Issuu on Google+

MENU NIE TĘDY DROGA! QUO VADIS, BARMANI? MOJA DRUGA WYPRAWA TIKI TOTALNIE ZAJARANY – CZYLI DZIENNIK BARMANA ZAKRAPIANY HERBATĄ. ZAWÓD: BLOGER. DZIEJE SIĘ W KRAKOWIE! SPOKOJNA TWOJA ROZCZOCHRANA, CZYLI TAKA LAJFA! COCKTAIL EXPRESS GIGANCI I GENTELMANI TAHONA SOCIETY PO RAZ PIERWSZY W POLSCE

CREDITS JULIAN DEFERAL, TOMEK ROEHR, JACEK WOJDYŁO, ANDRZEJ RACHWALSKI, AREK STEFANIAK, JAKUB KOZŁOWSKI, ŚWIĘTY Z BOSTONEM, RAFAŁ CIESIELSKI, ZAJARANI.PL, KASIA DYNOWSKA (OKŁADKA), MARCIN SURMA (ILUSTRACJA DO „COCKTAIL COMPETITION GOLDEN RULES”), WOJTEK NASTAJ (SKŁAD).

SŁOWEM WSTĘPU Lepiej późno niż wcale! Kierując się naszą narodową zasadą nr…, oddajemy w Wasze ręce drugi numer naszego fanzinu, którego premierę przekładaliśmy kilkanaście razy, a proces powstania był niekończącą się kawalkadą obsunięć, zmian, poprawek, korekt, dosyłanych zdjęć, opisów, biografii etc. A wszystko dlatego, że … dzieje się! Cooltura cocktailowa w naszym kraju niepodważalnie wkroczyła w nowy etap. Czyżby coś się ruszyło??? Posuwamy się do przodu... powoli... ale jednak. Stawiając kolejne kroki, nie zgubmy tylko tego co najważniejsze w tym biznesie – przyjemności i zabawy! Mniej napinki i łajania się w sieci, więcej uśmiechu! Less talk, more cocktails! W tym numerze Święty i Stefaniak z tekstami dającymi do myślenia, Jack z przymrużeniem oka i gościnnie Julian De Feral jako Wujek Dobra Rada. Poza tym wakacyjnie podróżujemy z Kubą i Andrzejem, wspomnienie BSW i Cocktail Express z garścią krajowych newsów. Tahona Society i wspomnienie finału Ligi. Przed wami kolejna porcja koktajlowej cooltury. Zapraszam. Rafał Ciesielski –BarMagazyn.pl P.S. Pierwotnie planowałem korektę tekstów do tego numeru. Ostatecznie nie zdobyłem się na odwagę, aby dać komuś obcemu (czyt. z poza branży) wyprostować te powyginane figury stylistyczne. W końcu oddają one w jakiś sposób chropowate i powyginane barmańskim żywotem, osobowości ich autorów. Wszystko pozostało w oryginale (poza najbardziej drastycznymi przypadkami oczywiście :) ) P.S. II Konstruktywna krytyka, komentarze, sugestie i chęci współpracy przy następnym numerze mile widziane. Piszcie na: barmagazyn@gmail.com. 2

NIE TĘDY DROGA! Święty Z Bostonem, zdjęcie Zajarani.pl

W którą to stronę wszystko zmierza? Jesteśmy na etapie kiedy nasza branża przeżywa pewnego rodzaju renesans przywracając chwałę rodzimej kulturze gastronomicznej. Pierwsza gwiazdka Michelina dla projektu wielkiego Wojciecha Modesta Amaro, nadzieja że już wkrótce Pies Czy Suka / Pure Bar trafi do pięćdziesięciu najlepszych koktajl barów na świecie, czy kawiarnie kultywujące edukacyjną konsumpcje kawy. Na pierwszy rzut oka… pięknie!!! Po drugiej stronie lustra sytuacja przedstawia się odrobinę inaczej. Nie szanujemy się zupełnie, rywalizujemy niezdrowo, psujemy atmosferę

„odrodzenia”, dając wyrazu naszej próżności i przede wszystkim głęboko zakorzenionym kompleksom. ,,Wasze środowisko jest dziwne. Każdy każdemu po kryjomu dorabia rogi, obgaduje po to by następnie ‘szczerze’ przytulić i uścisnąć dłoń uśmiechając się od ucha do ucha”. Prawda, co gorsze przyznaję się do winy. Biję się w pierś i jedyne czego teraz chcę, to zaznać spokoju. Rozluźnienia oraz szczerości intencji. A Ty? Krytykujemy się nawzajem, piszemy donosy, posądzamy o plagiaty, wytykamy 3

błędy i tłamsimy młode talenty. Po co!? Po co piętnować z agresją czyjś błąd, kiedy kieruje nim pasja jak i chęć działania.

Kończąc ten felieton, który zapewne nie przejdzie bez echa. Zachowaj spokój i rób robotę.

Czy ktoś kilka lat temu, kiedy zaczynaliście swoją przygodę z barem, próbował Wam wytłumaczyć na czym to wszystko polega? Czy ktoś wskazał odpowiednią drogę rozwoju? Nie! Dlatego teraz musimy wytykać błędy innym zniechęcając ich do uczestniczenia w życiu barowym. Namiętnie tym samym masturbując swoje wiecznie nienasycone ego? Jakiś czas temu miałem rozmowę z wyjadaczem, który szlify zdobywał w Londynie i powiedział mi całkiem mądrą rzecz. Otóż według jego teorii Polscy barmani za wszelką cenę starają się stawiać w roli artystów, miksologów, którzy tym samym próbują tuszować fakt, że jesteśmy barmanami i pracujemy w branży usługowej. Brnąc dalej za jego wywodem określił naszą branżę, jako jedną z najbardziej zakompleksionych. Udajemy inne osoby niż nimi jesteśmy. Jesteśmy barmanami. Bądźmy z tego dumni i szanujmy naszą profesję. Nie prowokujmy sytuacji, aby ludzie którzy odeszli już z tego świata, ludzie którzy tworzyli podwaliny tego co możemy teraz kontynuować, patrzyli na nas z góry i ronili łzy smutku i rozpaczy nad naszym postępowaniem. Krytykujmy ale kreatywnie. Nie stawiajmy się w roli autorytetów, jeszcze długa droga do tego. Wiem, że sztuka auto promocji stanowi klucz do sukcesu w tym środowisku aczkolwiek pamiętajmy o balansie. Bądźmy dla siebie wsparciem, wyciągajmy do innych pomocną dłoń. Zapomnijmy o konfliktach i wszelkich konwenansach. Olać to nasze piekiełko. Jesteśmy po to by szerzyć uśmiech, po to by wywoływać radość. Po to by dzielić się miłością do tego co robimy.

One Love? Czy aby na pewno?

Święty Z Bostonem Na Warszawskiej Scenie Barowej od niespełna 7 lat. Znany jako Święty Z Bostonem… Swoje spojrzenie na sztukę miksologii stara się nieustannie krzewić zza baru w Colombia Coffee, Lunch & Cocktail Bar. Jest wykładowcą w Międzynarodowej Szkole Barmanów I Somelierów współpracując Patrykiem Le Nartem. Jest autorem konkursu skupiającego się na ekstremalnej wizji barmaństwa – Battle For Flair. Przez pewien czas współpracował z jednym z najbardziej opiniotwórczych portali branżowych –Alkoteka.pl. Współcześnie literacką twórczość można śledzić za pomocą kilku źródeł, między innymi: BarMagazyn.pl. Na koncie ma już jedną publikację. Książka ‘Warszawska Scena Barowa Część I- Jedna Miłość – Wiele Historii’, to jego intymna perspektywa oraz obserwacje związane z pracą za barem, w stolicy. Wraz z Karolem Bobińskim współtworzy projekt –Pimp My Drink polegający na organizowaniu wydarzeń poświęconych kulturze barowej. Uczestnik prestiżowych konkursów barmańskich, jak do tej pory odbywających się na terenie naszego kraju. Jeden z założycieli formacji Natural Born Bartenders… 4

Quo Vadis, Barmani? Arek Stefaniak

Barman, osoba zajmująca się profesjonalnie kompleksową obsługą konsumenta

w zakładach gastronomicznych (...). Barman podaje m.in. potrawy oraz miksuje drinki i napoje.

Tak naszą profesję opisuje Wikipedia, a jak jest naprawdę? Prawda w naszym kraju jest dość prosta i bardzo smutna – niewielu jest profesjonalnych bufetowych, ludzi w 100% przygotowanych do tego zawodu. Jeżeli oburzyło Cię słowo „bufetowy” w poprzednim zdaniu to nie ma sensu abyś czytał dalej ten tekst, bo masz zbyt wysokie mniemanie o sobie.

obycia i mamy przepis na dobrego barmana. Człowieka, który oprócz przygotowania napoju, wie co wolno i czego nie wolno w danym momencie, a podając Ci szklaneczkę wypełnioną płynem, ukłoni się jak służący – bo Nim właśnie jest. Na przestrzeni lat, w których przyszło mi pracować na barze dopiero, jakiś czas temu uświadomiłem sobie te proste zasady, przestałem być unoszącym się i pysznym w swoim „artyzmie” Nasz piękny zawód polega na usługiwaniu ludziom bartenderem, który myśli, że wie wszystko – jesteśmy „sługusami” i jest w tym, przynajmniej bo zna proces produkcyjny Ginu, albo zna przepis na Martineza, Aviation... dla mnie, coś pięknego i szlachetnego. Do tego służenia dorzucamy trochę towaroznawstwa, 5

Kluczem do sukcesu w tym zawodzie jest ogromna dawka pokory – z pozycji na jaką pracowałem wiele lat, mogę sobie pozwolić na jedno stwierdzenie – większość barmanów

w tym kraju jest po prostu słabych i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że głównym powodem na ten stan rzeczy jest właśnie brak pokory. Postaram się przedstawić kilka typów potwierdzających moją opinię:

Typ 1.

Gorący, pełny mądrości, agresywny 20 letni barman topowego klubu w mieście, student dorabiający i nie traktujący tego zawodu profesjonalnie. Idealnie ułożony włos, błysk w oku. Stojący ponad wszystko i wszystkich, okradający szefa i gości na najprostszych zamówieniach, bo On jest panem i to On dyktuje warunki. Na pytanie o jakiekolwiek podstawy dotyczące techniki lub alkoholoznawstwa zbija Cię śnieżnobiałym uśmiechem i cynicznym prześmianiem, że „Stary, kto na to patrzy?”.

Typ 2.

Po kosmicznej liczbie 2-3 lat doświadczenia i obejrzeniu stu tysięcy filmików w Internecie, znawca klasyki, barman ślepo kopiujący styl oglądanych przez siebie „autorytetów”. To piękne mieć wzór do naśladowania, ale ślepe kopiowanie bez pomyślunku i bez zadania sobie pytania czy to co obecnie robię ma sens, nazywa się „głupotą”.

Typ 3.

„Wiem lepiej od Ciebie na co masz ochotę” „Ale...” „Wiem lepiej...”

Typ 4.

Ignorant, wszystkie szkolenia są be, światowe autorytety są be, trendy są be. Samozwańczy król zagrody zwanej barem. Zamknięty na to co do przekazania mają inni, bo już nic nowego się nie dowie. Na pytanie od wymagającego gościa odpowiada „Nie mogę Ci pomóc, jestem koniem” tak nawiązując do zagrody.

Typ 5.

„Robię dobre drinki więc jestem dobrym barmanem” – sorry, NIE. Wisienką na torcie barmana jest kreowanie koktajli, może to być prosty owocowy Collins, może to być twist klasyka bazujący na produktach homemade, ale to nie to czyni Cię dobrym barmanem, a aura jaką tworzysz wokół siebie i to jak dbasz o miejsce pracy w którym pracujesz.

Typ 6.

Dinozaury – fajnie, że macie swój Jurassic Park, ale w filmie mieli go na oddalonej wyspie, trzeba zrobić podobnie.

Typ 7.

„Barback podaj!” – czyli gwiazdor nie szanujący swoich współpracowników – umówmy się, bez barbacka i bez zmywaka biegałbyś przerażony jak dziecko we mgle. Na pytanie, stary czemu tak podchodzisz do tego chłopaka/dziewczyny, odpowiada „Przecież to tylko barback/kelnerka huehue”

6

Na szczęście oprócz takich „typów”, na drugim biegunie mamy istną „wiosnę barmanów” ludzi, którzy każdego dnia w pracy i poza nią uczą się, poszerzają swoją wiedzę i szukają inspiracji nawet w najmniejszych rzeczach. Ludzi walczących o dobre imię, nie tylko swoje, ale i całego zawodu, podchodzących z dystansem i zdrowym rozsądkiem do pracy jaką wykonują. Wielu z nas różni się stylem pracy i poglądami, ale

Arek Stefaniak

wciąż mamy jeden cel – ROBIĆ DOBRĄ ROBOTĘ i to zawsze powinno nas łączyć, a nie dzielić. Sam sobie odpowiedz na pytanie – czy chcesz w sobie coś zmienić? Sztuką nie jest wiedzieć co się robi dobrze, a co się robi źle, tylko wtedy następuje progres... Dokąd zmierzasz barmanie? Smutne, że sam jestem „typem”.

Arek Stefaniak to obecnie jedna z czołowych postaci na polskiej scenie koktajlowej, laureat wielu konkursów w Polsce i reprezentant na kilku konkursach międzynarodowych. Jest szefem baru w Pies Czy Suka / Pure Bar, a szlify zdobywał w wielu legendarnych miejscach Warszawy jak Paparazzi, Lorelei czy Porto Praga. Wywodzi się z rodziny o tradycjach gastronomicznych i to z domu wynosił pierwsze doświadczenia związane z zawodem barmana. Znany ze swojego buntowniczego charakteru, ciętego języka oraz odmiennego (swoistego) podejścia do gastronomii.

Moja druga wyprawa TIKI Jakub Kozłowski

Trzynaście godzin lotu z Warszawy do Portoryko. Na liście rzeczy mogących mnie ocalić od szaleństwa znajduje się wątpliwie interesująca kolekcja filmów, wyświetlana na malutkim ekranie, zawieszonym na zagłówku pasażera przede mną. Jest również gigantyczna plejlista, wgrana na ten sam nośnik, na której brylują Muddy Waters, Edwin Starr, Don La Nena. Mam tylko jedno pytanie – Kto to jest? Oczywiście, mogę ten czas poświęcić, nadrabiając zaległości z kinematografii i muzyki, ale jest jedna rzecz, którą i tak zbyt długo odkładałem. Może to jest właściwy moment? „Wyprawa Kon-Tiki” to książka, na której Radek Wieczorek w ubiegłym roku oparł swoją rumową

prezentację podczas warsztatów barmańskich, w których miałem okazję uczestniczyć. Od tamtej pory zbierałem się do tej lektury. Okazała się historią przeżytą i spisaną przez Thora Hayerdahla – żeglarza i uczonego, nieustannie sycącego się nowymi doświadczeniami. Na przestrzeni 277 stron, nasz globtrotter stara się udowodnić pozornie absurdalną tezę o zapoczątkowaniu kultury polinezyjskiej przez plemiona peruwiańskie. Absurdem jest to, że w 500-nym roku n.e. mało kto myślał o rejsie przez Ocean Spokojny na kawałku pnia, czy innej namiastce łódki. Jak do tej pory nic nadzwyczajnego? Determinacja i przekonanie pchnęła Thora do szalonego pomysłu. Wraz z załogą, podobnych jemu wariatów, wyruszył 7

w kilkumiesięczną podróż na tratwie zbudowanej na wzór starej plemiennej łodzi, skonstruowanej z pni drzewa balsa i innych darów natury. Robi się ciekawiej, prawda? Formuła dziennika, pozwala krok po kroku przeżywać tę podróż razem z nim, odkrywać morskie tajemnice, nowe gatunki ryb i sprawdzić się w nietypowych warunkach na polinezyjskim, plemiennym szlaku. Nie znaczy, to że nikt przed nim tego nie próbował, ani że nikt przed nim tego nie dokonał, natomiast środek transportu pozwolił śmiałkom na doświadczenie rzeczy nieosiągalnych dla podróżujących olbrzymimi statkami. Kąpiele z rekinami, sztormy, wieloryby na wyciągnięcie ręki, lub sprawy bardziej przyziemne – jeśli można w tej sytuacji tak powiedzieć – łapanie latających ryb prosto na patelnię. Właśnie te doświadczenia wyróżniają książkę Thora spośród innych dzieł naukowo-podróżniczych. Wyprawa Kon-Tiki jest dokumentem wielu nowych odkryć, ale również hipnotyzującą i absorbującą opowieścią-przygodą, którą każdy przeżywa po swojemu. Mówię Wam – barwno-baśniowe zdjęcia z filmu „Życie Pi” wypadają blado, w porównaniu do tej soczystej, aż ociekającej kolorami, morskiej przeprawy.

Tymczasem nie wspomniałem jeszcze o powodzie mojej karaibskiej podróży. Mianowicie właśnie tu, w Portoryko odbywał się będzie finał Bacardi Legacy i nie musze Wam już chyba mówić, że mamy tu swojego reprezentanta. Rafał Nawrot, bo o nim mowa, spędził najpierw kilka dni w Miami, gdzie brał udział w niezwykłych szkoleniach z niezwykłymi ludźmi, które miały go przygotować do wielkiego, międzynarodowego turnieju. Spodziewałem się, że będzie miał okazję uczyć się japońskiego Hard Shake’u, na którego punkcie świat zwariował, że w małym paluszku będzie miał wiedzę na temat rumu Bacardi, z pewnością będzie uczestniczył w szkoleniach z koktajlowej kultury TIKI, ale jak się okazało, program był bardziej zróżnicowany. Sesje Tai Chi, warsztaty flair prowadzone przez Nicolasa Saint Jean i parę innych ciekawostek brzmiały lepiej niż trening u boku Rockiego Balboa. Kiedy spotkałem go w hotelowej recepcji zaraz po przyjeździe wydawał się być niezwykle spokojny i opanowany. Zuch chłopak, albo Tai Chi... Następnego dnia odbywały się eliminacje, mające na celu wyłonić ścisłą ósemkę. W szranki na jednym barze stanęli reprezentanci 18 państw. Obawiając się redukcji mojego artykułu nie opiszę wszystkich, ale tylko tych którzy zapadli mi najbardziej w pamięć i w moim mniemaniu, reprezentowali najwyższy poziom.

Ja swoją zaczynam w bardziej komercyjny sposób, na pokładzie Boeinga, w klasie ekonomicznej, jednakże mój kolejny cel TIKI mam zamiar osiągnąć, a kwestię samego transportu pozostawiam bujnej wyobraźni, rozbudzonej przez Nick Koumbarakis to reprezentant Południowej Thora Hayerdahla. Bez odbioru… Afryki. Jego prezentacja była niezwykle profesjonalna, stonowana i dostojna. W bardzo Miało być TIKI… Co jest? elegancki sposób posługiwał się sprzętem barmańskim i nie wykonywał zbędnych ruchów. Czy ja wsiadłem w odpowiedni samolot? Tylko Najbardziej natomiast w tym przedstawieniu spokojnie. Palmy są, morze błękitne jak szafir spodobała mi się autentyczność jego inspiracji. jest, upał też się zgadza. Coś tu jednak nie gra. W koktajlu używał kawy, którą namiętnie Zamiast płynącej z bębnów muzyki słychać spożywa jego ojciec, natomiast reszta składników turbinę przejeżdżającego obok Ferrari, nie widać to wspaniale zbalansowane ze sobą smaki. też niedopałków cygar przy krawężnikach Brzmiało naprawdę wiarygodnie. i w ogóle jakoś tak… nowocześnie. Więc tak wygląda Portoryko. Nie poddam się, odnajdę moje TIKI, wszakże już zacząłem pisać.

8

Denis Wolf natomiast zaprezentował niemiecki kunszt swoim Hazy Shade. Receptura może nie wydaje się być odkrywcza, ale podczas jego prezentacji bawiłem się wyśmienicie, a to przecież bardzo ważne. Wśród tych wszystkich barmanów, on jako jeden z niewielu rozluźnił napiętą, turniejową atmosferę i chyba nie tylko ja czułem się, jakbym siedział przy jego barze, czekając

na wyśmienity koktajl. W swojej prezentacji multimedialnej zawarł element muzyczny, który stał się znakiem rozpoznawalnym jego Hazy Shade, a co ciekawsze soundtrack skomponował on sam. Brawo za oryginalność! Swoją drogą, nie przypomina Wam pewnego, popularnego, polskiego świętego? :-)

9

Przyczaj te kocie ruchy. To reprezentantka Tajlandii – Suwincha Singsuwan i jej uwaga… The Wind-Up Bird Chronicle. To teraz spróbujcie to wszystko płynnie wymówić… Tak myślałem. Po tej łamigłówce może być już tylko z górki i faktycznie było. Ta mała w ciele, lecz duża w duchu dziewczynka z niezwykłym, jak na prestiż tego konkursu opanowaniem zaznajomiła Nas z recepturą swojego koktajlu, którego inspirację zaczerpnęła z noweli Haruki Murakamiego. „Piękno leży w prostocie”, sprawdziło się i w tym przypadku. Połączenie odrobiny cukru, Bacardi Black, Bacardi Superior, Cognac’u , kawy zaparzanej w syfonie, aromatyzowane kardamonem i prezentowane z kubańskim

cygarem, tworzyło doskonałą całość, która z początku zaatakowała moje kubki smakowe wyjątkowo mocnym woltażem, aby chwile później z odsieczą przybył kojący, kremowy i nasycony smakiem kawy i kakao after taste. Co Wy na to?

Byłbym zapomniał, komisja sędziowska to nie byle kto. Domyślam się, że ciężko opanować nerwy na scenie kiedy ocenia Cię kwartet w postaci Nicolasa Saint Jean, Simona Difforda, Joerga Meyera i Marca Bonnetona. Ale zostawmy na chwilę w spokoju szanowną komisję, bo właśnie dobiegła końca runda eliminacyjna. Sędziowie udają się na naradę,

a ja na poszukiwania TIKI… To może klasycznie?

Prezentację Naszego rodaka i jego koktajl już znacie. Świetnie wykorzystał czas na scenie. Był opanowany, profesjonalny, ale mimo tego dowcipny i miałem wrażenie, pewnie słuszne, że to dla niego przysłowiowa bułka z masłem. Jednym słowem jesteśmy w finale. Spoglądając na sędziów próbujących True Bacardi Desire również czułem się spokojny. Na ich skupionych twarzach malowała się aprobata i uznanie.

Stara część wyspy, jak się okazuje wcale nie jest taka stara. Jednak odrestaurowane, różnokolorowe budynki zaciskające się na wąskich, brukowanych uliczkach tworzą wspaniały klimat. Można przechadzać się po nich godzinami, a jak 10

czujesz zmęczenie, to niemalże na każdym kroku, możesz napić się mleka prosto z ciętego maczetą kokosa. Ale skoro o kokosach mowa – poznajecie to miejsce? Jeśli nie, to wiedzcie, że to właśnie w tym lokalu w 1963 roku Don Ramon Portas Mingot stworzył Pina Coladę, a jeśli nie stworzył, to na pewno w tym miejscu ją wypromował. Historia tego miejsca, jak również jego wystrój pozwolił mi odczuć, że zbliżam się do celu mojej podróży. Na małym patio stała wielka klatka, z niewiele mniejszą, barwną papugą. Obok zawinięte jak wąż boa, wiekowe, żeliwne schody i fontanna. Po środku niewielki bar, nie wyróżniający się niczym szczególnym, spośród tych które już widziałem na Portoryko. Pina Colada por favor. Nie wiem czego Wy się spodziewacie czytając ten tekst, ale ja bynajmniej chciałem zobaczyć rzeź kokosów maczetą, wydrążonego ananasa zalanego rumem, itd. W tym miejscu natomiast cały proces przygotowania tego kultowego koktajlu ograniczał się do podstawienia szklanki pod granitor, odkręceniu kranika i voila.

Nie mam w zwyczaju tak szybko się poddawać, a z drugiej strony prawie nic jeszcze dzisiaj nie jadłem, więc ten słodziutki smoothies o smaku Pina Colady był dla mnie niczym manna z nieba. To jeszcze nie koniec. Starcie Tytanów Powróćmy do Naszych igrzysk. Finały odbyły się w miejscu, które mieliśmy już przyjemność odwiedzić – destylarnia Bacardi. Niesamowite wrażenie robi widok z wieży usytuowanej w centrum tego kolosalnego obiektu. Poważnie, olbrzymia, a co lepsze ciągle się rozbudowuje. Wsparcie energetyczne stanowią wiatraki prądotwórcze, a żeby przemieścić się z budynku do budynku najlepiej użyć auta. W powietrzu unosi się zapach melasy, nie pozwalający zapomnieć o Twojej lokalizacji. Magiczne miejsce, które mimo dynamicznego rozwoju, przywiązane jest solidnie do tradycji, budowanej przez tyle lat. To właśnie w tym miejscu, pod dachem w kształcie żagla, znajdowała się arena.

11

Z przykrością stwierdzam, że moje zmysły zawiodły i Nasz rodak nie dostał się do finału. I tak należą Ci się wielkie brawa Rafał. W finałowej ósemce znalazły się Niemcy, Szwecja, Austria, Stany Zjednoczone, Rosja, Tajlandia, Południowa Afryka i Wielka Brytania. Moich faworytów przedstawiłem już wcześniej, natomiast wielki finał, pomimo tych samych receptur i tych samych prezentacji, wyglądał zupełnie inaczej. Stres dosłownie wisiał w powietrzu i zachłysnął się nim prawie każdy zawodnik. Jest to zrozumiałe. Właśnie ta ósemka walczy o spełnienie marzeń i 10-cio miesięczny kontrakt, który umożliwi championowi zwiedzenie niemalże całego świata. Aż ciężko sobie wyobrazić, aby skolekcjonować takie doświadczenia w inny sposób. To jest ich szansa i ich próba, której w moim mniemaniu nie przeszli celująco. Prezentacje nie miały tej płynności i tego flow jak w rundzie eliminacyjnej. Osoby, które wydawały się być sobą i cieszyć się z uczestnictwa w tym turnieju zostały zjedzone przez tremę. Najbardziej ubolewałem nad zawodnikiem z Wielkiej Brytanii – Chrisem Moor’em, którego musiałem przeoczyć w rundzie

eliminacyjnej, a który jako jeden z dwóch, razem z Amerykaninem, prezentacje poprowadzili naturalnie, w zarówno profesjonalny jak i dowcipny sposób, absorbując w 100% uwagę publiczności i sędziów. Jednakże pod koniec tego doskonałego pokazu, Anglik popełnił błąd śmiertelny. Nikt nie mógł w to uwierzyć, odczytanie werdyktu byłoby czystą formalnością. Zdeklasowałby konkurencję, gdyby nie fakt, że przeoczył rum Bacardi w swoim koktajlu. Tragedia. Trofeum powędrowało do rąk rosjanki. Elizaveta Evdokimova według komisji sędziowskiej, w której zasiadał m.in. Shingo Gokan, Salvadore Calabrese, Alexino Kratena, spisała się najlepiej. Formuła jej koktajlu była bardzo interesująca i uniwersalna. Knight Cup, bo tak się nazywał, składał się z Bacardi Superior, Cynaru, likieru z granatów i syropu waniliowego. Mieszany tworzył kompozycję zbliżoną z jednej strony do Negroni, z drugiej zaś do El Presidente. Zbędny wydawał mi się pieczony karczoch serwowany jako przekąska. Eli czeka wspaniała przyszłość, a mnie wyśmienite after party. Do TIKI poszukiwań powrócę jutro…

12

Welcome to Miami ( bienvenido a Miami) Poszukiwania TIKI w Portoryko zakończyły się fiaskiem. Po cichu liczę na sukces w Miami, chociaż przyznać muszę, że nigdy nie ciągnęło mnie do tego miejsca. Zwiedzanie miasta polegało na slalomie pomiędzy pokaźną liczbą kobiet hojnie obdarzoną przez chirurga i pięknisiami, wysiadającymi właśnie z nowego Maserati. Ogromne wrażenie robiły również wille, rodem z MTV Cribs i jeszcze bardziej imponujące jachty, przycumowane obok. W Miami zdecydowanie można pójść na całość, jeśli tylko posiadasz co najmniej siedem zer na koncie. No cóż, ja nie miałem, ale skrzydeł sobie nie dam podciąć. Odhaczyłem plażę, udało mi się również wyłowić kilka rarytasów w nazwijmy to – antykwariatach. Cudem całe szkło dojechało ze mną do Polski i stanowiło będzie bardzo użyteczną pamiątkę. Na spontanicznej liście znalazło się kilka barów, które nie tyle jakością, co specyficznym programem artystycznym przyciągało klientelę. W miejscu takim racząc się Old Fashioned szejkowanym w plastikowym kubeczku podziwiać

mogłem występy latynoskich tancerek i tancerzy, przeplatane z muzyką trochę na żywo. No co? W końcu jestem na wakacjach. Czas natomiast ucieka, a ja wciąż nie zrealizowałem swego planu… 5 minut do celu Jedno jest pewne. Ostatniego wieczoru w Miami nie zadowolę się byle czym. Należy mi się odrobina płynnego luksusu. Tylko gdzie? Po ulicach tego miasta zrobiłem już ładnych parę mil, ale żadne miejsce nie budziło we mnie koktajlowego zaufania. Pomocny okazał się internet, który wytypował bar mieszczący się całkiem niedaleko, na terenie skromnego Indian Creek Hotel. Nie powiem, że byłem podekscytowany widząc wejście i przechodząc obok recepcji, krótkim korytarzem. Wszystko było jakieś normalne, może za bardzo. Ciekawiej zrobiło się na końcu tej ścieżki. Aby wejść do baru, należało przejść przez małe patio z fontanną na środku. Na około rozsiane niewielkie drzewka, leżaki

13

i wyglądające na wygodne fotele. Lampki gęsto rozciągnięte nad głową tworzyły symulację gwieździstego nieba. Jednym słowem bardzo przytulnie. I tu się zaczyna heca. Wzrok mój spoczął na małej drewnianej budce, która zapewne raz służyła jako dj-ka, a raz jako mały bar. Malunki na niej informowały o punchu dnia i jeśli mnie pamięć nie myli Dark&Stormy, które

rekomendowane były w promocyjnych cenach. Przekroczyłem framugę, mieszczącą się obok budki i ... oszalałem. Czułem się jakbym przeszedł jakąś niewidzialną barierę między dwoma światami. Małe pomieszczenie, bo jakieś 10 m2 stanowiło sedno mojej wyprawy. Od czego tu zacząć? Szafki, półki i kredensy otaczające salę, po brzegi

załadowane były ciekawymi, starymi butelkami, fontannami do absyntu, szklanicami, kieliszkami, szejkerami, dzbankami, lampionami, maskami, figurkami…dobra, zwolnię trochę i chodźmy się napić czegoś poważnego. Barman uśmiechnął się widząc jak skanuję wzrokiem każdy centymetr baru, a jeszcze bardziej rad był, gdy powiedziałem, że nie musi to być koniecznie coś z karty. Rumowe Old Fashioned z mieszanką bittersów grzybowych i czekoladowych serwowane na sześcianie z bryły. Muszę usiąść bo upadnę. Odchodząc od baru,

zabrałem ze sobą kartę Broken Shaker. Karta bardzo krótka – to dobrze, bo z tego co widać, bar ma do zaoferowania dużo więcej, niż zmieścić się może na kawałku papieru. Podchodząc do baru po raz drugi – nie trzeba było długo na to czekać – spostrzegłem mały ogródek zaraz przy „wydawce”. Czy to nie przesada, że hodują własne zioła? Ja Wam powiem. Nie! Poza oczywistą miętą, bazylią, 14

rozmarynem i tymiankiem, znajdowało się tam kilka ciekawych krzyżówek, tj. bazylia limonowa. Mały krzaczek z drobnymi listkami, cienkimi łodygami, zakończonymi białym kwiatostanem. Po delikatnym klaśnięciu uwalniał aromat niezwykle cytrusowy, orzeźwiający, zbliżający się do kafiru.

Za chwilę zwolniło się miejsce na hokerach przy barze. Nie zastanawiając się długo zająłem miejsce z idealnym widokiem na bar. Nagle zrobiło się trochę tłoczniej, więc przestałem nękać Gui’a, sącząc powoli manhattana na bourbonie infuzowanym płatkami czekoladowymi. Poradziłem sobie z nim chyba Zaraz nad zielnikiem znajdowała się pokaźna półka- za szybko, bo oto z pustym kieliszkiem będę biblioteczka. Na wierzchu Bitters – Brada Thomasa musiał czekać, aż nadejdzie moja kolej ponownie. Parsonsa. To wyjaśnia skąd się wzięły te wszystkie Nie trwało to jednak długo, bo za barem pojawiła się druga osoba. Ciemnowłosa czarodziejka wymyślne bittersy w karcie i na półce obok. zaczęła zmianę.

15

Po chwili mogłem zamówić kolejny koktajl. Faliya, szukając odpowiedniej dla mnie receptury, poczęstowała mnie kilkoma nowościami z piwnicy Broken Shaker i chociaż bittersy bananowe i kardamonowe, były bardzo ciekawe, finalny wybór padł na Negroni na Mezcalu. Szaleństwo!!! Siedząc przy barze przyglądałem się jak kolejne osoby składają zamówienia, jak uśmiechnięty i serdeczny duet wymienia uściski ze stałymi bywalcami, a nowi, przybyli za rekomendacją, odchodzą od baru z malującą się na ich twarzach satysfakcją. W Broken Shaker miałem okazję spróbować wyśmienitych rzeczy, lecz były one jedynie dodatkiem do nieziemskiej atmosfery, którą wykreowali Faliya i Gui. Wspaniałe doświadczenie. To ostatni wieczór w Miami. Jutro czeka mnie kolejne 13 godzin lotu powrotnego do Polski. To zdecydowanie za mało czasu, żeby ochłonąć po tej specyficznej, osobistej wyprawie Kon-Tiki.

Jakub Kozłowski Jakub Kozłowski – związany z barem już ponad 9 lat. Zdobyte umiejętności wykorzystuje kreując jeden z najlepszych barów koktajlowych w Polsce – Colombia Bar w Warszawie. Uczestnik licznych konkursów barmańskich, zakończonych sukcesem. Swoimi przemyśleniami na temat kultury koktajlowej dzieli się często na portalu Barmagazyn. pl . Jest również organizatorem cyklicznego wydarzenia W Rytmie Baru i jednym z założycieli grupy Natural Born Bartenders, zajmującej się szeroko pojętą tematyką baru i konsultingiem. 16

Totalnie zajarany – czyli dziennik barmana zakrapiany herbatą Andrzej Rachwalski, zdjęcia Izabela Urbaniak

Większość z Was mnie nie zna, więc pozwolę sobie na krótkie wprowadzenie. Nazywam się Andrzej i jestem brand ambasadorem marki Lucas Bols. Barmanem jestem z wyboru i przekonania. Jaram się wszystkim co jest związane z tym światem, czyli herbatą, kawą, przyprawami, szkłem, koncepcjami – tak właściwie to rzućcie temat, związany z barem, a będę chciał sprawdzić, zobaczyć czy spróbować. Nie wiedziałem trochę jak zabrać się do napisania tej relacji, ale ci co mnie znają wiedzą, że w mojej głowie czai się wiele dygresji i milion pomysłów na minutę, dlatego piszę trochę na luzie i z totalnym nieposzanowaniem sztuki dziennikarskiej, która jest mi zupełnie obca. Tak więc z góry przepraszam za złe formy, odloty czy brak głębszego sensu. Gotowi?! Zresztą czemu się pytam? Jazda …..

23 lutego Zaczynam przygotowania. Co to jest ta Sri Lanka i gdzie to jest? Azja, niedaleko Indii, wyspa, duża różnorodność religii i bardzo skomplikowana historia. Najpierw podbijają ją Portugalczycy, potem Holendrzy, a na koniec Anglicy. Młode państwo pokolonialne ze swoimi problemami, po wojnie domowej. Herbata to dziedzictwo, ale też wiele przypraw. I jest pierwsze duże zaskoczenie, najpierw na wyspie królowała kawa, ale zaraza wyniszczyła uprawy. Herbata wypełniła więc pola w zastępstwie, ale jak pokazała historia, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. 16 – 17 Marca

7 lutego Mroźny wieczór , już ciemno, ponuro, ale mimo tego staram się wprowadzić bajkowe elementy do swojego życia – czyt. popijam kawę siedząc nad codzienną lekturą … nagle mój telefon wyświetla numer zagraniczny, był to numer mojej szefowej, co wzbudziło to moje zdziwienie, bo nie ma w zwyczaju dzwonić do mnie po godzinach pracy – szacuneczek. Ara (tak jej na imię), opowiedziała mi o koncepcji współpracy dwóch filozofii i zaprosiła mnie na wyjazd na Sri Lankę, dając mi czas do zastanowienia się – czas do zastanowienia się? Po co, właśnie spełniło się moje marzenie! Podróż do kraju herbaty to chyba najlepsza premia jaką kiedykolwiek dostałem. Od zawsze byłem entuzjastą herbacianych koktajli. Dowodem na to może być fakt, że w zeszłym roku na finale Bols Around the World, mój koktajl zbudowany był na bazie herbaty. JEEEEEEEEEEEEEEEEEEssssssssttttttttttttttt

Pakowanie, planowanie, nastrajanie – ekscytacja rośnie… i jazda. Podróż prawie bezproblemowa. Over-booking lotu z Doha do Colombo dał mi możliwość oglądnięcia trochę Kataru. Nie mam co liczyć na zimne piwko gdziekolwiek, ale jestem tak nakręcony, że nic mi nie przeszkadza. I następuje ten upragniony moment, staję na Cejlonie! To mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla barmana ☺. Pierwsze uderzenie ciepła i uśmiech nie schodzi z ust. Przejazd do hotelu i pierwszy szok. Na ulicach Sri Lanki panuje melodyjna atmosfera. Każdy trąbi, ale po chwili zdaję sobie sprawę, że nie wkurza to tak jak na polskich ulicach, a wręcz układa się w symfonię. Drugi szok to ilość trójśladów, tak zwanych Tuk-tuków – okolicznych taksówek – w mojej głowie pojawia się pierwszy szalony pomysł, ale o tym później. Wieczór, poznaję ekipę czyli 10 zajawionych ludzi takich jak ja. 17

UK, USA, Australia, Nowa Zelandia, Belgia, Holandia … i Polska. Od razu zauważasz ogromną gościnność wszystkich, w hotelu na ulicy, w taksówce, dla nich to normalność, można powiedzieć taka staropolska. Nad wszystkim czuwa Robert Schinkel. Miksolog

Dilmah, pochodzący z Holandii, który tworzy już od kilku lat koktajle dla firmy, ale dziś jest bardzo szczęśliwy, bo spełnia się jego marzenie – zaprasza innych barmanów do swojego świata.

18 marzec

Kto z was widział reklamy Dilmah? Ten starszy Pan występujący w każdej z nich to Merill J. Fernando, założyciel firmy i twórca jej filozofii. Pierwsze prawdziwe spotkanie z herbatą. Ruszamy Przechodzimy do wykładu, a tam pałeczkę do głównej fabryki Dilmah i po drodze rzuca się już przejmuje Dilhan, czyli jeden z dwóch synów, pierwsze spostrzeżenie. Colombo, bardzo duże miasto, wyglądające jak kolaż barw, obok pięknych nowoczesnych który przejmuje dziedzictwo rodziny. Krótki wykład będzie esencją tego, czego dowiem się wieżowców, relikty przeszłości – to zestawienie robi przez najbliższe dni. Proste zasady – herbata niesamowite wrażenie– czujesz, że jesteś w miejscu, powinna być z jednego regionu kraju, powinna które się dynamicznie zmienia. Wjeżdżamy do fabryki. być pakowana na miejscu, musi być dobrej jakości Kolejne zaskoczenie, występ kilkudziesięciu ludzi, którzy i trzeba dzielić się swoim dobrobytem. To ostanie witają nas regionalną muzyką i tańcami, a my ruszamy stwierdzenie odnosi się do MJF, czyli fundacji w iście karnawałowym kordonie do głównego budynku którą prowadzi Dilmah. Od tak pomyślałem: dobry na spotkanie z rodziną założycieli. 18

pracują teamakerzy, którzy dbają o to, by każda herbata była doskonała. Nagle Dilhan zaczyna tłumaczyć metodę degustacji „nabierz trochę herbaty, na łyżkę i siorb”. Hmmm wyobraźcie Przechodzimy do laboratorium. Wielkie jasne sobie zdziwienie. „Nie krępujcie się, zawsze pomieszczenie z gigantycznym systemem stołów i stanowisk do degustacji herbaty. Drobna na początku wszyscy się krępują i cicho siorbią, ciekawostka to to, że podczas degustacji pojawiają od jutra będzie strasznie głośno na degustacjach” – zachęca. się również fusy i też mają znaczenie dla odbioru herbaty. Okazuje się, że na co dzień w tym miejscu Siorbiemy, pytamy, dyskutujemy próbujemy nowych herbat i dowiadujemy się, na czym polega filozofia rodziny. Zaskoczenie numer 3 – podczas zwiedzania fabryki dowiaduję się, że obecnie pakowany jest transport do Polski. Taki, a nie inny charakter narodu mam w sobie, więc zaczynam dopytywać szukając spisku, czy to ta sama herbata jest pakowana do innych krajów, czy nad Wisłę dociera to co spada z linii? Z wielką cierpliwością i oddaniem Indrajit, nasz opiekun, pokazuje co, jak i gdzie. I wniosek: nic nie jest ściemą, herbata jest takiej samej jakości jak do innych krajów. Kolejne zaskoczenie to szacunek, jakim darzy Polskę firma. Wszyscy marketing to podstawa, nawet nie zdawałem sobie sprawy jak się myliłem…

19

wiedzą gdzie leży i znają pierogi, a wszyscy Polacy którzy współpracowali z firmą to fantastyczni ludzie. O! A jednak jest takie miejsce na świecie gdzie, jesteśmy postrzegani bardzo pozytywnie. Popołudnie należało do fundacji. Wszyscy udaliśmy się do centrum pomocy dzieciom. Piękny

Wszędzie widać było serdeczność i pozytywną energię. Po tym wydarzeniu zaczynam wypytywać o fundację. Okazuje się, że dostaje co najmniej 10 % zysku z Dilmah, ale zdarzały się lata że firma przekazywała 50 % na działalność. Wtedy zaczynam wierzyć, że pijąc herbatę robię coś dobrego nie tylko dla siebie, ale też dla innych. Wieczór to pierwsze wyzwanie. Kolacja z jednym z najlepszy kucharzy w Europie Andrea Ferrero z Bulgari Hotels and Resorts Milano, a po kolacji barmani serwują swoje koktajle. Trochę nerwów, pierwsze badanie się, kto co robi i dlaczego. Ja przygotowałem koktajl, który miał połączyć

ośrodek pełen dzieciaków, które potrzebują pomocy, bo los ich doświadczył w różny sposób. Malujemy, szyjemy, bawimy się, wszędzie są śmiejące się dzieci i ich opiekunowie. Może jestem sentymentalny, ale naprawdę po zobaczeniu tego ośrodka i po spędzeniu godziny z autystycznym chłopcem przy farbach, kupili mnie ….

dwie firmy. Pierwsza część serwowana była w coupette’ce, składała się z Bols Natural Yoghurt, białka, słodkiej śmietanki, Bols Apricot Brandy i odrobiny soku z cytryny. Uwaga! Podróżując na konkursy, czy na prezentacje koktajlowe, sprawdźcie jakie owoce są na miejscu i jaki mają charakter. Limonki na Sri Lance nie znajdziesz, a cytryny są bardzo intensywne. Druga część koktajlu była serwowana w buteleczce. Bazą była herbata Dilmach Rose with French Vanila, Bols Genever, sok z cytryny i likier malinowy. Dekorację stanowiły płatki róży. 20

Moim pomysłem było pokazanie różnorodności i możliwości serwowania dwóch koktajli, które

w połączeniu dają zupełnie inne odczucia. Świetna zabawa ale zmęczenie dało o sobie znać. Padam...

19 marca Od rana szkolenia na konferencji The School of Tea, czyli nie tylko my, ale wiele więcej osób z całego świata dostaje wiedzę, między innymi jak zaparzać herbatę, czy jak dobre znaczenie dla naszego organizmu ma herbata … ale o tym szczegółowo następnym razem. Kulminacją dnia była prezentacja miksologów przed innymi gośćmi. Czekaj, czekaj to ja … Losujemy herbaty do skomponowania koktajlu. Chwila napięcia… Lapsang Souchong. No to kanał, pomyślałem… Ale spróbowałem i ogarnęło mnie uczucie natychmiastowej miłości. Znalazłem najbardziej dymną herbatę na rynku. Legenda tej herbaty mówi, że pewną fabrykę herbaty okupowali żołnierze, którzy uniemożliwiali produkcję. Po ich odejściu właściciel, chcąc ją szybciej wysuszyć, zaczął palić pod nią ogniska. Stąd ten dymny posmak, który tak mi podszedł.

Koktajl zbudowałem na Bols Genever, Bols Cream de Cassis, i śliwkowym bittersie. Odrobina soku z cytryny, syrop cukrowy i gotowe. Nie chcąc zgubić intensywności, tylko szybki throwing i gotowe. To było to – to te smaki, które lubię najbardziej. Wieczór przyjemny i delikatny, bo następny dzień niesie ze sobą nową podróż, tym razem na plantację. Ale o tym w następnym numerze … Andrzej Rachwalski – Od prawie 8 lat zajmuję się światem barów. Dzięki temu, że moja praca jest moją największą pasją zawsze dążyłem do tego aby być coraz lepszym i wiedzieć coraz więcej. Przez ostatnie lata miałem zaszczyt współtworzyć jeden z najlepszych koktajlbarów w Polsce – grupę Baroque . Tam nauczyłem się jak ważna dla barmana jest edukacja i chęć rozwoju oraz jak wiele dla lokalu znaczy dobry zespół. Dzięki udziałowi w konkursach, 21

poznałem również smak rywalizacji, która pomaga 3 miejsca, ale chyba największym zwycięstwem jest to, że poszukiwać nowych inspiracji i daje możliwość poznania cały czas jestem sobą. niesamowitych ludzi. Współpracowałem z tymi małymi min. z pierwszą polską mikrodestylarnią Z. Kozuba i Synowie, a dziś jestem Brand Ambasadorem światowej marki Lucas Bols. Dzięki współpracy z wieloma ludźmi, dziś także mogę pomagać rozwijać się takim inicjatywom jak Liga Niezwykłych Gentelmenów. Należę do optymistów i zawszę wolę widzieć dobre strony. Pamiętajcie, w życiu jest coś takiego jak karma, dlatego ja na dziś spłacam dług wiedzy jaki zaciągnąłem u wszystkich uczących mnie barmanów. Mój największy sukces to wygrane w pierwszej edycji konkursu Pernod Ricard oraz zwycięstwo polskiej grupy Bols Around the World i zajęcie na globalnym finale Andrzej Rachwalski

Zawód: bloger. Jacek Wojdyło

Artykułu, jak i jego autora nie należy brać zbyt poważnie.

22

Blogi internetowe to „żyjątka” należace do tej samej podgrupy gatunkowej co: listy mailingowe, Usenet, grupy dyskusyjne, internetowe pamiętniki i fora czy GEnie. Mimo, że odkryte i nazwane zostały dopiero stosunkowo niedawno, dziś strony WWW są ich pełne. Badania z 2012 roku wykazały, że dwie najpopularniejsze platformy mikroblogowe WordPress i Tumbrl udostępniły swoich serwerów ponad 133 milionom blogerów. Skoro więc w sieci jest już twój burmistrz i sąsiad-sadysta, dlaczego Ty nie miałbyś pochwalić się swoim życiem całemu światu. Ale strzeż się, jeżeli wydaje Ci się, że blogowanie to tylko czysta przyjemność. Oczywiście bedą chwile, kiedy wszystko pójdzie po Twojej myśli, a sam wpis spotka się z uznaniem innych użytkowników internetu, ale na co dzień będzie to ciężka, wyczerpująca i żmudna praca. Taka sama jak kominiarza, mleczarza czy pani w spożywczaku. Poniższy tekst powstał, aby nieco przybliżyć wam trudy z jakimi na swojej drodze spotyka się bloger portalu gastronomicznego. „Boję się rano wstać, boję się dnia, codziennie rano boję się otworzyć oczy, ze strachu przed świtem, zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. Mam niby jakieś obowiązki, a przecież – pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię, higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca, palenie, proszki, sen.”* Ale wstaję. Skoro mógł Adaś Miauczyński - mogę i ja. Spowity ciszą robót drogowych poranek, zwłaszcza taki podczas którego będziemy brać udział w degustacjach, najlepiej zacząć od filiżanki kawy i szklaneczki ulubionego alkoholu. Kawa pomoże nam przetrwać do zmroku, a alkohol pozwoli obiektywnie spojrzeć na degustowane produkty i te same smutne twarze, ciągle przewijające się przez nasze życie. Średnio w tygodniu degustuję od pięciu do ośmiu nowych alkoholi, aczkolwiek w okresie wiosnym i letnim frekwencja nadsyłanych produktów nieznacznie się zwiększa. Podczas sesji degustacyjnych, zwłaszcza tych odbywających się na zapleczu naszych domów,

należy zachować szczególną ostrożność. Wszelkie samogony i specyfiki niewiadomego pochodzenia próbujemy tylko w obecności zaufanej osoby, najlepiej po wcześniejszym wypróbowaniu produktu na naszym domowym pupilu. Psy i koty nadają się do tego świetnie, aczkolwiek niektóre rasy (jak chociażby grzywacz chiński, mops, kot syjamski czy wszelkie terriery) mają znacznie obniżoną przyswajalność alkoholu. Nieco gorsze wyniki dają próby na papugach, żółwiach i jaszczurkach, a wszelkie ryby proponujemy całkowicie wykluczyć z pomocy w degustacji. Należy również upewnić się, że obecna z nami osoba jest w pełni zdrowia psychicznego i w kondycji wystarczającej do dotarcia do telefonu. Z racji otrzymywania dość dużych i częstych przesyłek należy postarać się o dobre kontakty z naszym listonoszem (np. zaprosić go na wspólną degustację raz w miesiącu), jak i paniami w Urzędzie Pocztowym (obowiązkowe kwiaty i czekoladki na Dzień Kobiet). Proszone kolacje i imprezy z celebrytami zdarzają się w naszym kraju coraz częsciej. Zazwyczaj dochodzi do nich podczas premier filmowych i muzycznych. Okazuje się, że „zmęczona” twarz krajowego aktora już nie wystarcza; znacznie lepiej prezentuje się ona obok kogoś, kto jest w stanie odpowiedzieć na pytanie dotyczące sponsora przedsięwzięcia - zwłaszcza jeżeli sam film lub powiązanie ze sponsorem jest dość kontrowersyjne. Jeżeli istnieje ktoś, kto może logicznie powiązać pieniądze przekazane przez znaną markę alkoholową na film o Zakonie Sióstr Miłosierdzia Bożego, to z pewnością jest to zadanie dla blogera z branży gastronomicznej. Na takie spotkania wybieramy się ubrani elegancko lub ekstrawagandzko, czyli albo wyjściowy trzyczęściowy garnitur albo różowe spodenki i glany od Dr. Martensa. Od czasu do czasu bloger ma również okazję wziąć udział w okazjonalnych wyprawach za granicę, opłacanych przez firmy branży alkoholowej lub, znacznie rzadziej, z pieniędzy podatników. Przykładem może być chociażby mój ostatni wyjazd, reprezentujący Bar Magazyn na pierwszą edycję BarShow w Maroku, 23

połączony z poszukiwaniem nowych smaków dla polskiego przemysłu spirytusowego. Podróż można było zresztą uznać za niezwykle udaną, a o jej wynikach wkrótce przekonają was nowe smaki polskich wódek na półkach lokalnych supermarketów. Blogowanie to również duży zakres obowiązków. W myśl artykułu 5 statutu SPB/oH (Stowarzyszenia Blogerów Polskich, oddział HoReCa), „...każdy zarejestrowany i płacący składki bloger zobowiązany jest do umieszczenia: co najmniej jednego artykułu miesięcznie na portalu poświęconym gastronomii i minimum dziesięciu komentarzy na takich stronach”. Do tego dochodzą odpowiedzi na komentarze innych uczestników, w tym odpowiedzi na nienawistne komentarze tzw. trolli internetowych, spędzających sen z powiek nawet największym specjalistom w danych dziedzinach. Trollizm polski skupiony jest głównie na portalu internetowym JaTeżMiałemDobryRokAleNiktOTymNiePisze.com, a jego członkowie swoimi mało konstruktywnymi komentarzami co chwilę zachwycają Światową Kapitułe Trolli Internetowych z siedzibą w Bangladeszu. Bloger powinien również aktywnie uczestniczyć w tworzeniu historii. Bywać wszędzie gdzie coś się dzieje, niezależnie czy jest to pierwszy dzień otwarcia nowej destylarni w pobliskim lesie, czy degustacja świeżo wprowadzonego na rynek wina, przez miejscowe elity pod 24 godzinnym monopolowym.

Jeżeli wydaje Ci się że jesteś w stanie sprostać wszystkim tym trudnościom i posiadasz umiejętności potrzebne do zasilenia szeregu blogerów polskich prosimy o niezwłoczny kontakt na adres barmagazyn@ gmail.com. Może cały gastronomiczny świat czeka właśnie na Ciebie. *cytat z „Dnia Świra” Marka Koterskiego

Jacek Wojdyło Jacek Wojdyło to współtwórca Barmagazyn.pl, pasjonat sztuki barmańskiej, który za londyńskimi barami pracuje od prawie dziesięciu lat - od asystenta barmana po managera, od turystycznego Soho (Café Boheme, Boheme Kitchen & Bar) po ekskluzywne Notting Hill i Chelsea (The Electric, The Botanist), od klasycznego Manhattana po molekularne galaretki Mai Tai, wszystko to znajdziecie w jego życiorysie.

Ciężkie dni najlepiej zakończyć wprowadzaniem nowych blogerek w trudne arkana pisarskiej sztuki internetowej. Takie spotkania należy jednak z góry wcześniej przygotować. Najlepsze efekty dają oczywiście sesje „jeden na jeden” lub „jeden na dwa” podczas których, zainteresowane internetem ochotniczki, są wstanie wyciągnąc dla siebie najwięcej. Spotkania takie można, a czasami nawet trzeba, połączyć z drobnymi degustacjami i krótkim wprowadzeniem w trudne techniki obcowania z ludźmi. Uśmiech na twarzach nowych adeptek jest w stanie wynagrodzić trudy nawet najbardziej ciężkiego dnia. 24

Dzieje się w Krakowie! Andrzej Rachwalski

Rywalizacja Kraków kontra Warszawa przypomina mi trochę opowieści barmanów z Londynu i Nowego Jorku – tak jak wyglądała w latach 90 rywalizacja, która nakręcała i rozwijała wszystkich, do tego, by być lepszymi barmanami. W poprzednim numerze pokazywali się Warszawiacy, a teraz czas na Krakusów. W grodzie Kraka dzieje się wiele, każdy miesiąc przynosi nowe wydarzenia i nowe miejsca. Pokuszę się o delikatne podsumowanie najważniejszych – z mojego punktu widzenia – wydarzeń. Zaczynamy wielce koktajlowo, bo nowe szaty przybrała karta „Le Scandale”, a tym samym kolejny raz do świata swoich smaków zaprasza nas Marcin Dąbek. Wspólnie z dwoma głównymi barmanami – Szymonem Cieślą i Damianem Cieszko prezentujemy trzy koktajle charakterystyczne dla nowej karty.

Grass Tini Połączenie trawy cytrynowej, bazylii, syropu klonowego oraz imbirowo-jabłkowej wódki Absolut. Grass Tini w Scandalach upodobały sobie głównie kobiety, prawdopodobnie dzięki delikatnemu i niecodziennemu smakowi.

Dziewczyna z Kazimierza Połączenie polskiej wiśniówki z Wyborową na skórkach cytrusów oraz Cachacy infuzowanej kwaśnymi wiśniami. Inspiracją dla koktajlu była chęć połączenia popularnych Polskich alkoholi z nieokiełznanym charakterem Cachacy. Efektem jest „Dziewczyna” – polska uroda z brazylijskim temperamentem.

25

Fairy Sour Koktajl-wariacja na temat Pisco Sour. Propozycja „Scandali” wzbogacona jest o Absynt i wodę kwiatową. Tworząc ten koktajl, chcieliśmy przybliżyć naszym gościom mało popularny alkohol, jakim jest Pisco. Nazwa nawiązuje do potocznego określenia Absyntu – „Zielona Wróżka”.

Jak widać, Panowie się bardzo starają i przedstawiają ciekawą różnorodność i kreatywność. Po sąsiedzku nad swoimi starzonymi koktajlami pracuje nieustannie czołowy obecnie barman Baroque – Patryk Mitręga, trzeba zajrzeć i spróbować co postarzył. Moim faworytem jest Cosmo. Warto wspomnieć o nowym – starym lokalu na mapie Krakowa, czyli Luminie. Ciekawa karta i wielka różnorodność. Czekam jak rozwinie się młody zespół Pawła Pulki, a jak na razie podoba mi się idea guest bartendingu rozpoczętego przez znanego i internetowo aktywnego Łukasza Stafina. Ale Kraków to nie tylko smak alkoholu i lokale na Kazimierzu, ale też dużo dobrych miejsc na kawę. A skoro o kawie mowa, to dla mnie odkryciem jest młodziutki lokal na ulicy Krupniczej, jedna z najlepszych ambasad kawy w naszym kraju – Tektura. Energią tryska tam Norbert Obara i napełnia miłością do kawy parzonej alternatywnie, każdego, kto przejdzie próg kawiarni. Również dzięki Norbertowi i dobrze znanemu animatorowi sceny kawowej – Marcinowi „Macchiato”, Kraków wzbogacił się o nowe wydarzenie, czyli Mleczny Dżem. Jest to konkurs „latte art”, podczas którego zawodnicy oceniają się nawzajem. Miejmy nadzieję, że będzie to kolejna po Lidze Niezwykłych Gentelmenów inicjatywa, która rozhula ekspresy i napełni chęcią przyjazdu do Krakowa. Tymczasem zwycięzcą

poprzedniej edycji została Natalia Bogowska z Lublina.

Jak to w sezonie letnim, dużo się otwiera, ale też jest dużo pożegnań. Z wypiekami czekam na otwarcie się nowej hiszpańskiej restauracji El Torro na Placu Wolnica. Z tego co mi wiadomo, jedzenie nie będzie jedynym atutem tego miejsca. Wielki projekt w najbardziej prestiżowym miejscu w mieście, czyli krakowskich Sukiennicach, powoli zmierza do szczęśliwego (miejmy nadzieję) otwarcia. To coś, na co czekam i chcę przekonać się czy „będzie tylko ilość, czy pójdzie za tym jakość?” Teraz trochę prywaty … na podbój świata rusza „Finkowa” ekipa i po Yogim, w świat 26

wybierają się w poszukiwaniu przygody Werka i Pani Wawelska – dziewczyny powodzenia! W czerwcu najważniejszym wydarzeniem w krakowskim kalendarzu, był Wielki Finał Ligi Niezwykłych Gentlemanów i największy konkurs Flair w tej części Europy – Giganci Flair. Miliony koktajli – prezentacje – mnóstwo nauki i jeszcze więcej dobrej zabawy – oj działo się działo, oby wytrzymać do kolejnych wydarzeń. Andrzej Rachwalski (więcej o Andrzeju na stronie 22)

Spokojna Twoja Rozczochrana, czyli taka lajfa! Jakub Kozłowski, zdjęcia - materiały prasowe organizatorów Jeszcze nie opadły emocje po skandalicznym wyniku finału Ligi Niezwykłych Gentlemanów, a tu kolejna dawka adrenaliny. Dnia 19-ego czerwca, w barowej świeżynce – BAR STUDIO, na śniadaniu, zebrał się kwiat mazowieckiego barmaństwa.

Powodem była już trzecia edycja kultowego projektu Shake It Up, prowadzonego przez Macieja Starosolskiego. Wydarzenie niezwykle ciekawe, ponieważ stanowi idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym.

27

Zaczęło się od prezentacji Matta Pomeroya – globalnego ambasadora marki Absolut. Odpowiedni facet na odpowiednim miejscu. Formuła jego prezentacji była bardzo zabawna i odprężająca, ale

zarazem bardzo profesjonalna i pouczająca. Matt przedstawił, jak kształtowała się ewolucja marki Absolut na świecie. Nie obyło się również bez blind tastingu i kilku karniaków za brak uwagi.

Kolejnym etapem był wykład Jacka Hubbarda – członka załogi Calooh Callay, czyli miejsca, które niedawno zdobyło barmańskiego Oskara, podczas prestiżowej gali Tales Of The Cocktail, za najlepszą kartę menu na świecie. Mieliśmy okazję spróbować kilku koktajli przygotowanych przez szalonego Jacka, ale największe wrażenie zrobiła prezentacja kilku ostatnich kart menu londyńskiego baru i to dopiero było szaleństwo. Wyobraźcie sobie menu wydane na kasecie magnetofonowej, jako

komiks, jako instrukcja montażu, lub jako szkolny album. Pomysłowość ekipy Calooh Callay nie zna granic. Rezultat – kolejny bar, który zdecydowanie trzeba odwiedzić i kilka karniaków za pozory nieuwagi… Zaraz po lunchu wszyscy uczniowie ze spuszczoną głową zajęli miejsce przy ławkach. Klasówka. Kolejnym etapem okazał się być test, którego wynik miał ogromny wpływ na końcowy wynik 28

konkursu. 30 pytań w ciągu 20 minut, do biegu, gotowi, start… Następne zadanie to dopiero wyzwanie. Podzieleni na grupy barmani mieli wspiąć się na wyżyny kreatywności i stworzyć w ciągu kilku minut projekt karty, składającej się z 5 koktajli. Co ciekawsze, nie chodziło o same kompozycje,

wyjadacze schowali się do budy, a na podium stanął reprezentant Baru Studio – Maciej Parulski aka Kudłaty. Cóż za błyskotliwy start. Studio otworzyło się raptem tydzień temu i już pierwszy barowy sukces. To się nazywa entree!!! Rozczochrany wymiatacz, razem ze zwycięzcami pozostałych regionów, już niebawem odwiedzi szwedzkie Ahus, gdzie mieści się destylarnia wódki Absolut i bardzo prestiżowa i profesjonalna akademia barmańska, w której będzie miał okazję doskonalić swój warsztat. Gratulację Macieju, gratulacje Bar Studio!!!

ale o pomysły, które sprawią, że będzie ona wyjątkowa i ciekawa dla gości. Forma powinna być zbieżna z charakterem lokalu, który na dobrą sprawę również trzeba było wymyślić. Ambitnie, kreatywnie, szokująco… Jednogłośnym i niepodważalnym wynikiem sędziowie sprawili, że dotychczasowi konkursowi

Jakub Kozłowski (więcej o Jakubie na stronie 16) 29

27-28 maja Warszawa

Pies Czy Suka.

Shake It Up.

Bar’n’Kitchen

stry my favourite indu Bar Symposium is Hip rs by bartenders. show for bartende ht well organised, rig underground vibe, d an ds seminars & bran balance between d ow international cr great passionate us rio to be if you are se makes it the show r all fo go t ess. A mus about bar busin brands!

iórkiem.

dziewczyna z p

- Alex Kratena -

“holy shit“ moment

DEHYDRACJA.

Can’t wait to visit again

- Jared Brown -

The

tter.

i Italians do it b

Nightjar in Poland.

Polska wódka.

Poncze. Kardynały. Biszopy. - Polish Old School -

a d i v a D c a ja interpret

nazwy

a 24.

Beefeater

Colombia

i bluzeczka An

It was my first time but I can say its a big little show .. Run by and for bartenders .. I hope it won’t stop but otherways will continue grow and attract more people to get them together. - Marian Beke I thoought it was fantasticly exicuted, the talks were all full with very interested guests. I hope we can work together again next year as this was a great chance for Pernod Absinthe to welcome a new audience.

Do zobaczenia za rok! BSW 2014 - 26 & 27 maja 2014

il Revolu

tion.

. a d n a P u F Kung

e Cockta

.

Coca Cartel.

0m 150 do wynajęcia

- Helen Sabin -

NOS I JĘZYK BSW pokazuje, że barmaństwo to zawód wielkoformatowy. Impreza daje promyk nadziei na to, że nadchodzi dzień, w którym barman w Polsce nie będzie postrzegany jako student, który dorabia wieczorami

- Tomek Miler -

Cocktail Competition Golden Rules – czyli jak wygrać i nie zwariować! Julian de Feral, ilustracja Marcin Surma, przetłumaczył Rafał Ciesielski

PRACA DOMOWA 1. Brand Im więcej zdobędziesz informacji na temat danego brandu, w którego konkursie starujesz, tym lepiej. To co musisz zrobić podczas konkursu, to mówiąc najprościej, sprzedać w odpowiedni sposób dany produkt jego własnej marce. A więc , pierwszą rzeczą jaką musisz wykonać, to zdobycie jak największej ilości informacji na jej temat. Dowiedz się, co czyni ją tak szczególną, poznaj historię jej powstania, dowiedz się więcej na temat kategorii do jakiej należy.

Konkurs koktajlowy. Okazja do nawiązania nowych kontaktów, pogłębienia wiedzy, zdobycia nowych doświadczeń i poznania najnowszych trendów. Studnia inspiracji, czynnik aktywujący rozwój zawodowy, ugruntowujący pewność siebie i szlifujący umiejętności publicznej prezentacji. Z drugiej strony wydarzenie silnie wiążące barmana z daną marką, co niesie oczywiście obopólne korzyści marketingowe… największe w razie wygranej oczywiście. No więc co zrobić, żeby wygrać?

Wiele konkursów poprzedzają degustacje i mastrclass’y dla startujących, na których organizatorzy zwykle dają wiele wskazówek, odnośnie, jakiego koktajlu, jakiej osobowości i jakiej historii poszukują. Wielki plus dla tego, komu uda się znaleźć coś na temat marki (nie ważne jak banalnego), czego nikt inny na konkursie, włączając jej ambasadora, nie będzie wiedział. Śledź reklamy i akcje promocyjne danego brandu (także te, poza konwencją koktajlową). Dzięki nim możesz dowiedzieć się więcej na temat aspiracji marki i jej docelowej grupy odbiorców. Zwróć uwagę, czy kierunek jej działalności marketingowej nie zmienił się ostatnio. Jeśli twoja ulubiona „szkocka” zmieniła swoją 100-letnią butelkę, na coś co przypomina opakowaniem krzykliwego bourbona, to może znaczyć, że aktualizuje swój wizerunek, aby odwołać się do młodszego, bardziej „koktajlowego” konsumenta. Jeżeli marka reklamuje się w telewizji spotem, w którym 32

33

w pajęczynie laserów, dziko bawią się skąpo ubrane niewiasty (niestety nie w naszym wspaniałym w kraju, gdzie taka reklama „mocnego” alkoholu jest zabroniona – przyp. RC), oblewając się namiętnie trunkiem X, to są duże szanse, że dany brand szuka raczej barmana – duszy towarzystwa, pełnego pozytywnej energii, a nie kolejnego wcielenia Harry’ego Johnsona serwującego Hot Buttered Bishopa w wazie do ponczu z XVIII wieku.

Może zdarzyć się, że jeden z sędziów, złapie Cię na czymś, co w jego opinii jest w prezentacji nie do zaakceptowania. Przykład: potraktuje jako wykroczenie, testowanie koktajlu podczas jego przygotowywania . Można się z tym zgadzać lub nie – moje osobiste opinie na temat tego konkretnego tematu: http://www.diffordsguide. com/class-magazine/read-online/en/2011-09-20/ page-2/ i http://www.diffordsguide.com/class-

Wszystkie te informacje powinny dyktować styl koktajlu z jakim startujesz, poziom „wyluzowania” podczas prezentacji, jak również to, co założysz na siebie w dniu konkursu.

2. Odbiorcy Nie polegaj tylko na jednym źródle informacji. Przekop się przez stare publikacje, zasięgnij języka u ludzi z branży i poznaj ich osobistą opinię na temat brandu. Porozmawiaj także z ludźmi z poza branży. Zapytaj na przykład, co goście Twojego baru myślą o danej marce. Co w niej lubią, kim są na co dzień? Może to właśnie oni stanowią część rynku, który brand stara się właśnie pozyskać?

3. Sędziowie Znając już konkursowy brand od podszewki, nie kończmy naszych poszukiwań. Wykorzystajmy wszystko, co może dać nam przewagę nad konkurencją. Czas na sędziów! Dowiedz się, kim są i co lubią? (i nie chodzi tylko o sferę branżową, ale także o gusty muzyczne, modę, hobby itp.), skąd pochodzą i jak przebiegała ich kariera? Jeśli jest to klasyczna mieszanka sędziowska, czyli jedna osoba związana z marką, jeden branżowy guru i jedna osoba związana z mediami, to zastanów się w jaki sposób zrobić wrażenie na nich wszystkich?

magazine/read-online/en/2011-10-04/page-3/ ), ale na pewno nie należy tracić czasu, na kłótnie z sędziami. Teoretycznie, są to w momencie konkursu, Twoi goście i musisz być gotowy aby zaadoptować swój barmański styl, do ich wymagań.

4. Konkurencja Dowiedz się kim są pozostali startujący i zastanów się w jaki sposób mógłbyś się wśród nich wyróżnić? Dowiedz się, kto wygrał w zeszłym roku i przyjrzyj się dokładnie zwycięskiej recepturze. 34

W konkursach, w których startuje 30-tu i więcej zawodników po sobie, wraz z upływem czasu, sędziowie mimochodem stają się coraz mniej obiektywni i lekko oszołomieni. To wymusza zwrócenie ich uwagi czymś innym, niż tylko dobrze zbalansowany drink. Dlatego warto zaryzykować i spróbować czegoś nowego, zaskakującego jeżeli chodzi o samą kreację, ale także technikę czy prezentację. Czegoś co przykuje uwagę. Pamiętaj jednak, aby mieć przemyślane wytłumaczenie dla wykorzystania mocno szokującej techniki lub składnika, które elokwentnie przedstawisz jury, w razie potrzeby.

5. Miejsce akcji Dowiedz się gdzie odbywa się konkurs? Jaki sprzęt znajduje się za barem i jaki rodzaj lodu będzie dostępny. Jeżeli to możliwe, pofatyguj się do tego miejsca wcześniej i spróbuj dowiedzieć się dokładnie, w którym miejscu baru odbędą się prezentacje i gdzie będą siedzieć sędziowie. Dostosuj swoją prezentację do miejsca. Kilka lat temu mój przyjaciel i współ-konkurent – Alex Kratena, brał razem ze mną udział w konkursie, który miał miejsce na łodzi, zacumowanej na kanale w Schiedam w Holandi. Tak się złożyło, że na pokładzie znajdował się również zespół ludowy, który Alex zaangażował we wstępie do swojej prezentacji. Zanim jeszcze dotknął jakiejkolwiek butelki, już wprowadził zebraną publiczność i sędziów w zabawowy nastrój. Ja natomiast, przy swoim wejściu, wykorzystałem położenie baru i… Alexa, wykonując wspólnie „throwing” mojego koktajlu z górnego pokładu przez luk prosto do podpokładowego baru, w którym odbywał się konkurs. Żaden z nas wtedy nie wygrał, ale nie w tym rzecz. Zrobiliśmy coś INNEGO niż wszyscy, wykorzystaliśmy otoczenie w jakim odbywał się konkurs, zwracając uwagę sędziów i publiczności.

Jeżeli w konkursie przewidziana jest tzw. „mystery round”, może wiązać się to z przygotowywaniem koktajli, na bazie zrobionych w określonym czasie, na określonym terenie i za określoną kwotę, zakupów. Jeśli taka runda jest przewidziana, a nie znasz za dobrze okolicy, w której odbywa się konkurs, warto spędzić tam wcześniej trochę czasu. Zajrzyj na lokalny ryneczek i do pobliskich delikatesów. Wiedzieć gdzie się udać, przy tego rodzaju zadaniu, to przynajmniej pół godziny przewagi nad innymi, plus mniejszy stres przy całym zamieszaniu, które zwykle mu towarzyszy. Przykład. Przed jednym z konkursów koktajlowych, w których brałem udział w zeszłym roku, odwiedziłem wcześniej bar, w którym miał się odbyć. Przedstawiłem się szefowi baru, który z chęcią pokazał mi miejsce, opowiedział kilka ciekawych historii na temat przybytku i okolicy (na konkursie wykorzystałem je oczywiście w mojej prezentacji!). Podczas zwiedzania, pokazał mi także ich własny ogród, w którym namiętnie uprawiali wszystko co później dało się wrzucić do shakera. Kiedy podczas konkursu, okazało się, że naszą „mystery round” będzie skorzystanie z dobrodziejstw tego właśnie ogrodu, nie tracąc czasu, pewnie udałem się pomiędzy zapamiętane grządki, po to, co było mi potrzebne.

BĄDŹ KREATYWNY! 6. Myśl kreatywnie! Inspiracje do stworzenia koktajlu mogą oczywiście pochodzić zewsząd. Niektórzy preferują zacząć od samego trunku „neat” i poszukać ukrytych w nim smaków. Nie muszą to być smaki oczywiste i wychwytywane z marszu. Spróbuj myśleć o rzeczach nowych. Książki kucharskie i ogólnie – kuchnia, to świetne źródło inspiracji. Jeżeli w Twoim lokalu pracuje chef z prawdziwego zdarzenia, zapytaj go co myśli o połączeniu smaków, z którymi eksperymentujesz. Miksologia 35

podążała za sztuka kulinarną od zawsze, a dobry kucharz, to zwykle kreatywna porada , doświadczenie w łączeniu smaków i wypróbowane techniki. Kucharze to także bardzo kreatyna pomoc przy tworzeniu dekoracji koktajlowych, czy zabawy w food pairing. Sam nigdy nie odkryłbym, bez ich pomocy, takich połączeń, jak na przykład smażony boczek, crème brulee i starzony rum. Nie byłbym też w stanie, wykonać cukrowych czaszek do moich meksykańskich koktajli, które mój kolega-cukiernik, jest w stanie ulepić szybciej, niż ja zdążę wymówić „Aye Carumba” !

z resztą w składną całość. Świetna zabawa i mega-kreatywne ćwiczenie.

8. Do głębi Ważne, aby każdy element układanki, którą stanowi nasza prezentacja, był dobrze przemyślany i łączył się w jakiś sposób z marką, pod egidą, której występujemy. Dużym bonusem będzie aspekt indywidualny jaki nadasz swojemu koktajlowi. Może być to coś osobistego, związanego z barem, gdzie na co dzień pracujesz. Na przykład wyjątkowy składnik, pochodzący z Twoich rodzinnych stron, coś związanego z szeroko pojętą, a tak modną ostatnio „lokalnością”, z porą roku lub nawet pogodą w dniu konkursu. Czegokolwiek byś nie stworzył, pamiętaj, że przedstawiciele brandu będą chcieli zobaczyć, że odrobiłeś pracę domową na temat marki, a drink który stworzyłeś, przedstawia ją w najlepszy możliwy sposób. Upewnij się również, czy żaden z pozostałych składników, których używasz, nie jest mocno konkurencyjny wobec innego produktu z portfolio organizatora konkursu. Niektóre kompanie mogą być dosyć wrażliwe na tym punkcie.

PREZENTACJA! 9. Look good, feel good 7. Od d... strony Z drugiej strony, możesz zacząć od historii. Może to być okres z dziejów marki, coś osobistego lub nawet fikcyjna opowiastka. Stosujemy tzw. kreację wsteczną – czyli wchodząc „tylnymi drzwiami”, jako punkt wyjścia przyjmujemy jakąś historię lub nazwę koktajlu. Potrzebujemy już tylko pomysłu na kombinację komponentów, które zgrają się

W dniu zawodów spróbuj wyglądać świeżo i atrakcyjnie (na ile to możliwe ;)). Jeżeli masz taką możliwość, weź dzień wolnego przed konkursem, aby móc spokojnie się przygotować. Weź pod uwagę styl konkursu i jego „dress code”. Pojawienie się na konkursie, na którego zaproszeniach, widnieje notka „formal event”, w wyciągniętym t-shirt’cie i podartych dżinsach, 36

może nie być dobrze odebrane. Z drugiej strony, najlepszy ślubny garnitur nie doda Ci punktów, ani pewności siebie na „hip rock’n’roll style competition”. Nie oznacza to jednak, że nie można odrobinę zamieszać. Buty i spinki do mankietów w kolorze etykiety na butelce konkursowego trunku, dobrane do formalnego stroju, na pewno zwrócą uwagę sędziów i publiczności!

10. Know your shit! Wykuj w pamięci swoją recepturę! Przerób ją kilkakrotnie przed gremium złożonym z Twoich kolegów i koleżanek z pracy. Dobrze utrwal i przetrenuj kolejność czynności i proporcje, tak aby podczas konkursu móc uwolnić swój umysł i sprawnie poradzić sobie z nieprzewidzianym np. zaskakującymi pytaniami ze strony sędziów. Bądź świadom limitu czasowego. Lepiej wypunktuj sobie kluczowe hasła prezentacji, niż pisz pełny scenariusz swojego występu. Pozwoli Ci to na większą elastyczność w razie jakichkolwiek przerw lub pytań, a jeżeli będzie kończył Ci się czas, daje świadomość, które z kluczowych punktów musisz jeszcze koniecznie „przerobić”. Sam łapię się na tym, że próbując wcisnąć za dużą ilość informacji, nie starcza mi czasu i bardzo często, omijam jej kluczowe punkty. Nierzadko jednak limity czasowe są ogłaszane dopiero na miejscu , przed samym konkursem. No cóż… życie. Takie są przywileje organizatorów.

na sędziów… na publiczność… i uśmiechnij się! Ustawienie wszystkich przedmiotów niezbędnych do prezentacji ma być jak najbardziej wygodne dla Ciebie samego. Poniżej kilka tipów, z których osobiście korzystam: • Alkohole i wszystkie składniki płynne na barze, w rzędzie, etykietami w stronę sędziów. • Kolejność ustawienia wg. kolejność wlewu (w miarę możliwości) – takie ustawienie to wizualny przewodnik o postępie w prezentacji, a także punkty odniesienia, które służą mi jako mapa i nadają odpowiedniego tempa całości, tak abym mógł w odpowiednich miejscach zwolnić, to znów przyśpieszyć. • Cały sprzęt w zasięgu ręki, tak aby nie odwracać się tyłem do sędziów , nie robić zbędnych kilometrów i nie znikać za barem. Na czas prezentacji, bar jest dla Ciebie sceną, a to co na niej zaprezentujesz, powinno być zwarte, klarowne, profesjonalne i intrygujące. Pamiętaj, że sędziowie, nie są po to aby utrudnić Ci cokolwiek i powinni być traktowani przez Ciebie jak goście Twojego baru. Wyluzuj trochę, a oni też wyluzują. Spróbuj przełamać lody, spójrz im prosto w oczy i zapytaj czy czegoś nie potrzebują – Może wody?

Prezentując, zwracaj na nich szczególną uwagę, aczkolwiek w dobrym tonie jest również odnotowanie obecności widzów 11. Set-up = flow konkursu. Perfekcyjnym rozwiązaniem będzie zaangażowanie w prezentację obu tych Twój „set up” przed prezentacją będzie miał kluczowy wpływ na Twój „flow” podczas jej trwania grup. Zaabsorbowana publika, to także mniej rozpraszających rozmów na sali. . Przed samym występem postaraj się oswoić z otoczeniem i ustawić wszystko najszybciej jak Spróbuj wykorzystać publiczność w tym co robisz, to możliwe, tak jak zaplanowałeś. Upewnij się zaangażuj Twojego konkurenta z konkursu jeszcze raz, że wszystko jest na swoim miejscu. do shakowania Twojego koktajlu, poproś Odetchnij… zanurz się w atmosferę… spójrz 37

ambasadora marki o rozpylenia aromatu wśród sędziów. Oczywiście wszystko to, musi być zrobione z taktem i umiarem.

z sędziami. Pamiętaj, że nie zawsze najlepszy drink i najlepszy barman wygrywa. Równie ważnym jest jak zaprezentowałeś siebie i miejsce, w którym pracujesz.

Spróbuj wykorzystać zapach, światło i muzykę.

12. Pierwszy, drugi… ostatni.

No więc… do boju i POWODZENIA!

Weź pod uwagę kolejność na liście startowej. Jeżeli jesteś jednym z pierwszych, nie daj o sobie zapomnieć . Oryginalność, jasny przekaz i perfekcyjna technika to Twoi sprzymierzeńcy. Startując pod koniec stawki, kiedy sędziowie są już nieco senni, postaw na bardziej radykalne metody – element zaskoczenia i kontrast. Wykorzystaj także Twoje obserwacje dotychczasowych prezentacji. Julian de Féral Jeżeli inny zawodnik użył podobnych składników czy miał bardzo podobny koncept koktajlu, który robisz, podkreśl to, pochwal go a kreacje uzupełnij o dodatkowy sens. Do współuczestników zawsze odnoś się z szacunkiem, służ radą (ale bez zbytniego mędrkowania) i pomocą.

13. Wyluzuj! A przede wszystkim – WYLUZUJ! Ciesz się konkursem! Nastaw się na zbieranie i dzielenie się doświadczeniem . W końcu to tylko konkurs koktajlowy! Jakkolwiek to zabrzmi po tylu moich mądrych radach – zwycięstwo to nie wszystko! Nie raz byłem świadkiem inspirujących prezentacji moich towarzyszy, które uniosły nas, startujących, na szczyty barmańskiej ekstazy. I co??? Nie wygrali! Konkursy barmańskie to często bardzo subiektywna rozgrywka. Mimo to naucz się przegrywać z klasą. Nie kłoć się

Julian de Féral to jeden z czołowych postaci młodej fali brytyjskiej miksologii, w którego CV znajdziecie takie miejsca jak: Rockwell Bar, Milk & Honey, The East Room, Lutyens, Callooh Callay, Kanaloa, The Hoxton Pony czy China Tang at the Dorchester. Obecnie pracuje dla jednej z największych na świecie „barowych” firm konsultingowych – Gorgeous Group jako Drinks Specialist. Współpracował z brandami takimi jak Patron, Ketel One, Martini i Maker’s Mark. Członek Tanqueray Ten Guild. W ostatnich kilku latach, wygrał prawie wszystko co było do wygrania w najbardziej prestiżowych konkursach barmańskich w Wielkiej Brytanii, wielokrotnie nominowany do najróżniejszych nagród branżowych: • World Class 2012, UK finals: winner • World Class 2011, UK finals: 2nd place • White Spirits, World Class 2011, London cocktail finals: 1st place • Chartreuse cocktail competition 2011, London heats: winner • Maker’s Mark ‘Leave Your Mark’ 2010 UK finals: 1st place • Nominated for CLASS UK Bartender 2010 of the Year • Kettle One K100 Club Ritual competition 2010: UK winner 38

• 42 Below World Cup 2011, East London heat: 1st place • Captain of the bartenders team for Imbibe 2010 ‘Faking It’ Bartenders vs. Sommeliers competition • Vodka World Class 2010, London cocktail finals: 2nd place • ‘One To Watch’ award at the Theme Restaurant/Bar Awards 2009 • 42 Below World Cup 2010, East London heat: winner • Appleton Estate Bartenders Challenge 2009, London heat: winner • Rum World Class 2009, London cocktail finals: 1st place

• Cape North USA vs. UK vs. Sweden cocktail competition finals: 1st place • Whisk(e)y World Class, South U.K. cocktail finals 2008: 1st place • Cape North cocktail competition 2008, England finals: 1st place • Freespirit cocktail competition 2008, London heat: winner • Cabana cocktail competition 2008, U.K. finals: 1st place • Patron, UK cocktail finals 2008: 1st place • Tequila World Class 2007, South U.K. cocktail finals: 2nd place.

Cocktail Express W dniach 26-28 czerwca w Nicei odbyły się Mistrzostwa Świata Latte Art oraz Mistrzostwa Świata Coffee in Good Spirit (umiejętność łączenia kawy z alkoholem). W finale obu konkurencji znaleźli się reprezentanci naszego kraju. Marcin Wójciak został Wicemistrzem Świata Coffee in Good Spirit, a Leszek Jędrasik zajął 4 miejsce w Mistrzostwach Świata Latte Art. W dniach 26.06 - 02.07 odbyła się I edycja Warsaw Cocktail Week. 7 lokali, 49 autorskich propozycji, ponad 50 barmanów przygotowujących w pocie czoła ponad 2500 cocktaili. W fejsbukowym głosowaniu na najlepszą kartę koktajlową tego wydarzenia zwyciężył Flow Coffee lunch & cocktail bar.

W finale turnieju koktajlowego Beefeater 24, który odbył się podczas tegorocznego Bar Symposium Warszawa zwycięski laur trafił do Jakuba Kozłowskiego. Dzięki swojej autorskiej wersji kultowego Gin&Tonic, już w listopadzie będzie konkurował o tytuł Beefeaterowego mistrza świata w Londynie. I z ostatniej chwili…. Marek Posłuszny został Mistrzem Świata Flair w IBA World Cocktail Championship 2013, które odbyły się w Pradze w dniach 19.08-20.08.2013.

39

Giganci i Gentelmani. Andrzej Rachwalski, zdjęcia Bartosz Piasecki

Kolejna edycja Flair Giants Competition i Ligi Niezwykłych Gentlemanów za nami. Znów Kraków stał się stolicą polskiego barmaństwa. Butelki fruwały, kubki trzęsły się, a barmani wychodzili ze skóry, aby okazać się najlepszymi w swoich kategoriach. Giganci tym razem rywalizowali przez dwa dni, dzięki czemu jeszcze więcej osób mogło zobaczyć ich popisy. Ponownie do Krakowa zawitały gwiazdy, a line up uczestników był imponujący. M.in. Tom Dyer, Luca Valentin, Vaclav Abraham i wielu innych utytułowanych, co pokazuje, że konkurs stał się już znany nie tylko w kraju ale i Europie. Pierwszy dzień eliminacji stał pod znakiem oczekiwań na występy faworyzowanej trójki. Pierwszy na scenie pojawił się Brytyjczyk i od razu widać było dlaczego jest jedną z legend. Ręce same składały się do oklasków. W oczekiwaniu na kolejnych Gigantów na scenie pojawił się reprezentant gospodarzy, młody i bardzo utalentowany Pistike Kovacs – Isztwan, swoim występem podbił serca całej publiczności, zdawało się, że ta chce go wynieść na rękach z sali. Na scenie równie dobrze jak legendy prezentowali się niezmordowani Marcin Cebula i Maciej Chojara w towarzystwie Filipa Ciszkowskiego. Nadeszła pora na obrońcę tytułu czyli Vaclava. Nie zawiódł i pokazał, że na poważnie chce obronić tytuł. Kibice czekali też na zwycięzcę tegorocznego Roadhouse – Lucę Valenitina – który zaprezentował niesamowicie luźny styl. Finał Gigantów odbył się zaraz po rozgrywkach Ligowców. Publiczność była już rozgrzana do czerwoności, więc zawodnicy niesieni niesamowitym dopingiem po prostu wychodzili z siebie. Konkurs zaczął się od finału pocieszenia dla tych, którzy nie dostali się do ścisłego

finału. „Big ass move” wygrał Dennis Triffanovs i w nagrodę otrzymał unikalny totem od firmy Lucas Bols. Finał był kosmicznym widowiskiem, wielu zawodników chciało aż za bardzo i nerwy wychodziły na wierzch. Tym razem najlepszy okazał się Marcin Cebula, nie tylko dla tego, że pokazał najlepszy „przejazd” ale też dlatego, że nie popełnił błędów technicznych co bardzo skrupulatnie śledzili sędziowie. Drugie miejsce przypadło Luce Valentin`iemu, a na trzecim stopniu podium stanął Vaclav Abraham. Podsumowując, firma Impressive Flair Bar kolejny raz wyprodukowała doskonały konkurs. Sędziowie Adam Brańczyk, Marek Posłuszny, Olivier Pluck i Tomasz Śleziak zapewnili obiektywizm ale i surowe oko. Konferansjerem finału był główny organizator, który potrafił budować napięcie jak nikt inny – Marcin Dąbek. 40

Dla zawodników ciekawym wydarzeniem był też mecz piłki nożnej na boisku Wawelu. Barmani na co dzień rzucający butelkami, okazali się świetnymi piłkarzami. Po trwającej kilka godzin walce, wygrała drużyna Maxa Bradarsky`ego . Po dwóch dniach pełnych wrażeń pozostaje tylko życzyć sobie, aby za rok było jeszcze lepiej. Pytanie: czy konkurs może być jeszcze lepszy? W finale finałów Ligi Niezwykłych Gentlemanów, startowali najlepsi z najlepszych, wybrani w idealny sposób czyli przez innych barmanów. Tym razem nie oceniali się jednak sami, a w rolę rozjemców wcielili się sędziowie: Andrzej Rachwalski ( Lucas Bols ), Łukasz Stafin, Janusz Chrzaniawski ( FineFood ), Patryk Le Nart ( MSBiS ) Kuba Skurczyński ( Pernod Ricard Polska ) oraz Robert Padiasek ( Monin ). Sędziowie mieli małą niespodziankę dla uczestników tj. możliwość zadawania pytań w podczas prezentacji. Gentlemani jednak nie wpadli w popłoch i jak przystało na profesjonalistów wyczerpująco

odpowiadali na wszystkie. Pierwszy wystartował Karim Bibars, który jako obrońca tytułu poprzedniej edycji miał „z urzędu” zapewnione miejsce w finale. Kolejnym zawodnikiem był Patryk Mitręga, który jako pierwszy złamał schemat prezentacji i pojawił się na scenie w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela – pięknego labradora, który dzierżył dumnie potrzebne alkohole do wykonania koktajlu. Ale to nie była jedyna niespodzianka. Ekipa Budy postanowiła wystąpić razem i prosiła o traktowanie ich jako całość. Było to duże zaskoczenie, ale należy się chłopakom szacunek za to, że pokazali „team spirit”, który jest równie ważny jak i indywidualności. Doskonale na pytania odpowiadał jak zwykle wygadany Janek z Krynicy, i w kolejnym kwiecistym przemówieniu, porwał całą publiczność. Swoją przemową jak zwykle hipnotyzował Adam Grądziel. Przepięknie prezentowała się Buraczana Colada Dominika Ubysza, dzięki której można 41

było odjechać sportowym BMW. Patryk Kowalski świetnie oddał polsko-kubańską nutę w swoim koktajlu i zbudował grunt dla kolejnych bliskich kontaktów tych dwóch wielce zaprzyjaźnionych narodów. Na końcu po profesorsku wystąpił Kuba Kozłowski ,który misternie przygotowaną historię przedstawił w iście metafizycznej formie. Jednak wszystkich zaczarował El Grądzielo, który w tylko sobie znany sposób potrafi wprawić tłum w hipnozę. Cytując: ja nie wiem czy ktoś wpuścił gandzie do wentylacji, czy co się stało? Z takim vibem głosu, Adam nie tylko powinien robić świetne koktajle ale i występować na światowych scenach. Drugie miejsce zajął Kuba Kozłowski , a trzeci na podium wskoczył Patryk Kowalski.

Specjalne wyróżnienie przypadło załodze Psa czy Suki za ‘team spirit’, który jest coraz rzadszy w naszej branży. Chce się powiedzieć – szkoda że to już koniec – chce się więcej po takim finale. Czekam na to co zdarzy się w następnym roku, szczególnie, że dzięki tej edycji pokazali się barmani z tak odległych krańców Polski jak: Sopot, Szczecin, Lublin czy Łódź. Chcemy jeszcze więcej i dziękujemy za wsparcie z różnych stron kraju i ze świata. Wielkie Brawa dla Marcina Dąbka, całej ekipy Impresive Flair Bar i Scandali za organizacje i gościnność.

A oto receptura na mistrzowski koktajl: 40ml Havana 3 yo; 20ml Sherry Oloroso; 10ml Orgeat; 30ml Naparu z Kawy Zbożowej; Warszawska Scena Barowa [Wariacja na temat Mazagranu] Dekoracja : Gwiazdka anyżu; Mięta + Crusta z cukru limonkowego i tłuczonych migdałów. 42

Jeszcze słowo od Ojca Prowadzącego – czyli z kącika Wujka Dobra Rada. Drodzy barmani, startując w konkursach pamiętajcie, że możecie się spodziewać … niespodziewanego. Wiedza z zakresu historii marek, które wspierają konkurs jest absolutnym musem, o którym aż wstyd przypominać. Pokażcie profesjonalizm i okażcie szacunek do marki, która wspiera konkurs (a czasem bez niej konkurs jest niemożliwy). Poza tym Wasza prezentacja, ubiór i serwis powinny stanowić całość.

Z barmańskim pozdrowieniem Wujek Dobra Rada ;)

Andrzej Rachwalski (więcej o Andrzeju na stronie 22)

Tahona Society po raz pierwszy w Polsce. Tekst i zdjęcia –materiały prasowe organizatora.

43

5 dni, 4 miasta, ponad 150 barmanów i 1 szczęśliwiec, który wyjedzie do Meksyku. Tak podsumować można pierwszą polską edycję globalnego programu edukacyjnego dla barmanów stworzonego przez Olmecę – Tahona Society. Uczestnicy, po profesjonalnym szkoleniu poprowadzonym przez Steffin’a Oghene’a, mogli spróbować swoich sił w konkursie. Tym razem najlepszy koktajl przygotował Karol Bobiński z Warszawy, reprezentujący Bar Studio. Polska scena barmańska w końcu doczekała się profesjonalnego programu edukacyjnego dedykowanego tequili. Tahona Society, bo o nim mowa, stworzony został przez ikony branży gastronomicznej, takie jak Henry Besant czy Dre Masso. Do projektu, przy współpracy z tequilą Olmeca zapraszani są barmani z całego świata na seminaria poświęcone krzewieniu i propagowaniu kultury świata tequili. W Polsce, taka okazja nadarzyła się po raz pierwszy, a sekrety alkoholu z błękitnej agawy odsłonił przed uczestnikami Steffin Oghene – ekspert z dziedziny tequili, który podróżuje po całym świecie, dzieląc się swoją pasją i wiedzą. Tahona Society odwiedziła już kilkanaście krajów, a w szkoleniach uczestniczyło tysiące barmanów. W Polsce Tahona Society pojawiło się na zaproszenie Pernod Ricard Polska, gromadząc ponad 150 barmanów podczas spotkań rozsianych po całej Polsce. Projekt zrealizowany został tym razem w 4 miastach: Sopocie, Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. Steffin, wtajemniczył barmanów w fascynującą historię tequili, opowiedział o tajnikach procesu produkcji. Przeprowadził też profesjonalną degustację, prezentując różne odmiany tequili, w tym nowości, takie jak Olmeca Altos. A wszystko to było wstępem do iście meksykańskiej lekcji miksologii i okazji do poznania receptur zarówno tych klasycznych, jak i mniej znanych koktajli.

Wszystko to, czego barmani się nauczyli, mogli wykorzystać od razu podczas konkursu. Po każdym seminarium, komisja ze Steffin’em Oghene’em na czele, wyłoniła 5 szczęśliwców, którzy 26 lipca w wielkim finale, w barze Pernod Ricard Polska w Warszawie, skrzyżowali shakery w konkursie koktajlowym, w którym nagrodą główną był wyjazd do Meksyku! Komisja oceniająca miała nie mały orzech do zgryzienia. Koktajle zaprezentowane przez uczestników były bardzo ciekawe, na wyróżnienie zasłużyli wszyscy, lecz zwycięzca mógł być tylko jeden. Tym szczęśliwcem okazał się Karol Bobiński z Warszawy, reprezentujący Bar Studio. Karol 44

Pequeno cena 5 cl Olmeca Altos Reposado 2 cl świeżego soku z limonki 6 liści szałwii, opalanych angosturą Grillowany ananas, marynowany w miodzie, czarnym pierzu, odrobinie Orange Bitters i tynkturze szafranowej* Dekoracja: chipsy ananasowe Do shakera wrzucamy ananasa pokrojonego w kostkę, muddlujemy. W oddzielnym naczyniu układamy liście szałwii i używając Angostury Bitters rozpylonej z atomizera, przepuszczonej przez płomień, opalamy szałwię, następnie przekładamy ją do shakera. Dodajemy Olmecę Altos Reposado, sok z limonki i mocno wykłócamy w shakerze. Cedzimy podwójnie do niskiego szkła, na kruszony lód. Wierzch koktajlu posypujemy słonymi chipsami z ananasa i wkładamy liść szałwii. *Grillowany ananas 1,5 krążka ananasa grillujemy, aż do uzyskania czarnych prążków, następnie zamykamy w worku próżniowym na noc z miodem, czarnym drobno zmielonym pieprzem i dodajemy 6 dashy Orange Bitters i 4 dashe tynktury szafranowej. przygotował niebanalny koktajl o nazwie „Pequeño cena” (z hiszpańskiego „Mały obiad” ). „Jestem niesamowicie szczęśliwy, że zobaczę Meksyk, poznam tamtejszą kulturę i zobaczę na własne oczy proces produkcji tequili o którym kiedyś tak dużo czytałem. Będzie to moja pierwsza okazja aby wziąć udział w zawodach barmańskich na poziomie międzynarodowym i to na dodatek sędziowanych przez osoby takie jak Charles Joly, zajmujący się obecnie The Aviary, które od paru lat inspiruje mnie w tym co robię” – skomentował Karol Bobiński.

Tynktura szafranowa 1 g szafranu algierskiego zalewamy 700 ml spirytusu o zawartości alkoholu 70% na dwa miesiące a następnie cedzimy. Dodajemy 150 ml ginu i 50 ml wody. Odstawiamy na kilka dni, aby składniki zgrały się z sobą i „otworzyły” się aromaty. Chipsy z ananasa Ananasa zamrażamy i kroimy na krajalnicy w plastry o grubości 1,5 mm, wkładamy do piekarnika i suszymy w niskiej temperaturze tak, aby były chrupiące, ale żeby nie karmelizował się w nich cukier. Delikatnie solimy. 45

ODWIEDĹš NAS NA FACEBOOK

www.barmagazyn.pl

www.facebook.com/barmagazynpl

KONTAKT ISSUU

barmagazyn@gmail.com

issuu.com/barmagazyn


BarMagazyn.pl 2/13