław Pawlak, rzecznik Wyższej Szkoły Prawa i Administracji, potwierdza, że dzięki funduszom unijnym uczelnia ciągle się rozwija i podnosi jakość kształcenia. Jednym z nich jest program „Dyplom WSPiA przepustką do biznesu”, mający na celu jak najlepsze przygotowanie studentów WSPiA do wykonywania zawodu. – Chodzi o  to, aby nasi studenci byli wszechstronnie przygotowani do obsługi firmy we wszystkich obszarach jej działalności. Aby od początku zatrudnienia byli swego rodzaju prawą ręką przedsiębiorcy – wyjaśnia Przemysław Pawlak. – Pro-

gram obejmuje również utworzenie studenckiego inkubatora przedsiębiorczości. Tu studenci uczą się, krok po kroku, jak np. założyć firmę, przygotować biznesplan, reagować na potrzeby rynku. Pięknym i udanym „dzieckiem” unijnych funduszy jest „Collegium Securitatis”, najnowszy budynek WSPiA, wybudowany za ponad 13 mln zł. Znajdują się tu m.in. najnowocześniejsze w Polsce uczelniane laboratorium kryminalistyczne; pełnowymiarowa, wielofunkcyjna hala sportowa i koncertowa oraz laboratorium technik biurowych, akademicki inkubator przedsiębiorczości i nowoczesna sala komputerowa. W laboratorium kryminalistycznym znajduje się m.in. mikroskop laboratoryjno-badawczy do badań śladów biologicznych oraz video spektrokomaparator do badania autentyczności dokumentów, takich jak paszporty czy wizy, jak również wariograf, czyli tzw. wykrywacz kłamstw i w pełni wyposażona walizka śledcza. W laboratorium praktyczne zajęcia odbywają studenci, uczelnia chce również zająć się w  nim wszechstronną analizą śladów oraz m.in. badaniem wypadków komunikacyjnych. ■

Reklama

EDUKACJA płacą rodzice, pozwala też na zakup pomocy szkolnych i naukowych na odpowiednim poziomie. NAUKA U SIÓSTR PIJAREK I PREZENTEK

S. Anna Telus, Monika Mazgaj, Mateusz Kobak, Rafał Pytko, Piotr Kawałek, Kacper Świerzowicz.

W TAKICH SZKOŁACH AŻ CHCE SIĘ UCZYĆ Wysoki poziom nauczania, indywidualny kontakt nauczyciela z uczniem, nauczanie ściśle związane z wychowywaniem, wszechstronny rozwój w sferze moralnej, emocjonalnej i intelektualnej – każdy rodzic marzy, by jego dziecko mogło zgłębiać wiedzę w takich właśnie warunkach. Szkolnictwo publiczne, niestety, nie zawsze może te wymagania spełnić. Dlatego dużym zainteresowaniem cieszy się szkolnictwo prywatne i społeczne – na wszystkich poziomach – oraz będące zwykle prestiżowymi szkoły katolickie, które wprowadzają młodzież w świat uniwersalnych wartości chrześcijańskich. Choć nie zawsze przyświeca im taki cel, stanowią poważną konkurencję dla publicznych placówek oświatowych. Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografie Tadeusz Poźniak

Prywatne kształcenie nie bez powodu od lat uznawane jest za pewnego rodzaju nobilitację. W przeszłości z prywatnych lekcji – a potem z prywatnych szkół – korzystały dzieci bogato sytuowanych rodziców, którzy chcieli swoim pociechom zapewnić dostęp do nauki na najwyższym poziomie, i w jak najmniej licznym gronie. Dziś dostęp do szkolnictwa prywatnego, począwszy od przedszkoli, przez szkoły podstawowe, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne, na studiach wyższych kończąc, jest praktycznie nieograniczony i – jak pokazuje doświadczenie – jest na nie popyt. PRYWATNE PRZEDSZKOLA CORAZ POPULARNIEJSZE Bez istnienia prywatnych przedszkoli, a nawet żłobków i akademii maluszka w naszym regionie, wielu rodziców nie wyobraża sobie pogodzenia pracy zawodowej i posiadania dzie52 TRENDY kwiecień maj 2012

ci. Ponieważ miejsc w publicznych placówkach nie wystarcza dla wszystkich zainteresowanych, rodzice decydują się płacić za pobyt i naukę dziecka w tych instytucjach. Za edukacją w prywatnych przedszkolach przemawia jednak coś więcej niż tylko brak miejsca w publicznych przedszkolach: dzieci uczą się i bawią w mniejszych grupach, mając lepszy kontakt z nauczycielem; korzystają też z licznych zajęć dodatkowych, jak warsztaty naukowe, zajęcia karate, lekcje języka obcego, wycieczki, spotkania z ciekawymi osobami itp. Rodzice zaś mają pewność, że z dzieckiem nie stanie się nic złego, ponieważ wiele tych placówek jest nowocześnie urządzonych i  posiada specjalne zabezpieczenia (np. ochronę firmy ochroniarskiej, wejście do środka na kartę chip z indywidualnym kodem), a doskonale wykształcone opiekunki są przeszkolone w zakresie udzielania pierwszej pomocy. Czesne, które

Dużym zainteresowaniem uczniów, a także ich rodziców cieszą się szkoły katolickie prowadzone przez zakonnice. Ponieważ przez wieki tajniki nauki dostępne były głównie stanowi duchownemu, do dziś uważa się szkoły katolickie za „świątynie wiedzy”. Jak podaje „Rzeczpospolita”, w ostatnich kilku latach liczba takich placówek w Polsce zwiększyła się o 33 proc. (w 2003 r. było ich 407, obecnie jest 540). W Rzeszowie funkcjonują dwie takie instytucje: Szkoła Podstawowa i Gimnazjum Sióstr Pijarek, rekrutujące m.in. dzieci z rodzin wielodzietnych oraz z trudną sytuacją finansową, oraz Gimnazjum i Liceum im. Jana Pawła II Sióstr Prezentek. Ta ostatnia jest bodajże najbardziej utytułowaną szkołą w regionie jeśli chodzi o laureatów olimpiad. Dyrektor szkoły, siostra Anna Telus, przyznaje, że organizacja kształcenia nastawiona jest na efektywność. Stąd w szkole tworzone są grupy o różnym poziomie zaawansowania, zwłaszcza na przedmiotach ścisłych. – Wychodzimy z założenia, że olimpijczyk niewiele skorzysta siedząc w ławce z kolegą ledwie realizującym program. Dla lepszych uczniów tworzymy osobną grupę. To naprawdę daje efekty – mówi s. Anna Telus. – Poza tym, celem szkoły jest wychowywanie w duchu chrześcijańskim poprzez stworzenie wspólnoty chrześcijańskiej, która także poza szkołą stosuje się do etyki i wartości chrześcijańskich. Od innych szkół różni nas zapewne to, że bardziej egzekwujemy wymagania stawiane uczniom. Co więcej, sami uczniowie domagają się przestrzegania dyscypliny. Młodzież garnie się do sióstr prezentek nie tylko ze względu na wysoki poziom nauczania. Podczas rozmów rekrutacyjnych uczniowie przyznają, że chcą się uczyć w szkole, gdzie faktycznie przestrzega się dyscypliny i promowane są wartości chrześcijańskie (uczniowie codziennie się modlą; biorą udział w rekolekcjach wyjazdowych). – Wbrew powszechnej opinii, że ciężko się do nas dostać, zazwyczaj przyjmujemy prawie wszystkich chętnych – uśmiecha się siostra Anna. W KAMERALNYM GRONIE Największą zmorą szkół publicznych są liczne klasy. W 30-, a nawet

EDUKACJA 40-osobowych zespołach ciężko mówić o indywidualnym kontakcie nauczyciela z uczniem. W takich warunkach wielu uczniów nie ma możliwości wyrażenia własnego zdania. Ten brak indywidualnej pracy nauczyciela z uczniem sprawia, że rodzice posyłają je do szkoły społecznej (specyfika szkoły społecznej polega na tym, że jest szkołą niepubliczną o uprawnieniach szkoły publicznej, dotowaną przez państwo oraz rodziców – przyp. red.). – W procesie nauczania bardzo ważne są warunki oraz atmosfera, w jakich nauka się odbywa, gdyż edukacja to jedna z relacji międzyludzkich. Klasy w naszej szkole są kameralne, 8-, 10-, 12-, maksymalnie 16-osobowe. Jesteśmy małą szkołą, nienastawioną na masowość. Każdy uczeń u nas jest dostrzegany. Nie jest numerkiem w dzienniku, ale osobą, którą rodzice powierzyli naszej opiece. Jest to bardzo odpowiedzialne zadanie, któremu sprzyja indywidualizacja procesu nauczania. Wszyscy się znamy i  znamy swoje potrzeby oraz możliwości – tłumaczy Grażyna Szarama, dyrektor Zespołu Szkół Społecznych nr 2 w Rzeszowie. – Mówiąc to absolutnie nie neguję oświaty państwowej, przeciwnie – doceniam ją i szanuję. Jednak jako szkoła społeczna

Grażyna Szarama z uczniami Zespołu Szkół Społecznych nr 2 w Rzeszowie. chcemy lepiej dotrzeć do młodego człowieka, szerzej i głębiej pokazywać wartości oraz uczyć szacunku dla drugij osoby, jak też przygotować go do godnego i mądrego życia. Grażyna Szarama zauważa też, że magnesem przyciągającym do szkoły społecznej są nauczyciele, będący nie tylko są znakomitymi pedagogami, ale także pasjonatami, którzy w cieka-

wy i przystępny sposób przekazują wiedzę i zarażają swoją pasją młodych ludzi. – Poza tym mamy bezpośredni kontakt z rodzicem, więc gdy dzieje się coś niepokojącego albo pozytywnego, rodzic od razu o tym wie. Dlatego cieszymy się, że szkoły publiczne również zaczynają praktykować ten zwyczaj – dodaje dyrektor Zespołu Szkół Społecznych nr 2 w Rzeszowie. ■ Reklama

MODA

Magda Gessler.

Przyglądając się obrazom dawnych mistrzów, można zauważyć ówczesną tendencję do ubierania dzieci w malutkie kopie strojów dorosłych. Dla osób współcześnie podziwiających malarstwo np. Diego Velázqueza wydawać się to może dość groteskowe. Dzieci na jego obrazach wyglądają dzięki „dorosłym”

54 TRENDY kwiecień maj 2012

Modny wiek

Kuba Wojewódzki.

strojom jak karykaturalnie pomniejszeni dorośli. I choć mówi się, że „nie szata zdobi człowieka”, twierdzę, że odpowiednio dobrany do wieku strój może zrobić wiele dobrego dla naszego wizerunku. W dzisiejszych czasach proponuję jednak odwrócić tendencje uwiecznio-

ne w malarstwie z przełomu XVIII i XIX wieku. Jeśli kiedyś córki ubierały się jak matki, teraz niech raczej matki ubierają się jak córki. Należy jednak zastanowić się, czy wszystko, co pasuje do osoby 18-letniej, tak samo dobrze wyglądać będzie na osobie 45-letniej. Myślę, że raczej nie. ►

MODA

Minispódniczki, topy odsłaniające brzuch u pań czy też krótkie szorty i rozpięte do pępka koszule u panów mogą uczynić osobę dobiegającą już… dziesięciu lat śmieszną. Ale lista rzeczy zakazanych w pewnym wieku nie jest taka znowu długa. Pamiętajmy, nikt z nas nie powinien czuć się skazany na bezkształtne garsonki czy też bure garnitury tylko dlatego, że osiągnął już dojrzały wiek i być może nie ma idealnej figury. Za przykłady godne naśladowania niech posłużą nam gwiazdy telewizji. Magda Gessler, mimo swego wieku i niezupełnie smukłej sylwetki, nie rezygnuje z odważnych kolorów i krojów sukienek. Na nogi z upodobaniem zakłada dziewczęce balerinki, a na szyję pstre, powiewne szale. Do tego jeszcze burza blond loków. Wszystko na przekór konwencji, że z wiekiem sukienki powinny być coraz ciemniejsze i dłuższe, a włosy coraz krótsze. Mimo to mnie zawsze urzeka ona swoim wyglądem. W jej postaci wszystko współgra i harmonizuje. Nie zaglądając pani Magdzie w metrykę, bez wątpienia stwierdzić też można, że 56 TRENDY kwiecień maj 2012

Tekst Basia Olearka Projekty i stylizacje Basia Olearka Fotografie Paweł Olearka, Archiwum Trendy Podkarpackie Modelka Marta Lebioda

na pewno nie wygląda na swoje lata. Ze świata mężczyzn przytoczyć chciałabym przykład Kuby Wojewódzkiego. Dzięki całkowicie młodzieżowemu stylowi ubierania się oraz odważnym dodatkom (okulary, czapki), jemu także z dużą łatwością udaje się zatrzymać czas. Na koniec jeszcze dwie propozycje dla młodych kobiet, które często z racji wieku i nienagannej figury mogłyby sobie pozwolić na każdą kreację, a ograniczają się do dżinsowych rurek i białych podkoszulków. Dziewczyny, spróbujcie

poszaleć ze swoim wyglądem, bo potem może być za późno! Jest jeszcze jedna bardzo istotna zaleta luźniejszego stylu ubierania. Dzięki niemu nie wyglądamy na osoby nadęte i nieprzystępne. Młodzieżowe, kolorowe rzeczy ocieplają nasz wizerunek i otwierają nas na innych ludzi i nowe sytuacje. Warto więc może spróbować przełamywać konwencje, zakazy i nakazy. Pamiętajmy, że możemy być modni niezależnie od wieku. Wiek może stać się naszym atutem, a nie przeszkodą. ■

PRZEMYSKA GALA

Od lewej: Małgorzata Kruk, konsultantka ślubna; Beata Dzik, partner zarządzający Salonem Mody Ślubnej Gaja, organizatorka Gali Ślubnej; Joanna Łać, konsultantka ślubna Od lewej: Zenon Gonera z żoną Barbarą, właściciel Salonów Jubilerskich GOLD LUX; Stanisława Smyk, kierownik Salonu Jubilerskiego; Joanna Pierożek - Rela, sprzedawca.

Wszystko o ŚLUBIE Najnowsze trendy w modzie ślubnej, pokazy fryzur i makijaży ślubnych, degustacje misternie zdobionych tortów ślubnych i efektownej fontanny czekoladowej oraz prezentacja firm zajmujących się organizacją wesel. To tylko część atrakcji, jakie miały miejsce podczas organizowanej po razy pierwszy w Przemyślu gali ślubnej. Reklama

Narzeczeni oraz pary planujące ślub, którzy odwiedzili I Przemyską Galę Ślubną w hotelu Gloria, mieli zapewniony bezpośredni dostęp do firm i osób, których usługi są przy wydawaniu przyjęcia weselnego niezbędne. Wśród wystawców znaleźli się również: fotografowie, kamerzyści, cukiernie, osoby zajmujące się wynajmem eleganckich samochodów do

Agata Zawada, przedstawicielka firmy Galicyjskie Składy Win sp. z o.o.

ślubu, wizażyści, dekoratorzy, kwiaciarnie, styliści, wizażyści i dietetycy. Dzięki bogatej ofercie wystawców zwiedzający mogli praktycznie na miejscu w szczegółach zaplanować swoje wesele. Organizatorzy zapewnili także zwiedzającym niespodzianki w postaci cennych nagród. Zwycięzcy cieszyli się m.in. z atrakcyjnych bonów na zakup sukni ślubnych, garniturów, wejściówek do spa, biżuterii, kosmetyków oraz licznych zniżek i kuponów rabatowych. ■ Fotografie Archiwum Trendy Podkarpackie

Od lewej: Piotr i Sylwia Kędzior, przedstawiciele cukierni ALEKSANDRIA; Bogumiła Kędzior i Lidia Kucab, pracownice zakładu produkcyjnego.

PRZEMYSKA GALA Od prawej: Greta Ostrowska, właścicielka Lejdis fitness club; Gabriela Cicińska, instruktorka fitnessu; Gabriela Panek; Daria Żurawska, menager Lejdis fitness club; Katarzyna Frydel, instruktorka fitnessu i jogi.

Elżbieta Jędrzejczyk, właścicielka firmy Edecor Studio.

Agnieszka Kościelna, dyrektor Hotelu Gloria; Jurij Turczyn, właściciel Hotelu Gloria.

Od lewej: Łukasz Radymski, właściciel drukarni Focus Graf; Maja Ignaczewska, właścicielka MYA design studio graficzne.

Reklama

KASYNO W RZESZOWIE

Od lewej: Marta Budziszewska, dział marketingu Hit Casino; Michał Figurski; Dorota Rutkowska, dyrektor Hit Casino w Rzeszowie.

Rozrywka niczym w Las Vegas

Po dziesięciu latach przerwy w Rzeszowie zaczęło funkcjonować kasyno. W samym centrum miasta, w  budynku, gdzie w przyszłości powstanie pięciogwiazdkowy hotel, można skorzystać z rozrywki rodem z Las Vegas czy Monte Carlo – twierdzą właściciele rzeszowskiego Hit Casino. Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografie Tadeusz Poźniak

W Rzeszowie nie było kasyna od prawie dziesięciu lat. Poprzednie mieściło się w nieistniejącym już hotelu Rzeszów. Zamknięto je w 2002 roku z powodu nie przedłużenia koncesji właścicielowi. Temat powstania salonu gry powrócił na sesję Rady Miasta Rzeszowa w 2010 roku. Po burzliwych dyskusjach, przy sprzeciwie części radnych, ostatecznie rada miejska zgodziła się na funkcjonowanie tego typu formy rozrywki w stolicy Podkarpacia. Zdania mieszkańców, chętnie dyskutujących na forach internetowych na temat zasadności istnienia kasyna w Rzeszowie, również były podzielone. Jedni widzieli w nim siedlisko naReklama

łogu i rozpusty, gdzie wielu może stracić dorobek życia, inni śmiali się z takiej argumentacji, wyrażając chęć zakosztowania tej rozrywki. Jeszcze inni uważali, że kasyno podnosi prestiż miasta, więc Rzeszów, pretendujący do miana miasta na wskroś nowoczesnego musi taki salon gier posiadać. Sześć firm chciało otworzyć w Rzeszowie kasyno Kiedy zapaliła się zielona lampka, zainteresowanych otworzeniem kasyna w Rzeszowie było sześć firm. Przedsiębiorcy chcieli je otworzyć w: budyn-

ku dawnego Relaksu przy ul. Moniuszki, w Grand Hotelu przy ul. Kościuszki, przy ul. Cieplińskiego, a także w budynku dawnego Polmozbytu przy ul. Lwowskiej i w centrum handlowym Rotunda przy ul. Okulickiego. Koncesję przyznano firmie ZPR S.A., która zainteresowała się lokalizacją w Rynku, w budynku, gdzie niedługo powstanie pięciogwiazdkowy hotel. Hit Casino zostało oficjalnie otwarte 14 kwietnia (imprezę poprowadził Michał Figurski, goście bawili się przy muzyce zespołu Feel), ale funkcjonuje już dobrych kilka tygodni. W sali o powierzchni 580 mkw. dominuje styl typo-

KASYNO W RZESZOWIE

Lek. med. Marzena Trąd, seksuolog; lek. med. Henryk Murjas, psychiatra.

wo rozrywkowy: czerwień i złoto. Ściany zdobią ekrany telewizyjne w złotych, stylizowanych na stare ramach; podłogę – wzorzysta wykładzina dywanowa. Wystrój jest efektem współpracy firmy ZPR S.A. z projektantami wnętrz. Jak zapewnia Mariusz Grzejszczak, dyrektor marketingu kasyna, jest to najładniejszy tego typu obiekt w Polsce. – Byłem we wszystkich kasynach w Polsce i z całą pewnością mogę powiedzieć, że nigdzie nie ma takiego kasyna, jakie jest w Rzeszowie – deklaruje. Bez dowodu osobistego nie wejdziesz Klientem kasyna może zostać praktycznie każdy. Jedynym ograniczeniem jest pełnoletniość. Osoba, która chce zakosztować rozrywki w kasynie, musi mieć przy sobie dowód osobisty – bez niego nie ma co marzyć o wejściu do środka. Na podstawie dowodu każdy zostaje obowiązkowo zarejestrowany w systemie nie tylko za pierwszym razem, ale podczas każdej kolejnej wizyty. – Tak jest w całej Polsce. Goście kasyn muszą być pełnoletni – wyjaśnia Mariusz Grzejszczak, dyrektor marketingu firmy ZPR S.A. – Do rejestracji naszych gości obliguje nas z kolei ustawa hazardowa. Dzięki temu zwiększony jest poziom bezpieczeństwa. W kasynie zatrudnionych jest ok. czterdziestu krupierów. Czy to dużo? – Krupierzy pracują w systemie zmianowym. Przy stole mogą spędzić około 40 minut, ponieważ muszą sprawnie obsługiwać klientów – dodaje Mariusz Grzejszczak. W zdecydowanej większości załogę kasyna tworzą pracownicy z  Rzeszowa i okolic. Krupierzy musieli swojej sztuki uczyć się od podstaw,

toteż brali udział w intensywnych, kilkumiesięcznych szkoleniach w innych kasynach w Polsce. W co można zagrać w Rzeszowie? Okazuje się, że we wszystko, co jest dostępne w wielkim świecie hazardu. – Nasi klienci mają dostęp do wszystkiego, co jest w Las Vegas i Monte Carlo, a więc do ruletki, black jacka czy pokera – mówi dyrektor marketingu. Prócz gier zespołowych, swojego szczęścia mogą spróbować osoby preferujące gry w pojedynkę. W kasynie znajduje się kilkadziesiąt nowoczesnych automatów do gry. Hit Casino jest i będzie jedynym kasynem w Rzeszowie. W miastach do 200 tysięcy mieszkańców może funkcjonować tylko jedna taka placówka. ■

Jaromir Rajzer, właściciel Certus Sp. z o.o, z żoną Agnieszką.

kwiecień maj 2012 TRENDY 61

MOTORYZACJA

Samochody „szyte na miarę” Zwrotny, ładowny, z funkcją wywrotki albo podnośnika, przystosowany do poruszania się po nieutwardzonych drogach, pełen nowatorskich rozwiązań technicznych, a jednocześnie komfortowo wyposażony - takie właściwości powinien posiadać samochód użytkowy wykorzystywany na co dzień przez wiele przedsiębiorstw. Ponieważ takie auta są intensywnie eksploatowane, muszą być pojazdami sprawnymi, najlepiej nowymi. Tylko wtedy nie zawiodą zaufania kierowcy.

Samochody te można porównać do kompletowania kobiecej garderoby. Podobnie jak zróżnicowane są kryteria doboru garderoby w zależności od okazji, charakteru spotkania i samopoczucia, tak dużo jest kryteriów, którymi kierują się przedsiębiorcy przy zakupie najbardziej odpowiedniego dla prowadzonej przez siebie działalności samochodu użytkowego. Powinien być „szyty na miarę”, dostosowany do warunków, w jakich będzie pracował i zapewniający komfort jazdy jego użytkownikom. – Takie samochody eksploatowane są codziennie, więc auto musi być sprawne, nie może zawieść. Jedynie nowe auto może zagwarantować pewność działania w każdych warunkach – przyznaje Kazimierz Bator, główny

62 TRENDY kwiecień maj 2012

specjalista ds. sprzedaży w Auto Watkem Sp. z o.o. w Rzeszowie.

Furgony i platformy Samochodem dobrze sprawdzającym się w każdych warunkach jest m.in. opel movano, dostępny w szerokiej gamie wersji nadwoziowych o różnych długościach nadwozia i wysokościach dachu, z przednim lub tylnym napędem, w wersji furgon z pojedynczą lub podwójną kabiną, w wersjach osobowych kombi i bus oraz jako podwozie do zabudowy, platforma lub fabrycznie przygotowany do zabudowy specjalistycznej. Wersje te pozwalają na zastosowanie go w różnego rodzaju działalności. Pojazdami o konstrukcji, wyposa-

żeniu i jakości optymalnie spełniającymi potrzeby każdej firmy są samochody dostawcze renault master, gdzie dostępne są specjalne wersje fabryczne: skrzynie aluminiowe i wywrotki. Produkowane na bazie podwozi z pojedynczą i podwójną kabiną oferują od dwóch do siedmiu miejsc siedzących. Master dostosowuje się do potrzeb różnych branż; posiada 3 wersje bazowe przeznaczone do zabudów specjalistycznych: furgon, podwozie z pojedynczą lub podwójną kabiną oraz platforma, umożliwiające praktycznie dowolną zabudowę spełniającą wymagania klienta. Master dysponuje najszerszą gamą wersji fabrycznych i przeznaczonych do zabudowy. Dostępny jest w 3 rozstawach osi i 3 wysokościach dachu (masa całkowita od 2,8 do 3,5 t).

MOTORYZACJA Oferuje pojemność ładunkową od 8 do 20 m sześc. (wersje kontener) i pozwala uzyskać ładowność nawet 1600 kg.

Niezastąpione wywrotki Wariant wyładowczy jest jednym z  najbardziej pożądanych w samochodach użytkowych. Często jest jedyną szansą na dowóz ładunku w miejsca, gdzie niedozwolony jest wjazd ciężarówek. W takich warunkach niezastąpiona jest fabryczna wersja opla movano, dostępna w wariancie wyładowczym na tył i obie strony lub tylko do tyłu. Auto wyposażone jest w pięciopozycyjny siłownik elektrohydrauliczny (2 kW) o maksymalnym wychyleniu 50°. Wersja napędzana na tylną oś jest dostępna w dwóch długościach podwozia – krótsza z tylnymi kołami pojedynczymi lub podwójnymi, dłuższa wyłącznie z podwójnymi. Wariant napędzany na przednią oś dostępny jest w dwóch długościach podwozia – dłuższy z kabiną załogową. Dopuszczalna masa całkowita wynosi 3500-4500 kg. Wariant wyładowczy dostępny jest także w oplu vivaro.

Wywrotki produkowane są również na podwoziach renaulta mastera. – Znajdują one przeznaczenie przede wszystkim w pracach remontowo-budowlanych i porządkowych, szczególnie w takich miejscach, gdzie obowiązują ogranicze-

nia wjazdu dużych ciężarówek (np. w zabytkowych centrach miast). W zależności od indywidualnych potrzeb użytkownika, wyładunek może być jednostronny lub trójstronny – informuje Katarzyna Zdeb, specjalista ds. marketingu ► Reklama

MOTORYZACJA

w firmie Zodiac Witold Gut Sp. z o.o, Autoryzowanego Partnera Renault. – Szerokie zastosowanie mają wywrotki budowlane, wykonane na podwoziu z tylnym napędem, wyposażone w podwójne tylne koła oraz blokadę mechanizmu różnicowego – przystosowane do poruszania się po nieutwardzonych i błotnistych, grząskich drogach.

Reklama

Istnieje także możliwość przystosowania renaulta trafica i renaulta mastera do przewozu osób niepełnosprawnych, poruszających się na wózkach inwalidzkich. W tym celu, dla komfortu i  bezpieczeństwa przewożonych pasażerów, montowane są specjalne podesty, uchwyty i zaczepy. Na bazie wersji platforma (master i trafic) są produkowane

samochody rekreacyjne (camping-car), służące do przewozu koni, a także do obwoźnego handlu i gastronomii. Renault proponuje również nadwozia izotermiczne przeznaczone do przewozu towarów wrażliwych na skoki temperatur. Nadwozia chłodnicze – z agregatem chłodzącym – umożliwiają przewóz ładunków w warunkach stałej temperatury – żywności, leków albo towarów łatwo psujących się. W zależności od indywidualnych potrzeb transportowych, nadwozia izotermiczne i chłodnicze mogą być wyposażone w drzwi boczne, wewnętrzne ścianki działowe, agregaty chłodnicze, burty samozaładowcze, haki do przewozu mięsa, foliowe kurtyny w drzwiach, drugi poziom załadunku itp. Z kolei opel movano może służyć jako laweta. Samochody użytkowe zwykle wyposażone są w specjalne systemy wspomagające bezpieczne poruszanie się zarówno w kabinie, jak i przestrzeni bagażowo-ładunkowej (np. system ESP, czujniki parkowania czy statyczne doświetlenie zakrętów). ■ Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografie Opel i Renault

II NOCE KULTURY

GALICYJSKIEJ W SANOKU 17 - 20 maja

17 maja, Sanocki Dom Kultury Godz. 17.00. „Mayday”, spektakl Teatru Bagatela: sztuka Raya Cooneya w reżyserii Wojciecha Pokory. 18 maja Koncerty w Skansenie – Amfiteatrze Muzeum Budownictwa Ludowego Godz. 17.00 DVA – czeski zespół folkowo-rockowy Godz. 18.30 Camero Cat – zespół z pogranicza rocka, teatru i kabaretu Godz. 20 Czesław Śpiewa w wykonaniu Czesława Mozila 19 maja Drzwi otwarte w Skansenie (Muzeum Budownictwa Ludowego), Rynku Galicyjskim, Parku Etnograficznym (godz. 10.00 - 18.00, wstęp wolny) Muzeum Historyczne: otwarcie nowej Galerii Beksińskiego (godz. 14.00 - 24.00, wstęp wolny) Godz. 14.00 – promocja nowego albumu o Beksińskim, wydawnictwo „Bosz”. Godz. 16.00 – rozmowy o kulturze z europosłami Jerzym Buzkiem, Elżbietą Łukacijewską, wicemarszałek Anną Kowalską oraz z dziennikarką radiowej Dwójki Hanną Marią Gizą Godz. 20.00 – koncert kwartetu „Art. Deco” z Krakowa z repertuarem utworów muzyki klasycznej cenionych przez Zdzisława Beksińskiego, pokaz premierowego filmu o Beksińskim w reż. Bartosza Konopki Biesiada literacka Godz. 10.00 - 14.00 – kiermasz książki oraz dziecięcy konkurs plastyczny i teatralny – Nasi ulubieńcy; Plac Harcerza w Sanoku Godz. 18.00 – piknik literacki w ogrodach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sanoku 20 maja Państwowa Szkoła Muzyczna Godz. 16.00 – Promocja płyty „Dwa Brzegi” Lecha Dyblika Godz. 18.00 – „Kobieta fatalna – Kobiety kochają, mordują i jeszcze o tym piszą, czyli mężczyźni fatalni też istnieją” – spotkanie z autorkami powieści kryminalnych, obyczajowych, komediowych i o miłości: Magdaleną Zimniak, Mariolą Zaczyńską, Anną Fryczkowską, Lucyną Olejniczak, Beatą Andrzejczuk, Marią Ulatowską, Agnieszką Lingas-Łoniewską i Manuelą Kalicką. Godz. 19.00 – Koncert Wiosenny muzyki kameralnej słuchaczy i nauczycieli Państwowej Szkoły Muzycznej w Sanoku

KULTURA

Krosno Sanok

DNI 1KROSNA - 3 czerwca 1 czerwca Prezentacja szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjanych, połączona z konkursami i zabawami dla uczniów; Krośnieńska trasa kultury – lokalna twórczość artystyczna 2 czerwca I KrosnoGra – uczestnicy gry zmierzą się z zagadkami dotyczącymi zabytków, historii i współczesności Krosna, by dotrzeć do punktów kontrolnych, gdzie czekać na nich będą zadania do wykonania; otwarcie Centrum Dziedzictwa Szkła 3 czerwca Mistrzostwa rowerowe na parkingu przy hali MOSiR; rodzinne zabawy w ogródku jordanowskim, godz. 16 – korowód KROSNOludków z ogródka jordanowskiego na Starówkę, występy zespołów artystycznych oraz koncert gwiazdy wieczoru

Koncerty Kroke i Anna Maria Jopek Hotel i Restauracja Jaś Wędrowniczek 11 maja, godz. 19.00

Wystawy

Od ucznia do mistrza - kowalstwo Muzeum Rzemiosła w Krośnie, Piwnica PodCieniami Czynna do 13 maja „Od ucznia do mistrza” to cykl wystaw organizowanych od 2008 roku, które przybliżają historię lokalnych rzemiosł. Po piekarstwie, cukiernictwie i szewstwie w tym roku w Piwnicy PodCieniami jest prezentowane kowalstwo. Broń świata w rękach polskiego wojownika Muzeum Podkarpackie w Krośnie Czynna do 26 czerwca Dyplom Liceum Plastycznego w Krośnie Galeria BWA, ul. Kolejowa 1 Czynna do 11 maja Wystawa prac uczestniczek Otwartej Pracowni RCKP w Krośnie Salonik Artystyczny – Krosno Czynna do 9 czerwca

KULTURA

Przemyśl Jarosław Podkarpacka Masakra Piłą Mechaniczną 27 maja, godz. 17.00 i 20.00

XVI Festiwal Przemyska Wiosna Poetycka „Rozczytany Przemyśl” 31 maja, godz. 19.00 „Piwnica Artystyczna pod Niedźwiadkiem”, wstęp wolny Wieczór poetycko-muzyczny „Miłość Zwyczajnym Jest Cudem” z udziałem poetów Józefa Barana, Adama Ziemianina oraz śpiewającego aktora Andrzeja Słabiaka. Wystawa malarstwa „Po słonecznej stronie” autorstwa Dominiki Paczkowskiej.

sala widowiskowo-baletowa przy ul. S. Konarskiego 5

Premiera spektaklu „Podkarpacka Masakra Piłą Mechaniczną” w wykonaniu Sceny Komediowej Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki ZAMEK ze specjalnym udziałem Krzysztofa Kiersznowskiego. Bilety: 25 zł

„Rozkręcamy rehabilitację” I Koncert Charytatywny Fundacji „Jerzyk”

1 czerwca, godz. 12.00 - 16.00 „Piwnica Artystyczna pod Niedźwiadkiem”, wstęp wolny Otwarte spotkania z poetami, akcja „Widzę, więc czytam” – bezpłatne badanie wzroku godz. 12.00 - 16.00 Przemyska Biblioteka Publiczna ul. Słowackiego 15, wstęp wolny Kiermasz Magicznej Wyobraźni – książki dla dzieci, wymiana książek przeczytanych, wymiana zabawek, zabawy plastyczne i literackie. Godz. 16.00 - 18.00 Piwnica Artystyczna pod Niedźwiadkiem, wstęp wolny Sesja literacka. Wisława Szymborska Godz.19.30, Schody Rycerskie Wieczór poetycko-muzyczny w wyk. uczniów Zespołu Szkół Ekonomicznych w Przemyślu Godz. 20.00, Schody Rycerskie Noc Poetów (m.in. Józef Baran, Jerzy Janusz Fąfara, Jacek Napiórkowski, Krystyna Rodowska, Kamil Sipowicz, Adam Wiedemann, Bohdan Zadura, Adam Ziemianin); koncert „Poezja w muzyce” w wyk. zespołu Dusza we mgle

13 maja. Hala Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. godz. 19.00 Wystąpią: Monika Damaszko, Blady Kris, Ratatam, Volver Bilety: 50 zł

Tribute to Miles 16 maja. Klub Niedźwiadek PCKiN

Zamek godz. 19.00 Wystąpią Bill Evans (długoletni współpracownik Milesa Davisa), David Kikoski, Krzysztof Zawadzki i Michał Barański. Bilety: 25 zł

XXXIII Ogólnopolski Festiwal Kapel Folkloru Miejskiego Sala widowiskowa Centrum Kultury w Przemyślu 11 - 13 maja

Konkursowe spotkanie kapel podwórkowych, połączone z muzykowaniem na miejskich ulicach i osiedlach. Atrakcją pierwszego dnia będzie koncert poświęcony Kazimierzowi „Kijowi” Galikowskiemu, zmarłemu 10 lat temu muzykowi, kierownikowi Lwowskiej Kapeli Podwórkowej „Ta Joj”.

XI Przemyska Wiosna Fredrowska 9 czerwca - 7 lipca

Impreza, podczas której teatry z Polski, Ukrainy i Słowacji prezentują twórczość dramatyczną Aleksandra Fredry. Swoje przedstawienia zaprezentuje również działający w Przemyślu najstarszy amatorski teatr „Fredreum”.

Piknik historyczny

Dolna stacja kolejki linowej POSiR w Przemyślu. 26 maja Z okazji pięciolecia działalności Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych X D.O.K. odbędzie się prezentacja pojazdów historycznych, uzbrojenia i umundurowania z okresu I i II wojny światowej w formie dioram historycznych, pokazów kawaleryjskich, pokazów multimedialnych, zabaw, konkursów, muzycznych koncertów tematycznych. Na zakończenie koncert zespołu „De Press”.

Wystawy

Wystawa zdjęć prezentujących dorobek stowarzyszenia X D.O.K. Rynek w Przemyślu. Od 20 maja do 1 czerwca

PIKNIK WIEDZY też edukacja dzieci i młodzieży, by te nie unikały nauk ścisłych, ale je polubiły i wybierały nauki techniczne jako kierunki kształcenia wyższego. – Dzięki tej imprezie chcemy pokazać, czym jest edukacja nieformalna, ile radości i korzyści może przynieść, jak bardzo może inspirować i pozytywnie „zakręcić” w głowie dzieciom, by te w przyszłości chciały zostać inżynierami, lekarzami, wynalazcami czy naukowcami – dodaje Marlena Proszowska, jeszcze do niedawna współprowadząca program „Radiolatorium” w Radiu Rzeszów, która to audycja była czymś w rodzaju popularnej kiedyś telewizyjnej „Sondy”. ■

W matematyce i fizyce można się zakochać Jeżeli ktoś uważa, że lewitowanie, balsamowanie ciała albo wbicie gwoździa bananem jest niemożliwe, to jest większym ignorantem wiedzy, niż mu się zdawało. „Dzień Odkrywców – Interaktywny Piknik Wiedzy”, który już po raz trzeci odbędzie się 2 czerwca w Rzeszowie, jak zwykle zgromadzi kilkanaście tysięcy osób. I trudno się dziwić. Fizyka, matematyka, chemia i biologia są fascynujące, niekiedy wręcz magiczne. Pod jednym tylko warunkiem: że wykłady i zajęcia praktyczne prowadzą tacy entuzjaści nauki, jak goście rzeszowskiego Pikniku Wiedzy. Czy pamiętacie Państwo program telewizyjny „Sonda”, prowadzony przez Zdzisława Kamińskiego i Andrzeja Kurka? Młodsze pokolenie pewnie nie, ale starsze do dziś ma wypieki na twarzy na wspomnienie tego, co wtedy można było zobaczyć na szklanym ekranie. Najbardziej zawiłe zagadki techniki, astronautyki, zjawiska fizyczne – wszystko to w sposób genialnie przystępny i barwny potrafili wyklarować autorzy programu. Od kilku lat podobną fascynację naukami przyrodniczymi, ścisłymi i technicznymi przeżywają najmłodsi i najstarsi goście odwiedzający Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, Ogród Doświadczeń w Krakowie albo Hewelianum w Gdańsku. – Zainteresowanie otaczającym nas światem, prawami fizyki, medycyną jest ogromne – przyznaje Marlena Proszowska z rzeszowskiej firmy Polimedia, która wspólnie ze Stowarzyszeniem ExploRes jest organizatorem „Dnia Odkrywców – Trzeciego Interaktywnego Pikniku Wiedzy”. – Tylko w ubiegłym roku w ciągu jednego dnia odwiedziło nas ponad 12 tys. osób. – Piknik ma tę ogromną zaletę, że każdy może z bliska zobaczyć najbardziej fascynujące zjawiska, doświadczenia i jednocześnie wziąć w nich udział. Poczuć siłę grawitacji, zobaczyć elektryczność, posłuchać promieniowania lub spojrzeć na słońce przez teleskop. W tym roku jak zwykle skoncentrujemy się na doświadczeniach z fizyki, chemii, matematyki, ale będą też warsztaty z mumifikacji, gdzie poznamy tajniki starożytnego Egiptu, zobaczymy lewitujące przedmioty oraz skosztujemy molekularnej kuchni, np. spaghetti o smaku czekolady, czy kawioru w kolorze i o smaku coca-coli. Marlena Proszowska przyznaje, że impreza ma kilka celów. Po pierwsze, chodzi o zainspirowanie każdego z nas, byśmy umieli w życiu pożądać czegoś więcej, niż tylko chwil spędzonych w pracy i na kanapie przed telewizorem. Ważna jest

„Dzień Odkrywców – Trzeci Interaktywny Piknik Wiedzy” odbędzie się w sobotę, 2 czerwca, od godz. 11 do 18 w okolicy placu Armii Krajowej pomiędzy al. Lubomirskich i ul. Szopena w Rzeszowie. Wstęp wolny. Tekst Aneta Gieroń Fotografie Archiwum firmy Polimedia

Reklama

KULTURA

Rzeszów

Święto Paniagi 3 maja, ul. 3 Maja - Rynek Jarmark uliczny wzdłuż ul. 3 Maja

Scena jazzowa przy pałacu Lubomirskich – koncerty zespołów jazzowych oraz koncert Krzysztofa Napiórkowskiego Gala operetkowa przy ratuszu – w programie „Złote przeboje operetki” wystąpią: Bogusław Morka, Krystyna Tyburowska, Jan Zakrzewski i Ewelina Hańska. Towarzyszyć im będzie Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Zamojskiej. Kino Letnie Zorza – bezpłatne pokazy filmów (m.in. „Pół żartem, pół serio”)

MASKARADA 2012. Rynek, Teatr Maska, 6 - 14 maja godz. 11.00 Alkasyn i Nikoleta (Teatru Lalek z Koszyc) – spektakl dla dzieci od 6 lat; mała scena Teatru Maska

6 MAJA godz. 21.00 – Planeta Lem (Teatr Biuro Podróży), spektakl plenerowy dla dorosłych; Rynek

9 MAJA godz. 10.00 Prawdziwe-nieprawdziwe (Teatr Baj) – spektakl dla dzieci od 7 lat; duża scena Teatru Maska

7 MAJA godz. 9.00 Guzik – spektakl dla dzieci od 7 lat; mała scena Teatru Maska godz. 18.00 Krabat (Grupa Coincidentia i Figurentheater Wilde&Vogel) – spektakl dla dorosłych; duża scena Teatru Maska

10 MAJA godz. 9.00 Dudi bez piórka (Teatr Baj Pomorski) – spektakl dla dzieci od 3 lat; duża scena Teatru Maska godz. 19.00 Sprawa Dantona (Teatr Malabar Hotel) – spektakl dla dorosłych; duża scena Teatru Maska godz. 21.00 Hamlet (Walny-Teatr) – spektakl plenerowy dla dorosłych; Rynek

8 MAJA godz. 9.00 Bleee… (Teatr Maska) – spektakl dla dzieci od 5 lat; duża scena Teatru Maska godz. 18.00 Krwawa jatka (Grupa Coincidentia) – spektakl dla dorosłych; duża scena Teatru Maska Reklama

11 MAJA godz. 9.00 Tomcio Paluszek (Teatr Banialuka) – spektakl dla dzieci od 3 lat; duża scena Teatru Maska

12 MAJA godz. 18.00 Księżniczka Angina (Białostocki Teatr Lalek) – spektakl dla dorosłych; duża scena Teatru Maska godz. 21.30 Kubo (Teatr na Rozdroży z Bańskiej Bystrzycy) – spektakl plenerowy dla dorosłych; Rynek 13 MAJA godz. 12.00 Skacząca królewna (Teatr Lalek z Użgorodu) – spektakl dla dzieci od 4 lat; Rynek godz. 18.00 Anatomia psa (Teatr Wierszalin) – spektakl dla dorosłych; duża scena Teatru Maska 14 MAJA godz. 9.30 Czerwony Kapturek (Teatr Guliwer) – spektakl dla dzieci od 5 lat; duża scena Teatru Maska godz. 19.00 Niech żyje cyrk! (Teatr Maska) – spektakl dla dorosłych; duża scena Teatru Maska

KULTURA

Rzeszów

Europejska Noc Muzeów

19 - 20 maja Na bezpłatne zwiedzanie wystaw zapraszają: Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie, Muzeum Dobranocek w Rzeszowie.

Festiwal Przestrzeni Miejskiej 11 - 14 maja

11 MAJA Tereny po fabryce Zelmer wykłady stowarzyszenia „MiastoMojeAWnim” pokaz kreatorów przestrzeni Nawer vs Temporary Space Design koncert zespołów Muzykoterapia i Niedźwiedź w lesie 12 MAJA koncert zespołów SOFA i Smoove & Turrell

XIII PODKARPACKI RAJD POJAZDÓW ZABYTKOWYCH „RAJD NOCY MUZEÓW” 18 - 21 maja Rzeszów – Krosno – Boguchwała II runda Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych; liga otwarta dla wszystkich posiadaczy zabytkowego pojazdu; wystawa motoryzacji i militariów przy Muzeum Techniki i Motoryzacji w Rzeszowie.

Koncerty Otwarcie stadionu miejskiego w Rzeszowie 6 maja

Koncert Maryli Rodowicz

12 - 14 MAJA TexTyle – trzydniowy, jeden z największych butików na żywo ze współczesną modą polską i projektami wybranych artystów; pokaz kolekcji tegorocznej edycji Fashion Week Polska oraz vintage boutique z najoryginalniejszymi ubraniami w kraju

Juwenalia 16 - 18 maja

Podczas juwenaliów Uniwersytetu Rzeszowskiego, WSIiZ-u, WSPiA i WSIE zagrają m.in. zespoły Hey i Big Cyc. Reklama

REKREACJA

Michał Mucha, właściciel firmy Projekt-Czarter.

W rejs po Wisłoku Ciepłe wiosenne popołudnia, długie weekendy, a wreszcie leniwe letnie dni w  mieście nie muszą ograniczać się już do spacerów po parkach czy brzegiem Wisłoka. Wraz z początkiem maja naprzeciwko placu zabaw przy rezerwacie Lisia Góra rusza wypożyczalnia sprzętu wodnego, gwarantująca mieszkańcom rozrywkę, o jakiej dotychczas mogli jedynie pomarzyć: rejsy po Wisłoku pontonem, kajakiem i rowerkami wodnymi w kształcie garbusa. Czy w Rzeszowie jest zapotrzebowanie na taką formę spędzania wolnego czasu? Michał Mucha, rodowity rzeszowianin, właściciel firmy Projekt Czarter, która przy rezerwacie przyrody Lisia Góra otwiera wypożyczalnię sprzętu wodnego, twierdzi, że tak. Mimo iż jego firma od lat z powodzeniem czarteruje jachty żaglowe na akwenie Jeziora Solińskiego, to właśnie w Rzeszowie dostrzega popyt na tego typu rozrywkę. Przemawia za tym co najmniej kilka argumentów. Reklama

– Po pierwsze, nie każdy może sobie pozwolić na weekendowy wyjazd czy kilkudniowy urlop nad Soliną, by móc korzystać z uroków sportów wodnych. Rzeszów natomiast nie miał dla swoich mieszkańców podobnej propozycji, zaś samo spacerowanie brzegiem rzeki może być nudne – przyznaje Michał Mucha. – Po drugie, wiem, że jest sporo ludzi, którzy po pracy albo w weekendy chętnie spędziliby w ten sposób swój wolny czas, ale niekoniecznie nad Soliną. Do Rzeszowa i okolic przyjeżdża w sezo-

nie letnim wiele osób, które stąd wyemigrowały, i one też liczą na podobną rozrywkę. Dlatego chcemy wypełnić tę lukę i stworzyć warunki do nowej formy aktywnego wypoczynku oraz przekonać do niej mieszkańców Rzeszowa. Wreszcie tereny Lisiej Góry i Wisłok stwarzają dość dobre warunki dla uprawiania tego typu wodnej rozrywki. Miejsce jest urocze i sprzyja tym, którzy liczą na wypoczynek jednocześnie z dala od centrum miasta, ale na tyle blisko, by móc udać się tam po pracy albo na weekendową kilkugodzinną wycieczkę. Dzięki sprzętowi wodnemu będzie można poznać teren Wisłoka od niedostępnej dla spacerowiczów strony, a więc dopłynąć do licznych zakątków. Niestety, Wisłok narzuca też pewne ograniczenia. Dno rzeki jest mocno zanieczyszczone, a w niektórych miejscach tak płytkie, że na poważniejszą żeglugę po Wisłoku nie ma na razie co liczyć. Wypożyczalnia ruszyła 1 maja. Można tu wypożyczyć czteroosobowe pontony napędzane silnikiem elektrycznym, stwarzające dzięki temu warunki do robienia zdjęć, delektowania się w trakcie rejsu widokami czy kawą (cena 25 zł za godzinę); kajaki trzyosobowe, z których komfortowo mogą korzystać rodziny z dziećmi (15 zł za godzinę), oraz czteroosobowe rowerki wodne w kształcie garbusa (20 zł za godzinę). ■ Tekst Katarzyna Grzebyk Fotografia Tadeusz Poźniak

Przystań Projekt Czarter wypożyczalnia sprzętu wodnego będzie otwarta 7 dni w tygodniu: pon. - pt. od godz. 12 do godz. 18; sob. - niedz. od godz. 10 do 18. Sezon będzie trwał do końca września.


TRENDY Podkarpackie nr 2 (14) kwiecień - maj 2012