Issuu on Google+

lounge magazyn

18 bezcenny

moda

kultura

muzyka

wydarzenia

film

uroda

kariera

podr贸偶e

krak贸w

www.loungemagazyn.pl

zima '10 ISSN 1899-1262

UL. RACナ、WICKA 26 TEL. 12 357 73 57

photo by www.f4studio.com

STylizacje 2010

...because quality matters lounge magazyn

1

redakcja |

Foto: Katarzyna Widmańska Modelka: Ewa Kępys Makijaż i fryzura: Natalia Szlachta

luty 2010

...bo jakość ma znaczenie

redaktor naczelny

Marcin Lewicki marcin@loungemagazyn.pl edytor / grafika / skład

Filip Łyszczek filip@loungemagazyn.pl fotografia / grafika

Robert Bednarczyk robert.b@loungemagazyn.pl Specjalistka od zadań specjalnych

Ania Strugalska ania@loungemagazyn.pl Dział Coolturka

Bartek Walat bartek@loungemagazyn.pl dział błędów i literówek

Igorek - Chochlik Redakcyjny info@loungemagazyn.pl

od redakcji

W tym miesiącu nie będziemy pisać Wam jak wspaniała jest zima, bo przecież każdy widzi. Nie piszemy również o tym, ile w Krakowie kosztowała Noc Sylwestrowa na Rynku Głównym i dlaczego aż o 1 milion złotych więcej niż w Łodzi, w której to, przypominamy, wystąpiło ponad 14 rodzimych gwiazd muzyki rozrywkowej, a na krakowskim rynku tylko jedna - Agnieszka Chylińska. Nie będziemy również pisać, jak to się stało ze w styczniu nie ukazał się kolejny Lounge Magazyn oraz o tym czy La Toya Jackson kiedykolwiek jeszcze zaśpiewa. Nie wspomniemy nawet słówkiem o wizycie w naszym mieście znanej Hollywoodzkiej gwiazdy, która przyjechała ponoć dokręcać tu brakujące sceny do drugiej części przygód „Aleksandra Wielkiego”, ani o tym czyje to dziecko. Będzie za to o miłości, o dziwnych związkach i ludziach te związki mącących. Będziemy romantyczni w słowach i przyjemni w dotyku. Perwersyjni w spojrzeniach i wyraźni w gestach. Będziemy po prostu Walentynkowym wydaniem Lounge. Przyjemnej lektury.

2

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Współpraca: Michalina Cebo, Mateusz Dykier, Ola Ciejka, Marta Brożyna, Jarosław Kielmuch, Anna Fąfara, Ania Mazurczyk, Karolina Telega, J. T., Kasia Kałwak, Kuba Ziemirski, Ola Parzyszek, Małgorzata Kobus, Kasia Stokłosa, Szymon Wróbel, Marcin Pabich, D. N. Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Starowiślna 37 / 5b, 31-038 Kraków info@loungemagazyn.pl tel. (012) 633 77 33 nakład: 5 000 egzemplarzy foto: patrz opis sesji /str. 40 - 44/

Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem. Jeśli nadal wytrzeszczasz oczy na ten malutki tekst to znaczy ze potrzebujesz odrobiny relaksu i musisz szybko przejść do działu kafeteria, lub po prostu weź zimny prysznic.

moda. kultura. lifestyle. na platformie multimedialnej Kiwi.

PLATFORMA MULTIMEDIALNA

Kanał LoungeTV powstał jako część Platformy Multimedialnej Kiwi - nowoczesnego projektu telewizji internetowej, tworzonej z pasją przez młodych, kreatywnych i ambitnych ludzi. To innowacyjna platforma multimedialna oferująca kilka Kanałów: LoungeTV, Megafon oraz Kanał News. W jednym miejscu znajdziesz krakowską rozrywkę, kulturę i informację, podane w formie materiałów video, relacji, wywiadów. Kiwi to nowoczesny, lokalny, multimedialny serwis, gdzie użytkownicy sami współtworzą materiały, komentują je tworząc wyjątkową społeczność. www.kiwitv.pl ...because quality matters lounge magazyn

3

filtr miejski |

imrezy i otwarcia

Otwarcie restauracji 77 Sushi 16 stycznia

Sushi, pierożki, sałatki, gorące dania z ryżem - to atuty nowo otwartego 77 Sushi. - Potrafimy zaspokoić koneserów i poprowadzić poprzez japońskie smaki tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z sushi – mówi Aleksandra Gawrylak, członek zarządu PRF - właściciela sieci 77 Sushi, która swoje restauracje ma także w Koszalinie, Gdańsku,

Poznaniu, Sopocie, Warszawie i Wrocławiu. Imprezie inauguracyjnej towarzyszył krótki, ale ciekawy wykład szefa kuchni 77 - Adama Krzywca, na temat historii sushi oraz sposobów przygotowywania (PRF jest także wydawcą publikacji książkowych i DVD o sushi), a także praktyczna lekcja, podczas

której wszyscy zaproszeni goście zabawili się w przygotowanie własnego sushi. Restauracja 77 sushi to lokal typu casual dinning. – Nie chcemy tworzyć wrażenia elitarności. Nasza restauracja to miejsce na szybki lunch, spotkanie biznesowe, a także obiad czy kolację w rodzinnym gronie. – dodała Aleksandra Gawrylak

tej marki. Aluminiowe nadwozie samochodu, wykonane zostało w autorskiej technologii firmy Jaguar, zainspirowanej przez rozwiązania lotnicze i kosmiczne. Nowy model XJ swoją stylistyką zdecydowanie zaprzeczył utartej opinii, że duże limuzyny powinny być konserwatywne i powścią-

gliwe. Niezmienna pozostała tu jedynie cena. Za nowy model trzeba zapłacić kwotę porównywalną do ceny 50 - metrowego mieszkania na Woli Justowskiej. Dla tych, dla których ten fakt był nie do przełknięcia, pozostał smaczny poczęstunek i wyborne wino.

Jaguar XJ - premiera 19 stycznia

19 stycznia, w salonie samochodowym Moto Gaba, swoją premierę miał najnowszy model Jaguara XJ. Calkowicie nowy XJ, ze swoja opływową, nowoczesną stylistyką, zrobił piorunujące wrażenie na licznie przybyłych miłośnikach

4

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| filtr miejski

newsy

„Podsadzacze”w Krakowie Urzędnicy wysyłają asystentów na przystanki

Czy Twoja firma posiada już prezentację na stronie internetowej The Best of Krakow? Strona internetowa www.thebestofkrakow.com jest jedną z wielu witryn międzynarodowej organizacji The Best of Cities, która ma na celu informowanie turystów, firmy zagraniczne oraz biznesmenów o najlepszych miejscach, lokalach, instytucjach mieszczących się na terenie Krakowa. Promuje miedzy innymi hotele, restauracje, salony dentystyczne, biura podróży, sklepy oraz wiele innych. W danej kategorii znajduje się tylko 5 wyselekcjonowanych lokali pod względem atrakcyjności, jakości, obsługi, cen, gościnności oraz lokalizacji. Jeżeli należą Państwo do 5 najlepszych, najciekawszych, nastawionych na międzynarodowego turystę firm to serdecznie zapraszamy do współpracy. Po przeprowadzonej selekcji zakwalifikujemy Państwa do 5 najlepszych w danej kategorii. Mamy nadzieję, że przyczynią się Państwo do sukcesu i promocji miasta Kraków w Europie! Z wyrazami szacunku Dyrektor The Best of Cities w Holandii Leo Smid

fot: istock.com

Jak podała Gazeta Krakowska, lokalni urzędnicy wpadli na pomysł

zatrudnienia asystentów, którzy mają pomagać osobom po 75. roku życia przy wejściu i wyjściu z tramwaju, informować o rozkładzie jazdy oraz pomagać przy zakupie biletów w automatach. Asystenci, którzy mają wg planów zarabiać 20 zł. za godzinę, ubrani będą w specjalne, z dala widoczne, mundurki, po wypatrzeniu „ofiary”, mają ruszać do „akcji”. Idea szczytna, ale.. Nam się ten pomysł kojarzy z nieśmiertelnym Bareją - bo niby jak taki „podsadzacz” ma sprawdzić, czy dana osoba skończyła już 75 lat? Dowodzik proszę? A jeśli osoba potrzebująca nie osiągnęła odpowiedniego wieku, to już nie „podsadzi”? I o ile idea „gadających rozkładów jazdy” nie jest aż tak zła jak śmieszna, to już pomoc przy obsłudze automatów biletowych jest kompletnie z kosmosu, bo jak wiadomo, osoby po 70. roku życia jeżdżą za darmo… Swoją drogą, to zastanawiamy się, czy nasze miasto ogarnęła już taka znieczulica, że osoby starsze muszą liczyć na pomoc urzędników? Projekt „Asystent” jest na razie w fazie testowej. Póki co, Biuro Infrastruktury Miasta UMK poszukuje chętnych do pracy. Jak zapewniają urzędnicy, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwsi podsadzacze pojawią się na krakowskich przystankach na początku marca. (źródło inf.: krakow.naszemiasto.pl)

www.thebestofkrakow.com

Finał Szlachetnej Paczki w Bonarce Przedwyborcze opalanie Majchrowskiego Trend to, co prawda nie nowy, bo w politycznych kręgach dość szumnie swego czasu dyskutowany za sprawą Donalda Tuska. Najwidoczniej jednak prezydent naszego rodzimego podwórka - Jacek Majchrowski, pozazdrościł premierowi soczystej opalenizny, a być może także i pięknej, wełnianej czapeczki w andyjskie wzorki.

J. T.

W tym roku Szlachetna Paczka dotarła z pomocą do aż 8 000 potrzebujących rodzin. Prawie 5000 wolontariuszy dostarczyło pomoc ofiarowaną przez około 112 000 darczyńców do ubogich domów w całej Polsce. W obecności kilkusetosobowej, oczarowanej piękną muzyką i magią tego wieczoru publiczności, koncert rozpoczął się od występu Grzegorza Turnaua z Orkiestrą Akademii Bethovenowskiej. W murach Bonarki rozbrzmiały znane utwory artysty – jak: Bracka, Czułość, Miedzy ciszą, a ciszą. W drugiej części koncertu, Orkiestra pod batutą Marcina Klejdysza wykonała utwory Piotra Czajkowskiego, Sebastiana Perłowskiego oraz wyjątkowy utwór autorstwa Wojciecha Kilara – Orawa, który szczególnie poruszył serca publiczności. Rozmach IX edycji Szlachetnej Paczki i ogromna skala pomocy to zasługa ludzi o wielkim sercu oraz Partnerów, Patronów i Sponsorów Szlachetnej Paczki, którym podczas Gali zostały wręczone statuetki. Jedną z nich, w imieniu Bonarka City Center odebrała Małgorzata Szychułda – Dyrektor Marketingu BCC. fot. Grzegorz Ziemiański

Nie od dziś znane Krakusom jest ogromne zamiłowanie Majchrowskiego do podróży, zatem jego niedawna wizyta w Peru niewielu dziwi. Zwłaszcza, że prezydent podkreśla biznesowy charakter swojego wyjazdu, którego głównym celem miało być utrzymanie poprawnych relacji z Quito i Cusco, partnerskimi miastami Krakowa. Nie jestem jednak do końca przekonana, czy zacieśnianie relacji z cudzoziemcami powinno stanowić główne pole do popisu Majchrowskiego właśnie w momencie, kiedy parzący oddech wyborów samorządowych dobiera mu się swoim ognistym językiem do pleców. Mało optymistycznym akcentem ostatnich tygodni wydaje się być także fakt badania przez CBA oświadczeń majątkowych prezydenta z lat 2003-2007 pod kątem poświadczenia nieprawdy. Jeśli dodamy do tego niezbyt udany pod kątem realizacji inwestycji ostatni rok, to deklaracja Majchrowskiego na temat starania o reelekcję stanowi ogromne zobowiązanie i wyzwanie. A obywatel to człek pamiętliwy i pomiatać sobą nie da. I co najistotniejsze – nie da sobą rządzić elicie „ludzi-pierogów”, czyli takim nadzianym byle czym, mówiącym byle jak i robiącym byle co. Nie podejmuję się ocenić, czy Majchrowski takim pierogiem faktycznie jest. Dzień s(w)ądu ostatecznego (czyt. dzień wyborów samorządowych) na pewno jednak dobitnie unaoczni mu, do jakiej kategorii zalicza go kolektyw wyborczy.

12 stycznia, w Bonarka City Center odbył się koncert znakomitego krakowskiego artysty – Grzegorza Turnaua. Wraz z Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej wystąpił ona na głównym placu BCC, by uczcić rezultaty IX edycji akcji SZLACHETNA PACZKA.

...because quality matters lounge magazyn

5

kafeteria |

mniej lub bardziej poważnie

kobiety wolą żonatych mężczyzn_

W eksperymencie, w który grupie kobiet pokazywano zdjęcie tego samego mężczyzny i niektórym mówiono, że jest żonaty, a niektórym, że jest wolny, panie były chętniejsze umawiać się na randki z Panem w stałym związku. W analogicznym eksperymencie przeprowadzonym na mężczyznach, stan matrymonialny kobiety prawie nie miała znaczenia. Skąd takie wyniki? Są różne hipotezy: kobiety lubią wyzwania; boją się bliskości lub po prostu wybierają sprawdzony towar.

Całuśnie fakty

- podczas pocałunku spalamy od 20 do 90 kalorii, - wtedy także wytwarza się hormon szczęścia - dzięki pocałunkom nasz organizm lepiej się dotlenia, - częste całowanie spowalnia proces powstawania zmarszczek, - całus jest wyrazem sympatii i miłości, a więc bardzo pozytywnych uczuć, - wg uczonych osoby pogodne i te które często się całują, żyją około 5 lat dłużej, - rekord w całowaniu wynosi 30 godzin 59 minut i 21 sekund (oboje z partnerów spalili ponad 7000 kalorii) - w stanie Indiana (USA), mężczyźni z wąsami mają zakaz całowania, - w Connecticut nie wolno całować się w niedziele, - w Iowa publicznych pocałunków zabrania się osobom niespokrewnionym ze sobą, - w Islamie grozi aż 100 batów za pocałunek osobom niebędącym małżeństwem - Eskimosi, Polinezyjczycy i Malezyjczycy zamiast pocałunków pocierają się nosami, - w Polsce codziennie całuje się ok 43 procent ludzi, - nauka o całowaniu nazywa się Filematologia

pluszowy, groźny miś Miś - to nazwa odnoszona do zabawek oraz bohaterów literatury dziecięcej lub też popularne określenie niedźwiedzia. Sympatyczna postać oraz skojarzenia z pluszowymi zabawkami sugerują, że niedźwiedź jest miłym i nieagresywnym zwierzęciem. Stereotyp ten stara się złamać m.in. Tatrzański Park Narodowy w programie informacyjnym Niedźwiedź to nie Mis (patrz: Wikipedia). Oznacza to, że będąc w lesie, nie powinniśmy ściskać i przytulać pierwszego lepszego napotkanego niedźwiadka (a najlepiej żadnego), tylko w pierwszej kolejności należy sprawdzić czy on równie jak my jest skory do przytulanek. Najlepiej patykiem lub małym kamyczkiem. Jeśli reakcja będzie natychmiastowa, a niedźwiadek stanie na dwóch tylnych łapach z szeroko rozłożonymi przednimi łapami, rycząc i szczerząc kły - oznacza to ze wcale nie chce się bawić i tulić nas w ramionach, tylko zjeść. Wówczas drogi czytelniku, najlepiej oddalić się szybko i niezwłocznie, jak najdalej od tej wkurzonej, przerośniętej zabawki. A tak na serio, mamy nadzieję, że wszyscy z Was dostrzegają różnicę miedzy pluszowym misiem, a prawdziwym dzikim niedźwiedziem i potraktują ten tekst jak najbardziej ironicznie. Zastanawia nas tylko jedna rzecz: kto finansuje tą akcję informacyjna?- bo chyba nie Mis Yogi.

6

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

gdy mężczyzna patrzy na kobietę dłużej niż 8 sekund, to znaczy, że mu się podoba_ Kolejne badanie. Najpierw mierzono w grupie studentów długość kontaktu wzrokowego (przy pomocy ukrytych kamer), a potem poproszono każdego z uczestników o ocenę atrakcyjności pozostałych osób. Panie oceniane jako szczególnie atrakcyjne przyciągały wzrok panów na co najmniej 8,2 sekundy. Czas kontaktu wzrokowego poniżej 4 sekund oznaczał z kolei, że dziewczyna jest uznawana za wyjątkowo nieciekawą. Podobnej zależności nie stwierdzono u kobiet.

na partnera wybieramy najczęściej osobę o podobnej atrakcyjności_ Na partnera wybieramy wcale nie najładniejszą osobę, ale taką, której atrakcyjność jest oceniana podobnie do naszej własnej. Za mechanizmem doboru stoją doświadczenia z nawiązywania kontaktów z różnymi osobami i wynikająca z nich ocena własnej atrakcyjności. Jeżeli ktoś mniej atrakcyjny podrywa kogoś bardzo atrakcyjnego, prawdopodobnie zostanie odrzucony na rzecz bardziej atrakcyjnego konkurenta. Tak kształtuje się w nas wzór osoby, co do której istnieje duże prawdopodobieństwo, że nasze zaloty odniosą skutek. W ten sposób „oszczędzamy” czas i energię. Czyli pary piękność + brzydal lub przystojniak + brzydula są raczej anomalią i wskazują na zaburzenia postrzegania siebie u któregoś z partnerów. Co najważniejsze, nie ma różnić w poziomie satysfakcji ze związku pomiędzy parami atrakcyjnymi i nieatrakcyjnymi. Jedne i drugie mogą być tak samo szczęśliwe. źródło: czywiesz.pl

| kafeteria

mniej lub bardziej poważnie

co roku to samo Rokrocznie, 14 lutego, robimy, mówimy i otrzymujemy różne rzeczy. Dlaczego? W imię tak zwanej tradycji. Zabieramy ukochane osoby na romantyczną kolację, dajemy im kwiaty, upominki. Jeśli natomiast nie jesteśmy z nikim związani, w ten szczególny dzień albo wysyłamy kartkę lub prezent osobie, którą skrycie adorujemy, albo użalając się nad sobą, pogrążamy się depresji. Ale tylko na ten jeden dzień. Zdarza się to co roku, w Polsce, całej Europie, Ameryce i we wszystkich chrześcijańskich kulturach. Jakkolwiek w niektórych krajach na świecie tradycja ta jest trochę inna. W Finlandii, Walentynki nazywane są Dniem Przyjaciela. Zamiast prezentów dla partnerów, kupuje się je swoim przyjaciołom. W Kolumbii, Dzień Miłości i Przyjaźni obchodzony jest w trzeci piątek i sobotę września. Również tam tradycją jest obdarowywanie przyjaciół, a popularnym sposobem jest Amigo Secreto - (Tajemniczy Przyjaciel) - losowanie osoby, którą mamy obdarować. W Korei, Walentynki nazywane są Białym Dniem - wtedy to kobiety dają mężczyznom białe podarunki. Następnie, 14 kwietnia obchodzony jest Czarny Dzień, podczas którego mężczyźni, którzy nie otrzymali żadnego białego prezentu, zbierają się, by wspólnie zjeść potrawę Jajangmyun (makaron w czarnym sosie).

P

Pewien listonosz, po 25 latach służby, odbywał swój ostatni dzień pracy, przed przejściem na emeryturę. Kiedy po całej okolicy rozeszła się wiadomość, mieszkańcy postanowili mu się jakoś odwdzięczyć za ciężko przepracowane lata. Kiedy listonosz dotarł do pierwszego z domów, cała rodzina go wyściskała i wycałowała, a wychodząc dostał butelkę 15 - letniej whisky. W drugim domu wręczono mu kopertę, w której było 500 zł. W trzecim domu, od wdzięcznych mieszkańców otrzymał wycieczkę na Karaiby. W czwartym domu natomiast, przywitała go długonoga blondynka, ubrana jedynie w seksowną bieliznę. Chwyciła go za rękę i od razu zaciągnęła go do sypialni, gdzie dała mu taką rozkosz, że ten mało co zawału nie dostał. Później zaprosiła go do kuchni, gdzie zrobiła mu kawę i wspaniałe śniadanie. Kiedy wciąż jeszcze oszołomiony miał już wychodzić, blondynka podeszła do niego i wsunęła mu do kieszeni 5 zł. - Eee…, wiesz, wszystko co zrobiłaś dla mnie dzisiaj były po prostu niesamowite, aż brak mi słów. Ale naprawdę nie wiem za co to 5 zł? - Nno…, tak naprawdę to mój mąż, bo ja mu wczoraj wieczorem powiedziałam, że dzisiaj jest twój ostatni dzień i spytałam, czy powinnam ci coś specjalnego dać. A on powiedział: - j***ć go! Daj mu piątke na drogę! Blondynka zarumieniła się i dodała z dumą: - Ale śniadanie, to był całkowicie mój pomysł!

E I U C M Y Ż A E M Z N

OW

YMIAR SM W Y A

KU

I

R

Dowcip miesiąca: Daj mu piątkę...

Wyrafinowane potrawy serwowane w zupełnych ciemnościach... Zapraszamy 13.02.10. o godz. 20.00 cena 120 pln/os

w cenę wliczono: przystawkę, zupę, sushi, deser, wodę oraz karafkę wina ( 300 ml )

ul. Zwierzyniecka 23

tel.: 500 117 915 www.mussosushi.pl

felieton |

Z pamiętnika krakowskiego artysty M

iarą prawdziwego artysty jest nie to jak zaczyna, ale jak kończy. Te mądre słowa, które pamiętam do dziś przekazał mi kiedyś mój mentor, Kazik. Do dzisiaj trzymam te słowa spisane na kartce, oprawione i powieszone nad łóżkiem w moim jednopokojowym apartamencie na Podgórzu. Niedawno musiałem zmienić słownictwo. Od teraz jestem dziennikarzem, wieszczem narodowowym i głosem sumienia całego Krakowa, a przynajmniej znacznej większości królewskiego miasta. Teraz już nie mówię mieszkanie, a apartament. Bo znani dziennikarze mają apartamenty. Mieszkania mają wszyscy inni. Jeżeli miarą prawdziwego artysty jest jego koniec, to idzie mi całkiem nieźle. Stałem się pisarzem, człowiekiem walczącym za pomocą słowa. Potrafiącym góry przenosić dzięki jednemu zdaniu! Kazik byłby ze mnie dumny. Myślę, że już jest. Wszystkie zasady, które mi wpoił nie poszły na marne. Żyją we mnie, tworząc wspaniałą mozaikę moich czynów i postaw. W redakcji Longera zaaklimatyzowałem się bez problemu. Wspaniali ludzie. Co prawda nie tak utalentowani jak ja, ale jednak starają się, a to miło z ich strony. Myślę, że razem zdziałamy niesamowite rzeczy. Dzisiejszy wpis jest trochę poszarpany, ale testuję nową metodę pisania. Nazwałem ją „przekazem myśli”, czyli spisuję wszystko, o czym w danej chwili pomyślę. Jest to nowatorska metoda, niewiele osób ją stosuje, pewnie dlatego, że niewielu ją zna i rozumie. Na szczęście ja jestem prawdziwym artystą i dla mnie takie rzeczy to pestka. Grudzień i Styczeń to fatalne miesiące. Z jednej strony pojawia się mnóstwo Azjatów i jest istotnie, dla kogo grać, z drugiej zaś, ostatnio mieliśmy taki atak zimy, że stanie na tym mrozie byłoby czystą głupotą. Nawet prawdziwy aktor musi czasami zrozumieć, że natura nie pozwala na przekazanie sztuki. Ja od dwóch miesięcy nie jestem już aktorem. Nie grałem od dawna i jakoś nie wydaje mi się bym wrócił do tego zawodu, no chyba, że z nudów. Teraz mam inną misję do spełnienia. Przymierzam się powoli do wywiadów ze znanymi osobami, a z czasem chciałbym zostać zastępcą naczelnego w Longerze. Mam świetne pomysły i wypadałoby je wykorzystać. Niestety nie miałem jeszcze możliwości, żeby się w pełni wykazać. Mój ostatni felieton wywołał spore zamieszanie, niektórzy poczuli się wręcz oburzeni. Jest to powód do dumy, bo przecież nie wszystkie teksty są komentowane. Skoro mój znalazł się na ustach wszystkich, to znaczy, że staję się powoli sławny. Czemu mnie to nie dziwi? Redakcja nie do końca jednak to zrozumiała i zleciła mi mniej – jak to sami nazwali – niebezpieczne rejony, w które mógłbym się zaciągać wraz z moim piórem. Trudno, póki mi płacą, póty będę robił to, co każą. Tak więc, napisałem krótki artykuł o gwiazdkowych prezentach. Temat: co dzieci lubią najbardziej, jest banalny i redakcja Longera 88

lounge magazyn magazyn ...bo ...bojakość jakośćma maznaczenie znaczenie lounge

ma szczęście, że dla nich pracuję. W końcu, kto, jak nie ja, zna się na dzieciach? Jestem specjalistą od dzieci. Napisałem, że każde dziecko marzy o własnym kuflu do picia piwa i strojach, żeby mogli odgrywać lepsze role na rynku. Oczywiście ubrałem to w piękne słowa i poparłem odpowiednią argumentacją. Naczelny powinien być ze mnie dumny, w końcu powiedział: Kielmuch, pomyśl, że sam jesteś dzieckiem. Co byś chciał dostać? Wczuj się. Nie musiał dwa razy powtarzać. Jestem artystą, byłem aktorem, kto jak nie ja się wczuje odpowiednio w rolę dziecka? A to jedna z prostszych ról. Dzieciaki tylko krzyczą, że chcą lizaka. To są te głupie dzieciaki. Ja się wczułem w inteligentnego. A jak każdy inteligentny dzieciak chcę porządne prezenty. Porządnym prezentem jest własny kufel na piwo, wtedy nie musiałbym podkradać tych z barów. Tamte szybko się tłuką. Podobnie ma się sprawa ze strojami. Moje już się wszystkim przejadły, nie zarobiłbym dużo. Z nowymi strojami mógłbym nawet powrócić do aktorstwa. Ciężko byłoby pogodzić prężnie rozwijającą się karierę dziennikarską z aktorstwem, ale pewnie dałbym radę. W końcu jestem artystą. Święta minęły spokojnie. Podzieliliśmy się z Jędrzejem opłatkiem i zapiliśmy winem. Było wesoło. Śpiewaliśmy kolędy, ale chyba trochę za głośno, bo przyjechała policja i nas spisała. Więcej nie pamiętam, bo obudziłem się następnego dnia o trzynastej. Jędrzeja już nie było, zostawił kartkę, że musiał wracać do pracy, bo ludzie w święta chodzą oglądać szopki. Zgadnijcie, za co się więc przebrał. No tak, za szopkę. Żywą szopkę. Ubrał pudło, jego brzuch był niebem, pępek księżycem, obok ustawił szopkę, lewa ręka udawała Maryję z Józefem, prawa Trzech Króli. Powiedział, że myślał o zwierzętach, ale zabrakło mu rąk. Nie wątpię. Gdyby, idiota pomyślał, wiedziałby, że zwierzęta się po prostu przykleja obok. Poza tym prawdziwy artysta, jak ja, potrafiłby odegrać każdego króla jednym palcem, a nie całą ręką. Dzięki temu zostałyby dwa palce w sam raz na osiołka i kozę. Sylwestra za bardzo nie pamiętam, bo postanowiłem go świętować jak przystało na odnoszącego sukcesy dziennikarza. Zakupiłem litr Sobieskiego, bardzo ostatnio reklamowanego przez takiego łysego aktora – moim zdaniem bardzo słabego – i wypiłem go samotnie w domu. Powiecie, że to alkoholizm, ale muszę zaprzeczyć. Alkoholizm jest wtedy, gdy stwierdzą tak znajomi. A moi sami tak robią, więc jakoś nic nie stwierdzają. No to mam spokój, alkoholikiem nie jestem. Nie chciałem iść na rynek, bo jakoś to bęc-bęc mi nie przynosi radości. Nie lubię tego typu muzyki. Wolę coś bardziej klasycznego, jak Szaza, czy Bajer Ful. To zagraniczni artyści, choć mogłoby się nie wydawać, bo śpiewają po polsku, ale nazwa nie kłamie. Z angielskiego jest przecież. Obudziłem się drugiego stycznia i sprawdziłem pocztę. Okazało się, że mam zaproszenie na kolację organizowaną dla wszystkich redaktorów Longera. Ucieszyłem się, że mnie docenili. Ze skromności udawałem nawet, że się nie spodziewałem. Na szczęście znam swoją wartość, ale jednak przyjemność pozostała. Specjalnie na tę okazję ubrałem swoją najlepszą marynarkę

i poszedłem do Skandalu Rojal, czy jakoś tak. Nie wiem, czemu nazwali restaurację Skandal. Była całkiem niezła. Może mięso nie do końca wypieczone, ale starali się, a to już się liczy. Mieli za to dobre alkohole. Co prawda wino jest lepsze u Stefana na rogu, ale nie mówiłem im tego, bo by jeszcze się załamali. Wychowanie i kultura najważniejsza. Dzięki temu spotkaniu poznałem całą redakcję Longera. Jak wspomniałem na początku, jest bardzo miła. Redaktor Naczelny, czyli mój szef, a w przyszłości wspólnik, chodził uśmiechnięty, dolewał wina i ciągle podawał jakieś dziwne liczby. Że niby większy nakład, że nowe strony, że więcej, że lepiej i że to ogólnie nasza zasługa. Dobra, dobra, ja tam wiem swoje. To moja zasługa. Reszta bardzo się starała, ale wszyscy dobrze wiemy, że moje felietony są bardzo poczytne. Jeden z facetów, blondyn, ciągle mówił o przyszłości. Kiedy spytałem się po cichu sąsiadki obok, kto to, odpowiedziała, że Dyrektor Kreatywny. Nie mam pojęcia, co taki Dyrektor robi, ale chętnie zostałbym kimś takim. Gorsze jednak od gadania o przyszłości była jego artykulacja słowa Longer. Do dzisiaj nie rozumiem, czemu mówił to w stylu: Lałndż. Jakby nie wiedział, że Longer mówi się L O N G E R. Nic w tym słowie trudnego. Skoro już nazywa się swoją gazetę od kanapki w KFC, to można nauczyć się przynajmniej wymawiać poprawnie nazwę. No chyba, że to taka maniera. Może Dyrektorowie Kreatywni tak mają?

lounge

COOLTURKA //

Oprócz tego było dużo ładnych dziewczyn. Trzeba przyznać, że są bardzo miłe. Pochwaliły za teksty, spytały się, co planuję dalej. Nie rozumiem, czemu się śmiały, gdy powiedziałem, że będę Redaktorem Naczelnym. Widocznie uznały to za dowcip. Szkoda, bo była to prawda. Tak to już jest, nie każdy jest w stanie cię zrozumieć. Kolacja przebiegła w bardzo miłej i przyjaznej atmosferze. Oprócz ciągłego gadania naczelnych i dziwnej nazwie klubu, było miło. Apeluję restaurację o zmianę nazwy. Wasze jedzenie wcale nie jest skandalicznie, zachowanie kelnerek tym bardziej – było naprawdę przyjemnie. Dziękuję też za butelkę wina do domu. Co prawda nie gustuje w takich, ale chętnie podzielę się ze znajomymi, na przykład z Jędrzejem. On jest prawdziwym znawcą i smakoszem. Nie mogę już się doczekać Lutego. Uwielbiam ten miesiąc. Co prawda źle mi się kojarzy ze świętem zakochanych, ale przynajmniej będę mógł popisać o ludziach, ich życzeniach, marzeniach i wszędobylskich serduszkach. Zaczynam myśleć jak dziennikarz, wszędzie staram się wywęszyć dobry temat. Niezły jestem, co?

...because quality matters lounge magazyn

9

coolturka |

retrospekcja

.scal_art.’owe spotkanie On kompozytor, ona malarka. Spotkali się w 8 stycznia w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie, by scalić dwie klasyczne dziedziny sztuki - muzykę i malarstwo. Ten piątkowy wieczór należał do dwójki nieprzeciętnych, krakowskich artystów - kompozytora Janusza Bieleckiego i malarki Joanny Tokarczyk. Spotkali się, by podyskutować o sztuce, swoich inspiracjach, procesie tworzenia i towarzyszącym mu emocjom. Zarówno kompozytor, jak i malarka działają na dwóch płaszczyznach życiowych, pozornie zupełnie ze sobą nie związanych. Joanna Tokarczyk zawodowo zajmuje się marketingiem, a Janusz Bielecki jest znanym w Krakowie inwestorem i deweloperem. Oboje zgodnie twierdzą, że praca, związane z nią uporządkowanie i twarde stąpanie po ziemi, niesamowicie pomaga w procesie tworzenia. Artysta kojarzy nam się z kimś, kto chodzi z głową w chmurach, nie przejmuje się przyziemnymi problemami i żyje w swoim odrębnym świecie. Biznesmen z kolei to człowiek racjonalny, analityczny, który nie może pozwolić sobie na fantazjowanie i bujanie w obłokach. Janusz Bielecki i Joanna Tokarczyk pokazują, że te dwie osobowości wcale nie muszą być sobie przeciwstawne, a wręcz przeciwnie - że można je z powodzeniem łączyć. Na spotkaniu, prowadzonym przez młodą poetkę Joannę Bąk, opowiadali o początkach twórczości, odkrywaniu rodzącego się talentu i późniejszym jego rozwijaniu. Dziś są w pełni świadomymi, płodnymi artystami z wieloma sukcesami za sobą i dużymi planami na przyszłość. Fot. Joanna Tokarczyk „Pole maków” // www.joannatokarczyk.com

YannTiersen w Studiu Większość kojarzy go przede wszystkim z muzyką do filmów Amelia i Good Bye Lenin. Ci, którzy spodziewali się akordeonu i delikatnych dźwięków, mogli wyjść z koncertu zawiedzeni.Koncert był zaskoczeniem dla tych, którzy wyrywkowo znają twórczość tego francuskiego kompozytora. Soundtrack do dwóch popularnych filmów to zaledwie ułamek jego muzyki. Yann Tiersen jest multiinstrumentalistą, gra m.in. na gitarze, akordeonie, skrzypcach i fortepianie. Podczas niedzielnego koncertu zabrakło jedynie akordeonu. Francuz zaskoczył wszystkich zgromadzonych w Klubie Studio fanów, bo podarował sobie popularne utwory, a zaprezentował zupełnie nieznaną stronę. Grał rockowo, a raczej post-rockowo. Dwie gitary, perkusja, keyboardy i skrzypce dały niesamowitą porcję energii, której nikt się nie spodziewał i która nie wszystkim przypadła do gustu. Taki wniosek można było wysnuć, obserwując ludzi stojących w bezruchu, choć muzyka porywała a, prawdę mówiąc, nogi same tańczyły. Przez ponad 90 minut Tiersen zagrał m.in. Count down, La Terrasse, Dark stuff i Palestine, a w bisach nie zabrakło wyczekiwanej muzyki z Amelii, ale w elektroniczno- rockowej aranżacji, co znowu nie wszystkim się spodobało. Na forum koncertu na stronie lastfm.pl pojawiają się różne opinie. Okular narzeka: Ściana dźwięku, przez pierwsze 4-5 utworów oprócz pana perkusisty walącego ile sił w gary nie słyszałem NIC. Zespół sprawiał wrażenie, jakby pierwszy raz spotkał się w tym składzie, chaos, brak zgrania. Szczęście w nieszczęściu, że trwało tak krótko. A Staszka przyznaje mu rację: Też uważam że był beznadziejny. Głośna, nieprzemyślana rąbanka i to źle nagłośniona. Wyszłam w połowie. Za to Szelmek stoi po drugiej stornie: Wszystkim, którzy poczuli się zawiedzeni, bo nie było Amelii mam do powiedzenia 2 rzeczy: Amelia była jako ostatni utwór. Yann, mam wrażenie znudził się piskami dziewczynek na widok akordeonu i ucieka od wersji płytowych, po prostu. Od paru lat pracuje nad post-rockową wersją swoich utworów. Jeżeli tego nie wiedzieliście to tylko i wyłącznie Wasza wina. Wystarczyło wpisać nazwisko w youtube i mielibyście pełne rozpoznanie czego się spodziewać. To prawda, nie od dziś wiadomo, że Tiersen na koncertach pokazuje zupełnie inną twarz swojej twórczości. Od 2006 roku gra na koncertach post-rock. Prawdziwy fan dobrze o tym wiedział i z koncertu wyszedł wniebowzięty. Fot. Frank Loriou // myspace.com/yanntierseninprogress

10

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Until do Us Part Do 29 stycznia można było oglądać wystawę Until do Us Part. Była to pierwsza odsłona wieloelementowego projektu badawczo - wystawienniczego, który podejmuje dyskusję o problemie czasu w twórczości i refleksji artystów. Organizatorem wydarzenia jest krakowska galeria FotoMedium-Art, która do udziału w projekcie zaprosiła siedmiu wybitnych artystów, reprezentujących różne pokolenia i postawy. Wśród autorów prac znaleźli się: Kinga Araya, Tomasz Dobiszewski, Wincenty DunikowskiDuniko, Natalia LL, Rafał Piekarz, Timm Ulrichs i Alicja Żebrowska. - Substancja czasu osiąga kategoryczne punkty zwrotne i powoduje, że twórcza i życiowa aktywność, w wyniku intencji, przypadku lub upływu samego czasu, ustaje, zmienia się lub powtarza. Człowiek, jako istota nieskończona i nigdy ostatecznie ukształtowana, podlega ciągłej transformacji biologicznej i kulturowej. Aby przeżyć i aby umrzeć, staje w obliczu śmiertelności, a artysta wobec idei nieśmiertelności sztuki. Wszystko jest skonfrontowane z czasem i nadzieją na jego trwanie po przekroczeniu granic - podają pomysłodawcy wystawy. - Żyjemy w przeświadczeniu, że czas jest immanentnie wkomponowany w naszą egzystencję. Jego upływ determinuje nie tylko losy ogółu społeczeństwa i każdej jednostki z osobna, ale miał i ma brzemienne skutki na teorie kultury i działania artystyczne. Penetracja zagadnienia obecna jest w myśli filozoficznej i religijnej. Niemal każdy znaczący filozof formułował refleksję na temat czasu. XX wiek, a z nim eksplozja relatywistycznej nauki i sztuki awangardowej, przyniosły oryginalne konstrukcje intelektualne poświęcone temu zagadnieniu. Albert Einstein ogłosił czas jednostką względną, która upływa nieobiektywnie. Futuryści włoscy dokonywali notacji jego upływu, dokumentując symultanicznie zjawiska. Refleksja analityczna w tej materii ukonstytuowała wiele zagadnień neoawangardy i działań sztuki konceptualnej, które badały zależność reprezentacji artystycznej od medium kreacji - podają kuratorzy wystawy, Agnieszka Kwiecień, Krzysztof Siatka. - Wydaje się, że z początkiem XXI wieku współczesna kultura definiowana szerokim zbiorem doktryn relatywistycznych, sprowadzona do metafory zmiennego, ale wiecznie płynącego nurtu rzeki, znudziła się refleksją analityczno-formalną. Czas dla współczesnych jest nie tyle względny, co z powodzeniem może uchodzić za twór kulturowy. Dlatego pierwsza część większego projektu, poświęcona jest w największej mierze pojęciu czasu w znaczeniu metaforycznym, literackim i filozoficznym. W dziełach wybitnych artystów poszukujemy fragmentarycznych odpowiedzi i ilustracji problematyki ewokowanej przez czas. W szczególności zajął nas w tym przypadku problem punktu zwrotnego, bariery, po przekroczeniu, której nic już nie jest takie samo, lub z powrotem jest identyczne - dodają. Fot. Natalia LL „Transfiguracja Odyna” // foto-medium-art.com

| coolturka

festiwale

Krakowski UNSOUND podbija Nowy Jork W lutym ruszy nowojorska edycja krakowskiego festiwalu UNSOUND, który od siedmiu edycji promuje off’ową muzykę i sztuki wizualne. Zbliżająca się impreza jest niesamowitą nobilitacją dla samych organizatorów wydarzenia, ponieważ nowojorski klimat kontrkulturowej awangardy jest zazwyczaj odniesieniem dla takich lokalnych przedsięwzięć. Tym razem odniesienie nie będzie konieczne, bo duch krakowskiej imprezy w pełni wkomponuje się w źródło światowych dziwactw muzycznych - Nowy Jork. Podczas Festiwalu zaprezentują się wykonawcy z Europy Wschodniej oraz samej Polski; między innymi Jacaszek, Jacek Sienkiewicz oraz Marcin Czubala. Impreza odbędzie się w dniach 4- 14 lutego na terenie m.in. Licoln Center, teatru Walter Reade czy Le Poison Rouge, a wśród zagranicznych ciekawostek pojawią się brzmienia Carla Craiga, Moritza von Oswalda, Vladislava Delay’a i Jan Jelinka. Na sukces krakowskiej imprezy złożyło się wiele czynników. Nie da się jednak ukryć, że już od dłuższego czasu krakowski UNSOUND pozyskiwał pozytywne recenzje na zachodzie, a w październiku został uznany przez serwis Resident Advisor za drugie wydarzenie miesiąca na świecie.

SELECTOR FESTIVAL - graficy poszukiwani! Organizatorzy krakowskiego SELECTOR FESTIVAL ogłosili konkurs na przygotowanie projektów na elementy graficzne, materiały wizualne, logo festiwalu (z zachowaniem istniejących elementów), opcjonalnie przygotowanie strony internetowej. Konkurs jest skierowany zarówno do grup jak i indywidualnych artystów, których pasją są działania wizualne, dla których przestrzeń festiwalu muzycznego jest doskonałym pretekstem do pokazania swoich prac, pomysłów. Do osób, które przestrzeń muzyczną wykorzystają do zaprezentowania ciekawych wizualnych, użytkowych pomysłów i które pragną mieć wpływ na kreację festiwalu. - Otwieramy muzyczny festiwal na nowe kierunki w sztuce, grafice, multimediach, wizualizacjach itp. Dzięki temu konkursowi chcemy docierać co roku z festiwalem do nowych wizualnych projektów, świeżych pomysłów. Organizując konkurs chcemy śledzić zmiany, trendy na polach różnych graficznych przestrzeniach wizualnych - wyjaśniają organizatorzy. Termin nadsyłania prac: 28. 02. 2010 Szczegóły na: www.selectorfestival.pl ...because quality matters lounge magazyn

11

coolturka |

film

Płaczesz na Królu lwie? Na każdym kroku cytujesz teksty z Psów? Budzisz się środku nocy z krzykiem: Ja tu widzę niezły burdel!? To znaczy, że filmy mają na Twoje życie olbrzymi wpływ. Wzruszają, przerażają, śmieszą, nudzą. Po to w zasadzie są, prawda? Jakie wywołują emocje zależy od podejścia i naszych oczekiwań. Ale, przede wszystkim - od płci. Poniżej wybór filmów pobudzających krążenie wg Niej i Niego.

Ola Ciejka

Mateusz Dykier

klasyka

Przeminęło z wiatrem Najbardziej znana produkcja hollywoodzka, jeden z najczęściej nagradzanych filmów w historii kina. Zdobywca 10 Oscarów, nazwany romansem wszechczasów. Opowiada historię namiętnej, ale i tragicznej zarazem miłości łączącej rozkapryszoną Scarlett O’Harę (Vivien Leigh) z Rhettem Butlerem (Clark Gable). Niejedna z nas płakała wraz ze Scarlett i wzdychała, podczas słynnych pocałunków tej bajkowej pary. Cudeńko, szczególnie podczas wieczorków z babcią i mamą - w końcu to film łączący pokolenia!

historycznie

Sherlock Holmes To nowość, która dopiero co pojawiła się ekranach kin, jednakże już została okrzyknięta superprodukcją. Film ten pokochają na pewno panie, które z książek znają historię o tym niezwykłym gentlemanie. Ale uwaga! Pojawi się tu, bowiem, kilka nowości - główni bohaterowie wcale a wcale nie będą grzecznymi chłopcami. Ba! Sherlock wychyli nawet swe szanowne lico zza ogromnej lupy i wda się w burzliwy romans z niejaką Irene. Idealna propozycja dla pań, które lubią kryminały, wartką akcję i piekielnie przystojnych mężczyzn!

kostiumowo

Moulin Rouge

Historia miłosna pięknej kurtyzany Satine (Nicole Kidman) i ubogiego poety Christiana ( Ewan McGregor), osadzona w kuluarach najsłynniejszego i najbardziej skandalizującego nocnego klubu Paryża przełomu wieków. Moulin Rouge to film o ludziach, którzy wyrzekają się młodzieńczego idealizmu, opowieść o tym, jak zmieniamy swój punkt widzenia na prawdę, piękno, wolność, i miłość. Połączenie muzyki z wizjonerską wyobraźnią Luhrmanna dało efekt oszałamiający, z pogranicza jawy i snu. Słowem: bajka dla wszystkich pań, dla których musical to cząstka baśniowego świata marzeń.

egzotycznie

Slumdog. Milioner z ulicy Ten zdobywca 8 zeszłorocznych Oscarów podbił także serca kobiet. Prosta z pozoru historia, jest w rzeczywistości niezwykle żywą, dynamiczną, eklektyczną, a przez to właśnie niezwykłą opowieścią. To film niezapomniany, w którym jest miejsce na energię, radość i smutek, a w końcu i na prawdziwą miłość. Jamal - główny bohater, pomimo wszelkich przeciwności losu, dzięki swej niezłomności, pozytywnemu nastawieniu i wierze w potęgę swego uczucia zwycięża, pokazując nam, że marzenia naprawdę się spełniają.

Terminator Klasyków jest wiele, ale król może być tylko jeden. I jest nim niewątpliwie Terminator oraz Terminator 2 Jamesa Camerona. Historia cyborga wysłanego z przyszłości w celu zabicia Sary Connor, a następnie w celu chronienia jej syna, to istny majstersztyk kina. Polecam szczególnie drugą część, która do dziś wgniata w fotel zarówno efektami specjalnymi jak i dźwiękiem. Nie zapominajmy, że to ten film uczynił Arnolda Schwarzennegera sławnym. I nieśmiertelne: Hasta la vista Baby!

Gladiator Podczas, gdy panie będą zachwycone najsławniejszym detektywem świata, śledząc nową odsłonę jego przygód w kinie, panowie powinni pozostać w domu i dzięki Gladiatorowi cofnąć się do czasów Imperium Rzymskiego. Zrealizowana z ogromnym rozmachem historia zemsty Maximusa na następcy tronu naprawdę wciąga! W końcu, który facet nie pomściłby żony? Dodajmy do tego świetną choreografię walk i nazwisko reżysera Ridleya Scotta, a mamy prawdziwie męski film.

Władca Pierścieni Filmy kostiumowe dla każdej płci wyglądają inaczej. Nic nie poradzimy na to, że kręcą nas raczej filmy fantastyczne, gdzie trup ścieli się gęsto, po niebie latają smoki, a czarodzieje używają potężnych zaklęć. Władca Pierścieni to fantastyka w najlepszej postaci. Świetne efekty specjalne, wspaniałe sceny batalistyczne i niesamowita charakteryzacja. Żaden element nie zawodzi. Mężczyźni poczują się jak u siebie. A na dodatek te piękne elfy płci przeciwnej…

Przyczajony tygrys, ukryty smok Nie oszukujmy się, każdy facet musi czasem odetchnąć od filmów o ratowaniu świata. Największą tajemnicą poliszynela jest fakt, że my też lubimy baśnie. Może w trochę innym wydaniu niż panie, ale jednak. Najpiękniejszą z „męskich” baśni jest Przyczajony tygrys, ukryty smok – japońska opowieść o potężnym wojowniku, rzucającym przeszłość i oddającym swój miecz. Duża w tym zasługa aktorstwa, ale i efektów specjalnych. Ekipa od Matrixa pokazała, na co ich stać. Trzydziestometrowe skoki, chodzenie po wodzie, czy bieganie po ścianach to norma. A przecież o to chodzi w filmie!

nowocześnie

Avatar Kochane! Będziecie zachwycone bajkowością tego niezwykłego świata, jego barwnością, delikatnością, pięknem natury. Każdy kwiat, listek, najmniejszy pyłek zapiera dech w piersiach. Aż podświadomie tęskni się do tej magicznej krainy! Poza tym opowieść o miłości głównego bohatera i niebieskiej piękności, choć znana już z innych filmów i bajek, wzrusza niezmiernie.

My faceci, odnajdziemy w filmie zgoła coś innego. Oczywiście, piękne widoki i historia miłosna wzrusza i niejednemu z nas zakręci się łezka w oku, ale najważniejsza jest akcja! Były żołnierz marine, w ciele trzymetrowego kota, mnóstwo potworów czyhających w dżungli, a do tego niesamowite efekty specjalne i finałowa bitwa, sprawią, że zakochacie się w Avatarze! Takiego filmu jeszcze nie było.

Jednogłośnie uznaliśmy go za najlepszy film fantasy ostatnich lat. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni znajdą w nim coś dla siebie…

12

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| coolturka

film / premiera

The Limits of Control

scenariusz i reż. Jim Jarmusch / dystrybucja Best Film Najnowszy film Jima Jarmuscha, twórcy takich dzieł jak Broken Flowers, Truposz, Ghost Dog, Noc na ziemi czy Kawa i papierosy). Akcja filmu rozgrywa się na tle niezwykłego i zróżnicowanego krajobrazu współczesnej Hiszpanii. To historia tajemniczego, wyjętego spod prawa przestępcy (Isaacha De Bankolé), który wybiera się do Hiszpanii, gdzie ma wykonać swoje najnowsze zadanie. Jego podróż, z jednej strony celowa, a z drugiej paradoksalnie odrealniona, zabiera go nie tylko w najdalsze zakątki Hiszpanii, ale też jego własnego umysłu. Premiera polska: 29 stycznia

Jim Jarmusch

fragmenty wywiadu z reżyserem i autorem scenariusza The Limits of Control Na początku filmu pojawia się cytat z Rimbauda, który stanowi punkt wyjściowy – sygnalizujący, iż główny bohater wybiera się w podróż. Czy ten cytat był inspiracją do powstania filmu? - Potrzebny był mi punkt wyjściowy, a raczej łódź, zepchnięta na wodę. Jednak cytat dodałem dopiero po zakończeniu realizacji filmu, więc nie był jego inspiracją. Faktem jest natomiast, iż wiersz Le Bâteau Ivre (Statek pijany) to rodzaj metafory pomieszania zmysłów, celowej dezorientacji percepcji. Dlatego najlepiej pasował na początku filmu. Tytuł pochodzi z eseju The Limits of Control, który William S. Burroughs napisał w latach siedemdziesiątych. Jego głównym tematem jest język jako mechanizm kontroli (...). Esej zainspirował mnie, co prawda, do zastanowienia się nad tym, jak postrzegamy rzeczywistość i próbujemy ją kontrolować, ale sam tekst nie znalazł odzwierciedlenia w filmie; wykorzystałem natomiast jego tytuł. Czy w roli głównej od razu widział pan Isaacha De Bankolé? Nakręcił pan trzy inne filmy z tym niezwykle charyzmatycznym aktorem... - Myślałem o nim, od kiedy zacząłem pisać scenariusz, ponieważ od paru lat chciałem zrobić z Isaachem film, w którym zagrałby milczącego, silnego bohatera, wykonującego swoistą misję tuż poza zasięgiem radarów. Przyczynkiem do powstania filmu był nie tylko pomysł na tytuł i zaangażowanie Isaacha do tego typu roli. The Limits of Control narodził się z powodu różnych, nagromadzonych przeze mnie przedmiotów. Bezustannie zbierałem różne rzeczy z myślą o tym filmie. Oglądając The Limits of Control, czasem miało się wrażenie, które można określić słowami: Nigdy więcej nie przejdę przez ten pokój, nie tylko w przypadku Isaacha, który wciąż idzie do przodu, ale też filmu jako całości. Czy był pan tego świadomy? - Rozmawialiśmy o tym z Chrisem, określając to raczej słowami: Patrzę na to po raz pierwszy. To jest niejako odwrotna strona stwierdzenia Nigdy więcej nie przejdę przez ten pokój. Byliśmy tego w pełni świadomi, gdyż dla nas film dotyczy tego, w jaki sposób postrzegamy rzeczywistość. Od początku zależało nam, żeby stworzyć coś, co widz mógłby poczuć. Chodziło nam o to, żeby po wyjściu z kina patrzył na rzeczywistość inaczej niż wcześniej - na zwykłą filiżankę kawy na stole albo światło, wędrujące po pokoju. Jednym z moich idoli jest William Blake, dla którego własna wyobraźnia była religią. To najpotężniejszy dar, jaki mają ludzie, zdolność wyobrażania sobie różnych rzeczy, czy to na polu naukowym czy też poprzez dowolną formę ekspresji. Postrzeganie świata i świadomość każdego człowieka są kwestią subiektywną. Każdy ma możliwość odstąpienia od ustalonych i narzuconych nam ograniczeń, dotyczących tego, jakie znaczenie przypisujemy rzeczom i jak je widzimy.

Wydaje się, że podczas scen w muzeum główny bohater właśnie to robi… - Przychodzi tam i za każdym razem wybiera tylko jeden obraz. Kiedy coś mnie porusza, zapadam się w tym. Czy przedkłada pan intuicję i wyobraźnię nad analizę, jeśli chodzi o kręcenie filmów i przeżywanie ich? - Jak najbardziej. Może zamiast zbyt głęboko analizować film, warto dać mu się pochłonąć? Otworzyć na wszelkie wrażenia wzrokowe i słuchowe, różne dla każdego z nas. Darzę dużym szacunkiem wiele osób, których mocną stroną nie jest intuicja lecz analiza. Mnie jej brakuje. Oglądając film, widz przeżywa go po raz pierwszy i być może ostatni. - Film ma ścisły związek z muzyką, ponieważ muzyka płynie na tle własnego, ruchomego krajobrazu. Inaczej, niż kiedy patrzysz na obraz albo czytasz książkę. Film i muzyka zabierają cię w podróż. Jest coś niezwykle intymnego w sposobie, w jaki film rozwija się w twojej podświadomości i reakcjach emocjonalnych. Jaka muzyka znalazła się w pańskim pliku tym razem? - Pisząc scenariusz do The Limits of Control, od razu wyobrażałem sobie, że wykorzystam niektóre kawałki Boris i Sunn O ))) oraz Earth i Black Angels. Nagrałem Chrisowi CD, żeby posłuchał Borisa, którego można zaklasyfikować jako niezwykle oryginalny zespół z pogranicza psychedelic, noise i metalu. Poza tym, chciałem żeby w filmie znalazło się piękne Adagio Schuberta z jego Kwintetu Smyczkowego, które zawsze bardzo lubiłem. Postanowiłem, że trzecim głównym elementem muzycznym filmu będą różne rodzaje flamenco. Zaskoczyła mnie zwłaszcza odmiana peteneras, która co ciekawe, dla większości muzyków flamenco i Cyganów, stanowi tabu. Z różnych przyczyn uważają, że przynosi pecha. Ma wolny rytm, więc to jakby ich bluesowa wersja flamenco, często opowiadająca o śmierci, nieszczęściach, czy utraconej miłości. Czy pańskim zdaniem w The Limits of Control przewija się motyw ze wszystkich pańskich filmów – dotyczący stopnia, w jakim warto się angażować lub nie w swoje życie? Chodzi o bycie obecnym tu i teraz, jak na przykład w Truposzu? - Nie jestem osobą religijną, ale przy okazji Truposza, a wcześniej filmu, jaki Mika Kaurismäki zrealizował nad Amazonką, w który byłem zaangażowany [Tigrero: A Film That Was Never Made z 1994 roku], zacząłem się otwierać na różne filozofie: na pewno na buddyzm, nie pod względem formalnym, ale filozoficznym. Te filozofie poruszyły coś we mnie - podstawową ideę, że wszystko we wszechświecie to jedno i że mamy tylko chwilę obecną. W Los Angeles jest buddyjski festiwal filmowy i bardzo się cieszę, że w programie znalazły się moje filmy Truposz, Ghost Dog: Droga Samuraja oraz Broken Flowers. Chociaż nie jestem praktykującym buddystą, staram się uprawiać tai chi i qui gong, jako pewne “przedłużenie” tej filozofii, co zresztą znalazło odzwierciedlenie w filmie, kiedy postać grana przez Isaacha ćwiczy tai chi. źródło: mat. prasowe Best Film

Mistrzostwo w odkrywaniu piękna • trwałe usuwanie tkanki tłuszczowej i powiększanie biustu: Światowy hit Body Jet • skuteczne likwidowanie cellulitu i modelowanie sylwetki: LipoShock • bezoperacyjny lifting twarzy i ciała: Thermolifting Zaffiro

Takiego zestawu rozwiązań estetycznych nie znajdziesz nigdzie indziej w Krakowie. Kraków, ul. Biskupia 4 tel. 12 633 05 75 www.maestria.krakow.pl

• laseroterapia: usuwanie trądziku, blizn, naczynek i przebarwień, fotoodmładzanie oraz bezbolesne, skuteczne i trwałe usuwanie owłosienia: Dualis SP, Compact Flash • medycyna estetyczna: botox, wypełniacze, peelingi lekarskie • kosmetologia - pielęgnacja twarzy i ciała

MEDYCYNA ESTETYCZNA

coolturka |

film

NINE Dziewięć powodów, dla których warto iść do kina

• Pyszny Popcorn, • Dobre miejsce na seks, • Trailery, • Nagłośnienie, • Klimatyzacja, • Idealne miejsce na drzemkę, • Efekty specjalne, • Przystojny kasjer (względnie kasjerka), • Wygodne fotele z uchwytami na drinki.

N

iestety, w przypadku najnowszego musicalu twórcy legendarnego Chicago, do listy nie możemy dodać: dobry film. To jedyne, co nasuwa się widzowi po wyjściu z kina. Nieświadoma zagrożenia, wybrałam się wraz ze znajomą na przedpremierowy pokaz do kina Kijów. Jakże wielkie było moje rozczarowanie po przeszło 2 godzinach oczekiwania: może następna scena mnie powali, wszak to musical, mój ulubiony gatunek filmowy! Tu się musi coś wydarzyć! Wydarzyło się, co następuje: Janek Wiśniewski padł! Umuzykalniona wersja Californication: artysta,

NINE

tu włoski reżyser Guido Contini (Daniel DayLewis) - przeżywa kryzys twórczy. Zagubiony w świecie otaczających go miłością i seksownymi tyłeczkami kobiet. Rozdarty pomiędzy wierną i oddana żoną Luisą, w tej roli Marion Cotillard, a seksowną i szaloną kochanką Carlą (Penelope Cruz). Nieporadny i zdziecinniały, ucieka pod skrzydła zaprzyjaźnionej pani kostiumolog Lily (Judi Dench), a w wolnych chwilach ucina sobie pogawędki z duchem zmarłej matki - w tej roli Sophia Loren (brawo za botox - fachowa robota!).

Ekscentryczny i lekko irytujący włoski Casanova nie przepuści żadnej okazji, by wdać się w romans. Na jego liście znajdujemy między innymi dziennikarkę Vouge Stephane, w której rolę wcieliła się, znana mi dotąd głownie z komedii romantycznych, Kate Hudson. Guido ma na swoim koncie również platoniczny związek ze swoją muzą - aktorką Carlą Jensen (boska Nicole Kidman). Ostatnia, ale akurat, nienajgorsza jest w tym całym włoskim galimatiasie rzymska prostytutka Saraghina (Fergie - stara, ale jara) - to ona odkrywała przed kilkuletnim wówczas Guido uroki seksu. Historia banalna, ale to jeszcze nie byłby koniec świata, gdyby nie miałkie dialogi i hollywoodzkie zakończenie. Reżyser chcąc zapewne poruszyć kilka istotnych kwestii, pogubił się w stworzonym przez siebie obrazie. A jakież to poważne kwestie mam na myśli? A zdradę na przykład. A pracoholizm i wiążące się z tym poświęcanie rodziny, w tym konkretnym przypadku zaniedbywanie żony. Problemy, lekko zaznaczone jedynie, Marshall pozostawia bez komentarza i bez rozwiązania.

Wypadałoby teraz słów kilka o grze aktorskiej, z tym, że w zasadzie to nie ma, o czym, bo takowej brak. Wszystkich niedowiarków, twierdzących, że musical to specyficzny rodzaj filmu, niesprzyjający rozbudowanym scenom aktorskim, odsyłam do Moulin Rouge Buza Luhrmama. Majstersztyk! Genialna próba i genialna Kidman, jako kurtyzana paryska, tu, we włoskich kuluarach ginie. Fatalnie niewykorzystana rola! Najbardziej wyrazistą i moim skromnym zdaniem najlepszą postać wykreowała Marion Cotillard, grająca rolę żony Continiego. Byłabym jednak niesprawiedliwa, nie widząc żadnych pozytywów. Plus dla Daniela Day-Lewisa, nie wiedziałam, że facet potrafi śpiewać! Wielki ukłon w kierunku choreografa Johna de Luca. Scena z Saraghiną tańczącą na plaży - świetna i najlepszy utwór w całym show. Kate Hudson natomiast w scence a la Britney Spears, hm…powinna pozostać przy komediach romantycznych. Na koniec jeszcze jedna scena, która utkwiła mi w pamięci i na pewno zrobi duże wrażenie na męskiej części publiczności: taniec Penelope Cruz ze sznurami. Dobrze śpiewa (tak dobrze, że się chwilami zastanawiałam czy to oby na pewno ona), świetnie się rusza no i wygląda, jak to Penelope - zjawiskowo! Także moi drodzy, warto iść do kina dla dziewięciu, znanych mi powodów. Czy Nine jest dziesiątym? Nie bardzo. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejna część Piratów z Karaibów, nad którą Rob Marshall obecnie pracuje, wyjdzie mu lepiej. Smacznego popcornu! Ania Strugalska

14

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

...because quality matters lounge magazyn

15

coolturka | Bartosz Walat, Szymon Wróbel

recenzje kontrolowane

vs Notoryczni debiutanci

Był w naszym kraju zespół, który tłumaczył lokalne preferencje do grania indie-rocka. Nazywał się Muchy. Nagrał płytę Terroromans i zmiażdżył młodzieżowe gusta utworem Miasto doznań. Był czas, kiedy cieszył się tak dużym zainteresowaniem polskiego rynku muzycznego, że zagrał na otwarcie Festiwalu Open’er. Po fali sukcesów mało kto odważył się twierdzić, że drugi album zespołu wpisze się w tendencję do partolenia drugiej płyty. Trójka przyznała im stempel jakości, a Radio BIS przywoziło na ich koncerty rzesze fanów poupychane w bydlęcych wagonach. Nastała i taka trasa koncertowa, która umożliwiła Muchom granie przed grupą Hey w największych miastach Polski. Nikt nie przypuszczał, że zapoznanie się z producentem tej kapeli przetrąci po trzech latach specyfikę Terrodebiutantów. Tymczasem iści się plan niezaplanowany. Na szczęście do tej pory słyszałem jedynie singla. Mam nadzieję, że reszta płyty będzie dla mnie elektrowstrząsem. Wróbel: Członkowie tego zespołu przyznają, że jedną z ich wielu inspiracji był zespół Republika. A moją inspiracją jest działalność Dalajlamy. Tylko, co z tego wynika?

foto: Andrzej Bagiński

Kino po Avatarze?

Kiedy ostatnio przypadkiem spotkałem Bartosza i powiedziałem mu, że dwie moje recenzję poświęcę na film stwierdził: Ok, bo kina jest mało. Przyszła mi do głowy myśl, co oznaczać będzie pojęci „film”, „kino” za 20, 50 lat? Ostatnio w wywiedzie dla TVN24 coraz bardziej zapominany, ale ciągle legendarny Cezary Pazura powiedział, że kiedy jego (obecnie 7 miesięczne) dzieci dorosną i opowie im, że grał w filmach one powiedzą: Nie, tato ty byłeś obecny na ruchomych obrazkach, ty nie robiłeś kina. Czy kiedyś od filmu Avatar Jamesa Camerona będziemy liczyć nową epokę w historii kina? Wszystko na to wskazuje. To właśnie specjalnie na potrzeby tego filmu powstały dwie nowatorskie technologie cyfrowe: 3d fusion oraz tzw. e-motion capture. Pierwsza, to kamera o niebywałej lekkości do trójwymiarowych zdjęć. Druga to technologia opaski z mikroskopijnymi kamerami. O sumach, danych i rekordach mówią wszyscy, ja przypomnę tylko, że przy Avatarze pracowało ponad 1000 osób, a na planie zainstalowano 200 kamer. Przy tym wszystkim słaba fabuła schodzi na drugi plan i przeszkadza ona tylko Chińczykom, którzy wycofali ten film ze swoich kin. Cameron, jako pierwszy powiedział „A” w historii kina XXI wieku - czekamy na tych, którzy równie wyraźnie powiedzą kolejne litry… Walat: Zamieszania wokół Avatara nie byłaby w stanie okiełznać nawet Armia Radziecka, dlatego właściwie nie ma się do czego ustosunkować. Chciałbym jedynie wyrazić wątpliwość, że jeżeli o fenomenie filmu zadecydowała technika, to jak będzie wyglądała merytoryczność kina za te 20, 50 lat?

Wszystko co kocham

Teatralny bilecik POLITYK

Istnieje w świecie teatralnym taka Sandra, dzięki której od pierwszego roku mojego studiowania, fakt o tym edukacyjnym stanie wędrował zawsze na koniec opisu mojej osoby. Rok temu ta Sandra wyprowadziła się z Krakowa do Warszawy i konsekwentnie poddała się reżyserskiemu szlifowi Pana robiącego „hymr” podczas prób, o czym pisałem w zeszłym miesiącu. Parę dni temu otrzymała Paszport POLITYKI w kategorii - teatr. Za kreację, która na nowo ustanawia kategorie aktorskiej prawdy i fałszu. – jak argumentowali swój wybór członkowie jury, którzy z rozpędu zauważyli, że ubiegły rok w teatrze należał do kobiet i środowiska krakowskiego. Dziękuję wszystkim ludziom, którzy nie chrzanią marzeń – skwitowała Sandra Korzeniak podczas przemowy. Ja również dziękuję. Wróbel: „Dziękuje wszystkim ludziom, którzy nie chrzanią marzeń”. To piękne słowa, wypowiedziane przez piękną kobietę, więc czy trzeba coś jeszcze komentować? Piękne słowo, piękna kobieta. Dla mnie idealny duet. A paszporty polityki? Właśnie, gdyby nie układ z Schengen już dawno dostalibyśmy je z Bartoszem :)

Absurd do Kwadratu

Będziesz wisiał Miller, Ty kurwo jebana - wykrzyczał w zeszłym miesiącu Kazik Staszewski wraz z księciem ciętej riposty – Doktorem Yry (znanym z brania udział w projektach filmowych Zespołu Filmowego „Skurcz”). Wszystko za sprawą koncertu grupy El Dupa w krakowskim klubie Kwadrat. Chciałoby się rzec – koncert spod znaku krwi, potu, spermy i szaleństwa. Nie można jednak zapomnieć, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy, a w każdym bluźnierstwie tym bardziej. Zresztą Kazik urósł do rangi takiego mentora, że nawet, gdy siedzi tyłem do publiczności i czyta z kartki, to i tak przekaz jest odpowiedni, a spowiedź powszechna oczyszczająca i święta. Laicy pamiętajcie: jeżeli jesteście na koncercie kazikopodobnym, a perkusista przeskakuje perkusję i wspina się na rusztowaniu nad publicznością, tęgi klawiszowiec wypija dwa piwa w trakcie jednego utworu, a Kazik gra na basie, to znaczy, że El Dupa gra! Wróbel: Powiem szczerze, jestem zbulwersowany, że tak młody i inteligentny dziennikarz jak Bartosz używa w tekście takich słów jak kurwa i sperma. Powiem, więcej jest zaniepokojony i roztrzęsiony… że używa ich tak rzadko! Kazik, jak również klimat kazikowych koncertów przeszedł już do legendy, a słynne zdania, że „wszyscy artyści to kurwy i prostytutki” jeszcze przez pokolenie będzie powtarzane przez fanów wszelakiej muzyki. To żeśmy sobie poprzeklinali w tym numerze … ;

16

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Na temat filmu „WCK” nasłuchałem się i naczytałem jako o polskim „Wiecznym studencie w PRLu”. W końcu obejrzałem ten film, a po seansie długo towarzyszył mi uśmiech. Film pokazuje nastolatków ze szkoły średniej, którzy zakładają zespół punk-rockowy. Wiele osób wspominało, że film przechodzi obok PRL-u, że lukruje rzeczywistość. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Dlaczego nasze współczesne kino okres PRLu zawsze musi pokazywać tylko z perspektywy dramatu 25, 30, 40, 50- latków? Dlaczego ten okres musimy pokazywać, jako jedną wielką manifestację i serię prześladowań? Borcuch pokazuje, że wtedy też istnieli licealiści ze swoimi problemami. Dla nich problemem był fakt, że chłopak nie może spotkać się z dziewczyną, bo wybucha stan wojenny, a rodzice są z innych opcji politycznych. To był ich świat, tak dotykał ich ówczesny system. Borcuch pokazuje inne oblicze PRLu. Dla mnie? Ciekawsze. Ten film wpisuje się w kanon młodego, polskiego kina w najlepszym wydaniu. Poza tym, jeśli Szumowska w 33 scenach pokazała po raz pierwszy śmierć bez nadmuchanej martyrologii, tak Borcuch pozbył się banalnego pokazywania scen erotycznych i pokazał sex, jako coś naturalnego. Ten film przypomniał mi moje wypady nad morze, pocałunki na plaży, beztroskość, i prawdziwe dziewczyny - nie te, które wychodząc na ulicę muszą mieć photoshopa na twarzy. Walat: O kurcze, chyba naprawdę muszę się wybrać do kina, bo może też odświeżyłbym sobie kilka spontanicznych chwil, nad którymi obecnie podświadomie panuję...

Znajomy Kapuścińskiego

Niedawno ukazała się książka Tiziano Terzaniego Nic nie zdarza się przypadkiem. Ten włoski reporter i dziennikarz, zmarły w 2004 roku, opisuje historię swojej ostatniej podróży, odpowiadając przy tym na wiele ważnych pytań. Sam Kapuściński uważał go za wielkiego reportera, którego twórczość można czytać jak poezję. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Tiziano świetnie żagluje słowem, zachowując przy tym lekkość swojego stylu. Sięgnąłem po tę książkę, bo zaintrygował mnie tytuł. Tytuł, z którym zgadzam się w 100%. Tytuł, o którym można by napisać nie jedną rozprawkę. Książka mimo swojej objętości (600 str.) jest świetną propozycją na weekend przy kominku. Walat: Pozycja książkowa, o jakiej piszesz nic mi nie mówi. Kultu Kapuścińskiego nie chce uprawiać. Pozostaje mi tylko wyznać aprobatę do stwierdzenia „Nic nie zdarza się przypadkiem”, bo jest to jedna z niewielu ludowych sentencji, z którą zgadzam się z przytupem. Chodź na piwo Szymon.

...because quality matters lounge magazyn

17

coolturka |

WYSTAWA

wydarzenia

Pollywood Julia Zborowska 5 lutego - 13 marca

Galeria Delikatesy, ul. J. Sarego 20/1 Teorie mijają, a żaba trwa Wystawa Pollywood Julii Zborowskiej w krakowskiej galerii Delikatesy to podsumowanie dotychczasowej pracy artystki i równocześnie jej pierwsza wystawa indywidualna. Na miesiąc galeria za sprawą aktywności Zborowskiej zamieni się w kino. Regularne pokazy, ustalony repertuar, premierowy wieczór – atrybuty kinowych pokazów zostaną poddane weryfikacji artystki.

WYSTAWA

Julia Zborowska – artystka, pisarka. Urodzona w 1985 r. w Poznaniu. Mieszka i pracuje w Wiedniu i Zalesiu. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Obecnie kontynuuje studia na wydziale video i fotografii Wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Uczestniczka wystaw zbiorowych (m. in. Nie ma sorry MSN Warszawa 2008, Improvisation of a faun, waking doubting rolling shining and musing Semperdepot, Wiedeń 2006). W 2009 roku nominowana do nagrody Gepperta.

Tu i teraz 16 lutego - wernisaż

Galeria Pauza, ul. Floriańska 18/5 (II p.) Tu i teraz to wystawa fotograficzna przygotowana przez NOPHOTO, jedną z najbardziej wyrazistych grup zrzeszających młodych, hiszpańskich fotografów, wyróżnioną w 2006 roku prestiżową nagrodą na Międzynarodowym Festiwalu Fotografii i Sztuk Wizualnych PHotoEspana. Wystawa przedstawia trzynaście różnych wizji artystycznych nawiązujących do stereotypów związanych ze współczesną Hiszpanią (imigracji, turystyki, terroryzmu, religii, walki byków, etc.), gdzie to co codzienne i zwyczajne, w fotograficznym kadrze staje się niezwykłe i wyjątkowe.

TEATR

Kraków jest pierwszym i, jak na razie, jedynym miastem w Polsce, gdzie prezentowana jest ta wystawa, podróżująca po całym świecie.

fot. Michał Sosna

B. M. Koltes, Noc tuż przed lasami 13 i 14 lutego, 10 i 11 marca, godz. 19

Teatr im. Juliusza Słowackiego, scena Miniatura Pobiegłem, żeby tym razem, gdy skręcę na rogu, nie znaleźć się znowu sam, na opuszczonej przez ciebie ulicy, żeby tym razem znaleźć nie tylko deszcz, deszcz, deszcz, żeby tym razem odnaleźć tam ciebie, za rogiem ulicy... Scena Miniatura Teatru im. Słowackiego zaprasza na Noc tuż przed lasami B. M. Koltesa w reżyserii Darii Woszek. To przewrotny, obsesyjny monodram kultowego francuskiego pisarza. Odważna, poruszająca opowieść o człowieku istniejącym samotnie w przestrzeni współczesnego miasta. Ten spektakl to spotkanie z obcym człowiekiem, którego historia zaczyna nas obchodzić, bo jest częścią naszej historii, fragmentem naszego doświadczenia, elementem dzisiejszego, znanego nam świata. Za sprawą aktorstwa Radosława Krzyżowskiego dajemy się zaczepić i zagadać obcemu napotkanemu na ulicy, którego zazwyczaj mijamy w pośpiechu. Co można zrobić, by kogoś spotkać, by choć na chwilę przełamać samotność? Przyjść do teatru?

TEATR

Reżyseria: Daria Woszek, scenografia: Joanna Piestrzyńska, dramaturg: Małgorzata Lech, muzyka: Michał Dymny, Piotr Żyła, wyst. Radosław Krzyżowski.

Maciej Wojtyszko, O rozkoszy premiera 31 stycznia

Teatr im. Juliusza Słowackiego

Jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich dramatopisarzy, a jednocześnie reżyserów teatralnych i filmowych, twórca znakomitych spektakli: Bułhakow, Kraina kłamczuchów i Całe życie głupi, powraca znów w podwójnej roli – jako autor i reżyser – podejmując swoje ulubione tematy, których kanwą są autentyczne wydarzenia historyczne. Tym razem jest to pasjonująca opowieść o mało znanym, a dzięki temu wręcz sensacyjnym fakcie – o trwającej pięć miesięcy wizycie francuskiego filozofa i pisarza Denisa Diderota, autora słynnego Kubusia Fatalisty i jego pana na dworze carycy Katarzyny II w 1774 roku. Ta świetnie napisana sztuka, łącząca gruntowną wiedzę filozoficzną i historyczną z ogromnym, właściwym autorowi poczuciem humoru i dramaturgiczną perfekcją, opowiada o konflikcie wewnętrznym niezależnego duchowo myśliciela skonfrontowanego z fot. Piotr Kubic mechanizmami opresywnej władzy. W dramacie Wojtyszki ścierają się ze sobą dwa całkowicie nieprzystawalne światy – jasna, przepojona duchem Oświecenia Francja i mroczna, tajemnicza, niebezpieczna Rosja. Ale nie tylko – sztuka opowiada też o odwiecznej wojnie intelektu i zmysłów, męskości i kobiecości, racjonalizmu i erotyzmu, a przede wszystkim daje możliwość uczestniczenia w spotkaniu postaci, których atrakcyjność nie wymaga żadnej rekomendacji – wielkiego filozofa - encyklopedysty i owianej aurą skandali carycy – od stuleci nieprzerwanie fascynującej i inspirującej artystów. 18

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| coolturka

KONCERT

wydarzenia

fot. Rafał Nowakowski

Happysad 26 lutego, godz. 19

Klub Studio, ul. Budryka 4

KONCERT

Happysad - zespół rockowy założony w 2001 roku w Skarżysku - Kamiennej przez muzyków, którzy już wcześniej grali razem. Od 1995 roku pod nazwą HCKF (Hard Core’owe Kółko Filozoficzne), a od roku 1997 zespół został przemianowany na Happy Sad Generation. Nazwa Happysad uformowała się dopiero w 2002 roku, kiedy to wybrane zostało także logo grupy i nagrane zostało pierwsze demo z materiałem, który później znalazł się na płycie Wszystko jedno. Swoją muzykę zespół określa jako regresywny rock, dopełniony charakterystycznymi tekstami. Zespół ma na koncie ponad 500 koncertów w całym kraju. W lipcu 2004 nakładem S.P. Records ukazał się debiutancki album zespołu Wszystko jedno. Singlowy utwór promujący tę płytę Zanim pójdę spędził 33 tygodnie na Liście Przebojów Trójki prowadzonej przez Marka Niedźwieckiego. W kwietniu 2007 magazyn Teraz Rock umieścił płytę Wszystko jedno wśród 50 najważniejszych albumów w historii polskiego rocka. 21 czerwca 2008 zespół podpisał kontrakt z wytwórnią Mystic Production na pierwszą w dorobku grupy koncertową płytę DVD. Znalazł się na niej koncert, który został zarejestrowany podczas jesiennej trasy koncertowej Długa droga tour, 4 października, w krakowskim klubie Studio. Koncertowe wydawnictwo Happysad Na żywo w STUDIO zyskało status złotej płyty już w dniu premiery, 24 listopada 2008. Czytelnicy magazynu Teraz Rock uznali ten koncertowy album za najlepsze polskie muzyczne wydawnictwo DVD 2008 roku. 16 lutego 2009 ukazała się również wersja audio tego koncertu, w formie podwójnego albumu CD. 19 października 2009 miała miejsce premiera najnowszego wydawnictwa grupy, albumu pod tytułem Mów mi dobrze. Został on wydany przez wytwórnię płytową Mystic Production i znalazło się na nim 12 utworów. Więcej informacji na stronie: www.happysad.art.pl. Cena biletu: 35 PLN (przedsprzedaż) / 40 PLN (w dniu koncertu)

ANDRZEJ PIASECZNY & SEWERYN KRAJEWSKI TOUR 2010 bis 5 marca, godz. 20

Kino Kijów.Centrum Po niebywałym sukcesie trasy jesiennej artyści rozpoczynają cykl koncertów wiosennych promujących płytę live Na przekór nowym czasom - live, która już w dniu premiery (30.11.2009 r.) otrzymała status Złotej. Andrzej Piaseczny i Seweryn Krajewski zrealizowali muzyczny projekt na najwyższym poziomie, spójny w warstwie brzmieniowej i tekstowej, stworzyli znakomitą płytę. Udowodnili, że jest możliwa współpraca artystów z różnych muzycznych epok, że muzyka może łączyć pokolenia, że czasy, kiedy cała publiczność śpiewała przeboje razem z wykonawcami, wcale nie minęły. www.kijow.pl

Luty / February 2010 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28

pon wt śr czw pt sob nd pon wt śr czw pt sob nd pon wt śr czw pt sob nd pon wt śr czw pt sob nd

Alina Radziwanowska Trio Magda Kasprzyk Trio Blue Transfer i Monika Wołowczyk Free Note Trio Detox Latające Talerze Marysia Pohorecka i Grzegorz Gryboś Alina Radziwanowska Trio Karolina Sumowska i Karmel Trio Blue Transfer i Monika Wołowczyk Free Note Trio Przystanek Mrówkowiec Aspirin Free Magda Kotula i Damian Surow Kaja Karaplios i Ala Zhernova Gosia Markowska Trio Blue Transfer i Monika Wołowczyk Free Note Trio Gravity Fresh Back Karolina Leszko i Alex Sito Kaja Karaplios i Ala Zhernova Małgosia Marczak Trio Blue Transfer i Monika Wołowczyk Rock n Walk Fun Fire Latajace Talerze Sylwia Stańczyk Duet Stalowe Magnolie ul. Św. Jana 15 (012) 422 84 72 www.stalowemagnolie.com info@stalowemagnolie.com

...because quality matters lounge magazyn

19

coolturka |

muzyka

„…za bardzo jesteśmy zaangażowani w muzykę, żeby przywiązywać się do własnych wizerunków” Przy okazji krakowskiego koncertu z cyklu Trójka Tour, z członkami gdańskiego zespołu Dick4Dick rozmawiała Katarzyna Stokłosa. Jesteście głosicielami dość specyficznej teorii. Według tego, co mówicie - „dick” jest sposobem na życie. Wybaczcie, ale nie rozumiem... Bobby Dick: Tak naprawdę chodzi o postawę życiową. „Dick” jest uniesiony kiedy robisz to, co kochasz, sam jesteś sobie prezesem, otaczają cię piękni ludzie, a bar jest darmowy. Każdego dnia żyjesz jak milioner i nie mam tu na myśli sytuacji finansowej, po prostu zalewa cię szczęście. A jeśli codziennie robisz coś na siłę, codziennie zadajesz sobie pytanie - co ja tu robię? - to znaczy, że ten „dick” jest, ale w pupie. Złośliwi uważają, że Dick4Dick trudno traktować poważnie, bo za dużo w was performance’u, a za mało muzyki... Wet Dick Junior: Wszyscy w jakiś sposób wywodzimy się ze środowiska plastycznego, więc to co nazywasz performancem nie jest niczym wystudiowanym, nie jest 20 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

formą jakiegoś nagięcia się, a naturalnym dickiem, o którym mówił Bobby Dick. N.G.A. Dick: Na początku istnienia Dick4Dick performance rzeczywiście był osią naszego działania. Z biegiem czasu nacisk przesuną się na muzykę, czego dowodem jest ostatnia płyta. Jednak na naszych koncertach nadal istnieje element show, bo naszym zdaniem jedno nie musi wykluczać drugiego. No tak, pozostały makijaże, specyficzne zachowanie sceniczne i obawa, że gdzieś ta muzyka mimo wszystko może umknąć... Jacques Le Dick: To jest chyba bolączka naszego kraju, że ludzie mają problem z bezpośrednim odbiorem tego, co im się daje, co znaczy, że jeśli ktoś wychodzi na scenę nie ubrany w szerokie bojówki, nie gra na nisko opuszczonych gitarach, do tego nie zachwyca swoim warsztatem muzycznym i nie gra muzyki

smutnej i dołującej, to wszyscy doszukują się w tym jakiegoś żartu. Wydaje mi że, jeśli ktoś ma otwartą głowę bez problemu nas zrozumie. N.G.A. Dick: Trudno byłoby znaleźć wśród wielkich kapel taką, która zupełnie pomija element show. Niekoniecznie mam tu na myśli przebrania i szaleństwa samych muzyków może to być scenografia czy chociażby światło, jak w przypadku koncertów Radiohead. BobbyDick: Podsumowując, chyba możemy się nazwać kapelą około muzyczną, ponieważ zespół, który szanuje swoją publiczność, wychodząc na scenę powinien przygotować atrakcyjny show. Średnie wydaje mi się przyjść i zapłacić za koncert, gdzie grają kolesie, którzy wyszli z pociągu prosto na scenę, bez żadnego przygotowania.

| coolturka

muzyka

Waszą stałą jest zmiana, każdy album jest zupełnie różny od poprzedniego. Czy to próba ucieczki przed zaszufladkowaniem, czy budowanie własnej autonomicznej szuflady? Bobby Dick: Ta zmienność, że tak po krakowsku powiem, jest cymesem, bajglem, obwarzankiem naszego funkcjonowania na rynku. N.G.A. Dick: Kiedyś uważaliśmy to za naszą słabą stronę, że trudno nas zdefiniować, wszyscy byli bardzo ostrożni przy ocenianiu nas. Teraz kiedy pojawiła się trzecia płyta, znowu pojawiły się głosy - czy oni aby na pewno z nami nie grają? - i tak się to nam spodobało, ta nasza karma, że chcielibyśmy żeby już tak zostało. Niczego nie należy się po nas spodziewać, każda kolejna płyta będzie voltą. Może niektórych fanów to wzburzy, ale za bardzo jesteśmy zaangażowani w muzykę żeby przywiązywać się do własnych wizerunków. Ostatnio w polskiej kulturze pojawił się pewien trend: otóż Ministerstwo Kultury stara się motywować artystów - również pieniężnie - do szerzenia postaw patriotycznych wśród swoich odbiorców. Jak z tymi postawami jest u was? N.G.A. Dick: Może zdziwi Cię moja odpowiedź, ale jesteśmy patriotami, jesteśmy dumni z polskiej kultury. Ostatnio odkrywamy i zasłuchujemy się w polskiej muzyce lat 80’ i naprawdę uważam, że nie mamy się czego wstydzić. Jako zespół czerpiemy z wzorców zachodnich, ale staramy się akcentować tą naszą słowiańskość. W naszym przypadku patriotyzm nie wyklucza kosmopolityzmu. Spotykamy się przy okazji Trójka Tour. Gracie z Czesławem Mozilem i Gabą Kulką, którzy reklamując trasę gościli w porannym programie jednej z dużych stacji telewizyjnych (jednego z patronów medialnych tego wydarzenia), zastanawiam się dlaczego nie pojawił się tam żaden z Dicków? Jacques Le Dick: Jacyś goście, gdzieś na górze, którzy chodzą w garniturach i pewnie jeżdżą sportowymi samochodami, doszli do wniosku, że nazwa Dick4Dick jest zbyt obsceniczna i nie może się pojawić przed 23.00 na ich antenie, która jak powszechnie wiadomo, promuje wartości katolickie. W związku z czym w reklamie trasy figurujemy jako gość specjalny. Co jest - ekstremalnym skandalem! (śmiech) N.G.A. Dick: Żenada! Bobby Dick: Jak prezes TEJ telewizji będzie chciał mnie zaprosić do znajomych na Facebooku to odrzucę jego zaproszenie. Wet Dick Junior: A prawda jest taka, że zaspaliśmy... Dick4Dick powstał w 2004 r. w Gdańsku i ma na swoim koncie kilka wydawnictw muzycznych i multimedialnych: Silver Ballads (Zgniłe Mięso, 2005), Dick Back In Town Ep (Dickie Dreams, 2006), Grey Album (Dickie Dreams, 2008), The Legendary Dick4Dick 2004-2009 (Mystic, 2009) z teledyskami i remixami. Zespół wykorzystuje różne gatunki muzyczne, aby tworzyć z nich swój własny język muzyczno - wizualny. Nieustanne przeobrażenia stylów, wizerunku scenicznego, informacji podawanych na własny temat stało sie przyczyną wielu nieporozumień krążących wokół zespołu jak np. określanie działań grupy w kategoriach żartu, pastiszu czy kabaretu. W rzeczywistości zmiany te obrazują pełną swobodę artystycznej wypowiedzi grupy, skutecznie wymykającej się jednoznaczym próbom jej zaszufladkowania.

maria celeste www.myspace.com/mariacelesteband

Maria Celeste powstała „jakiś czas temu” w Rzeszowie. Już na początku, bo w 1998 roku nakładem Boofish Records został wydany materiał pt. The Mo. Kolejny, mniej oficjalny album pt. Inwit, powstał w czasie dłuższej, kilkuletniej drzemki, po której to zespół obudził się w nowej, krakowskiej rzeczywistości. Twórczość grupy oscyluje wokół lekko psychodelicznej muzyki alternatywnej / rockowej, z którą mieszają się pozornie banalne i infantylne teksty. Obecnie na dosunięcie przysłowiowego zamka pod kołnierz czeka kolejny materiał pod roboczofinalnym tytułem Głowa jak mokra piłka plażowa. Do sukcesow grupy należy pierwsze miejsce w projekcie „Dachowanie” - festiwalu organizowanym cyklicznie przez Gazetę Wyborczą i Alchemię na Kazimierzu oraz niewątpliwie, zeszłoroczny występ na Off Festival 2009 Skład: Bartosz Mucha – wokal, Michał Ziomek – bas, Błażej Żakowski – perkusja, Paweł Babula – gitara, Sebastian Ślęczka – klawisze

Love It Hard Festival 14 lutego - Klub STUDIO

Walentynki na rockowo? No tego, już chyba dawno nie było w naszym pięknym mieście. Na jednej scenie klubu Studio legendarne Turbo idące jak burza po niedawnym wydaniu Strażnika światła, fascynujący skrzypcowy wirtuoz Jelonek, śląscy kosiarze Crystal Viper, krakowski Witchking pierwszy raz live w swoim grodzie po liftingu w postaci zmiany wokalisty i perkusisty, częstochowska Vena Valley, rzeszowski Ciryam oraz słowacki Ravenclaw w roli otwieracza. Czy będzie romantycznie? To już kwesta gustu, ale na pewno będzie ostro... Więcej na: www.eventim.pl lub www.klubstudio.pl Bilety 55 PLN w przedsprzedaży 69 PLN w dniu koncertu Bilety dostępne w sieci Eventim oraz w klubie Studio.

...because quality matters lounge magazyn

21

K. Widmańska - Podwieczorek 22 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| coolturka

fotografia

W

tyle wielopłaszczyznowym dziełem, że każdy, inspirujący się tą książką, artysta, a jest ich wielu, powinien znaleźć tam coś, jakiś odpowiednik dla własnej wrażliwości.

piątek, 8 stycznia w Galerii Pauza odbył się wernisaż fotografii Katarzyny Widmańskiej, zainspirowany bajką Lewisa Carrolla, Alicja w Krainie Czarów. Sfeminizowana, niepokojąca i tajemnicza - taka jest Kraina Czarów widziana oczami artystki.

Z pozoru bajka dla dzieci, a twoje prace są nasycone tajemnicą, można powiedzieć mroczne... Moje prace są wynikiem tego, jak patrzę na świat i rzeczy, które mnie otaczają. Nie układam sobie kawałek po kawałku tego jak ma wyglądać efekt końcowy moich projektów. Czasem coś niespodziewanie urodzi się w mojej głowie, a ja temu ufam i staram się realizować, a Alicja urodziła się mroczna i tajemnicza.

Skąd inspiracja Alicją w Krainie Czarów? Bo towarzyszy mi od dziecka, jest moją ulubioną książką, od wielu lat przewijała się w moim życiu i w momencie, w którym zaczęłam, na poważnie, zajmować się dziedzinami sztuki, postanowiłam wydobyć tą siedzącą w mojej głowie Alicję, nadać jej kształt, pozwolić ujrzeć światło dzienne. Termin wystawy twoich prac zbiega się z szumem wokół filmowej adaptacji Tima Burtona, Alicji w Krainie Czarów - sprytny zabieg czy przypadek? Niestety lub stety – przypadek. Moja Alicja miała się pojawić w Pauzie w zeszłym roku, a kiedy kilka lat temu rozpoczynałam ten projekt, pierwszą fotografią Alicji z królikiem, jeszcze nic nie było wiadomo o zamiarach Burtona. Na szczęście Alicja jest na

A jak przebiegała praca z modelami? Jak reagowali na twoje pomysły? Pracuję ze swoją stałą ekipą, każdy z modeli mógł przypuszczać co będzie go czekało na planie, jak będzie wystylizowany, ubrany, jak na przykład Królowa Kier, czyli model wykreowany na drag qeen. Staram się nie stawiać ludzi przed faktem dokonanym, rozmawiam z nimi i opowiadam o swoich wizjach, tylko od nich zależy czy znajdą w sobie na tyle odwagi i chęci żeby współtworzyć ze mną taki projekt.

Follow the white rabbit

KATARZYNA WIDMAŃSKA

Absolwentka  Instytutu Sztuki AP w Krakowie, gdzie uzyskała dyplom z rysunku w pracowni  prof. Piotra Jargusza. Jej największą pasją stała się jednak fotografia, którą zainteresowała się pod koniec studiów, a której poświęciła się bez reszty, wkładając w nią całą duszę oraz plastyczne umiejętności. Nie potrafi po prostu „chodzić i pstrykać” - pociąga ją możliwość kreowania

rzeczywistości, pokazywania jej po przejściu przez pryzmat własnego ja... I tak jest nadal - fotograficzne wizje rodzą się najpierw w jej głowie, a dopiero potem je urzeczywistnia w kadrze.  Najwięcej nauk, ale też inspiracji, zarówno świadomych, jak i nieświadomych - czy jest to sposób operowania światłem, kolorem bądź przestrzenią kadru, czerpie z malarstwa Wielkich Mistrzów takich jak Tycjan, Vermeer, Rembrandt. Przedmiotem jej fotografii są głównie kobiety i szeroko

Rozmawiała: Katarzyna Stokłosa

pojęta kobiecość - wraz ze swoim pięknem, emocjami, uczuciami.  Pracuje zarówno na sprzęcie cyfrowym jak i tradycyjnie (ciemnia), wykorzystuje techniki szlachetne, a wśród nich technikę gumy dwuchromianowej. Zajmuje się także pracą dydaktyczną, prowadząc zajęcia dotyczące fotografii w Krakowskiej Szkole Filmowej. www.widmanska.com

Wystawa Alicja w krainie czarów w Galerii Pauza potrwa do 14 lutego. www.galeriapauza.pl // ul. Floriańska 18/5 (II piętro) ...because quality matters lounge magazyn

23

Nazwisko Casanovy chyba dla nikogo nie brzmi obco. Podrywacz wszechczasów - to pierwsze, co nasuwa się na myśl. A coś więcej na temat tegoż pana? Żadna kobieta nie mogła mu się oprzeć. Ale czy faktycznie? Postanowiłam naszego historycznego absztyfikanta postawić przed lustrem. Bo jak mówią: lustro prawdę Ci powie. Zabawmy się w gabinet luster i przyjrzyjmy się naszemu macho z każdej strony.

Zwierciadło I dzieciństwo i dorastanie

Przed pierwszym lustrem stoi mały, trochę wystraszony chłopiec z chusteczką w ręku. Jest chorowity, stale przeziębiony. Opiekuje się nim babcia i wydaje się być zapomniany przez resztę rodziny. Najbliżsi uważają go za dziecko chore umysłowo. Jak na razie marny początek. W wieku ośmiu lat zostaje wyleczony z wszelkich schorzeń i dolegliwości przez czarownicę. Przypuszczam, że już wówczas przechodzi na tzw. „ciemną stronę”. Póki co, jednak cudownie uzdrowiony 12-letni już osesek przeżywa swój pierwszy zawód miłosny z niejaką Bettiną. W wieku 16 lat, nasz kawaler wstępuje do seminarium duchownego. Najprawdopodobniej wyznaje motto, że wszystkiego w życiu należy spróbować, bo niedługo potem zostaje z niego wydalony za bliskie, aczkolwiek ponoć przypadkowe obcowanie z dwoma młodymi seminarzystami. Bliskie i przypadkowe? Czyż to się nie wyklucza? Historia znała jeszcze wiele takich paradoksów.

Zwierciadło II lata młodzieńcze: szaleństwo hormonów

W tym okresie Giacomo już nieco bardziej przypomina mężczyznę. Odnośnie powalania kobiet na kolana samym wyglądem: 24 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

le ż ał.

cóż! Jego ówczesna fizjonomia może i oszałamiała seminarzystów, ale co do kobiet to Casanova chyba musiał wyciągać inne asy z rękawa. W tym czasie dużo podróżuje, ale w jego życiu brak jak na razie porażek czy skandali na tle seksualnym. O podbojach też długo cisza! I wreszcie, w trakcie jednej ze swych wielu wypraw Giacomo poznaje Henriettę, która podobno staje się miłością jego życia. Pisze o niej w pamiętnikach: Ci, którzy nie wierzą, że kobieta może uszczęśliwiać mężczyznę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, nigdy nie mieli swojej Henrietty. To pewnie właśnie dlatego, że była dla niego tak ważna, pozwalał sobie w międzyczasie na rozwiązły tryb życia i przygody z innymi kobietami... Całe szczęście, że to Henrietta pierwsza przejrzała na oczy i odeszła od niego z cierpkim pożegnaniem: Henriettę też zapomnisz. Po tym rozstaniu jego testosteron bierze górę. Kusi go wszystko, co niedozwolone, cudze, a przy tym wyróżniające się, choć odrobiną kobiecej aparycji, bo jak już wiemy do męskich kształtów też miał Giacomo pewne zamiłowanie. Uciechy cielesne kończą się w tym wypadku 13 miesięcznym więźniem w ciasnej, małej celi, w której przyszły symbol amanta nie może nawet swobodnie stanąć. Jakaż szkoda.

na

Drogie panie, jak wyobrażacie sobie mężczyznę idealnego? Czy to brunet, wysoki, elegancki, niebieskooki? A może szatyn barczysty, który krok ma zamaszysty? Jestem pewna, że ile kobiet na świecie, tyle ideałów mężczyzny i uwodziciela. A która z pań spogląda w tych poszukiwaniach za siebie? Która nie boi się cofnąć bardzo wstecz, by sprawdzić, co mówi nam o podrywaczach- historia?

..

felieton |

Ja k

wid

ać, C asano ków va do prz ystojnia

j ze rac

nie

Właściwie to może i udało się pomnożyć kapitał, nawet parokrotnie, ale z pewnością nie ten pieniężny... W sumie to „dogadzanie” też jest formą pracy i tu zaraz nasuwa mi się myśl, że pracoholizm to znowu nie takie nowoczesne pojęcie. Swoją protektorkę, markizę d’Urfe zwodzi 8 lat, wmawiając jej, że umożliwi jej (uwaga!): odrodzenie się w postaci mężczyzny. Biedne naiwne XVIII - wieczne kobiety. Markiza jednak nie jest w ciemię bita i wyrzuca tego marnego aktorzynę na zbity pysk.

Zwierciadło III dorosłe świata zwiedzanie

Po ucieczce z aresztu - tak, tak, udało mu się zbiec - nadal nie może się Giacomo oprzeć pokusom życia codziennego, czyhającym, zdawać by się mogło na każdym kroku. Zagubiony, schorowany chłopiec odszedł w zapomnienie, by zrobić miejsce wygłodniałemu wszelkiej cielesności nowemu Giacomo. To już zupełnie inny człowiek. Udaje się do Paryża, aby tam poznać i pozostać pod wielkim urokiem markizy D’Urfe. To właśnie ta dobrotliwa kobieta w przyszłości nie jeden raz uratuje skórę naszemu nieporadnemu kochankowi. Tymczasem, Giacomo nie zapomina, jakiego hormonu ma najwięcej i gdzie w jego organizmie znajduje się jego największe skupisko. Zdobywa fortunę grając w karty i to prawdopodobnie dzięki niej ma siłę i środki na dogadzanie 20 pannom, z którymi miał przyjemność pracować dla pomnażania swojego kapitału. Casanova nadmuchiwał prezerwatywy w celu sprawdzenia ich szczelności

Zwierciadło IV przygoda z Polską

Nasz obieżyświat zawitał także i do Polski, gdzie dopuścił się największego grzechu i wykazał się całkowitym brakiem smaku i gustu. Powiedział mianowicie: w ogóle kobiety są brzydkie w tych okolicach; piękności są tam cudami, a ładne – rzadkimi wyjątkami. Oj lichy podrywaczu z drugiej ligi, nie wiesz cóżeś uczynił i jakieś wrażenie pozostawił w gorących sercach mieszkanek naszego pięknego kraju. Szczęśliwie, w Polsce nie pozostawia po sobie żadnych śladów w postaci podarowanego jakiejś, z tych, jak to powiedział, brzydkich kobiet - potomka (a przynajmniej nic o tym nie wiadomo...). Co się tyczy potomkiń, to pewnie Casanova w ogóle nie płodził córek mając na uwadze protekcję nad nim owej „ciemnej strony”, która dbała zapewne o takich jak on, czyli po prostu - MĘŻCZYZN!

Zwierciadło V ostatnie lata przed śmiercią

Cóż, Casanova nieśmiertelny nie był, jak na przykład Elvis. Jego wędrówka po tym doczesnym padole, pełnym smutku i łez, nieuchronnie zbliżała się do końca. W ostatnich latach życia wiele tworzył i to właśnie z tego okresu pochodzą: Monolog myśliciela - tutaj w tytule zapomniał dodać, że przez większą część życia myślał innym organem niż jest do tego przeznaczony, Moja ucieczka z więzienia ołowianego - czyli spis heroicznych opowieści o czynach mniej heroicznych i wreszcie dzieło najważniejsze: Historia mojego życia, którą to ja spisuję w krzywym zwierciadle. Pisanie było jego ostatnią uciechą. Nic dziwnego, bo spisywał swe dzieje w wieku lat 72. Najwyraźniej, podczas, gdy inni amanci królowali w tym czasie w europejskich stolicach, uwodząc ich piękne mieszkanki, naszemu podstarzałemu lowelasowi pozostało już tylko spisywanie suchych faktów z barwnego niegdyś życia. W pamiętnikach wspomina o intymnych przygodach ze 122 kobietami. Biedne kobiety! Oczarowane Bóg jeden raczy wiedzieć czym i zbałamucone, a potem zapomniane i wpisane na karty powieści przez niskiego, o wątpliwej urody mężczyznę. Choć zapewne miał w sobie to coś, co pozwalało mu je wszystkie zdobywać - i tego mu nie odmówię. Współczesne kobiety! Niech ta historia będzie dla Was przestrogą. Nie szukajcie wymuszonych ideałów, bo jak widać każdy jakieś wady ma, tylko niektórzy potrafią je nieźle ukrywać. Ja, na nadchodzące Walentynki życzę Wam wspaniałych amantów, z całym sercem na dłoni, tylko dla Was.

tekst: Marta Brożyna zdjęcia: Wikipedia.org Giacomo (Jacques) Girolamo Casanova (ur. 2 kwietnia 1725 w Wenecji, zm. 4 czerwca 1798 w Duchcovie) był awanturnikiem, podróżnikiem, literatem i najsłynniejszym kochankiem w historii. W latach 1738–1742 studiował na uniwersytecie w Padwie, gdzie, jak twierdził, w wieku 16 lat otrzymał stopień doktora obojga praw. Co ciekawe, Casanova był jednym z pionierów używania płóciennych prezerwatyw, jako środka antykoncepcyjnego i chroniącego przed chorobami wenerycznymi. Jego pamiętniki - Historia mojego życia – barwnie opisują życie w osiemnastowiecznych stolicach europejskich. Na podstawie odnalezionej wśród jego spuścizny kartki, zawierającej prawdopodobnie tytuły rozdziałów usuniętych z pamiętników: Moje miłostki z Kamilem (w więzieniu), Moja miłość do chłoptasia księcia d’Elbœuf, Pederastia z X. w Dunkierce, Pederastia z Bazinem i jego siostrami oraz kilku pozostałych w pamiętnikach aluzji, przypisuje mu się orientację biseksualną, chociaż on sam w pamiętnikach wyraża się pogardliwie o homoseksualistach. Z paszportu Casanovy z 1757 roku wiemy, że mierzył 186 cm wzrostu. Wiadomo także, że miał ciemną karnację, czarne oczy i włosy (które jednak zwykle ukrywał pod peruką).

Kiedy

po raz

ostatni widziałeś

swojego

księgowego?

Przyjdź i zobacz się z nami.

ul. Mogilska 65 31-545 Kraków www.ksiegowosc-polska.pl biuro@kp.biz.pl tel. 012 686 37matters 70 lounge magazyn ...because quality

25

coolturka |

książka

play

Carlos Ruiz Zafón

Marina

Nie raz już się zastanawiałam, którą z książek wzięłabym na bezludną wyspę. Gdyby mogło być ich kilka, to bez wątpienia zabrałabym wszystkie opublikowane u nas powieści Carlosa Ruiza Zafóna – tak bardzo je lubię!

Z niecierpliwością więc czekałam na premierę najnowszej książki pt. Marina. Tak jak w przypadku wcześniejszych powieści, tak i teraz, akcja dzieje się w Barcelonie. Miasto opisane jest we właściwy dla autora sposób, dzięki czemu mamy ochotę zanurzyć się w jego barcelońskie zakamarki, zniknąć wraz z bohaterami w ciemnych zaułkach. Już od pierwszych stron jesteśmy nim zauroczeni nie mniej niż główny bohater, Óskar Drai. To właśnie tam, wśród secesyjnych pałacyków, otaczających jego szkołę z internatem, spotyka Marinę. Od pierwszego chwili wie, że jest ona nie mniej fascynująca i tajemnicza niż sekrety dawnej Barcelony. Óskara i Marinę od początku łączy niezwykła więź. Tym mocniejsza, że razem próbują rozwikłać tajemnicę, jaką otacza postać pewnej damy w czarnym płaszczu. Podążając tropem kobiety, natrafiają na niezwykłą historię wielkiej namiętności, która była jej udziałem przed laty. Nasi bohaterowie odkrywają mroczną, choć zapomnianą tajemnicę dawnych kochanków i tym samym wkraczają w sam środek mrożących krew w żyłach wydarzeń. Wydarzeń, których dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać. Po raz kolejny Zafón mnie wzruszył. Jest to pięknie opowiedziana, wielowątkowa historia, która przede wszystkim pokazuje siłę uczuć, ale też ból po stracie najbliższej osoby. Książka ta powoduje nostalgię i zadumę i tym samym staje się częścią naszego życia. To tak, jakbyśmy sami to wszystko przeżyli – wielkie uczucie i wielką stratę. Szkoda jednak, że czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni. Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło. * Małgorzata Kobus * fragment powieści

Sound Shaker Sound Shaker to plyta utrzymana w klimacie chillout, nu-jazz, down tempo. Prawdziwy rarytas dla fanów syntetycznych brzmień oscylujących pomiędzy dźwiękami żywych instrumentów i fenomenalnych wokali. Kompozycja dwunastu utworów najpopularniejszych rodzimych artystów m.in. Kayah, Marii Peszek, Reni Jusis, Natalii Kukulskiej, Kasi Wilk czy Sistars w chillout’owych remixach znanych polskich djów i producentów takich jak: Smolik, Envee, Matt Kowalsky czy Seb Skalski. Album Sound Shaker to niepowtarzalna okazja, aby usłyszeć znane polskie utwory w zupełnie nowych aranżacjach i muzycznych interpretacjach. Premiera albumu już 12 lutego 2010 roku. Konkurs! Lounge rozdaje - mamy dla Was aż 10 płyt Sound Shaker. Wystarczy wysłać maila o tytule Sound Shaker na adres: konkurs@loungemagazyn.pl Wygrywa 12, 14, 26, 30, 37, 41, 45, 48, 52 i 73 e - mail.

Marcin Szczygielski

PL-BOY2

PL-BOY, czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji, to debiut i równocześnie ogromny sukces autora. Sensacyjno - satyryczna książka opisuje kulisy działania ludzi mediów widzianych z perspektywy dwudziestoparolatka zatrudnionego w luksusowym miesięczniku dla mężczyzn. Książka bawi, wywołując u czytelnika paroksyzmy śmiechu, ale i przeraża w chwilach, gdy uświadamiamy sobie, że to nie groteska, lecz świetnie podpatrzona i brawurowo opisana rzeczywistość. Marcin Szczygielski przez kilka lat był dyrektorem artystycznym polskiej edycji Playboya, dzięki czemu swoim obserwacjom nadał piekący walor śmiechu, uderzającego niczym gogolowskie: Z czego się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie!. Zygmunt Kałużyński po lekturze PL-BOYA napisał: Powieść Szczygielskiego jest triumfem humoru, obserwacji i złośliwości. Ale nie tylko: przynosi sensacyjny demaskatorski obraz kulisów redakcji współczesnego miesięcznika dla panów. Moja najbardziej pikantna lektura od lat! Sukces książki zachęcił Szczygielskiego do napisania kontynuacji – w ten sposób powstała Wiosna PL-BOYA, czyli Życie seksualne oswojonych. Śledzimy w niej losy znanych już bohaterów: idącej po trupach, niedouczonej PR-ówki Zeni, bezdusznej i kabotyńskiej pani prezes Bety oraz buntujących się – wewnętrznie – pracowników redakcji, którzy na co dzień wybierają konformizm. Wiosną 2010 r. rozpoczną się zdjęcia do filmu na podstawie obu powieści. Czy będzie kolejny sukces? Z pewnością, wszak książki te to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Nie tylko porażają siłą komizmu, ale także bulwersują bezkompromisowym opisem stosunków panujących wśród młodych Polaków pracujących w mediach.

26 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Strachy na Lachy Dodekafonia 22 lutego odbędzie się premiera piątej płyty w dorobku grupy Strachy na Lachy – Dodekafonii. Album ukaże się równolegle w dwóch formatach, na popularnym cd oraz po raz pierwszy w historii zespołu - na dwupłytowym winylu. Krótko przed premierą ukaże się także drugi singiel z Dodekafonii, kawałek Ostatki - nie widzisz stawki, do którego zespół właśnie kończy remiksy, a wkrótce wspólnie z GuzikOwcami stworzony zostanie teledysk. 25 lutego, o godz. 18, zespół spotka się z fanami w krakowskim Empiku (Rynek Gł. 5), gdzie będzie podpisywać najnowszy album.

| coolturka

play

Time for Lounge Wydawnictwo MyMusic prezentuje album UnClubbed presents: Time for Lounge, który w zeszłym miesiącu trafił do sklepów. Na płycie znalazło się 19 inspirujących adaptacji największych przebojów sceny klubowej - Moloko, Rui Da Silva, Dee Lite, The Source ft. Candi Staton czy Alison Limerick. Słynne utwory w zupełnie nowych, groove’owych aranżacjach swoimi brzmieniami przeniosą słuchaczy prosto z gorącego parkietu na wygodną sofę… Za produkcję albumu Time for Lounge odpowiada Sacha Collisson i John Fitz, duet cenionych muzyków z Wielkiej Brytanii. Wokalnie udzielają się takie postaci jak Sam Obernik, Katherine Ellis, Abigail Bailey, Rosie Gaines, Lizzy Pattinson czy też Andrew Roachford. Kompilacja Time for Lounge to propozycja dla tych, którzy traktują muzykę jako przygodę i chcą odkrywać ją na tyle długo, na ile pozwoli im na to ich wyobraźnia. Konkurs! Lounge rozdaje - mamy dla Was 4 płyty Time for Lounge… od Lounge Magazyn. Wystarczy, że wyślecie maila o tytule Time for Lounge na adres konkurs@loungemagazyn.pl, a płytki będą wasze. Wygrywa 10,15,20,25 mail. Tym z Was, którym nie dopisze szczęście, proponujemy śledzić nas na Facebooku. Tam również będzie można znaleźć ten konkurs, oraz kilka innych niespodzianek.

Galeria Tortów Artystycznych ul. Bożego Ciała 22 Kraków tel. 505 125 369 504 085 677 www.torty-krakow.com

Formacja Chatelet - najbardziej przystojny mentalnie kabaret w Polsce Już 19 lutego premiera płyty DVD Formacji Chatelet, dla której po 13 latach istnienia jest to pierwsze tego typu wydawnictwo. - Uświadomiliśmy sobie, że to kawał historii, którą trzeba uwiecznić. Historii Formacji i kabaretu w ogóle – mówi Adam Małczyk, jeden z członków Formacji. I tak sobie nieskromnie myślę, że te 13 lat istnienia i nieustająca radość z tego co robimy, to nasz wielki sukces – dodaje. Rejestracja materiału odbyła się w Lublinie. Na płycie można zobaczyć dokładnie to co działo się na występach. Sto procent materiału i atmosfery, bez żadnych montażowych sztuczek. - To DVD jest prezentem dla Nas i dla Was, bo tylko Nam i Wam zawdzięczamy te 13 lat! Miłego oglądania! Formacja Chatelet - pierwszy męski czworokąt w Polsce. Niepoprawni optymiści i wieczni buntownicy - ciągle wierzą, że poprzez kabaret zmienią świat i odkryją u ludzi nowe kontynenty świadomości. Najwięcej przyjemności sprawia im dawanie przyjemności [cokolwiek to znaczy]. Formacja powstała nagle w Krakowie... i niech trwa. Niewątpliwie jest to najbardziej przystojny mentalnie kabaret w Polsce - nie wierzcie innym, którzy twierdzą inaczej. Kochają być na scenie – jako Formacja Chatelet, w różnych konfiguracjach personalnych, istnieją już od grudnia 1996, obecnie działają w składzie: Adam Grzanka, Adam Małczyk, Michał Pałubski oraz Askaniusz Petynka. Jak sami twierdzą jest to skład optymalny, a Chatelet jest przez to w szczytowej formie! Premiera płyty w datach: 05 lutego 2010 zapraszamy wszystkich do krakowskiej Rotundy na Pytania niekontrolowane oraz przedpremierowy pokaz DVD Formacji z udziałem członków Grupy. 19 lutego prawdziwe SHOW – oficjalna premiera płyty DVD w Media Markt przy ulicy Zakopiańskiej 105 w Krakowie. www.chatelet.pl – oficjalna strona Formacji / www.myspace.com/formacjachatelet / www.fff.fotolog.pl www.chatelet.jun.pl / www.chatelet.fotolog.pl

Twarze Przy Barze

Japan Night 28 stycznia 2010

28 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

lounge

BARY I RESTAURACJE //

ul. Dekerta 24 www.shanti-restauracja.pl Znajdujące się w nowym podgórskim biurowcu DIAMANTE PLAZA, bar i restauracja SHANTI uwodzą swoim przywiązaniem do jakości i stylu, czego wyrazem są zarówno przytulne wnętrza jak i profesjonalna obsługa

Inspirując się tradycyjna kuchnią azjatyckiej ulicy, kucharze SHANTI stworzyli nowoczesną kartę dań, będącą interpretacją współczesnej kuchni Dalekiego Wschodu. Smaki choć doskonale zbalansowane, zaskakują swoją wyrazistością, mocą i wigorem. Będąc doskonałym miejscem na spotkania biznesowe SHANTI proponuje różnorodne przekąski na lunch, przygotowywane na oczach klientów w rozżarzonych wokach, jak i bardziej wyszukane dania kuchni azjatyckiej na wieczorną kolację, oferując przy tym wyjątkowy wybór posiłków za rozsądną cenę.

Czy to sącząc drinka przy barze strzeżonym przez trzymetrowy posąg Buddy Maha Muni, czy też delektując się kolacją w kameralnych lożachw SHANTI każdy znajdzie coś dla siebie. Po zachodzie słońca bar budzi się do życia proponując gościom stylową przestrzeń z klimatycznym jazzem w tle, który wraz z upływem nocy płynnie przechodzi w ożywiający zabawę vocal house.

Otwarcie juz. w polowie Lutego! ...because quality matters lounge magazyn

29

bary i restauracje |

newsy

Karnawał - czas na drinka! Drinki czy inaczej koktajle to popularne dziś w klubach, na prywatkach czy domowych imprezach słodkie mieszanki alkoholi i różnorodnych dodatków: soków, owoców, ziół. Ich kompozycje to kwestia umiejętnego łączenia składników. Powstają więc szkoły, które uczą tajników miksologii czyli sztuki przygotowywania drinków i koktajli.

Najlepszy blog firmowy

Blog krakowskiej restauracji Ancora - jednym ze zwycięzców konkursu na najlepszy blog firmowy Internetowy blog szefa kuchni krakowskiej restauracji Ancora ADAMA CHRZĄSTOWSKIEGO - zdobył trzecie miejsce w konkursie na najlepszy blog firmowy (kategoria: profesjonalny), organizowanym przez Dominika Kaznowskiego (www.blogifirmowe.wordpress.com). W uzasadnieniu werdyktu jury zdecydowało się nagrodzić blog nie tylko miejscem na podium, ale i wyróżnieniem specjalnym: za styl, klasę i szerokie spojrzenie na dziedzinę. Blog Ancora Restaurant najlepiej realizuje postulat wychodzenia poza utarte podejście do pisania o wyłącznie o firmie. Blog Adama Chrząstowskiego powstał w w kwietniu 2008. Autor szef kuchni Ancora, znany także z programów Kuchni.TV Adam po pracy - pisze nie tylko o zmianach w karcie restauracji i nowinkach w menu, ale na bieżąco komentuje stan polskiej gastronomii. Jak sam twierdzi: - Polska kuchnia to nie tylko żurek i pierogi, a kulinaria to część tradycji, ale i kultury kraju. Więcej o konkursie: www.blogifirmowe.wordpress.com Blog Adama Chrząstowskiego: www.blog.ancora-restaurant.com

Dziurka z pączkiem W związku ze zbliżającym się Tłustym Czwartkiem (11 lutego), krótki opis pączka i jego słodkiej dziurki. Pączek - pulchne ciastko drożdżowe z mąki pszennej w kształcie nieco spłaszczonej kuli. Zazwyczaj nadziewane konfiturą różaną lub owocami, ale też likierem, budyniem, a nawet serem, smażone na kolor ciemno-złoty, na głębokim tłuszczu — smalcu lub oleju (dawniej też na maśle). Gotowy jest zwykle lukrowany lub obsypywany cukrem pudrem, może być też posypany kandyzowaną skórką pomarańczową lub polany czekoladą. Przyjęło się, że jeśli ktoś w tłusty czwartek w ogóle nie zje pączka, nie będzie się mu wiodło. W tłusty czwartek przeciętny Polak zjada 2,5 pączka na głowę, a wszyscy Polacy razem w tym czasie pochłaniają ich prawie 100 milionów. Jeden niewinny pączek ma 248 kcal. Niestety nigdzie nie udało nam się znaleźć odpowiedzi na pytanie: po co pączek ma dziurkę? Wiemy, że ma ją tylko angielski pączek, nasze kochane tradycyjne pączuchy postanowiły nie szukać dziury w całym. Tak trzymać!

Wiadomo, że mieszanki alkoholowe doskonale znane były już w XVI w. - świadczy o tym angielska książka kucharska z 1540 roku, która zawiera przepis na napój z dodatkiem liści mięty pieprzowej. Inne porady dotyczyły sporządzania ponczu (Anglicy przywieźli je z dalekich Indii). Amerykanie w XVI w. popijali znany do dziś Egg-Nogg (rum z ubitym jajem i cukrem oraz śmietanką). W San Francisco powstała nawet osobna książka kucharska napisana przez Jerry’ego Thomasa, zawierająca ponad 300 receptur na drinki. Była to słynna The Vivants’ Companion or How to mix. Naturalnym było, że przepisy na kolorowe trunki szybko trafiły do Europy, gdzie na początku XX w. amerykańskie koktajle robiły zawrotną karierę w pospolitych pubach i na salonach takich jak Savoy w Londynie. Polski też nie ominęła moda na te intrygujące alkoholowe mieszanki i na bazie zagranicznych receptur miksolodzy przygotowywali własne, nie mniej wyszukane i smaczne. Przygotowywane na bazie czystej lub gatunkowej wódki mają tradycyjny, lub przeciwnie egzotyczny smak. Wszystko zależy od dodanych do alkoholu składników. W okresie karnawału każdy z nas może pobawić się w miksologa i sporządzić zaskakujące mieszanki na bazie na przykład żołądkowej gorzkiej. Kilka przepisów, które urozmaicą każdą imprezę, podajemy poniżej.

Long Drink - Mint Surfer SKŁADNIKI: 50 ml Wódka Żołądkowa Gorzka z Miętą; 20 ml likieru melonowego Monin; 20 ml sok ze świeżej cytryny; 50 ml soku jabłkowego; Sprite jako uzupełnienie. Wszystkie składniki mieszamy w shakerze i przelewamy do szklanki z kruszonym lodem. Uzupełniamy Spritem. DEKORACJA: cząstki cytryny, czerwona wisienka koktajlowa. CHARAKTERYSTYKA: drink na każdą okazję.

Long Drink - Sweet Dream SKŁADNIKI: 20 ml Wódka Żołądkowa Gorzka tradycyjna; 10 ml świeżego soku z cytryny; 40 ml soku ananasowego; plastry świeżego ogórka; Sprite jako uzupełnienie. Do wysokiej szklanki wrzucamy kilka kostek lodu, przekładając plastrami ogórka. Wszystkie składniki mieszamy w shakerze i przelewamy do szklanki. Uzupełniamy Spritem. DEKORACJA: twist z ogórka. CHARAKTERYSTYKA: ogórkowa wariacja na temat drinka.

Long Drink - Red Mint SKŁADNIKI: 50 ml Wódka Żołądkowa Gorzka z Miętą; ½ świeżej limonki (6 cząstek); 5 listków świeżej mięty pieprzowej; 120 ml soku żurawinowego. Rozgnieć w wysokiej szklance listki mięty i cząstki limonki. Dodajemy kruszony lód. Wszystkie składniki mieszamy w shakerze i przelewamy do szklanki. DEKORACJA: listki mięty. CHARAKTERYSTYKA: orzeźwiające połączenie miętowej wódki z żurawiną.

Short Drink - Orange Fashion SKŁADNIKI: 20 ml Żołądkowa Gorzka; sok z ¼ wyciśniętej pomarańczy; dopełnienie Sprite; kostki lodu. DEKORACJA: cząstki pomarańczy. Ewelina Szymeczko - Media Forum

30 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| bary i restauracje

newsy

Na stołach najbogatszych czyli najdroższe przysmaki

Kawa Kopi Luwak

/cena: 500 - 3200 zł. za 1 kg/ Kawa ta, jak sugeruje cena jest najdroższą na świecie. Produkowana jest głównie w Indonezji, a to co odróżnia ją od zwykłych kaw, jest fakt, że wytwarzana jest z ziaren kawy, wydobywanych z odchodów zwierzęcia nazywanego lokalnie Luwak. Po przejściu przez przewód pokarmowy tego ssaka, ziarna tracą gorzki smak, dzięki czemu wytwarzana z nich kawa zyskuje nowy, niepowtarzalny aromat.

Trufla Biała

/cena: 8000 do 25000 zł. za 1 kg/ Białe Włoskie Trufle rosną wyłącznie w bardzo czystym środowisku i jak dotąd nie udało się ich wychodować w sztucznych warunkach. Jeśli wierzyć najlepszym szefom kuchni, mają one smak ludzi i potu, a pachną ziemią i seksem - wszystkim

czym pachnie i smakuje życie. Kilka cieńkich plasterków dodanych do makaronu, risotto lub omletu może dostarczyć daniom niezapomnianych wrażeń.

Almas Kawior

/cena: 50000 - 180000 zł. za 1 kg/ Słowo Almas w irańskim języku to „diament”. Jeśli nawet byłoby Cię stać na te „diamentowe” jajeczka, musisz wpisać się na listę i czekać cztery lata. Masz więc kilka lat na oszczędzanie. Ten luksusowy kawior pochodzi od najstarszych ryb, jakie przetrwały z epoki dinozaurów - Jesiotrów albinosów. Tajemnica popularności kawioru wynika z faktu, że ikra każdej ryby ma subtelnie inny smak.

Zupa z ptasich gniazd /cena: 4500 - 20000 zł. za 1 kg/

Znana jako Kawior Orientu, należy z pewnością do najdziwniejszych kulinarnych delikatesów. Ptaki z rodziny

jeżyków, które budują te gniazda, żyją w wysokich jaskiniach - zdobycie więc ich wymaga niesamowitych umiejętności akrobatycznych. Gniazda te mogą mieć różnorodne kolory, są cenione za swoje kulinarne i odżywcze walory, a podobno są też doskonałym afrodyzjakiem. Najwyższą cenę osiągają gniazda kolou krwisto - czerwonego.

Stek Kobe

/cena: 1500 - 2000 zł. za 1 kg/

Mięso to wywodzi się z Japonii, okolic miasta Kobe i jest znane na całym świecie za swój smak, kruchość i soczystość. W metodzie tuczu określanej mianem Kobe stosuje się niekonwencjonalne i rzadkie techniki. Bydło Kobe jest codziennie ręcznie masowane, co ma prowadzić do odłożenia się na mięsie mięśniowym cieniutkiej warstwy tłuszczu oraz pojone jest piwem, mającym zwiększyć ich apetyt. Biorąc pod uwagę sposób hodowli, nie ma się co dziwić, iż Kobe jest najdroższym mięsem na świecie.

Miyako Sushi jako pierwsza japońska restauracja w Krakowie, zaprasza na sushi od zeszłego wieku. Wyszukane i zróżnicowane menu naszej restauracji powstaje przy użyciu najwyższej jakości składników i jest efektem współpracy z japońskim, doświadczonym szefem Iwasaki Tamotsu oraz młodym, zdolnym mistrzem sushi Robertem Jelonkiem.

bary i restauracje |

gotuj z najlepszymi

Walentynkowa kolacja

Romantyczna kolacja we dwoje jest idealnym pomysłem na ten szczególny dzień. Można się oczywiście wybrać do restauracji, ale dlaczego nie przyrządzić ukochanej osobie pysznej kolacji samemu, w domu? Z pewnością uda Wam się zrobić wrażenie na partnerze. Dlatego zwróciliśmy się z prośbą o ciekawy pomysł na taką kolację, do szefa kuchni Baroque Restaurant & Cocktail Bar - Ilira Thaqi. W efekcie otrzymaliśmy przepis na wspaniałą i łatwą w przygotowaniu potrawę, dzięki której na nowo podbijecie serce najbliższej osoby!

DORSZ W SOSIE CURRY Z IMBIREM, PODANY Z ŻURAWINĄ SKŁADNIKI (na 2 porcje): 2 filety z dorsza po 120 g każdy, 120 ml wina białego 1 łyżeczka do kawy sproszkowanego curry laska świeżego imbiru, oliwa z oliwek 120 ml śmietany 15%, 100 g konfitury z żurawiny sól, pieprz PRZYGOTOWANIE: Podsmażyć filety na oliwie z dwóch stron, na średnim ogniu przez około 3 minuty; kiedy już nabiorą odpowiedniego koloru zdjąć z ognia; na tę samą patelnię wlać białe wino, curry oraz śmietanę i pozostawić na małym ogniu około 5 minut. Talerze skropić sosem, wyłożyć filety z dorsza a brzegi talerza przyzdobić konfiturą. Smacznego! Ilir Thaqi

Wino vinoteka

na Dzień Zakochanych

Szczęście uśmiechnęło się do Ciebie – ten jedyny, romantyczny wieczór spędzicie przy świecach, na Twoim kawalerskim gospodarstwie. Jeśli przypalasz herbatę, parówki grillujesz w foliowych osłonkach, a chińska zupka ratuje Cię przed śmiercią głodową tylko jedno może uratować honor macho, gentelmana, romantyka, businessmana, artysty (niepotrzebne skreślić) – WINO. Jak dobrać butelkę wina na wieczór we dwoje – zadanie to niełatwe. Przede wszystkim zależy od gustu Twojej wybranki. Zakładając, że wino nie będzie towarzyszem do wymyślnej potrawy, a ma za zasadę podkreślić nastrój, powinno być trunkiem, który nadaje się do picia solo. W świetle świec, zimową porą najlepiej zaprezentuje się czerwone – wytrawne lub półwytrawne. Unikajmy win szorstkich, mocno garbnikowych (ciepkich), z wyraźną kwasowością. „Solowe” wino powinno być miękkie, łagodne i aksamitne w smaku. Długi finisz umocni wrażenie, że wino wybrane na Walentynki jest owocem długich, starannych i fachowych poszukiwań. Klasyka nie zawsze się sprawdzi – oczywiście etykieta z Bordeaux czy Burgundii zrobi wizualnie wrażenie, ale poza niewielkimi wyjątkami, wina francuskie im droższe i lepsze dla koneserów, paradoksalnie - trudniejsze są w piciu.

32 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Włochy – wiele znanych win włoskich stanowi obowiązkowy dodatek do typowej włoskiej kuchni. Przykładem jest Chianti - niezastąpione do pasty czy pizzy niekoniecznie zda egzamin jako trunek do delektowania się. Pomimo, że wina z Nowego Świata mają swoich konserwatywnych przeciwników, na tę okazję zdecydowanie wygrywają ze starą Europą. Mają więcej słońca, dużo wyrazistych, owocowych aromatów, nie są cierpkie ani kwaśne w odbiorze nawet dla pijących wino okazjonalnie. Oczywiście ważny jest szczep – aksamitny Merlot, krągły Malbec czy pełne temperamentu Carmenere, to pierwsza trójka w rankingu walentynkowych kandydatów. Nie bez znaczenia jest też czynnik ekonomiczny – za kilkadziesiąt złotych kupimy wino z Nowego Świata ze zdecydowanie wyższej półki jakościowej niż z Europy. Jest jeszcze jeden „żelazny” typ – to prawdziwy, francuski Champagne (nie mylić z musującymi winami!). Nie wymaga ani komentarza ani tym bardziej truskawek! Marcin Pabich / dobrewina.pl

Z

ima jest jedną z moich ulubionych pór roku. Szczególnie w Krakowie, nocą, kiedy miasto wygląda naprawdę olśniewająco, a niczym nieosłonięte zabytki, ubrane w refleksy świateł, tworzą niepowtarzalny, iście bajkowy klimat. Wyglądając za okno, sprowokowany tą zimową aurą, czując delikatne mrowienie w żołądku pomyślałem, że najwyższy czas na kolacje. I że warto będzie ją zjeść, w jakimś przyjemnym miejscu, z dobrym czerwonym winem, w towarzystwie sprawdzonych przyjaciół. Niezwłocznie postanowiłem zadzwonić do moich znajomych, w nadziei, że oni również poczuli ten klimat. Nie myliłem się. Mieliśmy ten sam plan. Tym razem wybór padł na nową restaurację przy ul. Gołębiej. Pewnie pomyślicie, przecież tam od dawna nie pojawił się żaden nowy lokal serwujący smaczne jedzenie. A ostatnią świeżą rzeczą na tej ulicy był śnieg. Błąd. Jest! Nazywa się Resto Illuminati. Z estetycznym, czarno białym szyldem sprytnie wkomponowanym w otaczającą go przestrzeń, nadającym spójnego charakteru całemu budynkowi. Po wejściu do środka od razu w oczy rzucił mi sie świetnie zaaranżowany bar, jak sie później okazało, równie dobrze zaopatrzony. Odnowione wnętrze robiło wrażenie, a tradycyjna ciepła czerwona cegła połączona z nowoczesnymi elementami, dodawała lokalowi elegancji i przytulności. Co w zestawieniu z aurą panującą tego dnia na zewnątrz, tworzyło szczególnie przyjemny kontrast. Znajomi już czekali z otwartą butelką argentyńskiego malbeca Kaiken Ultra Malbec ( 140 zł ). Dla niewtajemniczonych „Kaiken” to słowo

oznaczające w Pantagonii pewien gatunek gęsi. Oczywiście kolor intensywnej czerwieni z fioletowym refleksem, wino zawdzięcza połączeniu szczepów Blend Malbeca i Cabernet Savignon, a nie, jak co niektórzy myślą, biednej ptaszynie. Delikatny trunek o czekoladowo - wiśniowym aromacie, wyśmienicie komponował się z zamówionym przeze mnie Pasztetem z wątróbek drobiowych podanym na musie jabłkowo - gruszkowym (19 zł) bez którego, pasztet wypadłby tylko dobrze. Za to razem, stworzyły przepyszny duet.Oprócz standardowej zastawy, na stole zauważyłem małą klepsydrę, która normalnie służy do odmierzania czasu podczas parzenia herbaty ( 3 min). Postanowiłem wykorzystać ją do innych celów i zacząłem w żartach odmierzać czas, w jakim nasza urocza kelnerka podała nam kolejne drinki. Okazało sie ze trzy minuty to stanowczo za długo, dla szybkiej i miłej obsługi, jaką zapewnia Illuminati. Menu w Illuminati oferuje trochę wszystkiego, ale niczego za wiele. Mamy tu duży wybór śniadań, na szczęście tylko dwie zupy, kilka przystawek, sałatki, dania główne i desery. Zauważyłem również, że część karty z napojami, powiększony jest o pokaźny dział koktajle. Pomyślałem, że to stąd tak dobrze zaopatrzony bar. Nadeszła pora na drugie danie i kolejną butelkę wina. Na stole kolejno pojawił się Filet z łososia z warzywami puree i szpinakiem posypanym orzeszkami pini (42 zł), Tajska sałatka z wołowiną, warzywami, kiełkami i orzechami w słodkim sosie chilli (29 zl)oraz wspaniała Gicz jagnięca z ziemniakami czosnkowymi i grillowanymi warzywami (49zł). Doskonała woń tej pieczeni momentalnie rozniosła się po całej restauracji. Budząc moją

zazdrość i chęć szybkiej podmiany tajskiej sałatki, na ten soczysty kawałek mięsa. Za późno. Słowo sie rzekło, a raczej zamówiło. Wszystkie potrawy smakowały wybornie. Jednak to jagnię pozostało najdłużej w mojej pamięci. Tym razem deser postanowiliśmy zastąpić kilkoma koktailami i miłą pogawędką z barmanem. Zdradził nam tajemnice, że podobno jeden z szefów kuchni zupełnie niedawno osiedlił sie w Polsce i, że wcześniej pracował dla jednej ze znanych angielskich restauracji posiadających prestiżową gwiazdkę Michellin. W Krakowie jak „grzyby po deszczu” rosną plotki. Ta akurat miała odzwierciedlenie na naszych talerzach, więc potwierdzamy. Wyborne koktajle, nie dość, że idealnie nas rozgrzały to wprowadziły w absolutnie karnawałowy nastrój. Ruszyliśmy w miasto! Teraz Kraków wyglądał jeszcze piękniej. Illuminati – idealne miejsce na pokrzepiającą kolację w zimowe wieczory i nie tylko. Polecam, Marcin Lewicki

...because quality matters lounge magazyn

33

Twarze Przy Barze

Wielkie Otwarcie 12 grudnia 2009

34 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

lounge

MODA //

www.davveroboutique.com Sklepy patronackie: Kraków ul.Sławkowka 19, tel. (012) 422 02 94, Katowice ul. Wojewódzka 26, tel. (032) 255 40 16 ...because quality matters lounge magazyn

35

moda |

newsy

FASHIONISTA Jakub Ziemirski

dress code

WHITE TIE - długość do kostki lub do ziemi plus mocno rozkloszowany dół i stonowane kolory. W całości kończymy na Balu Debiutantek. Najściślej przestrzegany dress code nakazuje przepych przy zachowaniu dawnej elegancji. Wybieramy spośród modelu a la beza, z mocno rozkloszowanym dołem, a bogato zdobionymi sukniami. White tie znajdziemy przede wszystkim na pokazach haute couture. BLACK TIE - blisko ciała, długość do kostki plus dyskretne dodatki. Lansujemy się na czerwonym dywanie. Historycznie Black tie jest luźniejszą wersją White tie, noszone na wieczorne przyjęcia i gale. Długie suknie do kostki wyróżniają się metalicznym połyskiem. Modny akcent, to asymetria w górnej części stroju. Czerń zawsze wygląda elegancko, ale nie ma się, co sugerować słowem black. Warto użyć koloru. COCKTAIL - długość przed kolano lub do połowy łydki, plus subtelna biżuteria. Zaproszenie na garden party. Oryginalnie noszony podczas podwieczorków, czy wyścigów konnych. Podstawą jest cocktailowa sukienka. Może to być mała czarna lub bardziej dekoracyjna w kolorze sorbetu. Cocktail daje możliwość wykazania się ekstrawaganckim obuwiem i najmodniejszymi dodatkami. Kopertówka i odrobina biżuterii dodadzą klasy skromnemu krojowi. Mile widziane kapelusze. BUSINESS FORMAL - żakiety i spodnie, koszula, ciemne kolory i skromna fryzura. W takim ubraniu udajemy się na negocjowanie ważnego kontraktu. Business formal stawia twarde warunki: odcienie czerni i grafitu mogą być przełamane dyskretną jasną koszulą, żakiet dopasowany, a spódnica zdecydowanie trzyma się przed kolano. Zestawione z szyfonową koszulą mogą dodać pikanterii biznesowym negocjacjom i jednocześnie nie naruszyć sztywnych zasad wizerunku. Do tego czarne szpilki na superwysokim obcasie. BUSINESS CASUAL - biznesowe fasony, klasyczne desenie plus stonowane akcesoria. Bezpiecznie na pierwszą randkę, spotkanie z szefem po pracy :) Zachowuje elementy stroju formalnego, jednak pozwala na mieszanie klasycznych deseni i kolorów. Pożądany będzie zarówno tweed, jak i melanżowa dzianina. Koszule nie muszą chować się pod marynarką, a odsłonięty dekolt nie powinien nikogo gorszyć. SMART CASUAL - więcej odkrytego ciała, zabawa z długością, łączenie kolorów i deseni. Tym razem randka w ciemno - jesteś gotowa na wszystko! Daje nam najwięcej swobody ze wszystkich dress code’ów. Ale, to tutaj najłatwiej jest popełnić modowe faux pas. Zaczynając zabawę ze smart casual, najlepiej pamiętać zasadę - przesada nie jest wskazana.

Eko Torba wybrana! Konkurs na projekt Eko Torby dla Galerii Kazimierz został rozstrzygnięty. Specjalne jury (zdj. obok), które obradowało przez cały dzień, po ciężkiej batalii, sporach i niełatwych wyborach, postanowiło przyznać główną nagrodę Agacie Zolich. Pozostałe wyróżnienia otrzymały kolejno: Barbara Koczur, Magdalena Waś oraz Anna Bartula. Zwyciężczyni otrzymała nagrodę w wysokości 2 tysięcy złotych ,a jej torba trafi do seryjnej produkcji. Prototypy najlepszych Ekotoreb już wkrótce zostaną pokazane na specjalnej wystawie w Galerii Kazimierz. Zapraszamy. / na zdj. od lewej: Anna Malcharek, Galeria Kazimierz Monika Jurczyk - stylistka, Katarzyna Bałuszek - Iganowicz, Galeria Kazimierz Joanna Gaweł - SAPU w Krakowie Katarzyna Drobisz, Galeria Kazimierz/

I miejsce - A. Zolich

wyr. - B. Koczur

36 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

wyr. - M. Waś

wyr. - A. Bartula

| moda

profil

profil projektantki

Joanna Kostrz - studentka ostatniego roku Szkoły Artystycznego Projektowania w Krakowie. Przygodę z projektowaniem rozpoczęła 4 lata temu i do dziś zdążyła odnieść kilka sukcesów, zdobywając główne nagrody w konkursach portalu MySpace czy magazynu Hiro. Do tej pory jej stylizacje wykorzystywane były w wielu recitalach i przedstawieniach teatralnych. Na co dzien projektuje i szyje na zamówienie. W zeszłym miesiącu mogliśmy oglądać jej mini kolekcję, specjalnie przygotowaną na pokaz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który odbył się w hotelu Europejskim w Krakowie. Jak twierdzi projektantka, jej Damska kolekcja, została zainspirowana filmem Blake’a Edwardsa Śniadanie u Tiffany’ego, nawiązując klimatem do klasycznego kształtu malej czarnej. Całość została wzbogacona o nowoczesne dodatki nadające kolekcji karnawałowego szyku. Wszystko utrzymane w bardzo modnej w tym sezonie czarnej kolorystyce, z dyskretnymi cekinowymi akcentami, falbanami z tiulu i frędzlami. Dopełnione akcesoriami w postaci okularów, delikatnych rękawiczek czy choćby meloników, we wszechobecnym dziś stylu retro.

LIFE HAS       ITS MOMENTS...

Na Walentynki zamiast kwiatów... srebrne serce w prezencie!

Walentynki to wyjątkowa okazja, aby w szczególny  sposób uczcić łączące nas uczucia. Dzięki biżuterii ten jeden dzień może na zawsze  zapisać się w Twojej pamięci. Chcemy świętować razem z Tobą! W  weekend  Walentynkowy  12-14.02  przyjdź  do  salonu PANDORY, a przy zakupie powyżej 200 PLN*  otrzymasz srebrną zawieszkę w formie serca  w prezencie! Lista sklepów, w których obowiązuje promocja  dostępna jest na: www.pandora-jewelry.com/pl

...MAKE THEM           UNFORGETTABLE

* 200 PLN brutto po uwzględnieniu wszystkich zniżek.  Oferta ważna do wyczerpania zapasów.

KRAKÓW, UL. GRODZKA 38 ZAKOPANE, KRUPÓWKI 25

moda |

wydarzenia

Junk Fashion moda na papier

Junk Fashion Show. Dosłownie- moda ze śmieci. I rzeczywiście- nie obyło się bez, zgubionych przez modelki, ścinków i pudełek na wybiegu. Moda i śmieci? Takie połączenie możliwe jest tylko na pokazach Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Studenci pierwszego roku po raz kolejny zaskoczyli niekonwencjonalnym podejściem do tematu recyklingu i na wybiegu zaprezentowali papierowe kreacje godne największych krawców. Sukienka z pudełek po pizzy, papierowy płaszcz udający futro czy niezwykłe tekturowe falbany to tylko niektóre z przykładów kreatywności studentów SAPU. Pokaz współorganizowany przez Polski System Recyklingu Organizacja Odzysku oraz krakowskie MPO zgromadził na widowni ponad tysięczną widownię. Druga część pokazu było bardziej tradycyjna. Studenci drugiego roku SAPU pokazali projekty z materiału inspirowane tematem „Architektura geometrii”. Pokaz zakończył się losowaniem nagród wśród licznej publiczności oraz zaproszeniem na Cracow Fashion Week, który rozpocznie się 21.03.2010 konkursem Cracow Fashion Awards.

38 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

fot. Robert Bednarczyk // lounge

,

,

Indyw i d u a l i z m i wolnosc - Claud i u s

Kraków, ul.Miłkowskiego 11a/127, tel.(12)357-36-33 www.claudius.pl

Klaudiusz Iciek vel „Nożycoręki”. Założyciel i twórca Claudius Hair Treser Team. Artysta i instruktor w jednym. Surowy nauczyciel i niepoprawny wizjoner. Wszystkich spragnionych fryzjerskiej magii zaprasza do swego szklanego zamku przy ulicy Miłkowskiego w Krakowie. Opowiedział nam o swojej miłości do motocykli i Berlina, o dzieleniu się pasją i umiejętnościami. • Co Cię wyróżnia z pośród innych? Pytasz o wygląd czy o pracę (śmiech). A na poważnie: przyglądałaś się kiedyś fryzjerowi podczas pracy? Puste oczy, przyklejony uśmiech, przedmiotowe traktowanie włosów, pseudo miła rozmowa z klientem – tak niestety wygląda rzeczywistość w większości salonów fryzjerskich. Ja nie namawiam, ale i nie ulegam kaprysom. Nie mógłbym być jedynie rzemieślnikiem, wykonującym dzień w dzień swoja pracę bez fascynacji, tym, co robię. Nazwałbym się raczej rzeźbiarzem. Traktuję włosy jak żywy materiał, nadaję im formę. Każde cięcie, pociągnięcie grzebieniem to dla mnie akt tworzenia, skutkujący powstaniem absolutnie niepowtarzalnego efektu. • Opowiedz o balansowaniu na krawędzi, czyli czy większe ryzyko ponosisz w studiu czy na torze motocyklowym? I gdzie jest większa adrenalina? Adrenaliny na torze nie da się porównać do niczego innego, oscylowanie na granicy życia i śmierci jest niezwykle podniecające. Wiele osób mnie pyta: czemu tak ryzykuje? Na to pytanie znają odpowiedź jedynie Ci, którym podobnie jak mnie do życia potrzebne jest coś więcej niż zwykłe, stabilne emocje. Natomiast atmosfera w studiu jest moim dniem powszednim, proszę nie mylić z nudą, jest moim powietrzem i spełnieniem. Moje motto życiowe brzmi: individualism&freedom i we wszystkim, co robię, staram się je realizować.

niedbałym stylem ubierania berlińskich klubowiczów, minimalistyczne dźwięki najlepszych klubów takich jak Berghain. Dodam, że jedną z moich pasji, pomału nabierających realnych kształtów jest działalność na polu modowym. Być może już w niedługiej przyszłości będzie można zakupić moje projekty sygnowane marką Claudius, mały przedsmak można zobaczyć na moich pokazach, do których podchodzę bardzo poważnie, dopracowuję każdy drobiazg. Na pewno nie zdradzę, co teraz planuję, jednak możecie się spodziewać wszystkiego, co „najgorsze” po Klaudiuszu „nożycorękim” (śmiech). • Mentor czy Treser, czyli o szkoleniach, które prowadzisz. Chodzi o nazwę mojego zespołu: Hair Treser Team (śmiech). Spokojnie, ja nie tresuję ludzi. Nie staram się też być ich mentorem. Przekazuję wiedzę, którą nabyłem, bo chciałbym, żeby fryzjerstwo nie było tylko rzemiosłem, ale i sztuką. Na szkoleniach sam uczę się skutecznej komunikacji, rozumienia ludzkich zachowań, to trochę jak czytanie w ich myślach.

• Kilka słów o Twoim Teamie. Kiedy dobierasz sobie ludzi, czym się kierujesz? Salon fryzjerski jest jak scena w teatrze: ludzie przychodzą, patrzą, odczuwają, wychodzą – i wracają, albo nie. Moich ludzi pociąga artyzm, zwykłe rzemiosło znajdą w każdym innym miejscu. Ważny jest dla mnie pierwszy kontakt i wrażenie. Jeśli w kimś wyczuje pasję, tę, która kieruje mną samym, zawsze staram się dać jej szansę. Liczy się zapał i szczere intencje. No i oczywiście talent!

• O wizjonerskim podejściu do swojej pasji. Czy wsłuchujesz się w potrzeby klienta? Ktoś kiedyś powiedział, że doskonały fryzjer, to taki, który poskramia też dusze, nie tylko włosy. Najlepszy klient, to taki, który przychodzi, siada, zamyka oczy i… oddaje się w moje ręce (śmiech). Miło mi, że są tacy klienci, którzy ufają mi bezgranicznie. Często rozmawiamy, o ich oczekiwaniach, co pobudza mnie do twórczego myślenia, znalezienia rozwiązania zaspokajającego ich potrzeby estetyczne, właściwego dla ich kondycji i możliwości ich włosów. Zdarza się tak, że oczekiwania klienta całkowicie rozmijają się z tym, co można zrobić z jego włosami. Wówczas przedstawiam swoją wizję, ustalamy szczegóły i zapraszam na fotel. W razie niezgodności naszych wyobrażeń, proponuję wizytę w innym salonie. Moje fryzury to wizytówka mojego stylu, talentu i umiejętności.

• Co Cię inspiruje? Jako człowieka, inspiruje mnie życie i ludzie, których spotykam. Jako fryzjer cały cały czas się dokształcam, wyjeżdżam na zagraniczne szkolenia, W symbolicznym znaczeniu czytam branżowe magazyny. Nie ukrywam, że we włosy są obrazem myśli. fryzjerstwie jedną z największych moich inspiracji Uważam, że Klaudiusz tworzy piękne obrazy, jest Vidal Sasson. Nie bez znaczenia są też moje jak to prawdziwy artysta...                                                             muzyczne preferencje prosto z zagłębia klubo                                      wej muzyki, czyli z mojego ukochanego Berlina. Rozmawiała: Ania Strugalska Swoboda, indywidualizm połączone z pozornie Teresa Lange (klientka)

moda |

sesja

majtki w groszki LaSenza - 59 zł

Foto - Kamil A. Krajewski /www.kamilkrajewski.com/ stylizacja - Kamila Picz make-up - Małgorzata Stopa /www.makijaz-profesjonalny.pl/ hair stylist - Akademia Stylizacj M.P. Babicz /www.mbabicz.com/ modelka: Sabina /NEW AGE MODELS/

sweterek D&G - 898 zł koronkowe majtki LaSenza - 49 zł pończochy Gatta - 29zł 40 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Pozwólcie zmienić Waszą sypialnię w intymny plan zdjęciowy, zaczarować rzeczywistość koronkami i miękkimi poduchami. Przedstawiamy antidotum na niepogodę, mrozy i miejską chandrę wszytko co w kobiecie najpiękniejsze:

subtelność, zmysłowość, seksualność

w czystej endorfiny postaci.

...because quality matters lounge magazyn

41

koszula Dsquared2 - 975 zł

42 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

...because quality matters lounge magazyn

43

44 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

aksamitny szlafrok Sonia Rykiel pour H&M - 299 zł satynowe majtki LaSenza - 49 zł

...because quality matters lounge magazyn

45

moda |

wydarzenie

FASHION DESIGNER AWARDS 2010

O to, w której metropolii świata czuje się najlepiej i jak przyrządza się smaczny koktajl mody z marketingiem - zapytaliśmy producentkę i inicjatorkę konkursu Fashion Designer Awards, Joannę Sokołowską – Pronobis.

Ruszyła druga edycja konkursu dla młodych projektantów mody Fashion Designer Awards 2010 I edycja Fashion Designer Awards spotkała się z ogromnym zainteresowaniem - zgłosiła się rekordowa liczba chętnych, udział wzięło 265 pasjonatów mody z całej Polski oraz dzięki internetowi - również z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Czech. - Zainteresowanie konkursem fantastycznie motywuje do tego, aby do udziału w II edycji zachęcić jeszcze więcej młodych, utalentowanych ludzi, bo wierzę, że ten konkurs daje szansę na rozwój i edukację jak żaden inny „ – mówi producent Fashion Designer Awards - Joanna Sokołowska - Pronobis. Wśród nagród znajdują się stypendia w Wyższej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie oraz praktyki w atelier mistrzów projektowania w Polsce i zagranicą. Wszystkie prace oceni grono ekspertów, pasjonatów mody, angażujących się w rozwój młodych talentów. Jurorami II edycji są: Natalia Jaroszewska, Joanna Klimas, Łukasz Jemioł, Tomasz Ossoliński, Marianna Tomaszko, Marta Ruta, Mateusz Stankiewicz, Jaga Hupało, Anna Jurgaś, Karolina Malinowska, Maja Ostaszewska, Andrzej Foder i Joanna Sokołowska – Pronobis.

Temat II edycji FDA: Urban pret-a-porter - inspiracje metropoliami świata Zgłoszenia w formie od 7 do 10 rysunków żurnalowych należy wysłać do 26 lutego 2010 (decyduje data stempla pocztowego) Więcej informacji na www.fashiondesignerawards.com.pl

Skąd pomysł na zorganizowanie takiego konkursu? - To stało się bardzo naturalnie i jest wynikiem mojej drogi zawodowej i zainteresowań. Pomysł był w mojej głowie od dawna, natomiast interesowała mnie tylko nowatorska formuła, czyli coś czego nie ma w innych konkursach. Postawiłam na doskonalenie warsztatu, rozwój talentu i edukację. Ku mojej radości, przyszli projektanci mody bardzo to podchwycili, dostrzegli w Fashion Designer Awards realną szansę dla siebie. Jeżeli chcą się uczyć i zdobywać wiedzę i doświadczenie w zakresie projektowania odzieży, to Fashion Designer Awards im to umożliwia. Priorytetem był Partner edukacyjny, który pomógłby zrealizować idee ufundowania stypendiów w konkursie. Postawiłam na współpracę z Międzynarodową Szkołą Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie. Tematem drugiej edycji FDA jest Urban pret - a - porter - Inspiracje metropoliami świata. Które z tych miast inspiruje Panią najbardziej ? - Ten temat, to wynik mojej pasji, czyli podróży. Podróżowanie, to dla mnie zawsze źródło inspiracji i odnajdywania nowych pomysłów. Gdybym to ja startowała w tym konkursie, moją inspiracja niewątpliwie byłby Nowy Jork. Kocham NYC, dobrze się tam czuję, mam swoje miejsca i konkretne wspomnienia. Marzy mi się, aby wśród prac naszych uczestników znaleźć te inspirowane Nowym Jorkiem, i bardziej chodzi tu o przekazaniem emocji, atmosfery tego miejsca, niż stricte architekturę. Moją nową fascynacją jest Marrakesz… Widzę kolekcję w kolorach rdzawo- czerwonych, jak medyna w Marrakeszu, albo intensywnego turkusu jak willa w ogrodzie Majorelle, która należała do Yves Saint Laurenta. Co w Pani przypadku oznacza koktajl mody z marketingiem? - Moda to wielki przemysł, uwielbiam pokazy mody, ale zrobienie dobrego pokazu to nie tylko świetna kolekcja; to również organizacja eventu, promocja, public relation. Jestem marketingowcem i nie ma dla mnie sukcesu w projektowaniu, bez dobrego marketingu, skutecznej promocji młodego projektanta, a ten koktajl to umiejętne łączenie wszystkich składników… Dlatego chętnie służę pomocą projektantom w promocji i organizacji pokazu, bo spółka Fashion Boulevard Events nie tylko produkuje konkurs Fashion Designer Awards, ale również pokazy mody, spotkania z gwiazdami itp. Jakiej rady udzieliłaby Pani osobom chcącym wziąć udział w tym konkursie? - Do tej pory wyłącznie zapraszałam i zachęcałam do udziału w konkursie, nie dawałam rad, bo czułam, że nie ma takiej potrzeby. Do konkursu zgłaszają się znakomicie przygotowani, świetni, utalentowani ludzie z całej Polski. Potrzebują zachęty, wiary, że dadzą radę. Zawsze trzymam kciuki za wszystkich i mówię, że dla mnie wygranym jest każdy, kto bierze udział w konkursie. Ale jeśli miałabym coś radzić, to zaufać swojej intuicji i wierzyć w siebie!

Kto w tym roku będzie gościem specjalnym jury? - Tradycją konkursu jest zaproszenie projektanta z zagranicy, który zaprezentuje swoją najnowszą kolekcję na Gali Finałowej oraz - co najistotniejsze - zaprosi naszego zwycięzcę do swojego domu mody na praktyki. Dokonując wyboru gościa specjalnego, nie szukałam projektanta pod kątem haute couture czy pret a porter. Zależy mi, aby był to ktoś otwarty na pracę z młodymi, chcący się dzielić swoja wiedzą, człowiek bez żadnych kompleksów i zazdrości o to co sam wie i umie. W 1 edycji zaproszenie przyjął Georges Chakra, który okazał się wspaniałym człowiekiem; skromnym, ale o wielkiej charyzmie i talencie. Rozmowa z nim była autentyczną przyjemnością, bardzo chwalił organizację pokazu i podobał mu się pokaz jego sukien w ramach gali Fashion Designer Awards. To czym kieruję się przy zaproszeniu projektanta z zagranicy, to przede wszystkim to ile może na tym wygrać zwycięzca Fashion Designer Awards. Poszukuję tylko i wyłącznie kogoś, kto rzeczywiście będzie chciał nauczyć mojego laureata wszystkiego co sam umie. Nigdy nie wysłałabym zwycięzcy konkursu do nawet najbardziej znanego designera, tylko po to, aby tam podawał kawę, a w najlepszym wypadku naparstek. Ma tam szkicować, obcować z tkaniną, o jakiej dotknięciu w Polsce nie miałby co marzyć, ma uczyć się konstrukcji, milion razy upinać kreacje na manekinie, szyć i jeszcze raz szyć. Chcę, żeby podczas tych praktyk dotknął krawiectwa na najwyższym poziomie. Zaproszenie w ramach 2 edycji przyjął ponownie libański projektant – Georges Hobeika. Zawodu uczył się w domu mody Chanel w Paryżu, projektowanie ma w genach po matce. 14 lat temu otworzył zatrudniające dziś blisko 150 osób atelier w Bejrucie, aby pracować pod swoja marką, 9 lat temu zadebiutował na pokazach w Paryżu. Jego kreacje noszą m.in.: Diane Kruger, Vanessa Hudgens, Julie Depardieu czy Holly Hunter. Myślę, że to najlepsza rekomendacja. Tym bardziej, że od razu wyczuł intencje tej nagrody - bo jak sam mówi – „Dla mnie Fashion Designer Awards to konkurs europejski, a ten rynek jest bardzo istotny w branży modowej. Ale istotniejsze jest, że wierzą, iż młode, jeszcze surowe talenty należy wspierać, pomagać im rozwinąć skrzydła.” Jaka będzie główna nagroda w tym roku? - W tym roku nagrody będą jeszcze bardziej wspaniałe. Zwiększyliśmy nagrodę finansową w II edycji. Jest ona wyższa i wynosi 9000 złotych. Konsekwentnie w Fashion Designer Awards nagrodami są stypendia i staż w atelier w Polsce i zagranicą. Wiem, że tę nagrodę nasi uczestnicy cenią sobie bardzo wysoko. Laureat edycji 2010 pojedzie do Bejrutu, do domu mody Georgesa Hobeiki i mam nadzieje, że tak jak Sabrnina Pilewicz, która w domu mody Georgesa Chakry pracowała bezpośrednio z nim przy kolekcji na New York Fashion Week, przeżyje wielką przygodę i wykorzysta do maksimum szansę, którą daje I miejsce w konkursie. Dodatkowo, jednego z finalistów również czekają pracowite wakacje, odbędzie bowiem staż w pracowni jednej z naszych tegorocznych jurorek – Natalii Jaroszewskiej. Natalia na Gali Finałowej, w maju, sama wybierze spośród 10 finalistów jedna osobę na praktykę w swoim atelier. Zwycięzca otrzymuje pełne, 2,5-letnie stypendium w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru, a laureaci 2 i 3 miejsca – roczne stypendia w tej szkole. Czy zna Pani któregoś z projektantów z Krakowa? - Naturalnie [uśmiech]. Atmosfera Krakowa, w którym często jestem, sprzyja projektowaniu. Uważnie przyglądam się temu, co dzieje się w Krakowie, jak wspaniale rozwijają się Agata z Anią, czyli duet Zemełka&Pirowska - mocno im kibicuję. Znam buty Dominiki Nowak i kolekcje Plicha. Chodzi mi po głowie organizacja pokazu krakowskiego projektanta w Warszawie. Bardzo chciałabym, aby w jury edycji 2011 zasiadł również projektant z Krakowa. Rozmawiał Marcin Lewicki

46 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

rusza II edycja konkursu

marzysz, aby w przyszłości zostać projektantem mody? wykorzystaj szansę i wejdź do wielkiego świata kreatorów mody. fashion designer awards jest pierwszym konkursem w Polsce dla pasjonatów, którzy marzą o rozwoju swojego talentu pod okiem mistrzów designu. weź udział w konkursie ! wyślij 7–10 rysunków żurnalowych na temat:

„Urban pret-a-porter – inspiracje metropoliami świata”

do 26 lutego 2010 szczegóły na:

www.fashiondesignerawards.com.pl organizator:

sponsorzy:

patroni medialni:

felieton |

notatki z przysłuchań

Z

ima na szczęście już się kończyła, ale mi na nieszczęście kończyły się też pieniądze. Siedziałem więc w Mac-u z małymi frytkami, małą kawą i cheeseburgerem przeżuwając dokładnie każdy kęs – tak jakbym dzięki temu mógł najeść się bardziej. Ten sposób jednak nic nie dawał. Nie pomagało także sąsiedztwo.

sparaliżowanymi ustami odszedł w stronę kolejki. Ona uśmiechnięta i rozpromieniona pomachała mu niewinnie. Nie rozumiałem. Może naprawdę są szczęśliwą parą i nie zależy im na tym, czy ktoś pamięta kiedy są Walentynki, a kiedy Dzień Strażaka – może zależy im tylko na sobie? Byłem już tego prawie pewien, kiedy usłyszałem szept rudej Marty. - No co ty Martusia…przecież na pewno coś ci kupił. Bawi się z Tobą tylko… - sama siebie pocieszała. „Czyli jednak mu się oberwie.” – pomyślałem nie bez radości. A ona, ku mo-

- Dla jakiej Anki do cholery!? Co to ma być?! JEDYNA?! Myślałam, że to ja! – wymachiwała głową i rękami. Była skrajnie rozzłoszczona i nie zwracała uwagi na fakt, że wszyscy patrzą na nią. A może zwracała i właśnie tego pragnęła? Nie mniej jednak ulegała subtelnym popchnięciom swojego partnera i razem pomału zbliżali się do mnie. Im bliżej byli, tym lepiej słyszałem co mówi chłopak. Jego ściszony, uspokajający głos ledwo przebijał się przez natarczywe pretensje Marty. - Ale Skarbie, spokojnie. Już nie musisz tak krzyczeć. Usiądź, usiądź, porozmawiajmy. - O niczym nie będziemy rozmawiać, Maciek! Jesteś świnią i tyle! Jak mogłeś?! Zrobiłeś to z nią. Prawda? Przyznaj się! - Nic z nikim nie zrobiłem. A nawet jeśli to nie ma powodu do krzyków… - Ty chamie! To skończony gnoju! Ty… - Przecież nigdy nie mówiliśmy, że jesteśmy ze sobą na wyłączność, poza tym... - Nie na wyłączność?! Ale ja byłam tylko Twoja! Jesteś ostatnim… - No wiesz przecież… Anka, Marta… miłość niejedno ma imię, nie…?

Obok mnie siedział około dwudziestoletni facet i na nieszczęście dla moich ślinianek, był w trakcie spożywania jakiegoś (zapewne powiększonego) zestawu, o którym ja oczywiście mogłem tylko pomarzyć. Więc między długimi kęsami spoglądałem na niego z równie niekrytą co nieuzasadnioną pogardą. Pogarda jednak, szybko zamieniła się w swoisty podziw, kiedy obok niego usiadła wysmukła ruda ślicznotka, witając się wylewnie przeciągłym pocałunkiem. - Proszę, Koteczku – przekazała partnerowi różową torbę w czerwone serca. - Dzięki Marta! – wyraźnie zadowolony facet zaczął sprawdzać I wtedy nagle wszystko się zawartość prezentu – Ale ja urwało. Przez chwilę, jakby w przecież tego nie ubiorę – rzupróżni, wisiał cały McDonalds. cił zalotnie. Razem ze wszystkimi wpatrzo- Wiem. To ja ubiorę to dzisiaj nymi w całe zajście ludźmi, rawieczorem dla Ciebie… A ty? zem z niewinnym uśmieszkiem Masz coś dla mnie? – w mochłopaka, razem ze zdziwioną, a mencie zmieniła ton z kokiezarazem oburzoną twarzą rudej teryjnego na dziecinnie - roszdziewczyny. A potem, nagle, czeniowy. ona pierwsza wyrwała się z - Yyy, no jasne, jasne. W końcu to tego letargu. Szybki policzek. Walentynki, prawda? – zmieszał Jeden, drugi. Odgłosy plaśnięsię ale bez skrupułów brnął cia poniosły się po pomieszdalej. – Z tej okazji będziesz sobie czeniu. Obróciła się na pięcie mogła wybrać dowolny zestaw i usiadła przy stoliku. Zasłoniła Biżuteria najlepszych polskich projektantów – nawet Happy Meal! twarz dłońmi i zaczęła cicho Zaśmiał się lekko, tuszując łkać. Kiedy próbował do niej zakłopotanie. Było jasne, że podejść rzuciła mu wymowne Kraków, ul. Sławkowska 23, tel: 012 432 66 40 zapomniał. Że nic dla niej nie spojrzenie, potrząsając gniewprzygotował i że czeka go tenie głową. Popatrzył więc na nią raz długa na kilometr kłótnia i tylko, niemo poruszył ustami i tony zarzutów. jemu zdziwieniu, zerkając raz po raz w stronę wyszedł. Ona siedziała przy stoliku bez ruchu lady delikatnie sięgnęła po plecak chłopaka. dopóki wszystkie pary oczu w pomieszczeniu „Teraz mu się zbierze” – pomyślałem i nawet Przysunęła do siebie, rozsunęła i zaczęła grze- nie wróciły z powrotem do swoich spraw. Ja wykrzywiłem usta w grymasie satysfakcji, ale bać w środku. Po chwili usłyszałem: jednak nadal dyskretnie się jej przyglądałem. szybko okazało się, że byłem zbyt pochopny. - Anka? Z okazji Walentynek… dla Jedynej? – i A ona sięgnęła po torebkę, wyciągnęła ko- Naprawdę?! To cudownie! Dziękuje! To ja się to co było szeptem, gwałtownie przeszło w mórkę i wybrała numer. Po chwili usłyszałem zastanowię co chcę, a Ty możesz już stanąć w świdrujący krzyk. – Co?! Dla jakiej Anki?! – jak mówi już zupełnie opanowanym tonem: kolejce – i znowu pocałunek (tym razem głośne gwałtownie wstała i ruszyła w stronę chłopaka. - No cześć Radeczku. Widzimy się dziś? Ja jestem CMOK). „Co?!” – Nie mogłem uwierzyć w to co w Mac-u i tęsknie strasznie za Tobą… Tak. słyszę. Przekręciłem więc głowę nieco bardziej On zareagował od razu. Z dłońmi wyciągnię- Bardzo chciałbym się spotkać… W końcu to w ich stronę i zacząłem przyglądać się temu tymi przed siebie i z lekkim uśmiechem na nasze święto – święto zakochanych. zdarzeniu. Czyżby była, aż tak naiwna, albo twarzy zaczął pomału zmierzać w kierunku zakochana? A może była z rodzaju tych do- swojej dziewczyny. Widać znał się trochę na D. N. brodusznych? On widocznie też nie mógł się ujarzmianiu dzikich zwierząt. Jednak ona nie nadziwić. Z szeroko otwartymi oczyma i nieco dawała się ujarzmić. 48 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

lounge

ZDROWIE I URODA //

...because quality matters lounge magazyn

49

zdrowie i uroda |

newsy

Erotyczny masaż 2 w 1

Kosmetyki rozkoszy

Durex Play 2w1 - nawilżający żel intymny do masażu. Cena: ok. 20 zł

Pobudzają zmysły, rozbudzają wyobraźnię, podniecają, wiodą prym w grze wstępnej, bez nich nasze życie erotyczne było by nudne. Kosmetyczne afrodyzjaki nie mają sobie równych, idealne w łóżku, wannie i niezbędne na romantyczny wieczór walentynkowy. Opracowała: Ewelina Lewandowska

Kto by pomyślał, że seks i masaż mogą być tak przyjemne z nowym Durexem Play 2 w 1. Magiczny żel podnieca, rozgrzewa i potęguje doznania, a wasza gra wstępna zaczyna się rozkręcać. Stworzony na bazie wody, może być bezpiecznie używany z prezerwatywą, a słodki smak podnieci i rozgrzeje najwybredniejszą parę. Oprócz masażu, idealnie sprawdza się, jako nawilżający środek intymny. Daj się ponieść magii erotycznego masażu, w zimowy walentynkowy wieczór...

Truskawkowe podniecenie Unimil Luscious o smaku soczystej truskawki – żel do masażu. Cena: 19.99 zł Truskawkową rozkosz, w zimowy wieczór możesz poczuć z Unimil Luscious. Jego delikatna konsystencja, idealnie rozprowadza się podczas masażu, wprowadzając ciebie i twojego partnera w otchłań przyjemności. Truskawkowy smak i aromat przyprawi was o zawrót głowy. Unimil może być nakładany na wszystkie części ciała, nawet te najbardziej intymne. Może być stosowany również, jako nawilżający żel intymny.

Kąpiel warta grzechu Bielenda - olejek do kąpieli erotyczny z olejkami aromaterapeutycznymi z Ylang-Ylang i grejpfruta. Cena: ok. 12 zł Nic tak nie rozgrzewa partnerów, jak kąpiel z naturalnymi afrodyzjakami ylangowo grejpfrutowymi. W olejku erotycznym do kąpieli Bielenda zawarte są również ekstrakty z pokrzywy i mniszka lekarskiego. Kąpiel z magicznymi ziołami nawilży twoją skórę, zadziała relaksująco oraz pobudzi zmysły i doznania obydwu partnerów w sferze seksualnej. Obfita piana w wannie nada tajemniczy i bardzo seksowny klimat, do tego jeszcze lampka szampana i wasz romantyczny wieczór we dwoje, na pewno będzie niezapomniany.

Otuleni w zapach Brise świeca zapachowa Only Love Cena: ok. 12 zł Oryginalny kształt i niepowtarzalny jaśminowo – pomarańczowy zapach, dodaje blasku i subtelności świecy Brise Only Love. Ustawiona w salonie, sypialni, czy w łazience na brzegu wanny tworzy wyjątkowo romantyczny klimat w twoim mieszkaniu. Świeca zawiera harmonijne kompozycje olejków zapachowych, które zachęcają zakochanych do spędzenia wspólnego czasu w ciszy i spokoju, z dala od zgiełku i szumu miasta.

Muśnij ciało chemią miłości Farmona Tutti Frutti Mus do ciała Figi & Daktyle. Cena: ok. 14 zł Idealnie lekka konsystencja musu, wchłania się w twoją skórę, jednocześnie ją pielęgnuje, ujędrnia i przepełnia zapachem fig i daktyli. Czy to możliwe? Zdecydowanie tak, bo oprócz magicznych właściwości Tutti Frutti posiada fito feromony - cząsteczki miłości o niewyczuwalnym zapachu, które dodają pewności siebie, zwiększają atrakcyjność i wydobywają naturalne piękno kobiety. Czy to po kąpieli, czy w tramwaju, albo metrze, zapach egzotycznych owoców będzie chodził za tobą, a żaden mężczyzna się temu nie oprze. 50 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| zdrowie i uroda

newsy

Zumba fitness w Krakowie

ACTYVA dla włosów suchych Zima może oznaczać dla włosów prawdziwy kataklizm. Ciągłe zmiany temperatur, okrycia głowy, nawiew w samochodzie, pomieszczenia ogrzewane kaloryferami – te i inne czynniki sprawiają, że włosy moich Klientek stają się suche, matowe, elektryzują się, są trudne do rozczesania i ułożenia. Co gorsze, stan ten, spowodowany brakiem naturalnych substancji odżywczych, bez interwencji specjalisty, prowadzi do dalszych, trudno odwracalnych zniszczeń włosów. Aby przywrócić włosom elastyczność, odpowiednie ich nawilżenie, polecam Klientkom zabieg wykonany synergicznie działającą mieszanką NUTRI SYSTEM, należącą do linii kosmetyków ACTYVA. W zależności od tego, czy włosy są suche jedynie powierzchownie, czy też regeneracji wymaga cała ich struktura, stosuję wersję łagodną lub intensywną kuracji. W obu przypadkach kompletny zabieg składa się z dokładnego umycia włosów szamponem NUTRIZIONE, następnie zastosowaniem odżywki i kremu z tej samej serii. Nie wszystkie Panie zdają sobie sprawę, iż wysuszenie włosów może być spowodowane także przez intensywne stosowanie szamponów z zawartością agresywnie działających związków chemicznych. Tymczasem kluczowym składnikiem produktów NUTRI SYSTEM z linii ACTYVA jest białko pszenicy oraz wosk z oliwy z oliwek. Dlatego stosując ten zabieg, zapewniam włosom swoich Klientek naturalne ukojenie.

Za oknem tak zimno, że po pracy czy zajęciach masz ochotę tylko na powrót do ciepłego domu i wygodną kanapę? Pojawiła się ciekawsza alternatywa: Zumba fitness! Zapomnijcie o nudnych układach i irytującej muzyce. Zumbie bliżej jest do rozrywki niż ćwiczeń, gdyż treningi przypominają latynoską imprezę. Znajdziecie tu elementy salsy, flamenco, reggaetonu, samby, tańca brzucha, rumby i wielu innych! Najważniejsza jest zabawa i Twój zaraźliwie dobry nastrój. Ten nowy rodzaj fitnessu głoszący hasło: join the party!, okazał się wielkim hitem na całym świecie i zdobył w szybkim tempie tysiące wiernych fanów. Wszystko zaczęło się w połowie lat ’90-tych, od trenera aerobiku Beto Pereza. Idąc na swoje zajęcia, Beto uświadomił sobie, że zapomniał zabrać kasetę z muzyką do aervobiku. W plecaku miał jedynie swoje ulubione nagrania z muzyką latynoską. Jego zaimprowizowane ćwiczenia do niestandardowej dla jego uczniów muzyki zainspirowały go do stworzenia rewolucyjnego Zumba fitnessu. Zumba zadomowiła się na dobre także w Krakowie – 17 stycznia odbył się w hotelu Novotel I Charytatywny Maraton Zumba Fitness. Przez 4 godziny amatorzy latynoskich rytmów i dobrej zabawy mieli okazję poćwiczyć z wykwalifikowanymi instruktorami Zumby. Na dodatek dochód z imprezy został przekazany na konto fundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko”. Więcej na stronie: www.zumba.com Kasia Kałwak

Maciej Maniewski

...because quality matters lounge magazyn

51

52 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

...because quality matters lounge magazyn

53

obyczaje |

mniej lub bardziej poważnie

ą j o w s

ę j s r e w r pe

Nie ma ludzi zdrowych: są tylko nieprzebadani! Wydaje Ci się, że jesteś normalny? Czy twoje upodobania seksualne mieszczą się w normach społecznych czy już zakrawają na perwersję? Na każdego można znaleźć odpowiedni paragraf, podobnie rzecz wygląda w perwersjami. Nawet pewnie nie wiesz, że jesteś zboczeńcem! Porozmawiajmy więc, o seksie… Perwersja z łacińskiego: perversio - oznaczało dosłownie: obrócenie w niewłaściwym kierunku; przekręcenie; zepsucie. W nieco nowszym tłumaczeniu: przewrotność, wynaturzenie, zaspokajanie popędu płciowego w sposób nienaturalny, niezwykły. SOMNOFILIA - inaczej: zespół śpiącej królewny. W wolnym tłumaczeniu - ja Cię kocham a Ty śpisz - kiedy osiągasz przyjemność pozorując sen podczas stosunku. - Perwersja, czy nie - lepiej przespać biedę - jak mówi staropolskie przysłowie... STIGMATOFILIA – inaczej, kiedy miłość boli. Satysfakcję seksualną osiągamy nakłuwając partnera - np. tatuując drugą osobę. Przeciętny tatuaż kosztuje około 100 złotych, czyżby więc konkurencja dla najstarszego zawodu świata, mającego w zwyczaju łączyć przyjemnie z pożytecznym? HETEROCHROMOFILIA - bardzo modna dewiacja w dobie walki z rasizmem, polegająca

Darujmy sobie teraz dyplomatycznie polowanie na czarownice i bez ceregieli przejdźmy do sedna sprawy: Ty też jesteś perwersem! Okazuje się bowiem, że nauka zdążyła już profesjinalnie nazwać wszystkie ludzkie skłonności seksualne, nawet i te, które uważacie za niewinne. Oto kilka niezwykłych i chwilami wręcz zabawnych perwersji, jakie odnotowała seksuologia i psychologia na przełomie XX i XXI wieku. Odnajdź swoją perwersję, bo na pewno jakąś masz! Życzę satysfakcjonującej lektury…

na odczuwaniu satysfakcji seksualnej tylko w kontaktach z osobami o odmiennym kolorze skóry. Teraz wybieramy, przebieramy; już nie tylko brunetka czy blondynka? Również: mulatka, czy Azjatka? FROTTERRYZM - znany również, jako ocieractwo – dotykanie lub pocieranie członkiem różnych części ciała kobiety. Innymi słowy, kiedy jakieś bydlę pcha się na Was w tramwaju, to jest to na pewno zboczeniec! (A swoją drogą zawsze myślałam, że frotteryzm ma coś wspólnego ze sprzątaniem, trochę mi ulżyło; chyba, że pedantyzm to też perwersja...). SALIROMANIA – występuje wtedy, kiedy podnieca nas pobudzanie innej osoby. (Wysoki Sądzie: a ja myślałam, że to gra wstępna. Ty pewnie też? No, więc, jesteś zboczeńcem!) FALLOFILIA - wyobraźcie sobie, że podniecanie się na widok członka. To też zaburzenie! A kiedy lubicie się nim bawić, to już totalna perwersja. Podobnie sprawa wygląda z kobiecymi piersiami, tylko, że w tym przypadku mamy do czynienia z MAMMAFILIĄ. Jeśli lubisz ładne i zgrabne pośladki (kurcze, a kto nie lubi??) jesteś zboczeńcem, a twoja perwersja zwie się PYGOFILIĄ. EKSARDYRYZM – tu moi drodzy również bawimy się w małych zboczeńców i podglądamy naszych sąsiadów, wiadomo - podczas seksu! Wielkie halo - powiecie - od razu perwersja! Nie dziwcie się niedowiarki, zaglądnijcie do

54 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

słownika dewiacji seksualnych i koniecznie zasłoń okno, bo takich zboczeńców jak Wy jest wielu! Jesli natomiast krecą Was odgłosy baraszkowania zza ściany, to bez wątpienia jesteście AGREKSOFILAMI - czerpiecie przyjemność podsłuchując przebieg kontaktu seksualnego innych osób SCATOFILIA TELEFONICZNA – kolejne wielkie halo, tym razem przez telefon. My tu sobie gadamy, o seksie rzecz jasna, rachunek telefoniczny rośnie w tym czasie i nie tylko rachunek – wszak to kolejna perwersja seksualna. Kiedy obiektem dewiacji jest sława i majątek - rozpoznaje się TIMOFILIĘ. Kto z nas nie marzył, aby choć przez chwilę znaleźć się w błysku fleszy? By nie tonąć w przysłowiowej kasie? Masz parcie na szkło? Jesteś perwersem do potęgi. Nasze hasło brzmi: zostań zauważony! Powinniśmy dopisać: od perwersji się nie umiera. HYFEFILIA – czyli, czerpanie przyjemności seksualnej poprzez kontakt z tkaninami. No i masz babo placek! Wszystkie kobiety to mają! A zwłaszcza jeśli do owych tkanin doczepiona jest metka znanego producenta - wtedy przyjemność murowana!

| obyczaje

mniej lub bardziej poważnie NARRATOFILIA – to po prostu erotyczne rozmowy. Biada! Wszyscy będziemy potępieni, bo przecież każdy lubi sobie czasem poświntuszyć. Mamy tu również inny problem, bo tak naprawdę nie wiadomo: kiedy kończy gadulstwo, a zaczyna zboczenie? KLAUSTROFILIA – mamy kolejna perełkę! Czujemy z frajdę seksu w małych pomieszczeniach. No ludzie, zajrzyjmy choćby do krakowskich akademików! Banda odchyleńców, czy zwykłe problemy lokalowe? No i dlaczego w związku, z brakiem apartamentu, mamy nie mieć dobrego pożycia? To chore! SIDERODROMOFILIA - preferowanie pociągów do uprawiania seksu. No, przy naszych obecnych warunkach pogodowych, marne szanse na orgazm - wszystkie pociągi odwołane, bo tory zamarzają. Czy coś w tym stylu. Zawsze jednak możecie spróbować innych środków transportu - w tym przypadku będzie to HODOPHILIA - dewiacja polegająca na odczuwaniu przyjemnosci seksualnej podczas podróży. Teraz coś dla maniaków You Can Dance czyli - CHOREOFILIA, która występuje u nas wtedy, kiedy podniecamy się w tańcu. Idealne hasło reklamowe dla krakowskiego clubbingu.

Nadaje się również na nazwę klubu, ale nic nie podpowiadamy! A skoro już przy klubach jesteśmy, to komu z Was nigdy gorąco się nie zrobiło na widok nieznajomej blondynki tańczącej na parkiecie, czy seksownego bruneta przy barze? KSENOFILIA, bo tak to się nazywa, to rodzaj dewiacji seksualnej w której satysfakcję seksualną daje kontakt z kimś zupełnie obcym, nieznanym. AGORAFILIA - w parku, na ławce, na polanie czy toalecie miejskiej - innymi słowy dewiacja w której bodźcem seksualnym są miejsca publiczne (często łączona z ekshibicjonizmem). Lubicie mieć młodych partnerów seksualnych? Taka perwersja nazywa się EFEBOFILIA - skłonność seksualna do osób bardzo młodych, ale już cieleśnie dojrzałych (nie mylić z PEDOFILIĄ, której wyjaśniać nikomu nie potrzeba...). Odwrotne zjawisko nazywane jest GERONTOFILIĄ - polega na osiąganiu satysfakcji seksualnej przez młodą osobę w wyniku współżycia z partnerem w wieku starczym...

Na koniec, coś dla tych wszystkich, którzy już myśleli, że są absolutnie zdrowi, bo uprawiają seks: „po bożemu”, pod kołderką, po ciemku. AMAUROFILIA, która określa czerpanie przyjemności z seksu w ciemnych miejscach lub z zawiązanymi oczami. Czyli: tańcząc w ciemnościach też grzeszymy!

******** Nie siląc się na ambitne podsumowanie, pozostawiam Was, Moi Drodzy z własnymi sumieniami i przemyśleniami. Pewnie już wiecie, jakiego rodzaju zboczeńcami jesteście. Wszystkim, którzy nie odnaleźli w tym skromnym spisie nazwy na swojego „bzika” polecam książkę Gerarda Bonnet ‘a: Perwersje seksualne i filmy Woody’ego Allen’a, bo jak mawiał: Seks między dwójką ludzi jest rzeczą piękną. Między piątką jest fantastyczną! Ania Strugalska

Centrum Kosmetyki Profesjonalnej Kraków, pl. Szczepański 6/8 tel. 012 421 66 66 www.ambraspa.pl Szukając pomysłu na WALENTYNKI pamiętaj o Ambra Day Spa. To u nas czeka Cię błogi i słodki relaks „CZEKOLADOWYCH WALENTYNEK” i wiele innych przyjemności dla dwojga, lub dla Twojej Ukochanej osoby, ujęte w okolicznościowe promocyjne pakiety. godziny otwarcia: poniedziałek - sobota 9.00-20.00...because quality matters lounge magazyn

55

zdrowie i uroda |

wydarzenia i otwarcia

Otwarcie Art Clinique 11 stycznia

Od 11 stycznia możemy korzystać z usług najnowocześniejszego Centrum Zdrowia i Urody jakie do tej pory powstało na terenie Małopolski. ART CLINIQUE, to należące do grupy LANGSTEINER nowoczesne centrum medyczne, skupiające wybitne autorytety, lekarzy specjalistów a także najnowocześniejszy zagraniczny sprzęt

medyczny dostępny na rynku. Głównym jego celem jest profesjonalna pomoc pacjentowi poprzez zastosowanie tzw. medycyny prewencyjnej. ART CLINIQUE jest stworzona dla ludzi, którym zależy na poprawie jakości i komfortu życia dzięki kompleksowej opiece - medycznej, kosmetologicznej oraz dietetycznej. Tego wieczoru licznie przybyli goście

mieli okazje dowiedzieć się wielu ciekawostek z zakresu współczesnej medycyny, zapoznać się z możliwościami jakie daje, wymienić poglądy oraz wysłuchać rad specjalistów. Imprezie towarzyszyła nieskrępowana atmosfera oraz doskonały catering. Trzeba przyznać ze na drugi dzień nasi redakcyjni koledzy wyglądali na wyraźnie odmłodzonych.

szkoleniami oraz uczestnictwem w kongresach fryzjerskich w wielu krajach Europy. Anatol tworzy z wyrafinowaniem, pasją i nie mającym sobie równych kunsztem, dlatego też do jego licznych klientów należą aktorki i aktorzy nie tylko krakowskich scen, gwiazdy filmu i telewizji, dy-

plomaci i wiele innych osobistości. Nie znaczy to jednak, że Anatol jest fryzjerem elitarnym – każdy może zostać klientem jego salonu; każdy zostanie potraktowany wyjątkowo i indywidualnie. Licznie zgromadzeni Goście świętowali wraz z Anatolem otarcie jego salonu.

Otwarcie Studia Fryzur Anatol 5 grudnia

5 grudnia 2009 roku w centrum Krakowa, nieopodal Ronda Mogilskiego, zostało uroczyście otwarte Studio Fryzur Anatol. Imię Anatol znane jest w stolicy małopolski już od wielu lat i niezmiennie kojarzone jest najwyższą jakością usług fryzjerskich, mistrzostwem popartym wieloletnim doświadczeniem, licznymi 56 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

PIĘKNY UŚMIECH Miej go zawsze ze sobą!

Specjaliści z CICHOŃ Stomatologii radzą by zawsze zabierać ze sobą piękny i zdrowy uśmiech. Pomaga nam on przełamywać bariery, poprawiać samopoczucie a przede wszystkim korzystać w pełni z uroków życia.

Wszystkich, a w szczególności niezadowolonych ze swojego uśmiechu, zapraszamy do naszych gabinetów na specjalistyczne konsultacje. Naszym pacjentom proponujemy najnowocześniejsze rozwiązania stomatologiczne: • Implantologia

sterowana regeneracja kości, sinus lift, komputerowa nawigacja w implantacji - NOBEL GUIDE , implantacja natychmiastowa, implant cyrkonowy (tzw. biały implant).

• Protetyka

korona pełnoceramiczna PROCERA, ultracienka licówka PROCERA

• Stomatologia estetyczna

natychmiastowe wybielanie BEYOND

• Ortodoncja

aparat szafirowy, aparat lingwalny, aparat “INVISIBLE”.

ZDECYDUJ SIĘ NA IMPLANTY ZĘBOWE JUŻ TERAZ Wbrew powszechnej opinii, zima jest dobrą porą by poddać się zabiegowi implantacji. Niskie temperatury zmniejszają ryzyko obrzęku po zabiegu. Więcej informacji na temat implantów na naszej nowej stronie:

www.implantologiacichon.pl Zapraszamy

STOMATOLOGIA CICHOŃ, ul. Lelewela 13, 30-108 Kraków, Umów się na wizytę: 12 421 07 43

www.stomatologiacichon.pl

Stomatologia

dom i wnętrze |

magia kwiatów

D

Floral Concept Store www.evaklimek.pl Eve Klimek

rogie Panie!

Czas zaskoczyć i onieśmielić naszych panów dnia 14 lutego! Św. Walenty będzie z Was dumny, kiedy nie czekając na gest Waszego ukochanego podarujecie Mu czuły prezent, odzwierciedlający jego osobowość i charakter. Ten żywy podarunek to taki „egzamin wrażliwości”, dzięki, któremu sprawdzicie jak ukochany będzie o Was dbał i troszczył się w przyszłości. Pamiętacie Leona Zawodowca i jego delikatną roślinę - Aspidistrę? To była prawdziwa miłość... Jeśli chcesz zdobyć jego serce, podaruj Mu kwiat, o którym legenda głosi, iż pomaga miłości rozkwitnąć. Namiętny, aksamitny, pełen nasyconej czerwieni - można się rozmarzyć i rozkoszować jego subtelnością.

,,

Jeśli chcesz zdobyć jego serce, podaruj Mu kwiat, o którym legenda głosi, iż pomaga miłości rozkwitnąć.

Echinocactus w warunkach naturalnych może osiągnąć nawet 3 metry. Ważne zalety naszego ukochanego kaktusa, to takie, że nawet miesięczna amnezja nie pozostawi na nim żadnego śladu. Dodatkowym walorem jest to, że trudno jest na nim usiąść, nie nadaje się na popielniczkę, wspaniale przetwarza negatywne wibracje, działa jak „piorunochron” - bierze na siebie ciężar złej atmosfery, co może się czasem Wam wspólnie przydać.

Dla pedantów i dbających o wygląd czyściochów proponuję Calatheę, roślinę wybredną, lubiącą wilgotne podłoże, doskonałe światło i wysoką temperatury. Ta królewna odwdzięczy się niesamowitym ładunkiem pozytywnej energii. A jej kolor przypomina butelkę markowego trunku.

Dla księcia lub rozkosznego leniucha proponuję Sansevierię - kolejną roślinę To Amarylis-Hippeastrum - nazwa poniezniszczalną. Organizm barchodzi od greckich słów hippeos - kawaler i astron - gwiazda. Ten elegancki, dzo męski i architektoniczny, jej nazwa pochodzi od imienia wytworny kwiat ma duże znaczenie włoskiego księcia Sansewero w estetoterapii, sprzyja poprawieniu żyjącego w XVII wieku. Uwielnastroju, polecam dla malkontenbia słońce, swoją dekoracyjtów. Likwiduje stany przygnębienia i ność zawdzięcza skórzastym depresji. Jest to roślina wymagająca, liściom. Jej pionowy kształt ale wdzięczna i seksualna. W stylowej sprzyja stawianiu czoła trudosłonce stworzy Wam romantyczny nastrój podczas Walentynkowej kolacji nym zadaniom i pokonywaniu przeciwności losu. Zagrzewa przy świecach. do walki. Czupurna fryzura, zawadiacki charakter to portret Beaucarnei-Noliny, rośliny zadziornej w strukturze i designerskiej w wyglądzie, pasującej do minimalistycznego wnętrza. Dzięki bardzo małym wymaganiom w uprawie, niewiele ryzykujesz. Polecana dla młodzieńców nerwowych i lekko rozkojarzonych, ponieważ uspakaja. 58 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

,,

Dla mężczyzn żądnych wrażeń, sensacji i kochanków o mocnych nerwach polecam Dzbanecznika - Nephentes - roślinę owadożerną, pochodzącą z Indonezji, o liściach tworzących barwne dzbany. Kolorem oraz formą wabi owady, które toną w soku zbierającym się wewnątrz liści o ciekawym kształcie. Następnie ofiary powoli są przez roślinę trawione. Ekscytujące!

Ostatnia propozycja jest skierowana do ukochanych - biznesmenów. Według chińskiej filozofii feng - shui: Crassula - Grubosz jest oceniany, jako roślina sprzyjająca hossie w finansach. Wspiera sukcesy; bardzo ważny atrybut dla Panów grających na giełdzie. Przynosi szczęście i lubi wielki świat.

EURO DECOR Aranżacja Wnętrz Fi ra ny Za s ł o ny Ta p e t y

POLSKA

SZTUKA

U Ż Y T K O W A

Znani za granicami, wyróżniani wieloma nagrodami zaczynają być doceniani i w rodzimym kraju – polscy projektanci sztuki użytkowej. Produkty studio moho i puff-buff zdobią salony sprzedażowe, przestrzenie publiczne, czy bary i kluby na całym świecie. Dywan mohohej!DIA zagościł w witrynie choćby sławnego Londyńskiego domu handlowego Selfridge, a lampy BUBBLES CHANDELIER zawieszone są w butikach Jamin-Puech w Tokio, Paryżu, czy Nowym Jorku. Zarówno Puff-Buf, jak i moho prezentuje swoje produkty na najważniejszych, światowych wystawach oraz targach poświęconych sztuce użytkowej. Ponadto jako nieliczni polscy twórcy są promowani przez prestiżowe magazyny między innymi światowej sławy magazyn wallpaper, który dywany moho nagrodził tytułem „The Best Textile”. Projektanci obydwu studio traktują przestrzeń i materiały z których tworzą, jako wyzwanie. Łączą design często inspirowany polskimi folkiem, jak choćby dywany moho, z nowoczesnymi rozwiązaniami i nietuzinkowymi materiałami. Puff-Buff tworzy przykładowo dmuchane lampy, do których produkcji wykorzystuje technologie pneumatyczne i łączy ją z systemami LED. Technologia w służbie piękna. Projektanci moho i puff-buff są doceniani przez profesjonalistów, jak i przez prywatnych klientów, gdyż tworzą nową jakość sztuki użytkowej na arenie międzynarodowej. Nareszcie ich produkty dostępne są również w Krakowie w koncept sklepie IDEA FIX mieszczącym się na Kazimierzu przy ul. Miodowej 23.

IDEA FIX

wspieramy polskich twórców!

Kraków, Armii Krajowej 27 012 356-53-86 www.eurodecor.pl ...because quality matters lounge magazyn

59

motolounge |

cudze chwalicie...

Ś

wiatowy sukces i uznanie wymagają doskonałego produktu, lat pracy, działań marketingowych no i oczywiście nakładów finansowych. Pierwsze kroki w budowie silnych i powszechnie rozpoznawanych marek, zachodnie firmy motoryzacyjne stawiały wiele lat temu. U nas coraz częściej można zauważyć to dziś. Znane są przykłady naszych firm motoryzacyjnych takich jak Leopard – producent luksusowego roadstera, czy Solaris wytwarzający popularne na świecie autobusy. W kolejce na realizację czekają już jednak kolejne niezwykłe projekty, które być może staną się przykładem polskiej pomysłowości i wyrafinowanej stylistyki.

Stylistyka Veno zdominowana jest przez dynamiczne, wręcz agresywne linie przywodzące na myśl niewidoczne dla radarów samoloty stealth. Wrażanie potęgują dwa ogromne wloty powietrza z przodu oraz nietypowa obudowa tłumików z tyłu przypominająca dysze samolotu odrzutowego. Futurystyczne nadwozie nie jest jedynie efektowną dekoracją. Maksymalna moc samochodu to 647 KM, a w jego wyposażeniu znajdziemy m.in. takie elementy jak: ceramiczne hamulce, kamera termowizyjna, czy zmiana biegów w kierownicy. Powstała już pierwsza sztuka pojazdu, w planach jest stworzenie limitowanej, numerowanej serii 50. egzemplarzy. Auto ma być dostępne w 2 wersjach, jako roadster z odkrytym dachem oraz jako coupé. Obecnie firma jest w stanie wyprodukować 10-12 egzemplarzy samochodu rocznie. Każda sztuka może zostać wykonana zgodnie z indywidualną specyfikacją klienta, koszt to jednak minimum 350 tyś. złotych.

Wyczynowy trójkołowiec

Równie niezwykła jest inna polska konstrukcja, nawiązująca do bojowego myśliwca. MAROTTI, o którym mowa to pojazd z gatunku ekstremalnych takich jak KTM X-Bow czy Ariel Atom. Zgodnie ze słowami producenta, samochód ma łączyć dynamikę motocykla z bezpieczeństwem i łatwością prowadzenia samochodu. Konstrukcja służyć ma przede wszystkim dostarczaniu przyjemności z jazdy, cieszyć wyglądem, osiągami i sportowym prowadzeniem.

Motocykl JJ2S X4 500

Motocykl zaprojektowany przez Jędrzeja Jacka Synakiewicza, wyróżnia się niepospolitą stylizacją i nowatorskimi rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Pierwszy raz w historii motoryzacji zastosowany został w motocyklu czterocylindrowy, tak samo ekologiczny jak silniki czterosuwowe, silnik dwusuwowy w układzie krzyżowym, umieszczony podłużnie i pełniący rolę głównego elementu nośnego. Zakładane parametry eksploatacyjne motocykla są również bardzo obiecujące. Silnik ma rozwijać moc około 90 KM przy 9000 obr/min a całość konstrukcji ma ważyć nie więcej jak 155 kg.

Według ustaleń producenta, przyspieszenie prototypowej wersji pojazdu od 0 do 100 km/h wynosi około 5 s, a maksymalna prędkość to 200-230 km/h. Cały czas trwają testy wersji seryjnej, której sprzedaż, zgodnie z zapowiedzią, rozpocząć ma się w połowie roku 2010. Cena MAROTTI-ego ustalona została na poziomie 24 999 euro, a projekt już budzi zainteresowanie na świecie.

Projekt zaprezentowano po raz pierwszy w 2007 roku podczas targów Motor Bike Show Poland. Prace nad prototypem silnika i motocykla trwają, jednak dalsze losy tej ciekawej konstrukcji zależą od pozyskania inwestorów mogących współuczestniczyć w ubieganiu się o środki unijne z Programu Innowacyjna Gospodarka.

Futurystyczne Veno

Pojawienie się w 2008 roku informacji o marce Veno Automotive, zapowiedziało powstanie pierwszego polskiego supersportowego samochodu. Tym samym, polskiej produkcji auto dołączyć miało do grona takich marek jak Lamborghini, Aston Martin, Ferrari czy też Maserati. Przemawiają za tym przede wszystkim osiągi konstrukcji oraz futurystyczny design.

60 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

żródło: www.kupujnasze.pl

| motolounge

nowości

Nowa wizja sportu i luksusu

Jaguary znane są z eleganckich, sportowych linii. Najnowszy XJ, ze swoją opływową, nowoczesną stylistyką jest jednak, jak dotąd, najodważniejszą interpretacją wizji Jaguara XXI wieku. Aluminiowe nadwozie samochodu wykonane jest w autorskiej technologii firmy Jaguar, zainspirowanej przez rozwiązania lotnicze i kosmiczne. Nowy XJ zaprzecza utartej opinii, że duże limuzyny powinny być konserwatywne i powściągliwe.

zupełnie nowy XJ styl kształcie wydłużonej kropli, określają sylwetkę samochodu i stanowią serce jego płynnego projektu. Nowy Jaguar XJ jest opływowy nie tylko z wyglądu: jego współczynnik oporu aerodynamicznego, tak jak w modelu XF, wynosi zaledwie 0,29 - a więc są to najbardziej aerodynamiczne Jaguary w historii.

Dynamiczna linia

Nowy Jaguar XJ jest połączeniem samochodu coupe i przestronnej limuzyny. Pomimo sportowego charakteru, skrywa kabinę oferującą porównywalną ilość przestrzeni, co bardziej konwencjonalne modele o nadwoziu sedan. W tym wnętrzu może wygodnie podróżować pięć osób, a wersje o wydłużonym rozstawie osi, oferują pasażerom na tylnych fotelach jeszcze większy komfort, dzięki powiększonej o 125 mm przestrzeni dla nóg. Szyby boczne w

tłoczenie maski i ostro zarysowane nadkola nadają sylwetce ogromnego dynamizmu.

Płynność i elegancja

Szyby boczne, o uderzającym, przypominającym wydłużoną kroplę kształcie, rysują opływowy profil samochodu, równoważony przez zdecydowaną, obniżoną linię boczną, biegnącą od kół przednich. Płynność Jaguara XJ dopełnia naprężona linia środkowa, która jeszcze mocniej akcentuje wrażenie długości i elegancji sylwetki.

Jasny i przestronny

Moc i osiągi

Widziany od przodu, nowy XJ jest niski i szeroki, a potężna siatkowa maskownica chłodnicy i wąskie, zachodzące na boki przednie reflektory ksenonowe zdradzają silną osobowość tej limuzyny. Niesamowicie wyglądające prze-

Elegancka i gładko wyprofilowana linia samochodu skrywa standardowy we wszystkich modelach panoramiczny szklany dach, który zdecydowanie rozjaśnia i optycznie powiększa wnętrze oraz zapewnia niższą, bardziej opływową linię dachu. Wszystko zostało zaprojektowane tak, by każdy pasażer mógł ze swojego miejsca cieszyć się widokiem nieba. Źródło: jaguar.pl

...because quality matters lounge magazyn

61

Twarze Przy Barze

THE BEST OF

62 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

ul. Szewska 5 (1 piętro), Kraków www.shakers.com.pl

W krakowskim clubbingu nastały nowe czasy dla klubu Shakers. Po nieznacznym liftingu, to wyjątkowe miejsce weszło w nowy rok z podniesionym wysoko czołem i szeroko otwartymi podwojami dla rzeszy klubowiczów.

Shakers usytuowany jest na pierwszym piętrze jednej z kamienic przy ulicy Szewskiej. Doskonale widoczny dla przechodniów. Zachęca i nęci podświetlanymi schodami, oraz wyróżniającym się wśród innych lokali logiem.Jego wnętrza są połączeniem nowoczesnej i odważnej aranżacji przestrzeni. Duży atut stanowi sto trzydzieści miejsc siedzących. Usytuowane są one na kilku salach oddzielonych od danceflooru,co umożliwia gościom swobodną rozmowę . Dodatkowym plusem jest także urokliwy Vip Room, kameralne wnętrze przeznaczone dla najbardziej wymagającego klienta, który lubi bawić się w komfortowych warunkach. Wystrój, gra świateł a przede wszystkim muzyka sprawiają, że goście bawią się w Shakersie wyjątkowo. Godnym podkreślenia jest fakt, iż po ponownym otwarciu profil muzyczny klubu uległ znacznej zmianie. Obecnie królują tam hity z przełomu lat sześćdziesiątych do dziewięćdziesiątych włącznie. Można też trafić na znane hity radiowe, klubowe i muzykę retro. Jednym słowem szeroki wachlarz możliwości muzycznych zapewni dobrą zabawę, nawet najbardziej wybrednym bywalcom klubów. Niewątpliwie warto także zwrócić uwagę na kalendarz imprezowy klubu. W każdy dzień tygodnia zaplanowany jest nowy cykl imprez. Shakers zaczyna tydzień od wtorkowego sushi – party, poprzez Gentlemans Night’s, sobotnie Generation XXV i na niedzielnym Coctail Show kończąc. To miejsce, gdzie goście pragną rozpoczynać wieczór przy dobrym drinku i doborowym towarzystwie, gdzie mogą liczyć na niebanalną rozrywkę.

Shakers to także idealne wnętrza na wszelkiego rodzaju imprezy firmowe i zamknięte, gdzie po części oficjalnej można miło spędzić czas. Dzięki ścisłej współpracy z kilkoma restauracjami i firmami cateringowymi, na życzenie podawany jest poczęstunek i zakąski. Klub dysponuje także sprzętem multimedialnym, oraz nagłośnieniem umożliwiającym przeprowadzenie konkursów i różnego rodzaju zabaw. Do dyspozycji gości oddano świetnie wyposażony bar ze specjalnie przeszkoloną obsługą. Barmani zadbali, aby klub w swoim menu oprócz standardowych drinków, mógł zachwycić gości autorskimi koktajlami. Stworzyli Oni kilkanaście wysublimowanych receptur drinków, które dopieszczają nie tylko podniebienie, ale i cieszą oko.

Podsumowując, Shakers to znane już miejsce, ale z nową oprawą. Wabi ciekawym wnętrzem i różnorodnością na poziomie imprezowym. Zachęca do spotkań ze znajomymi przy finezyjnych koktajlach i ciekawej oprawie muzycznej. Otwarty sześć dni w tygodniu od godziny 19:00, do ostatniego klienta. Docelowo nastawiony na klientelę powyżej 25-go roku życia, ale z możliwością lekkich ustępstw na rzecz pięknych kobiet. Zapraszam serdecznie Monika Soza

obyczaje |

single page

Ania Mazurczyk

SINGLEM – być, albo nie być? Oto jest pytanie! Niczego nie muszę. Nie jestem służącą we własnym domu. Nie znoszę jego grymasów, narzekań i złośliwych uwag. Nikt na mnie nie wyładowuje swoich frustracji.

Przestaję fizycznie z obcą płcią wtedy, gdy mam na to ochotę. Jest czysto i wszystko na swoim miejscu. Nie muszę gotować! Nie robię niczego wbrew mej woli. Mieszkanie urządziłam wedle mojego gustu. Cenię sobie wygodę, ciszę i spokój. I to mam! Życie w pojedynkę jest więc dla mnie czymś naturalnym. Jest wspaniale! - pisze jedna z forumowiczek portalu dla singli. Na innym portalu czytamy: -Singiel, jest to człowiek dorabiający ideologię do swojej samotności. Zawsze lepiej brzmi, że jest się „niezależnym singlem” niż powiedzenie: - jestem samotny i nikt mnie nie chce, - jestem pracoholikiem i nikt mnie nie chce, - jestem pracoholikiem i nie mam czasu na nikogo, choć bym chciał, - mam jakiś uraz psychiczny z przeszłości i boję się nowych związków, ale żeby nie wyjść na ciamajdę, wolę mówić, iż to samotność z wyboru, - jestem osobą, z którą nie da się żyć pod jednym dachem i dlatego nikt mnie nie chce, - jestem zadufaną w sobie osobą, nie myślącą o innych i dlatego nikt mnie nie chce, - jestem tak bardzo zakochany w sobie, że mam innych ludzi, za cos gorszego i dlatego wole być sam. Gdyby „single” byli szczerzy i nie dorabiali do swoich słabości ideologii, to ten termin nigdy by nie powstał! Dobrze, czy źle być singlem? Wszyscy wiedzą, że to jest modne, ale co to właściwie jest singlehood?. I kim tak na prawdę są single? Z wypowiedzi forumowiczów można wywnioskować, że istnieją dwa rodzaje samotników: single z wyboru i single z konieczności. Ale jest jeszcze trzeci rodzaj: związek singla z singielką. Życie w pojedynkę nie jest wynalazkiem dzisiejszych czasów. Kiedyś było równie częste, co niemoralne. Oznaczało brzydotę, nieporadność życiową, ułomność, porażkę, zły charakter. Niezamężne kobiety po trzydziestce, zwane starymi pannami, nie miały szans na zainteresowanie odpowiednimi kandydatami na męża, musiały zadowolić się tym, który je chciał. W lepszej sytuacji byli mężczyźni, chociaż i oni przekraczając ,,odpowiedni wiek” otrzymywali

64 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

łatkę ,,stary kawaler” i uważani byli za gorszą partię. Dzisiaj sytuacja zmieniła się radykalnie: naśladowanie czy admiracja samotnych podnosi ich status w społeczeństwie. Singlem być, to dzisiaj niezwykle modne i wygodne doświadczenie w życiu młodych ludzi. Czy, właśnie dlatego małżeństwo stało się przestarzałą formą związku? Bo ,,na całe życie”, bo ,,ślubuję Ci wierność”, bo ,,w zdrowiu i chorobie”? A może po prostu życie w pojedynkę, nawet z kimś od czasu do czasu, to niezobowiązujące, niezniewalające, wolne od pretensji i gderania, własne i lepsze życie? Mężczyźni bez obrączki zwykle nie byli piętnowani, ani nakłaniani do małżeństwa. Nie byli też alienowani ze swojej społeczności. Co innego kobiety! Kobiety single, to znak naszych czasów. Dostęp do wyższego wykształcenia, ciekawej pracy i niezłych zarobków, a tym samym do niezależności od zapewniających te wszystkie dobra mężczyzn, paradoksalnie zamieniła życie kobiet w walkę o tego odpowiedniego partnera. Jednak, pomimo dużej dostępności kawalerów, czas poszukiwania odpowiedniej osoby staje się coraz dłuższy, partner wybierany jest staranniej i stawiane mu są coraz większe wymagania co do wyglądu, osobowości, stanu konta itp. Najczęściej jednak ,,znaleziska” odkładane zostają na półkę z napisem: kiedy przyjdzie mój czas. Singlami z wyboru najczęściej są osoby dobrze

Częste zmiany partnerów, niezależność finansowa i personalna, oraz świadomość, że w każdej chwili znajdzie się ktoś nowy, chroni przed uczuciem permanentnej samotności.

wykształcone i dobrze zarabiające; takie, które mieszkają same lub z przyjaciółmi, albo też jeszcze z rodzicami. Przede wszystkim mają mocne poczucie własnej wartości, jako tej najbardziej pożądanej i poszukiwanej przez innych - przez przyjaciół postrzegani są jako ,,zdobywcy”. Zazwyczaj singlami z wyboru są osoby o przyjemnej powierzchowności, zaliczane do tych ładniejszych i przystojniejszych, z wysokim poczuciem humoru i brylujące w towarzystwie. Nierzadko dysponują większymi środkami finansowymi, bo prawdopodobnie jedyne wydatki, jakie muszą ponosić, to imprezy towarzyskie i opłaty za zamieszkiwanie i

utrzymanie samego siebie. Jednak, najbardziej cenionym stanem dla singli wydaje się być wolność. Wolność ta, to przede wszystkim możliwość decydowania o wszystkich aspektach życiowych bez konsultacji i kompromisów, oraz poczucie absolutnej własności, począwszy od pilota do telewizora, a na mieszkaniu, samochodzie i koncie bankowym skończywszy. Niezwykle istotna jest także wolność w wymiarze seksualnym: ilość i częstotliwość zbliżeń intymnych nie ograniczana jest jedną osobą, czy miejscem. Podobnie kwestie finansowe - pieniądze wydawane są dla realizacji własnych potrzeb i przez nikogo nie wyliczane. Większe są możliwości rozwoju zawodowego bez ograniczania czasowego przez druga osobę. Czy single to tylko szczęśliwi samotnicy, szukający spełnienia swoich pragnień? Czy są minusy bycia singlem? Singlehood to stan samotności, a samotność niekiedy bywa dokuczliwa. Jednak istotne jest to, że ma różne oblicza. Najgroźniejszym, z punktu widzenia zdrowia psychicznego i fizycznego osoby samotnej, jest osamotnienie. Różnica między tymi dwoma stanami jest znaczna: samotność pomaga się wyciszyć, zrelaksować, poznać siebie głębiej niż dotychczas, pozwala nam spędzić czas z samym sobą, cieszyć się chwilą spokoju. Może nawet dawać szczęście. Osamotnienie to stan permanentnej samotności, to źródło cierpień powodujące brak wiary w siebie i w ludzi żyjących obok. Samotność w tłumie, dzisiaj wydaje się być jeszcze bardziej widoczna niż kiedykolwiek wcześniej. Wielkie miasta przyciągają bogactwem kulturalnych imprez i możliwością spotkania człowieka, tak samo samotnego jak my. Barwność miejskiego życia potęguje wrażenie, że kiedy w nim uczestniczymy, jesteśmy równie barwni. Bawimy się, wiec jesteśmy szczęśliwi – jesteśmy szczęśliwi, wiec się bawimy. Jednak dystans wobec innych, zawrotna prędkość miejskiego życia oraz krótkotrwałość uczuć pogłębia jeszcze nasze poczucie samotności. Możemy czuć się samotni, zarówno będąc samemu, jak i w niesatysfakcjonującym nas związku. Możemy być sami i nie odczuwać samotności, albo być z kimś i cierpieć samotność podwójnie. Singlem, więc - być czy nie być? Na tak postawione pytanie wypada odpowiedzieć jedynie: w tym szaleństwie jest metoda!

| obyczaje

hoć w umysłach kobiet niezależnych, wyzwolonych i odważnych utarło się przekonanie, iż niegrzeczni chłopcy są smakowitym kąskiem i idealnym do zdobycia celem, to jednak plują sobie w brodę, nie przyznając się do błędu, podczas leczenia duszy i kalkulowania strat. Albowiem ten „ruchomy”, a raczej chciałoby się rzec - ruchliwy cel daje im nieźle w kość.

Uwielbiamy wyzwania, uwielbiamy niegrzecznych chłopców, uwielbiamy zołzy. Wyzwania podkręcają atmosferę. Dzisiejsze czasy narzuciły takie tempo, że nie marnujemy już ani chwili na nudę. A nuda to: śniadania do łóżka, wyjścia do teatru czy też kina, wspólne weekendy w górach. Chociaż to ostatnie już można zakwalifikować do praktykowania w niebezpiecznych związkach. Bo przecież wyjazd w góry to rewelacyjny pretekst i przepustka do dobrego seksu. Coraz częściej gramy w gierki, w których sami się gubimy, ale co tam, najważniejsze, żeby były wrażenia. Niewątpliwie niegrzeczni chłopcy takie wrażenia zapewniają. Robiąc rzeczy, które nam imponują - 2 razy w tygodniu skaczą ze spadochronem, nurkują 3 razy w tygodniu, a zaraz po tym wszystkim umawiają się z wieloma kobietami. Najczęściej tymi atrakcyjnymi.

W swoim wyzwoleniu balansują na krawędzi, bo to przecież takie trendy, to wyzwalanie adrenaliny, podziw tłumu i zachwyty innych śmiałków. Tylko niekiedy ceną jest moralność tak bardzo nadszarpnięta. Wymówkę stanowi jednak „życie”, a częstokroć i czasy, w jakich żyjemy, bo przecież takie one ciężkie i niezwykle okrutne. Owe „nasze czasy” usprawiedliwiają decyzje, które podejmujemy w pełnej świadomości. Przede wszystkim te dotyczące związków.

My o tym wiemy, ale i tak nas do nich ciągnie, bo łudzimy się, że będziemy zaklinaczami tych „grzeszników”. Udajemy kogoś innego niż jesteśmy w rzeczywistości, zaczynamy jeść schabowe pomimo tego, że dotychczas byłyśmy wegetariankami, ubieramy sukienki, choć jedyna, jaka wisiała do tej pory w szafie to ta ze Studniówki. Bo przecież fajnie jest balansować na krawędzi; tylko, po co łamać przy tym swoje zasady? Pytanie: czy warto?

Kobiety:

Powstają specjalne poradniki, które radzą nam jak przetrwać w takich związkach. Jak zachować własną tożsamość i nie zwariować. Dla mnie to zwyczajny poradnik jak nie dać sobą pomiatać. Być może to mylne stwierdzenie, jednak, kiedy natknęłam się na książkę: Dlaczego, mężczyźni kochają zołzy?, oddałam się lekturze. Książka ta była do tej pory niedostępna, z racji tego, iż wszystkie kobiety pragnące poznać tajniki kobiecej podłości (oczywiście tej w stosunku do mężczyzn), wykupiły wszystkie egzemplarze. Do czego to doszło, żeby budować związek (na ciągłej adrenalinie), na podstawie książki. Choć nie ukrywam, że dużo mądrości w niej odnalazłam. Choćby na temat naszych zachowań, o tym jak potrafimy zamęczać mężczyzn dzwoniąc 600 razy dziennie i pytając, czy ubrał cieple skarpetki, zjadł zupę i czy też może pójdzie z nami na zakupy. O zgrozo! Czyste szaleństwo. Dlatego też tak bardzo uciekają się zarówno oni, jak i my, do związków niebezpiecznych.

Głupiątka, które w dzisiejszym kochanku nie umieją widzieć jutrzejszego wroga - jakże niezwykle mądry i życiowy fragment z filmu Niebezpieczne związki. Tylko, na co komu te mądrości, jeśli wolimy zbierać owoce z zakazanego drzewa.

C

Walczą drapieżnie niczym lwice, o mężczyzn, niezależnie od tego czy są oni potencjalnymi partnerami, czy też może tymi z szuflady ”zaklepani”. Bo przecież spora ich część marzy o księciu na białym koniu albo w mercedesie klasy S, a jeszcze gdyby był właścicielem mieszkania w Dubaju, albo chociaż na Woli Justowskiej, to pełnia szczęścia osiągnięta.

Mężczyźni:

Udają niewzruszonych, proponując śmiało drinki w klubie podczas imprezy, bo przecież nie można oczekiwać, że będą się starać o względy kobiet w wyszukany sposób. Te czasy już dawno odeszły w niepamięć. Będący wzrokowcami, stawiają na wizualne aspekty kobiecości i może przy okazji, choć w niewielkim stopniu, na ciekawe wnętrze. Jakiś czas temu za namową koleżanki postanowiłam oglądnąć amerykańską komedię pt.: Dziewczyna mojego kumpla. Miała ona na celu (przynajmniej takie było moje założenie) rozbawić, nie zmuszając tym samym do nadmiernego myślenia. Nic bardziej mylnego. Mimo prostej fabuły, analizowałam go (choć w sumie bardziej głównego bohatera niż sam film), na przemian bulwersując się i stwierdzając: przecież to „oczywista oczywistość”. Jednak ostateczny wniosek był niepodważalny: W kwestii związków jesteśmy samobójcami. Tak właśnie! Powtórzę –SAMOBÓJCAMI. Choć nie jestem pewna, czy MASOCHISTA nie byłoby bardziej trafnym pojęciem. I bynajmniej nie wynika to z faktu, iż dajemy sobą kierować (zmuszając się do słuchania muzyki klasycznej, o której nie mamy bladego pojęcia, a nasz partner wręcz przeciwnie) czy też poświęcamy się na tyle, że gotujemy obiad z 4 dań (do którego produkty nabyliśmy na drugim końcu miasta), po czym, okazuje się ze dziewczyna, dla której tyle się staraliśmy - jest na diecie. Oj nie! Takie zachowania to przeszłość. Teraz stawiamy na wyzwolenie. Chciałoby się wyjść na ulicę i krzyczeć: jesteśmy niezależni, na co nam stereotypowe związki?! Nie robimy tego jednak, bo wychodzących z takiego założenia jest tak wielu, że gdyby każdy chciał wykrzykiwać swoje racje, nastałby istny chaos. Ale tak właśnie jest! Nawiązując do filmu, o którym wspomniałam - to historia dwóch facetów, przyjaciół - jeden to typowy dupek, drugi to życiowa ofiara. Ten pierwszy pomaga temu drugiemu zdobyć dziewczynę. A jak? A zniechęcając ją do siebie. Efekt jest jednak odwrotny od zamierzonego i wszystko co najgorsze w „dupku” urzeka ją, a starająca się ofiara zostaje po prostu przyjacielem.

Oczywiście nie mam na myśli tutaj od razu wiązania się z prostytutka, matką naszego kolegi czy też wykładowcą. Choć i takie przypadki się zdarzają. Chodzi o związek, który fascynuje, wzbudza emocje nie do opisania, gdzie odnosi się wrażenie, że naruszamy pewne granice przyzwoitości, albo naginamy swoje zasady, by osiągnąć cel. Udawanie - nie lubimy, ale bez względu na skutki - praktykujemy. Wiążemy się z obcokrajowcami, bo obca kultura przyciąga naszą uwagę. Stereotypem jest związek z Arabem. Kręci nas to, co nowe, nieodgadnione, a obcokrajowcy tacy właśnie są. Staliśmy się bardziej pewni siebie, nie boimy się zdobywać i być zdobywani. Choć to drugie przychodzi nam z mniejsza łatwością, bo i oczekiwania inne. Unikamy jak ognia poważnych relacji, bo na co nam miłość z rozsądku. Młodość to piękny okres w naszym życiu, jesteśmy odważni, ambitni, poszukujemy nie wiedząc do końca, czego, ale najważniejsze są starania. Pociąg do tego, co niebezpieczne z czasem mija, choć u niektórych osób bywa dożywotni. Powinniśmy się bawić życiem nie zapominając o tym, co dla nas dobre. Dokonując wyborów, nie wykluczajmy tego, co fascynujące i niebezpieczne. Wybory są nasze, więc i my ponosimy konsekwencje. Jak powiedział kiedyś pewien mądry mudżahedin: W życiu mamy trzech nauczycieli, trzech przyjaciół i trzech wrogów oraz trzy wielkie miłości. Ta dwunastka jest jednak zawsze zakryta tak, że nie wiemy, kto jest kim, dopóki ich nie pokochamy, nie zostawimy lub nie pokonamy. Karolina Telega

clubbing | IMPREZY W LUTYM

KALENDARIUM TWORZONE PRZY WSPÓŁPRACY Z WHERE2B.ORG

6 lutego - Rdza

Fiesta Brasil +After Party Latino house, feria kolorów przeniosą nas w strefę wysokich temperatur i gorących brzmień. Klimat brazylijskiego karnawału dla wszystkich spragnionych słońca. Muzyczną oprawę imprezy w stylu brazylijskim zapewnia jeden z najlepszych dj-ów w kraju, grający Latino house - DASO. Brazylijsko - latynoskie klimaty sprawią, że RDZA będzie bardzo gorącym klubem tego wieczoru.

6 lutego - Hedonic

Plastic City LUKAS GREENBERG (Plastic City/Elevation/Berlin) Phil Jensky (Houseradio/Krakow) Cbass & Mish Mash (Elevation/Proton Radio) Tika Milano (Soda Music) Alex Kenazi (Soda Music) Bruss (Soda Music)

12 lutego - Łódź Kaliska

Avangardance Snow Party Edition Hard House Banton (Angel Brothers / Londyn), Supra1 (Trouble&Bass / Kraków), Gangsteppaz (Avangardance / Kraków) muzyka: UK funky, dubstep, grime wjazd: 10zł / z listy gości na where2B.org – za darmo Po leniwie przespanym styczniu promotorsko-didżejskie trio Gangsteppaz, wespół z Grupą Serum oraz markami Anon i Element, powraca z kolejną odsłoną imprezy Avangardance. Jej główną gwiazdą będzie londyńczyk Hard House Banton, jedna z najlepiej rozpoznawalnych postaci nurtu UK Funky, producent którego hity Sirens i Reign już stały się hymnami gatunku. Obok niego do tańca przygrywać będą krakowscy reprezentanci tej fali czyli Supra1 i Gangsteppaz. To będzie pełen freestyle, czyli wyuzdana koneksja sportowo-muzyczna. Coś dla ucha, coś dla ciała, coś dla ducha. Brzmienia będące najlepszą alternatywą dla wszędobylskiego lans-baunsu, na wizualizacjach mistrzowie zimowego freestylu, a przy barze też mistrzowie - tyle, że freestylu alkoholowego.

13 lutego - Frantic

Housexy

Paul Deighton (Housexy / UK) DB Cooper (Groove Society / Kraków) Phil Jensky (House Radio / Kraków) muzyka: sexy house / r’n’b (2nd floor) wjazd: 20zł / z listy gości na where2B.org – 10zł do 23.30, dla pań w cenie wstępu drink Kolejna już odsłona znakomitej imprezy najseksowniejsza muzyka, najseksowniejsi ludzie, czyli Housexy w klubie Frantic. O oprawę muzyczną zadba rezydent londyńskiego Ministry of Sound, jedna z flagowych postaci cyklu, Paul Deighton, który w samym zeszłym roku grał w Chinach, Rosji, Bahrajnie, Hiszpanii, Maroko, Francji. Nie pójść pogrzeszyć na Housexy to grzech!

66 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

20 lutego - Rdza

JOKER Night    Iman i Special Guest - Simone Torosani (Italy) Joker Night z rezydentem IMAN-em to doskonale znany, a zarazem doceniony cykl imprez w klubie Rdza. Gościem specjalnym tego wieczoru będzie, po raz pierwszy w Polsce włoski artysta - Simone Torosani. Ten klubowy zawodowiec gra królewski rzetelny real house, z dynamiczną sprężyną w dźwięku. Jako producenta można go usłyszeć pod nickiem ST Connection w Saifam Records, jego utwory: Jingo Chic, Unreal, Jesus gościły na wielu klubowych listach przebojów.

...because quality matters lounge magazyn

67

clubbing | IMPREZY W LUTYM

N

im się obejrzeliśmy, minął kolejny rok. Pełni optymizmu, nowych zobowiązań i postanowień weszliśmy w nowy, mając nadzieję, że będzie lepszy i owocniejszy.

27 lutego - Base Club

Passion with of Mike Love Perry Mike Perry (BBC Radio1/ Swedish Housemusic/Szwecja) Dirty Rush (Sensualistikz), Dominique Gatto Domino & Surya (Live Act), Tkaczu (Base Club) To już druga odsłona Passion of Love - wyjątkowego cyklu nocy z gwiazdami. Tym razem imprezę uświetni Mike Perry - zapewne najlepiej zapowiadający się dj młodego pokolenia w rankingu M8 Ibiza Magazine. Promotor i producent, którego umiejętności i popularność stała się kojarzona z Ibizą oraz wydeptała ścieżki sławy w Szwecji.

27 lutego - Błędne Koło

5 5na 5 urodziny

Oto Studio i Subtanz.Art

Aril Brikha (Kompakt, Poker Flat / Iran-Szwecja) – live Showcase (Oto Studio), Cris Mouton (Oto Studio, Absurd) Harty (DiceRec., Subtanz.Art), Technik (Oto Studio) muzyka: minimal, electronica, deep techno wjazd: 10zł / z listy gości na where2B.org – za darmo To już pięć lat odkąd na eventowo-artystycznej mapie Polski pojawiły się grupy Oto Studio i Substanz.Art. Dzięki im działaniom na przestrzeni tych lat mieliśmy okazję bawić się do muzyki takich artystów jak choćby Mossa, Dapayk, Move D, Dani Siciliano; na takich eventach jak Otology Summer Jam czy Plateaux Festival. Te podwójne urodziny nie mogłyby więc nie być uświetnione przez artystę światowego formatu. Pochodzący z Iranu, a mieszkający w Szwecji Aril Brikha to uznany producent, którego wydawnictwa reprezentują takie labele jak Kompakt czy Poker Flat, a którego występy na żywo są prawdziwym hipnotycznym misterium dźwięku. Będzie się działo.

27 lutego - Hedonic

Angelo Mike B–Day +After Party

Angelo Mike (Sentencerec / Warszawa) Shimek (Sentencerec ) Siasia Jakub Rene Kosik Phil Jensky (Houseradio / Krakow) 68 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

I tak jak my, obieramy sobie nowe i bardziej ambitne plany na nadchodzący czas, tak i managerowie poszczególnych klubów starają się zaskoczyć swoich klubowiczów innowacyjnymi pomysłami i atrakcyjnymi imprezami. Byle tylko być o krok przed konkurencją, bo ta przecież, nigdy nie śpi. W czasach, gdy kluby otwierają się w zaskakującym tempie - tak licznie, jak przysłowiowe „grzyby po deszczu ‘’, trudno jest utrzymać się na szczycie. W samym Krakowie jest kilkadziesiąt klubów. Przechwalają się one różnymi profilami muzycznymi, luksusowymi wnętrzami, najzdolniejszymi DJ-ami i nierzadko najlepszymi drinkami. Aby każdy z nich mógł utrzymać się na godziwym poziomie, potrzebna jest spora ilość osób chętnych do szaleństw na parkiecie w weekendowe dni i spożywania niemałej ilości napojów wyskokowych. Sami dobrze wiecie, że w naszym mieście są lokale, do których weekend w weekend walą tłumy, a kolejki do wejścia przypominają czasy PRL-u, gdy stało się z kartkami w dłoni po mięso bądź cukier. Są też miejsca, do których zagląda mała garstka ludzi i czy to poniedziałek, czy też piątek, lokal świeci pustkami. Jedne i drugie prześcigają się w zapewnianiu swym gościom ambitnego repertuaru muzycznego, promocji cenowych, czy degustacji drinków z udziałem powabnych hostess, o rozbrajającym uśmiechu. Większość z tych klubów celuje, niestety, w masowego odbiorcę. Nieważne ile masz lat, jaką muzykę preferujesz i czy masz na nogach trampki czy mokasyny - zostaniesz wpuszczony, by zasilić kasę klubu. Na domiar złego, ci sami DJ-e grają w kilku klubach naraz. I tak na przykład w piątek taki DJ X zagra seta w klubie Y, by za dwa kolejne dni zagrać w klubie Z. Wszystkich uraczy tym samym repertuarem. Oczywiście DJ zarabiać musi. Wiadomo, że z jednego seta miesięcznie wyżyć się nie da i gdyby ograniczył się do jednego klubu, było by z nim marnie. Ale trochę fantazji nie zaszkodzi. Miło, gdy przeglądając na portalach info o zbliżających się imprezach jest, w czym wybierać. Jeszcze cudowniej, gdy w jeden wieczór możemy zahaczyć o kilka imprez w różnym klimacie muzycznym. Bo przecież tego nam trzeba, nieprawdaż? Chcemy bywać zaskakiwani repertuarem mocnych bitów profesjonalnych DJ-ów i poczuć smak wybornych drinków, w oprawie ciekawych wnętrz i wyjątkowych ludzi. Czy Kraków w swym magicznym, nocnym życiu klubowym jest w stanie sprostać naszym potrzebom? Myślę, że jeśli dobrze przejrzycie mapę klubów i ich propozycji, to dla każdego znajdzie się coś wyjątkowego. A ja polecam Wam Frantic. Tutaj nacisk kładziony jest na „autorskie eventy’’, które to managerowie przygotowują z największą uwagą. Wdrażając w nocne życie miasta cykliczne imprezy tematyczne, dbają, by każdy z odwiedzających to miejsce klubowiczów, nigdy się nie nudził. Bowiem, grającym we Franticu DJ-om towarzyszą specjalnie zapraszani wokaliści i muzycy, wystrój klubu się zmienia, ostra selekcja zapewnia gościom odpowiednie towarzystwo do zabawy, a barmani serwują najwymyślniejsze drinki. Wszystko to sprawia, że gdy już rozpoczniemy weekend imprezowy, to bardzo ciężko go zakończyć. Szaleństwa na parkiecie trwają do świtu i dłużej. W tajemnicy powiem Wam drodzy klubowicze, że Frantic ma w zwyczaju miło zaskakiwać swych gości nad ranem. O czym mówię? Musicie przekonać się sami. Monika Soza

...because quality matters lounge magazyn

69

Twarze Przy Barze

The Best Of Styczeń ‘10

MODELKI I MODELE POSZUKIWANI!

Czekamy na Twoje zdjęcia!

models@loungemagazyn.pl

70 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

| lounge pasaż

przewodnik po dobrych firmach

reklama w lounge - (012) 633 77 33 - info@loungemagazyn.pl

...bo jakość ma znaczenie

najwygodniejszym miejscem dla Twojej reklamy! chcesz wiedziec więcej zadwoń lub napisz tel.: (12) 633 77 33 info@loungemagazyn.pl

...because quality matters lounge magazyn

71

IQ |

3 pytania

Luty to miesiąc pod znakiem pana Walentego i karnawałowych szaleństw. Sprawdziliśmy, czy przysypany śniegiem, przemarznięty do granic możliwości Kraków rozgrzeje w tym roku miłość i gorące imprezy? PYTANIA, KTÓRE ZADALIŚMY W TYM MIESIĄCU: 1) Walentynki: w łóżku, w restauracji, a może w…? 2) 14 lutego dla faceta to dobry dzień na… 3) Karnawał w Krakowie – hot or not?

Agnieszka

studentka socjologii 1. Kojarzą mi się z wyjściem do kina, ale nie wspominam tego dobrze, zawsze jest tłoczno. Wybrałabym zamiast tego fajny chillout w knajpce, gorąca czekolada, albo oglądanie dobrych filmów 2. Na sex! (śmiech) 3. Jak dla mnie: warm

Klaudia

Daniel

studentka prawa

student politologii 1. Nie ważne gdzie, ważne żeby, co roku było inaczej!. 2. Może… na spędzenie trochę czasu razem ze swoją Walentynką? 3. Z moimi przyjaciółmi zawsze hot!

1. W samotności. 2. Na piwo? 3. Not!

Daria

Kuba

finanse

branża IT

1. Najchętniej w restauracji. A potem udałbym się do łóżka. 2. 14 lutego dla faceta to idealny dzień na to, żeby pokazać swojej drugiej połówce, że jest najważniejsza. 3. Z moją dziewczyną - hot! (śmiech)

1. Na pewno nie w łóżku. Skoro ma to być wyjątkowy dzień, przydałoby się wymyślić coś extra. Może jakiś wyjazd weekendowy w góry? W tym roku 14 lutego. to chyba niedziela. 2. To zależy od faceta. Dla tych, którzy obchodzą walentynki to dobry moment na wykazanie się pomysłowością. 3. Kraków to głównie miasto studenckie, a karnawał przypada w dużej części na okres sesji. Myślę, że z tego powodu najbardziej widocznym punktem karnawału są niestety ostatki. przyg. Kasia Kałwak

www.gabinetyperfect.pl kraków ul. Grottgera 22/1

• FALE RADIOWE • MEZOTERAPIA • BOTOX • WYPEŁNIACZE • PEELINGI MEDYCZNE

012 / 34 62 102, 607 373 328

• DERMATOLOGIA • skLEROTERAPIA • DERMATOLOGIA EsTETYCZNA • MINIFLEBEkTOMIA • ChIRuRGIA EsTETYCZNA • DRENAŻ LIMFATYCZNY • MODELOWANIE sYLWETkI • kOsMETYkA TWARZY

72 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

• MAsAŻ • ZAMYkANIE NACZYŃ • DEPILACJA LAsEROWA • MIkRODERMABRAZJA • kOsMETYkI MINERALNE

UL. RACナ、WICKA 26 TEL. 12 357 73 57

photo by www.f4studio.com

STylizacje 2010

...because quality matters lounge magazyn

3

4

lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie


Lounge Magazyn | No. 18 | Luty 2010